Licznik Odsłon: 79346 Osób: 69699 Oczekiwania... Simon R. Green
Człowiek ze złotym amuletem - chyba nowy cykl, The Secret History
Kim Harrington
Clarity - prawda jest zbyt mroczna, by ją znieść
Jeri Westerson
Wąż wśród cierni - przygody Crispina Guesta, zwanego Ogarem
Michael Hesemann
Religia Hitlera - religijne obliczu hitleryzmu
Nalini Singh
W niewoli zmysłów - poznaj świat podzielony przez potężną rasę o fenomenalnych mocach umysłu, ale pozbawioną serca...
Richard Panek
Ciemna strona Wszechświata - Nobel w dziedzinie fizyki 2011 – historia nagrodzonego odkrycia
Mark Sołonin
Nic dobrego na wojnie - fakty i zdarzenia II Wojny Światowej, które oficjalna historia najchętniej by pominęła i przemilczała
D. J. MacEachin
Amerykański wywiad i konfrontacja w Polsce 1980-1981 - analizy nieznanych dotąd dokumentów amerykańskiego wywiadu
Richard Leonard
Gdzie, do diabła, jest Bóg? - książka o sensie cierpienia
pod red. Mariusza Gajewskiego
Kontrowersyjne grupy kultowe i sekty - mozaika problemów dotyczących groźnego zjawiska społecznego i indywidualnego, jakim są sekty i grupy kultowe
Rafik Schami
Baśnie z Maluli - baśnie dla dorosłych z Syrii
Tomáš Halik
Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą - Nagroda Europejskiego Stowarzyszenia Teologii Katolickiej 2011
Maureen Bloom
Żydowski mistycyzm a magia - poszukiwanie źródeł niegasnącej popularności amuletów oraz symboli we współczesnym Izraelu i diasporze
Ks. Robert Skrzypczak
Chrześcijanin na rozdrożu. Kryzys w Kościele posoborowym - kryzys to niebezpieczeństwo i szansa zarazem
David Bentley Hart
Chrześcijańska rewolucja a złudzenia ateizmu - analiza "nowego ateizmu"
Alonso Cueto
Niebieska godzina - o kondycji ludzkiej natury, okrucieństwie wojny i potrzebie miłości
Rafik Schami
Opowiadacze nocy - historia o przyjaźni, wyobraźni, egzotycznej kulturze i sztuce opowiadania baśni
Mario Beauregard, Denyse O`Leary
Duchowy mózg. Neuronaukowa argumentacja za istnieniem duszy - mózg, umysł, dusza Ciekawe nowości Aleksandra Ruda
Wybór - chcesz być piękna, sławna i pożądana? Lepiej odpukaj w niemalowane
Janet Evanovich
Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy - Stepanie Plum, łowca nagród z New Jersey
Karen Traviss
Gears of War 2: Jacintos Remnant - powstrzymać Szarańczę
Mark Hodder
Dziwna sprawa Skaczącego Jacka - Sir Richarda Francisa Burtona przypadki
David Louis Edelman
Infoszok - początek Trylogii Skoku 225
Jeri Westerson
Zasłona kłamstw - Crispin Guest w akcji
Rafał A. Ziemkiewicz
Śpiąca królewna. Pieprzony los Kataryniarza - klasyczne już teksty
Marcin Mortka
Miasteczko Nonstead - to miasto kryje w sobie coś, co niszczy ludzi
Wojciech Warecki
Woda z mózgu - jak się ustrzec medialnej manipulacji?
