Notatkę dodano:2011-12-14 02:53:53

Bo to jest jak z pina coladą. Pamiętam dobrze, kiedy pierwszy raz piłam ten napój. Powiedziano nam, że w tym miejscu serwują najlepszą pina coladę na świecie. Rzeczywiście była wyborna, na miejscu przyrządzana z dopiero co rozłupanego kokosa, staliśmy nad urwiskiem opierając się o barierkę, a w dole rozciągała się tysiącletnia dżungla.
Pina colada zawsze jest dobra. Często ją zamawiam i zawsze smakuje. Ale tak to już jest z rzeczami najlepszymi na świecie, że już nic nigdy im nie dorówna.
Jest połowa grudnia i ciepło, jakby była wiosna. Trawa wygląda na nieco zmęczoną zimnem, ale można mieć wrażenie, że ma ochotę odrastać. To mimo wszystko jest przyjemne.


Brak komentarzy
Akademia Młodych Dyplomatów, wieczór autorski "Odwilż"
Notatkę dodano:2011-12-07 17:11:21

Ostatnio jestem bardzo zapracowana, chociaż teoretycznie na studiach mam o wiele mniej zajęć niż w ubiegłym roku.
W zeszłą sobotę (26 listopada) byłam na inauguracji Akademii Młodych Dyplomatów, która odbyła się w Warszawskim Domu Technika. Swoją obecnością zaszczyciło nas wiele wybitnych osobistości, między innymi były minister spraw zagranicznych Francji dr Bernard Kouchner, przewodniczący Parlamentu Europejskiego  prof. Jerzy Buzek, liczni posłowie i ambasadorowie. Uroczystość poświęcona była przede wszystkim pomocy humanitarnej. Rozdano dyplomy studentom VII edycji AMD i powitano nowych.
W piątek (2 grudnia) odbył się mój wieczór autorski połączony z promocją tomiku wierszy pt. „Odwilż”. Początkowo spotkanie planowane było na półtora godziny, trwało jednak około trzech. Przybyli goście chętnie zabierali głos, brali udział w dyskusji i dzielili się swoimi interpretacjami. W tym miejscu muszę podziękować przede wszystkim dwóm osobom: Justynie i Dorocie, bez których by się to nie udało.


Brak komentarzy
Odwiż - wieczór poetycki
Notatkę dodano:2011-11-20 23:01:18

Bałucki Ośrodek Kultury "Na Żubardzkiej" w Łodzi ma zaszczyt zaprosić na wieczór poetycki Anny Michalskiej, zorganizowany z okazji wydania przez nią debiutanckiego tomiku wierszy pt. "Odwilż".
Wydarzenie będzie miało miejsce 2.12.2011r o godz.18.00 w Bałuckim Ośrodku Kultury "Na Żubardzkiej" (Żubardzka 3) w Łodzi. Tel. (42) 651 67 47
Wstęp wolny, możliwość zakupu tomiku autorki.


Brak komentarzy
Notatkę dodano:2011-10-27 01:08:43

Z głośników sączy się Chelsea hotel no. 2  Leonarda Cohena. Wokół rozrzucone wydruki wierszy młodych, zdolnych poetów i filiżanki po zielonej herbacie. Kończę czytać „Lód” Jacka Dukaja i zamykam książkę. Za oknem jesień, w sercu odwilż. Wróciłam.
Od kilku dni chodzę na uniwersytet. Ludzie zmienili się, podzielili na różne specjalności, niektórzy odeszli, przyszło wielu nowych. Poza tym praca, od października Akademia Młodych Dyplomatów w Warszawie. Justyna i Dorota naciskają w kwestii tomiku, więc wzięłam się w końcu za poważniejsze przygotowania do publikacji. Mam już zebrane wiersze i  kilka propozycji tytułu. Trwają prace nad okładką.
Tak nie wiele brakowało, a mogłoby mnie tu wcale nie być, mogłabym siedzieć na przykład w Hiszpanii albo w inny sposób zmienić swoje życie o 180 stopni. Uświadamiam sobie te wszystkie niekonieczności. Czasem to bardzo potrzebne, by wyraźniej widzieć cel.


