Styczeń –ACTA – protest
Notatkę dodano:2012-01-27 19:37:03
Znów mamy zimę. Zima zimą niby nie rewelacja, a jednak… Samochody które rano jak na złość nie chcą odpalić, zasypane podjazdy, spóźniające się (niby tylko odrobinę, ale…) autobusy. Kurtki jakby nagle stały się cieńsze… Dobrze, że papachy są w modzie! Ale w modzie jest też narzekanie i marudzenie. Więc może i dobrze wyszło z tym śniegiem i mrozem. Oby tylko nie zbyt długo. No i dlaczego nie na święta…?! Ale nie tylko narzekać lubimy. Mamy głęboko zakorzenione i poparte tradycją poczucie, że oni (kimkolwiek by nie byli) włażą z buciorami na nasze terytorium, pakują nos w nasze sprawy, ograniczają naszą wolność. Cóż pozostaje? Protest, bunt i „…hej, kto szlachta - za Kmicicem ! Hajda…” Tak to już my lubimy się buntować i złość naszą okazywać. W ostatnich dniach tyle się mówi o ACTA. I wszyscy doskonale wiemy co sądzić na ten temat. Wiemy, nawet jeśli nasza wiedza opiera się tylko na bardzo szczątkowych informacjach (bo nie warto czytać, wystarczy że kolega wspominał, że będzie źle). Wiemy, bo wszyscy wiedzą. I wszyscy się buntujemy. A jakże! Tylko czy przypadkiem nie chodzi nam bardziej o sam bunt niż o jego przyczynę? Niektóre formy są ciekawe i pomysłowe. Ale co mam sądzić na temat widzianej dwa dni temu grupy młodzieży zmierzającej na demonstrację: polskie flagi i dominująca łacina – podwórkowa oczywiście! Ale przyznaję, inni schodzili im z drogi! Albo kiedy słyszę, jakie to... – w tym miejscy mamy długi ciąg bardzo soczystych epitetów…, bardzo, bardzo długi ciąg….. – chcą nam zabrać wolność, jak twierdzą zgromadzeni przy przystanku autobusowym młodzi ludzie. Albo jeszcze ambitne hasła protestacyjne wymalowane na… elewacjach domów niewinnych obywateli, którzy być może też by byli przeciwni, ale zwyczajnie im się odechciewa! Czy faktycznie chodzi nam o to, że nie chcemy się zgadzać, czy może bardziej o protest sam w sobie? Brak komentarzy ------------------------------------------------------------------- Rocznice, uroczystości, święta, obchody…
Notatkę dodano:2012-01-22 18:32:52
Dzień Babci, obchodzony w biegu, żeby dzieci nie zapomniały, trzeba coś kupić… Dzień Dziadka – tak przy okazji, przecież wypada… Tylko że święta są najbardziej dla nas samych. To my najbardziej cieszymy się rozmyślając o tym co kupić, jak się przygotować. My sami organizujemy coś wkładając w to całe serce. Jeśli tylko mamy czas… Wydaje mi się, że pobieżne lub urzędowe podchodzenie do takich „specjalnych” dni bardzo nas spłyca, skarla. Nie twierdzę, że sama zawsze pamiętam, zawsze dobrze się przygotowuję. Niestety, bywa różnie. I bardzo tego żałuję. Dziś jest też sto czterdziesta dziewiąta rocznica wybuchu Powstanie Styczniowego. Przyznaję, lepsza ze mnie tradycjonalistka niż historyczka. I właśnie w ten sposób podeszłam do tej rocznicy. Uczestniczyłam w przepięknej Mszy św., w wielowiekowym kościele i zastanawiałam się, co czuli, jak przeżywali ówczesne wydarzenia przychodzący tam w tych czasach ludzie. Liczne poczty sztandarowe, bardzo dobra oprawa muzyczna (jeśli można tak mówić w odniesieniu do Mszy św.), homilia wygłoszona niezwykle głębokim głosem opata i… poczucie wspólnoty – po prostu idealnie przygotowana uroczystość. No właśnie, myślę że to poczucie wspólnoty jest tutaj kluczem do sukcesu. Powstanie miało głównie sens symboliczny, nie wszystkich dziadków interesowały wnuki, nie wszystkie babcie są w stanie przeżywać swoje święto, wiele naszych rocznic przypomina nam o popełnionych błędach, o straconym czasie i ułudzie której zbyt niefrasobliwie się poddaliśmy. Jednak poczucie wspólnoty z ludźmi którzy są być może w podobnej sytuacji, z ludźmi którzy mimo, że nie zawsze rozumieją to jednak nie oceniają, którzy czują i żyją dodaje blasku złym i dobrym dniom. Brak komentarzy ------------------------------------------------------------------- Książka
Notatkę dodano:2012-01-18 16:13:37