Wojciech Sumliński
Z mocy bezprawia - opowieść o wielomiesięcznej inwigilacji przez służby specjalne III RP dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego, jego bliskich i przyjaciół
Jim Butcher
Front burzowy - magia potrafi zabić, na śmierć
Charlaine Harris
Gorzej niż martwy - Sookie jest poruszona, zaszokowana i zmęczona oraz z całych sił pragnie powrotu do normalności
Karen Marie Moning
Krwawe szaleństwo - świat zabójczej magii i starożytnych tajemnic, we współczesnej Irlandii
Charlaine Harris
Dotyk martwych - kelnerka-telepatka
Jeaniene Frost
W pół drogi do grobu - półwampirzyca Catherine Crawfield poluje na nieumarłych i ich zabija
Ian McDonald
Dom derwiszy. Dni Cyberabadu - 715 stron McDonalda
Kevin Hearne
Raz wiedźmie śmierć. Kroniki Żelaznego Druida 2 - druga księga serii o Atticusie O`Sullivanie, ostatnim druidzie
J. E. Kaufmann
Fortyfikacje Trzeciej Rzeszy - historia wciąż kryje w sobie emocjonujące tajemnice
Ilona Andrews
Na krawędzi - nowy cykl pisarskiego duetu
Rafał A. Ziemkiewicz
Viagra mać! wyd. 2 - dla tych, co nie boją się myślenia pod prąd
Barbara Frale
Templariusze i Całun Turyński - nowe światło na fascynujące dzieje najpotężniejszego rycerskiego zakonu średniowiecza
Chris Weston
Fotografia przyrodnicza. Techniki pracy najsłynniejszych fotografów natury - sekrety zawodowych fotografów dzikiej
Bob Davis
Światło, aparat, ujęcie. Kreatywne techniki oświetleniowe - malowanie światłem
William J. Hoye
Teologiczne błędy myślowe - o błędach teologicznych, które współcześnie cieszą się uznaniem
Lisa Randall
Ukryte wymiary Wszechświata - przystępne wprowadzenie do fascynującej teorii współczesnej fizyki
Philip K. Dick
Człowiek z Wysokiego Zamku - apokaliptyczna wizja ginącej z głodu Ameryki
Tomasz Kołodziejczak
Głowobójcy - teksty o Dominium Solarnym
Rafał A. Ziemkiewicz
Michnikowszczyzna wyd. 2 - o pewnej nieomylnej wyroczni etycznej, politycznej i intelektualnej
Ulrich Völklein
Josef Mengele doktor z Auschwitz - nieprzeciętnie wykształcony człowiek: doktor filozofii i nauk medycznych, skrzypek i poeta, cynik, mizantrop i sadysta
Filip Gańczak
Filmowcy w matni bezpieki - tajemnice inwigilacji gwiazd polskiego kina
Roger Penrose
Cykle czasu. Nowy niezwykły obraz Wszechświata - śmiała hipoteza konforemnej kosmologii cyklicznej
Martin Löffler SJ
Taka jest moja wiara - przerzucanie pomostu między prowadzonymi przez naukowców badaniami teologicznymi i wiedzą katechizmową
DAVID duCHEMIN
W pogoni za stylem. Dziesięć sposobów na poprawę własnych zdjęć - darmowy e-book do ściągnięcia
Wyspa kanibali. 1933 Deportacja i śmierć na Syberii duszy - opowieść o zapomnianej zbrodni Książki zawsze warte lektury - Stanisław Lem - Solaris
- Michał BUŁHAKOW - Mistrz I Małgorzata
- Martha Grimes - Hotel Paradise
- Neil Gaiman - Nigdziebądź
- Neil Gaiman - Koralina
- Antoni Libera - Madame
- Davies Robertson - trylogia Cornishowa
- Davies Robertson - trylogia deptfordzka
- Cornelia Funke - Atramentowe serce
- Anne Fine - Dziennik kota mordercy
- Francesca Simon - Koszmarny Karolek
- Anita Shreve - Ciężar wody
- Lee Goldberg - Detektyw Monk jedzie na Hawaje
- Paweł Jasienica - Polska Jagiellonów
- Paweł Jasienica - Polska Piastów
- Anna Funder - Stasiland
- Anna Świderkówna - Biblia a człowiek współczesny
- Anna Świderkówna - Rozmowy o Biblii
- Christopher Andrew - Archiwum Mitrochina II. KGB i świat
- Michał Heller - Początek jest wszędzie. Nowa hipoteza pochodzenia Wszechświata
- Roger Penrose - Droga do rzeczywistości. Wyczerpujący przewodnik po prawach rządzących Wszechświatem
- ufff... to jeszcze nie wszystko
|
ale kino!
Notatkę dodano:2011-12-02 12:38:26
Na kanale ale kino+ zbliża się wielkimi koukakolowomikołajkowymi krokami emisja dwóch ciekawych seriali kryminalnych. A więc:
1. SHERLOCK HOLMES. MROCZNE POCZĄTKI (serial kryminalny, Wlk. Brytania, 2000)
Pierwszy odcinek, OCZY PACJENTKI będzie miał premierę w ale kino! 4 grudnia 2011 godz. 20:10.
2. THE KILLING (duński serial kryminalny, 2007)
Odcinek 1 już 7 grudnia 2011 o godz. 20:10.