Komentuj(2)
Not spicy, please - o jedzeniu w Indiach
Notatkę dodano:2011-10-22 02:09:24

Jedzenie w Indiach zaskakuje Europejczyka połączeniem smaków i przypraw dobieranych według nieznanych reguł, wbrew wszelkiej logice. Do wszystkiego dodaje się masalę w ogromnych ilościach, są tu setki rodzajów masali, popularne są nawet chipsy i zupki chińskie o tym smaku. Bardzo nadużywane jest również chilli, dlatego, jeśli nie chce się, aby danie było szczególnie ostre, należy wyraźnie to zaznaczyć składając zamówienie.

Do popularnych dań należą na przykład thali (ryż z serwowanymi osobno ostrymi sosami, marynowanymi warzywami i chiabati, czyli plackami), masala dosa (gotowane warzywa zawinięte w kruche ciasto), uttapam (placek z warzywami).

Kuchnia indyjska to głównie kuchnia wegetariańska, co wynika z przekonań religijnych dużej części społeczeństwa, chociaż zdarzyło mi się np. jeść doskonałego kurczaka w sosie cytrynowym. W ogóle nie jada się wołowiny, jako że krowa to w Indiach zwierzę święte i nietykalne. Nawet McDonald serwuje jedynie kurczaka.

Jedzenie w Indiach podawane jest najczęściej na kilku różnej wielkości talerzach i miseczkach, tradycyjnie spożywa się je przy pomocy rąk. Jeśli chodzi o napoje, powszechnie pije się słabą kawę, herbatę z mlekiem (chai), gęste i słodkie soki owocowe, albo lassi (napój przypominający jogurt).

Przy zakupie wody mineralnej należy zawsze sprawdzić, czy na zakrętce jest foliowe zabezpieczenie. Woda w Indiach jest często zanieczyszczona, dlatego pod żadnym pozorem nie należy pić jej z kranu. Z tego samego względu należy uważać również na napoje z kostkami lodu, wiele restauracji, często nawet tych wyższej klasy, używa do tego celu kranówki.


Brak komentarzy
Pora monsunowa
Notatkę dodano:2011-10-07 01:10:08

Siedzę na werandzie hotelu Blue King w Jaipurze i zza laptopa obserwuję ulicę tonącą w strugach deszczu. Zaczęła się pora monsunowa, temperatura spadła do 30 – 35 stopni i coraz częściej zdarzają się takie gwałtowne ulewy. W hotelu jest dzisiaj wyjątkowo spokojnie, większość osób pojechała na wycieczkę w Himalaje.  Obok mnie na fotelu drzemie Ira, piękna Ukrainka z Odessy. W rękach trzyma netbooka, ten unosi się i opada przy każdym oddechu.

W pewnym momencie pojawia się Karolina, studentka turystyki rekreacji z Poznania, wyłania się z deszczu. Jest cała przemoknięta, jej kolorowe, indyjskie spodnie przesiąknięte są wodą. W rękach trzyma siatki na zakupy.  Wychodząc do supermarketu najpewniej nie spodziewała się tak gwałtownej zmiany  pogody. Pół śmiejąc się, pół wściekając  się, krzyczy „Fuck!” i Ira budzi się.

„Zostaw te zakupy i idź wziąć prysznic i zmienić ubrania jak najszybciej, bo się rozchorujesz” mówię do niej. Kiwa głową, odkłada pakunki i biegnie do łazienki.

Jakiś czas temu zdarzyło mi się to samo. To był wieczór, bardzo szybko się ściemniło i ni stąd ni zowąd zerwała się ulewa. Wróciliśmy do hotelu brodząc po kolana w wodzie i trzęsąc się z zimna. Małe parasolki, które mieliśmy ze sobą, zupełnie na nic nam się nie zdały.

Próbowaliśmy zadzwonić do hotelu, żeby nam otworzono, ale dzwonek był przemoczony i nasze ciała przeszedł prąd. W końcu usłyszano jednak, że dobijamy się do drzwi i otworzono nam.

Czasami jednak deszcz bywa przyjemny. Kiedy w południe kilka godzin w największym upale zwiedzasz centrum miasta, jest orzeźwiający i przynosi ulgę.


