Notatkę dodano:2010-03-10 00:10:31
Dlaczego jest tak, że im dobitniej się ludziom mówi, że się ich zwyczajnie wykorzystuje i jak już się wyssie z nich wszystko, to się ich zostawi, tym bardziej oni się garną. Z biologicznego punktu widzenia takie autodestrukcyjne zachowania są przecież kompletnie niezrozumiałe. Dlaczego tyle ludzi chce cierpieć dla kogoś i bawić się w wybawicieli – czy to czasem, tam głęboko, głęboko, nie zwyczajny egoizm? takie budowanie obrazu siebie miłosiernego we własnych oczach? Nie rozumiem. Nie chcę stać się do reszty złą kobietą, dlatego jestem bezwzględnie szczera i chyba sama powinnam zamknąć tę ścieżkę, a nawet te ścieżki – w których zresztą jestem na różnych, przeciwstawnych, punktach tej przeciąganki.
I gapię się godzinami w „Upadek Ikara” Bruegla.
Brak komentarzy Notatkę dodano:2010-03-08 12:46:59
Nadszedł dziś taki moment, kiedy poczułam, że stwierdzenie: poczucie samotności i odosobnienia jest mi nieodłączne przystało być tylko kokieterią, a stało się prawdą, z którą muszę się pogodzić. Słucham Janis Joplin i płaczę z powodu tej świadomości, chociaż w sferze faktów przecież nic się w moim życiu nie zmienia. Coraz dalej mi od ludzi „normalnych” i ich niezrozumienia, a jednocześnie coraz bardziej uciekam od świata tych niedostosowanych nadwrażliwców. Jednym słowem, jakoś tak się dzieje, że coraz dalej mi od wszystkich, chociaż przecież bardzo tego nie chcę. Kiedy dziś myślę o swojej przyszłości, widzę starą dziwaczkę z kotem i w fioletowym kapeluszu. Smutno mi. Brak komentarzy Pozbierane z całego dnia
Notatkę dodano:2010-02-21 21:22:10
Jakoś samo mi dziś przychodzi bieganie wstecz po osi czasu. Przykre jest to, że o właściwie jedynych miłych wspomnieniach, które mam w głowie, powinnam jak najszybciej zapomnieć. A on od rana wkurza mnie swoimi małpimi wyskokami chłopca, który nie chce dorosnąć. Czy to kolejny wyskok słomianego zapału? Nie sprawdzę, chociaż kusi mnie, żeby znów zacząć go gonić. Ale nie! Albo sam zrozumie, że w życiu nie można cały czas uciekać, albo nie. Jestem całą sobą zła i chciałabym wznieść apel do wszystkich matek jedynaków, żeby nie wychowywały bezmyślnie swoich dzieci. Stopniowo moje myśli przekierowuję na siebie. Mam wewnątrz mnóstwo zagadek do rozwiązania. Trenowałam dziś całą bezsenną noc skupienie uwagi na tym, na czym chcę. Zamiast wsłuchiwać się w drażniące chrapanie psa, starałam się koncentrować na dźwiękach wiatru i topniejącego śniegu za oknem. Zamierzam doprowadzić tę umiejętność do perfekcji. Lepiej mi się robi, kiedy piszę. Dobrze, że są litery. Jak dobrze, że dzisiaj wyszło słońce. Mogłam rano w łóżku przeciągać się jak kot i wygrzewać, a potem obserwowałam, jak ładnie pada na stół przykryty zrobionym na szydełku obrusem. „– Miłość to spotkanie – powiedziała moja matka. – A spotkania bywają różne. – Milczała przez chwilę i czekałem na wyjaśnienia, obawiając się, że to wstęp do jakiejś niewesołej konkluzji. – Nasze spotkanie należy do tych szczęśliwych. Wiesz, budzę się rano i nie czuję potrzeby makijażu, tuszowania swoich braków. Wystarczy mi kąpiel i świeżo umyte włosy. Czy to znaczy, że się zaniedbuję? Nie, ja się tak dobrze czuję ze swoim mężem.” Ładny fragment „Concerto d’amore” Anny Boleckiej. Książka mnie nie powala, ale chciałam właśnie dla relaksu przeczytać coś niezbyt obiektywnego, ale z pewnością ze szczęśliwym zakończeniem. Brak komentarzy Notatkę dodano:2010-02-20 17:49:54
Przepisane z wczorajszych luźnych notatek: Siedzę na wykładzie, jest mi znowu tak niedobrze ze smutku, że muszę z siebie to wylać. Nigdy nie przypuszczałam, że ze smutku może być po prostu niedobrze, tak całym ciałem, słabo. Jest ze mną troche tak jak w "Mieście Aniołów": jak już wyszłam ze swojego autystycznego świata i zaczęłam odczuwać, po kilku chwilach nadziei spotkało mnie rozczarowanie i porażający smutek. Staram się dzielnie trzymać. Wiem, że muszę to przeżyć i nie mogę niczego znow w sobie zdusić, bo wtedy emocjonalnie umrę już chyba na zawsze. W chwilach wzlotów myślę sobie, że skoro tak bardzo mogę się smucić, to równie mocno będę mogła kiedyś się cieszyć. W tej chwili uśmiech jest ponad moje siły. Cały czas rozmyślam o tym, czego nie zrobiłam, a co tak bardzo zrobić chciałam. Żałuję, że po prostu nie przytuliłam Cię wtedy, kiedy dowiedziałeś się o śmierci kuzyna, że uciekłam przed Twoim pocałunkiem nad morzem, że nie pocałowałam Cię, kiedy tak bardzo chciałam. Nie wiem, w którym momencie wygasła w Tobie ta iskra, ale czuję się winna i żałuję, żałuję, żałuję, że nie pokonałam swoich oporów. Zmuszam się do wychodzenia z domu, a szare ulice miast przyprawiają mnie o jeszcze większe mdłości. O mdłości też przyprawia mnie rozmowa z ludźmi, ale wiem, że muszę mówić, muszę to przeżyć, nie mogę stanąć w kolejnym punkcie, muszę płynąć. A potem uciekłam w połowie wykładu i kupiłam 4 książki; nie wiem, czy żeby coś zrozumieć, czy żeby zaczytać smutek. Ale lepiej zrobiło mi się dopiero po kilku łzach w autobusie. Dziś czuję się trochę lepiej. Podczas spaceru z psem pomyślałam, że pomimo wszystkiego cieszę się, że mogę być na tym świecie: brodzić przemoczonymi butami w topniejącym śniegu, patrzeć na czarne gałęzie drzew na tle szarego nieba i czuć na twarzy ukłucia zimnych kropel deszczu. To dobry znak, bo przez moment wątpiłam w swój sens bycia tutaj. Brak komentarzy |
||
| Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2010 |