Kto ma dostępny wspomniany kanał, kto ma czas i ochotę może oczywiście spróbować. Satysfakcja nie gwarantowana, ale jak zwykli mawiać Rzymianie (starożytni) de gustibus non est disputandum. Komentuj(1)
Brendo, jak miło znowu cię widzieć!
Notatkę dodano:2010-12-14 09:57:26
Serial Podkomisarz Brenda Johnson (czyli The Closer) powraca do nas na kanale 13th Street. Niestety znowu jest to sezon trzeci, który już mieliśmy okazję oglądać na Hallmarku, ale w sumie lepszy znaleziony rydz niż hipotetyczny borowik.
To jeden z ciekawszych kryminalnych seriali amerykański, które ostatnio gościły lub goszczą w 13th Street. Przede wszystkim nie jest śmiertelnie poważny, nie rani poprawnością polityczną doprowadzoną do granic śmieszności czy absurdu. Postacie są nieszablonowe, kreują je nieźli aktorzy grający przerysowane role charakterystyczne. Scenariusze można określić prostym słowem niebanalne. Schematyzm, choć obecny, nie jest aż tak rażący jak w innych produkcjach.
Tytułowa komisarz Brenda irytuje, rozśmiesza, nieustannie dziękuje niekoniecznie dziękując (to jej sposób na życie zawodowe), wnosi życie do filmu, a wraz z nim trochę swoich osobistych problemów i rozterek. Jednakże bez nadmiernego dzielenia się wszystkimi szczegółami z własnego życia erotycznego czy fizjologicznego. Tak, żeby wzbogacić tło, a nie tłem uczynić sedno filmu kryminalnego.
Także i w tym serialu żelazna logika nie zawsze jest zachowana, i choć brak owej żelazowości odpowiada często za anemię produkcji filmowych temu nadmiernie nie szkodzi. Niedostatki fabuły zdecydowanie łagodzi humor i ironia, dystans do postaci i wydarzeń. Umieszczanie wielu spraw w tzw. nawiasie. Bez tego byłoby zdecydowanie ciężko strawić to danie.
Na przykładzie The Closer widać jak poczucie humoru i ironiczne dialogi ratują często różnorakie filmy. Śmiertelna powaga, ponurość głęboka w traktowaniu zwyczajnych głupot są, przynajmniej dla niektórych, niestrawne. Nie pomoże wtedy nawet końska dawka doskonałego raphacholinu.
Krótki opis wszystkich epizodów sezonu trzeciego znajdziemy na stronach 13thStreet, i to w naszym ulubionym języku polskim.
Dwa odcinki mają być emitowane co środę od godziny 21:00, ale zaczęto emisję serialu 13 grudnia w poniedziałek. Dziwna forma promocji, w której podkreśla się stałą porę emisji, (środy, godzina 21:00), a rozpoczyna akcję w zupełnie innym dniu. Dwa pierwsze odcinki powtórzono we wtorek. Kto zdążył obejrzeć ten obejrzał. Brak komentarzy
Kochajmy seriale, tak prędko odchodzą w stronę zapomnienia
Notatkę dodano:2010-11-27 16:33:53
Lubimy oglądać seriale. Tak przynajmniej wynika z licznych badań sondażowych i opinii niezależnych od nikogo i niczego ekspertów. Lubię oglądać (a jeszcze bardziej czytać) kryminały. Nie żeby fascynowała mnie zbrodnia, zdziczenie obyczajów, przemoc dla przemocy, perwersje czy różne zatrważające formy upadku człowieczeństwa. Bardziej frapuje mnie rozwiązywanie zagadki zbrodni, dochodzenie do konkretnych wniosków, zbieranie dowodów, analiza śladów, prowadzenie sprawy. Interesuje mnie człowiek, który styka się ze złem i musi mu stawić czoła. Niestety, tego wszystkiego we współczesnych filmach o tematyce kryminalnej jest coraz mniej. Liczą się za to: * szczegóły zbrodni ukazane jak najbardziej naturalistycznie (podobno widzowie to lubią - z pewnością ci znudzeni kolejną zbyt wysoką pensją, porządni mieszkańcy dużych miast łaknący prócz nudy "ulubionej" pracy zawodowej odrobiny adrenaliny, i to za wszelką cenę) * udziwnieni do granic możliwości zbrodniarze: chorzy psychicznie, nieprzeciętnie inteligentni dewianci, psychopaci wszelkiej maści * otoczka socjologiczna: obrazki z życia, oczywiście mało udanego, przyciężkawego jak uliczny właz do kanalizacji (życie, żeby było ciekawe musi być wg niektórych trudne, złożone i pełne bólu - tylko wtedy my widzowie możemy odetchnąć z ulgą i naprawdę dobrze wypocząć) * otoczka psychologiczna typu noir: problemy, problemy, problemy (nieudane małżeństwa, przemoc, brak miłości, niezrozumienie, ucieczka w używki, regularne wymioty po popijawach itp. itd.) * mętność mocno uogólniona: mętne myśli, mętne spojrzenia, mętne wnioskowanie, mętne dowody i mętne metody prowadzenia śledztwa * powierzchowność - ważne, żeby niczego nie traktować zbyt poważnie (ale za to bez grama uśmiechu), wszystko ma być pokazane "po łebkach", nie zmuszać do niebezpiecznej dla serc i umysłów refleksji czy myślenia mogącego wywołać wielkomiejską migrenę * polityczna poprawność - wszechobecna pandemia prymitywnej poprawności ideologicznej, która przesłania zdrowy rozsądek szerzy się w najlepsze jak grypa w sezonie jesienno-zimowym; zniszczy cywilizację szybciej niż AIDS, ebola czy inne mutujące wirusy
Spójrzmy na kilka seriali, które okupują/okupowały niedawno kanały telewizyjne, także w sieciach kablowych.