Komentuj(2)
We are living in exponential times
Notatkę dodano:2011-09-24 18:49:36

przekonywano nas na konferencji z udziałem studentów college’u z Jaipuru. Prezentowano dane, z których miało wynikać, dlaczego Indie czeka lepsza przyszłość niż Amerykę. Przytaczano wypowiedzi ministra edukacji USA Richarda W. Rileya o konieczności cięć wydatków budżetowych w tym sektorze i dane dotyczące przyrostu naturalnego w obydwu krajach.
Było w tym dużo nadziei i sporo rozgoryczenia. „Będę robić biznes, będę inżynierem.” – mówili studenci. Można było odnieść wrażenie, że przyszłość jest dla nich czymś abstrakcyjnym i odległym, oczekiwaniem na szansę ale i obawą, że ta się nie pojawi, że nic się nie zmieni i nadal będziemy żyć jak do tej pory.
O HIV, o ochronie środowiska słuchać nie chcą – to zbyt przyziemne, prozaiczne. Większość z nich opuszcza salę, gdy kończy się część poświęcona kształceniu liderów – jak na mój gust, zbyt ogólnikowa i trochę o niczym, ale dziewczyna prowadząca sesję jest najwyraźniej usatysfakcjonowana. Jednocześnie jednak co chwila musi uciszać salę, jakby to byli gimnazjaliści. Nie wydaje się być zdziwiona takim zachowaniem studentów.
Jednocześnie prowadzona jest rekrutacja do pewnej organizacji pozarządowej. Za wypełnienie ankiety rekrutacyjnej pobierana jest drobna opłata, 50 rupii. Wolontariusze za uzyskanie wypełnionych ankiet nagradzani są kuponami do restauracji. Wygląda to dziwnie i mało profesjonalnie. Jak na jakieś loterii, jakby nie liczyły się wartości i kwalifikacje.
Wygłaszam swoją kwestię. Powstrzymuję się od dalszego udziału w dyskusji. Myślę o roli Indii w zmierzającym ku wielobiegunowości świecie. O miejscu w nim dla tych wszystkich młodych ludzi – którzy chcą być inżynierami, robić biznes. Jaka przyszłość ich czeka?


Brak komentarzy
HIV
Notatkę dodano:2011-08-19 11:07:12

Podczas pobytu w Indiach kilkukrotnie odwiedzałam NGO zajmujące się tematyką HIV RNB+ w Jaipurze oraz w ośrodku rehabilitacyjnym dla dzieci zarażonych HIV. Nie należało to do mojego projektu, ale kiedy miałam wolny czas, wolałam towarzyszyć innym i robić coś użytecznego niż siedzieć bezczynnie.
HIV jest w Indiach ogromnym problemem. W szczególnie złej sytuacji są kobiety, które są o wiele bardziej narażone na zarażenie nie tylko ze względu na biologiczne różnice, ale również uwarunkowania społeczne i kulturowe. Problem HIV wyjątkowo często łączy się tu z biedą, przymusową prostytucją i brakiem edukacji.
O ile studenci zwykle dysponują dość szeroką wiedzą na ten temat, sytuacja na wsiach jest pod tym względem tragiczna. Pogłębia to dodatkowo tradycyjny, konserwatywny sposób myślenia. Wszyscy uprawiają seks, ale mówienie o nim stanowi tabu. W Indiach „You can piss, but you can’t kiss in public”, jak głosi napis na koszulce mojego kolegi.
To wszystko jest okropnie przygnębiające, ale ludzie zarażenie HIV, których spotkaliśmy, wcale tacy nie są. Wręcz przeciwnie. Dzieci są urocze, pełne życia i pasji. Wszystkie świetnie tańczą, śmieją się, chętnie podsuwają podręczniki do angielskiego. Dziewczynki pięknie rysują. Jedna z nich wykonała na mojej ręce henną misterny wzór.
One wszystkie są radosne i chcą żyć. Ale kiedy spoglądasz w ich oczy, uderza cię to, czego cię nauczono, co znasz tak dobrze z tych wszystkich książek: jeśli będą przyjmować odpowiednie lekarstwa, czeka je jeszcze 20 – 25lat życia, bez nich tylko 7-10.
Zegar tyka. Ten czas mogą jeszcze wykorzystać. Mężczyzna, który założył RNB+ ma tego świadomość. Sam jest zarażony. Ale nie chce zmarnować lat, jakie mu pozostały. Pomaga innym, aby uniknęli jego losu.