Uwielbiam czytać. Czerpię nadnaturalną wręcz przyjemność ze składania liter… Oczywiście są książki, a raczej czytadła których nawet nie biorę do ręki. Są też takie których mimo szczerych chęci nie potrafię dokończyć. Ale ogólnie rzecz ujmując czytanie książek stanowi ważny element mojego życia. Lubię nowe książki, estetyczne okładki, zapach farby drukarskiej, sztywność papieru. Lubię myśli nowatorsko, oryginalnie przedstawione. Lubię nowe znaczenia i wielogłosowość osądu. I lubię puste przestrzenie, których wypełnienie pozostawione jest tylko i wyłącznie czytelnikowi. To chyba lubię najbardziej! Ale podobają mi się też stare książki w eleganckich oprawach, które bardziej się kontempluje niż czyta… Albo te zaniedbane, zniszczone, pożółkłe, pachnące starością. Czasami wydaje mi się, że okładka książki za którą się ukrywam stanowi granicę pomiędzy marzeniem, a rzeczywistością! Brak komentarzy ------------------------------------------------------------------- Niemiecki bękart
Notatkę dodano:2012-01-11 17:38:37
To książka która omawialiśmy ostatnio na DKK. Niestety nie mogłam uczestniczyć w spotkaniu klubu, ale zebrałam opinie. Niemal wszystkie były zbieżne z moją. A wg mnie książka była świetna. Lekka i trochę straszna jednocześnie. Zachowania bohaterów skłaniały do refleksji nad motywami ich działań, odpowiedzialnością, stopniem winy i możliwością usprawiedliwienia. Właśnie takie książki lubię najbardziej! Co ciekawe, autorka opisuje miejsce w którym sama mieszka. Odwiedziłam również jej blog. Wygląda na otwartą osobę, zdystansowaną do siebie i innych, tak bardzo podobną do gł. bohaterki książki. Niemieckiego bękarta polecam wszystkim, którzy lubią kryminały. Polecam go też rodzicom wychowującym małe dzieciJ Ja sama postaram się sięgnąć po pozostałe książki tej autorki. Brak komentarzy ------------------------------------------------------------------- Karnawał…
Notatkę dodano:2012-01-08 15:34:18
Minęły Święta, Sylwester, mamy kolejny rok… Zaczął się karnawał… Właściwie, to postanowiłam sobie nie wracać do tego, co było... Ale miniony rok był dobry. Tak, „dobry” to idealnie pasujące słowo. A przecież tak chętnie wracamy do tego co dobre! Właściwie, to wykrystalizowało mi się kilka postanowień noworocznych, ale nie chcę ich spisywać na kartce i metodą projektu realizować. Zawsze w takich sytuacjach czuję niedosyt, zawód, mam sobie coś do zarzucenia i ogólnie rzecz biorąc nie wychodzi z tego nic dobrego. A przecież nie o to chodzi. Chodzi o to, aby się dobrze bawić i to nie tylko teraz w karnawale. Mój tata zawsze powtarza, że „życie to nie zabawa”. Zgadzam się z tym i nie zgadzam jednocześnie. No bo podchodząc do życia tak bardzo, bardzo realistycznie to faktycznie wypada ono raczej blado: wieczorne Wiadomości i liczba osób które zginęły w czasie długiego weekendu, gazeta i nadchodzący kryzys, potrzeba zaciskania pasa, przedłużenie wieku emerytalnego, wizyta w sklepie i odchudzony portfel, a inkasenta to lepiej wcale za próg nie wpuszczać… Jest jeszcze gorzej: wystarczy odwiedzić pierwszy lepszy szpital… Jednak im więcej mam lat (zawsze za początku roku staram się omijać ten temat i prawie nigdy mi się to nie udaje) tym bardziej widzę bezsens takiego toku myślenia. Oczywiście, świat jest pełen cierpienia, katastrof i niesprawiedliwości. Tylko czy ja, mogę coś na to poradzić? Jeśli widzę takową możliwość to powinnam zrobić wszystko co w mojej mocy aby temu zaradzić. Jeśli jednak taka możliwość nie istnieje? Któregoś dnia, pod koniec minionego roku, będąc na zebraniu pewnego stowarzyszenia i chcąc zanotować coś szalenie ważnego, otworzyłam mój kalendarz na chybił trafił akurat na stronie, gdzie zapisane były słowa Lwa Tołstoja: Jeśli pragniesz być szczęśliwy, to po prostu nim bądź. Kilka dni temu koleżanka z pracy, osoba którą bardzo szanuję, w czasie pewnej dość luźnej rozmowy przytoczyła słowa Szczęście to brak nieszczęścia. W obydwu tych hasłach jest prosta i wielka mądrość, której jeszcze niedawno nie potrafiłam dostrzec. Brak komentarzy ------------------------------------------------------------------- |
Licznik Odsłon: 11747Osób: 11255
Wieś zatopiona w zieleni, szczekanie psów, szum drzew… Na zboczu niewielkiej górki – cmentarz. Jeden z najstarszych grobowców, trochę zaniedbany, aczkolwiek widoczne ślady dawnego bogactwa: wysoki, wręcz monumentalny, bogato zdobiony, kute ogrodzenie. Obok ziemna mogiła, otoczona popękaną oblamówką. Obdrapany krzyż i tabliczka - daty i nazwisko pochłonął czas; pozostał tylko napis: JuliaH. |
|
| Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2010 |