Dowody zbrodni (13th Street)
To hołd złożony schematom i czasom kryzysu. Realizatorzy postawili na absurdalną oszczędność. Przede wszystkim aktorzy starają się grać b.oszczędnie. Prawdopodobnie nie myślą wcale o oszczędnościach w przypadku swoich gaży, ale z uśmiechem ogłoszą, że przesada w niczym nie jest dobra. Oszczędne są scenariusze, miejsca akcji, fabuła. Oszczędnie dawkowana jest logika, zdrowy rozsądek został usunięty jako zbytek na którego świata filmu telewizyjnego nie stać. Co mamy?! Naiwny scenariusz, kilka nudnych postaci udających prawdziwych ludzi (wygląda to na jakieś osiągnięcie sztucznej inteligencji), mało lokacji, tanią muzykę (sprzed laty, nie trzeba płacić wygórowanych tantiem). Schematyczny początek (udziwniony jak wizje naczelnej bohaterki - detektyw Rush), schematyczny środek i schematyczny koniec, żeby schematyczności i powierzchowności jako zasadzie stało się zadość. Wszystko solidnie wymoczone w pachnącym wiosenną nowojorską łąką płynie politycznej poprawności. Dominujący dobrzy policjanci rozwiązują z łatwością trudne sprawy sprzed lat. Łatwiej im to przychodzi niż zawiązanie buta na rzepy. Obowiązuje tu nowa zasada: im sprawa starsza tym łatwiej ją rozwiązać. Cóż to bowiem za problem przesłuchać świadków po 30. latach?! Żaden. Wszak ludzka pamięć jest doskonała i wszyscy wiemy, co mówiliśmy, robiliśmy i myśleliśmy rok temu, dziesięć lat temu, czy w dniu ślubu. Chwilami naiwność zwala z nóg. Ponure miny, wizje i niezwykła intuicja kobieca wygrywająca z logiką spadają nam na głowę jak cegła z mrówkowca zbudowanego z wielkiej płyty. Zalety: brak pogłębionej tzw. otoczki życiowej, głębokich opowieści o trudnym, nieudanym życiu osobistym policjantów. Niektórzy policjanci wyglądają tu jak przeciętni ludzie: roztyci, niesprawni fizycznie, rozmemłani (choć zaliczają co roku testy sprawnościowe bez żadnych problemów). Dwa, trzy odcinki wystarczą żeby dać sobie spokój. Chyba, że mamy czasu "jak marasu".
Nowe gliny (13th Street)
To nie tyle serial kryminalny, co telenowela z życia młodych adeptów policji. To, co podobno większość telewidzów lubi najbardziej: problemy, perypetie sercowe, dramatyczne zmagania w łóżku, podglądactwo, związki i ich brak, pogaduszki o życiu typu instant czyli w proszku, łatwe w przygotowaniu, bez gotowania. Po pierwszym odcinku wiemy wszystko co istotniejsze i możemy dać sobie spokój.