Komentuj(2)
Jaipur
Notatkę dodano:2011-08-02 16:51:49

Kiedy spojrzy się na mapę, można odnieść wrażenie, że Jaipur jest miastem doskonale zaplanowanym i zbudowanym. Różowa linia, oznaczająca granice Pink City ogradza siatkę ulic krzyżujących się ze sobą pod kątem prostym, z  zachowaniem wszelkich geometrycznych prawidłowości. Jednakże mapa w żaden sposób nie oddaje tego, czym Jaipur jest naprawdę, ani jaki chaos panuje na jego ulicach.
W centrum panuje nieopisany smród: fetor rozkładających się śmieci miesza się z zapachem ostro przyprawianego  jedzenia przygotowywanego przez ulicznych sprzedawców. Idąc ulicą nie możesz opędzić się od natrętnych sprzedawców, rykszarzy oferujących ci swoje usługi i żebraków: od obszarpanych kilkulatków, po starców, kaleki, kobiety trzymające na rękach niemowlęta.
Najgorsze są oczywiście slumsy. Żaden plan nie odda sposobu, w jaki wylewają się one z miasta i pną ku zboczom gór, stawiając wśród stert śmieci prymitywne domki z dykty. Obserwujesz to, wjeżdżając do miasta i to one cię witają.   Majestatyczne pałace przyglądają się  wszystkiemu z  największą obojętnością.
Hindusi są z natury ludźmi przyjaźnie nastawionymi i skorymi do pomocy, choć zupełnie nieodpowiedzialnymi. Podczas mojego pobytu zdarzyło się na przykład, iż właściciel hotelu podał wszystkim gościom zupełnie różne ceny za pobyt. A już spóźnianie się jest czymś zupełnie normalnym.  I to nie spóźnianie o 10, 15 minut, lecz o godzinę lub dwie.
Jestem w Jaipurze już od trzech tygodni,  odbywam praktyki w ramach AIESEC pracując w organizacjach pozarządowych lub chodząc do szkół i opowiadając dzieciom o wielokulturowości. W hotelu, gdzie mieszkam, jest nas około trzydziestu – ta liczba się zmienia, bo ciągle ktoś nowy przyjeżdża lub odjeżdża. Studenci ze wszystkich stron świata. Bardzo dobrze się rozumiemy. Wspólnie gotujemy i chodzimy na zakupy, a w soboty bawimy się na imprezach nad basenem.
Jest miło. Dużo zwiedzam i fotografuję. Mam na komputerze około dwustu zdjęć małpek mieszkających w Jaipurze. Jechałam na słoniu. Mimo wszystko mam wrażenie, że to wszystko przelatuje gdzieś obok mnie, mimowolnie czasami mnie angażując, a jednak mam wrażenie, że nie całkiem mnie dotyczy.




a9b971eaa66d39153b8182230ae9fae9.jpeg

Brak komentarzy
Sesja
Notatkę dodano:2011-07-03 20:02:00

W jakiś sposób udało mi się zaliczyć już wszystkie egzaminy, zdobyć wpisy i oddać pracę licencjacką. Było trochę problemów, bo niektórzy wykładowcy planowali egzaminy dopiero na początek lipca, no ale w końcu się udało. Obronę mam pierwszego lipca, potem najprawdopodobniej wyjeżdżam na praktyki do Indii. Od października zamierzam wybrać specjalność europejską, myślę także nad drugim kierunkiem studiów, ale nie wiem, czy to się uda, bo mam szansę także na ciekawy staż i to by było trudne do pogodzenia.
Ostatnio byłam strasznie zajęta, nie miałam nawet czasu, żeby tutaj pisać.
W maju udało mi się chociaż wyskoczyć na tydzień do Freiburga. Poniżej zamieszczam zdjęcia z tego wypadu:


Wiesneck koło Freiburga





Brak komentarzy

Wątki:

Licznik

Odsłon: 14993
Osób: 11732
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2010