Podkomisarz Brenda Johnson (The Closer) (Hallmark)
To chyba najlepszy kryminalny serial amerykański z tych, które oglądałem ostatnio (sezon 2 królował w TVP2, sezon 3 w Hallmarku). Są tu nieszablonowe postaci, nieźli aktorzy grający role charakterystyczne i niebanalne scenariusze. Schematyzm nie jest aż tak rażący jak w innych produkcjach. Tytułowa komisarz Brenda irytuje, rozśmiesza, nieustannie dziękuje, wnosi życie do filmu, a wraz z nim trochę swoich osobistych problemów i rozterek. Bez nadmiernego dzielenia się wszystkimi szczegółami z własnego życia erotycznego i fizjologicznego. Tak, żeby wzbogacić tło, a nie tłem przesłonić wszystko. Także i tu żelazna logika nie zawsze jest zachowana, a polityczna poprawność gości tu regularnie podjadając podobno niesamowicie smaczny i pożywny jogurt zawierający 0% tłuszczu. Niedostatki łagodzi humor i ironia, dystans do postaci i wydarzeń. Bez tego byłoby ciężko. To właśnie poczucie humoru i ironiczne dialogi ratują często różne filmy. Śmiertelna powaga, ponurość głęboka w traktowaniu zwyczajnych głupot są niestrawne. Nie pomoże wtedy nawet końska dawka raphacholinu.
Morderstwa w Midsomer (13th Street)
Seriale amerykańskie są na ogół takie jakieś byle jakie. Byle jaki scenariusz, słaba dbałość o szczegóły, oszczędzanie na dobrych kamerzystach, drugoplanowi aktorzy-amatorzy z łapanki lub tacy co chętnie zapłacą za możliwość zagrania w jakimkolwiek filmie. Morderstwa w Midsomer (przynajmniej większość odcinków) zaskakują jakością. Pieczołowitością świata tu ukazywanego, wykreowanymi postaciami, doborem podkładu muzycznego. W serialu ten sam motyw muzyczny bywa zagrany na wiele różnych sposobów, czasami w dość zaskakujących aranżacjach np. amatorskiej orkiestry dętej z małego miasteczka. Jest tu obecny humor, soczysta ironia i mrugnięcia okiem do widzów. Jest dystans wobec tego co się dzieje na ekranie. Są zachowane granice przyzwoitości, unika się scen naturalistycznych. To jeden z nielicznych seriali, który rzadko drażni nielogicznością zdarzeń, choć oczywiście zdarzają się mu odcinki zdecydowanie słabsze. Dużo zależy od scenarzysty i reżysera danego odcinka. Zaletą serialu jest brak ścisłych powiązań między poszczególnymi odcinkami, możemy je śmiało oglądać niezależnie, choć pewne wątki osobiste dotyczące detektywa, jego rodziny czy pomocników będą wówczas nie w pełni zrozumiałe. Zagadki kryminalne są na ogół ciekawe. Śledztwo jest rozgrywką intelektualną i emocjonalną. To wchodzenie w świat innych ludzi, powolne odkrywanie prawdy, odrzucanie pozorów, rozrysowywanie mapy emocjonalnych powiązań między ludźmi. Fascynujące jak u niezrównanej Agathy Christie.
Zabójcze umysły (TVP2, AXN)
Zobaczyłem dwa odcinki i dałem sobie spokój. Rozumiem intencję autorów, że prawda zawsze wyjdzie na jaw, a gwarantem tego są ludzie obdarzeni niesamowitą intuicją i innymi nieprzeciętnymi zdolnościami, ale mnie to nie przekonuje. Film jest odrealniony (paranormal), a traktowana na poważnie łatwość odczytywania z pierwszego spojrzenia na danego człowieka całej historii jego życia, a nawet myśli jest porażająca. Ściągnąć kilku takich do polskiej policji, a sprawa Papały czy zabójstwa Olewnika zostaną rozwiązana w godzinę. Tylko kto by akurat chciał takiej skuteczności?! Pomysły tu zaprezentowane są swoistym odpryskiem z nurtu urban fantasy czy paranormal romance.
Mentalista (TVP2)
Jak ktoś lubi pewnego siebie, irytującego, uśmiechniętego cwaniaczka, który wszystko wie, i na dodatek lepiej, to powinien oglądać ten serial. Facet nawet jak się myli, to jest z siebie dumny. Schemat jest gotowy, odcinek od odcinka nie różni się zbytnio, te same ramy tylko inne wypełnienie. To kolejny film w którym zasadniczą rolą głównego bohatera jest bycie niesympatycznym. Udawanie nadczłowieka, pogardliwy stosunek do innych, pycha udająca pewność siebie. I to wszystko przy tak obecnie modnej teorii równości wszystkich ludzi. Może chodzi o jej odreagowanie za pomocą telewizji?! A zagadki kryminalne: niespecjalnie wciągające.
Seriali takich jak CSI czy Kości nie oglądam. Próbowałem. W CSI próbka śliny czy kropla potu włożona do tajemniczego urządzenia sprzęgniętego z tajemniczym komputerem o równie tajemniczym oprogramowaniu (chyba nie działającym w systemie Łyndołs) daje nam od razu: pełne dane delikwenta, aktualne zdjęcie i miejsce pobytu, drzewo genealogiczne do pięciu pokoleń wstecz, fotki znajomych na Facebooku i Naszej Klasie, pomiar bieżącego ciśnienia krwi i pulsu, streszczenie wszystkich rozmów z ostatnich dziesięciu lat, listę planów na przyszłość nawet jeszcze tych nie spisanych. Obraz jest szybki jak seks menedżerów wielkich koncernów w czasie przerwy na lunch, zmienny jak w teledyskach dla rosnącego grona wielbicieli ADHD. Tempo zdecydowanie przerasta nie tylko fabułę.
Kości serialowe nie pasują mi zupełnie do szkieletu jaki widziałem w książkach pani Kathy Reichs. Serial opiera się (tajemnicze sformułowanie: opiera się lub został zainspirowany) na powieściach, ale częściej na ich tytułach czy okładce niż na treści. Powieści zasadniczo akceptowałem, miały w sobie coś oryginalnego. Wersja telewizyjna mnie irytuje. Może i ten serial nie jest całkiem zły, ale nie potrafię oglądać go bez zapominania o jego książkowej inspiracji. Ponieważ pamięć mi jeszcze zupełnie nie szwankuje więc na razie to telewizyjne dzieło sobię daruję.
Brak komentarzy
Burn Notice czyli swojska Tożsamość szpiega
Notatkę dodano:2010-11-23 19:52:37
Kanał filmowy AXN. Godziny zdecydowanie wieczorne. Kolejny odcinek Tożsamości szpiega czyli cyklu w oryginale zatytułowanego Burn Notice. Serialu, który - przyznaję się bez nacisków ze strony samochodorytetów - oglądam. Dlaczego? O tym za chwilę.
Jest to amerykański serial telewizyjny, który premierę miał w czerwcu 2007 roku. Aktualnie, za oceanem zapowiadany jest sezon 5 i 6 tego cyklu. W Polsce serial wyświetlała telewizja Puls w 2008 roku, jakoś go wtedy przegapiłem. Czytając bowiem opisy nowości w dodatkach telewizyjnych gazet jestem bardzo skutecznie zniechęcany do oglądania większości emitowanych filmów, a zwłaszcza seriali.
Teraz można Tożsamość szpiega obejrzeć w AXN. Niestety jesteśmy już w środku sezonu pierwszego, co może psuć przyjemność obserwowania rozwoju akcji i utrudniać zrozumienie bieżących wydarzeń. Są takie seriale, gdzie odcinki są ze sobą mocno powiązane i oglądanie od środka sprawia, że coś tracimy. Tutaj nie jest aż tak źle. Nie jest niemożliwe wejście w ową już płynącą rzekę Tożsamości i należyte zanurzenie się w niej.
Sezon pierwszy liczy dwanaście odcinków, dzisiaj wyemitowany ma być ósmy (wnimanje - trudny wyraz z ó na początku ;). Sezon drugi i trzeci mają po szesnaście odcinków, czwarty liczy ich osiemnaście.
Treść Film opowiada o przygodach Michaela Westena, szpiega, który nieoczekiwanie dowiaduje się, że trafił na tzw. "czarną listę" agentów, czyli został spalony jak ta super tajna wiadomość w brudnej popielniczce. Pech nie opuszcza Westena. Zostaje bowiem spalony w trakcie niebezpiecznej misji w Nigerii, czego o mały włos nie przypłaca własnym życiem. Od tej pory jest - w znacznym stopniu - persona non grata, przynajmniej w świecie tajnych służb. Zablokowane ma karty kredytowe, nie dostaje zwykłego czy niezwykłego uposażenia, nie ma świadectwa pracy, bez którego - przynajmniej w naszym demokratycznym kraju - jest się "mniej niż zerem". Po wydarzeniach w Nigerii obity, ledwo żywy Westen ucieka do Stanów. Wraca na Florydę, gdzie jest jego mała ojczyzna i próbuje dojść do tego, kto swoim nieczytelnym podpisem zdecydował o jego dalszym niemiłym losie. Trop nie wiedzie prosto w kierunku zajętej kontemplacją prawdy o świecie masonerii, ale z pewnością bliską 100% zmierza w kierunku zacnych członków Klubu Bilderberg (w końcu większość szefów służb specjalnych do niego należy). Jaki mądry, doświadczony i życzliwy człowiek sukcesu przekreślił nazwisko Westena? Okazuje się, że taka informacja, podobnie jak stan zdrowia prezydenta, jest top secret, siekrietno, spiecjalnowo uważanja.
I tu dopiero zaczyna się wielka przygoda byłego agenta. Krok po kroku odkrywa on prawdę o swoim losie rozwiązując przy okazji sprawy ludzi będących w nagłej potrzebie. Śledzą go ludzie z kolejnych agencji rządowych: FBI, CIA i innych. Wplątuje się w sprawy osobiste, w rozprawy z lokalnymi gangsterami i bandziorami których Miami jest pełne jak hipermarket dóbr wszelakich. Pomaga matce chorej na mnóstwo urojonych przewlekłych chorób, bratu małemu fajtłapie z wielkimi ambicjami, krewnym i przyjaciołom królików, które kiedyś poznał.
To co sprawia, że da się serial oglądać to niekoniecznie półnagie, atrakcyjnie wyglądające dziewczyny-modelki przechadzające się beztrosko po uliczkach Miami, chichoczące jak sikorki bogatki na skórce podjełczałej słoninki. Zagęszczenie pięknych pań w skąpych bikini jest tu bowiem największe na świecie i mocno niewiarygodne. Atutem serialu jest wielki cudzysłów. Nie jest to opowieść na serio. To żart, pastisz, historia okraszona ironią, z dodatkiem sarkazmu. Bohater wychodzi cało z każdej potyczki. Jest jak Feniks, któremu popioły wyjątkowo służą na cerę. Uśmiech nie znika z jego twarzy, nawet solidnie pooranej i poobijanej. Zawsze zachowuje spokój, a komentarzami przebija nawet pyskatego, pełnego uprzedzeń, fobii wszelakich i medialnie artrakcyjnych lęków KubęWu. To Westen ciągnie za sobą cały ten serial na czterdziesto minutowym wózku. Jest jak żółw, który niesie wszystko na swoich wątłych, supertajnych barkach.
Zaletą serialu jest dynamiczna akcja solidnie nasączona humorem. Dystans wobec wydarzeń i postaci. Sylwetka bohatera i ludzi z nim związanych. Unikanie dosłowności i sprawne wielokrotne wykorzystanie cudzysłowów.
Obsada
* Jeffrey Donovan jako Michael Westen * Bruce Campbell jako Sam Axe * Gabrielle Anwar jako Fiona Glenanne * Sharon Gless jako Madeline Westen
i wielu, wielu innych mniej lub bardziej nieznanych. Oglądanie nieznanych, acz sprawnych aktorów, zawsze sprawia mi dużą przyjemność. Cóż bowiem może zachwycać w patrzeniu na ciągle ten sam styl gry sztucznie wykreowanej, średnio zdolnej gwiazdy ekranu? Miliony gaży, którą dostaje za wciąż te same grymasy?
Westen co i rusz, jak pomysłowy Dobromir lub Adam Słodowy, pokazuje nam jak z prawie niczego można zrobić coś przydatnego w każdej odpowiednio rozwiniętej demokracji. Mamy więc krótki kurs tworzenia aparatów podsłuchowych z tanich telefonów komórkowych, ładunków wybuchowych z ogólnie dostępnych artykułów spożywczych czy zabezpieczenia mieszkania za pomocą zwykłej dwururki. Nie ważne czy jest to wszystko realne, jest bowiem zabawnie.
Mama Westena reprezentuje typ cierpiącej kobiety na emeryturze od których roi się każdy niepubliczny zakład opieki zdrowotnej. Doświadcza wszystkich możliwych chorób, które sama sprawnie diagnozuje poprzez lekturę poradnika medycznego. Jaka jest jej wina w tym, że tyle chorób pasuje jak ulał do typowych objawów życia przeciętnego obywatela Zachodu?
Dużą sympatię budzi Fiona Glenanne, była dziewczyna Westena. Z uporem i wdziękiem stara się odzyskać jego dobre, choć miejscami stwardniałe serce. Poświęca swój czas, zdrowie i siły, nie mówiąc już o pieniądzach. Doświadczona bojowniczka o lepsze jutro swojego kraju i całego świata koncentruje się tym razem na lepszym jutrze własnego serca. Na nią i jej zimną krew były agent zawsze może liczyć podobnie jak widzowie spragnieni wątków romantycznych.
Jest jeszcze Sam Axe, przyjaciel, który jak karp w stawie zręcznie porusza się w mętnej wodzie służb bardzo specjalnych. Działa na wszystkie możliwe fronty, lawiruje, donosi, przynosi i wynosi. Czasami nawet coś przyklei i nie jest to stara guma do żucia na fotelu. Wszyscy wiedzą jaki jest i dzięki temu jakoś udaje mu się ciągnąć to wszystko bez wzajemnych żalów, próżnych trudów i bezsilnego złorzeczenia.
W filmie dobrym zabiegiem jest narracja w pierwszej osobie. To Westen mówi o tym co robi, jak się czuje i dokąd zmierza. Bohater nie szczędzi nam bezpłatnych (przesadziłem, a to nie wiosna) porad z życia agenta wziętych, podsumowuje bieżące i minione wydarzenia, domyka myśli jak portier drzwi w ekskluzywnym hotelu.
W każdym odcinku Westen odkrywa kawałeczek tajemnicy nagłego zwrotu swojej nagle przerwanej zadziwiającej kariery (nie jesteśmy pewni, ale wygląda to na kolejną przerwaną dekadę) oraz rozwiązuje sprawy zlecone mu przez znajomych i znajomych znajomych. Każdy musi z czegoś żyć, mieć co do garnka włożyć. Westen pomaga więc, zarabia, i jakoś się to ciągnie z odcinka na odcinek, jak solidna firmowa guma do majtek. Zastosowany w serialu schemat jest powtarzalny, ale fabuła jest na tyle zabawna, że się to raczej nie powinno szybko znudzić. A jeśli się znudzi, cóż prostszego. Pstryk - poprzez czerwony klawisz - i po bólu. Brak komentarzy
George Gently
Notatkę dodano:2010-11-08 10:42:03
Nowy kanał filmowy 13th Street (wcześniejszy Hallmark) emituje wiele seriali kryminalno-sensacyjnych. Jedne lepsze, drugie gorsze, jak to w telewizyjnym świecie bywa. Jedne ciekawsze, inne nudnawe, jedne oryginalne, drugie sztampowe. Amerykańskie, na ogół dość teledyskowo zmienne, mdłe i bez polotu zrealizowane produkcje, oraz znacznie częściej ciekawsze, przeważnie bardziej dopracowane filmy brytyjskie. Dla każdego coś miłego do wyboru. Nowością, przynajmniej dla mnie, jest serial George Gently o przygodach pewnego starszego inspektora brytyjskiej policji. Dotychczas nadano trzy odcinki owego cyklu: - pilota serialu zatytułowanego po prostu George Gently Film miał premierę w 2007 roku. Oparty został na powieści Gently Go Man opublikowanej w 1961r. - odcinek pierwszy zatytułowany Płonące ciało (The Burning Man) z 2008r. Adaptacja powieści Gently Where the Roads Go z 1962r. - odcinek drugi zatytułowany Niemiecka intryga (Bomber`s Moon) również z 2008r. Adaptacja powieści Bomber`s Moon wydanej w 1994r. Serial oparty jest o nieznane mi powieści zmarłego w 2005 roku Alana Huntera (chyba nie były przetłumaczone na język polski). Napisał ich w sumie 46 i wszystkie powiązane są osobą głównego bohatera, inspektora George`a Gently`ego. Trudno ocenić mi wierność oryginałom, których nigdy nie czytałem. Podejrzewam, że tak jak w przypadku większości adaptacji jest to związek dosyć luźny, a akcenty rozłożone są zgodnie z wymaganiami naszych czasów i oczekiwaniami współczesnego widza. Akcja powieści ma miejsce w większości przypadków we wschodniej Anglii, w latach sześćdziesiątych (przynajmniej w przypadku sfilmowanych trzech wymienionych wyżej powieści). Oprócz trzech odcinków już wyemitowanych nakręcono jeszcze sześć innych:
- sezon 2009:
odc. 4 - Gently with the Innocents odc. 5 - Gently in the Night odc. 6 - Gently in the Blood odc. 7 - Gently Through the Mill
- sezon 2010:
odc. 8 - Gently Evil odc. 9 - Peace and Love
Ciekawe czy kanał 13th Street zamierza je wszystkie wyemitować? Na razie mamy wielokrotną emisję pierwszych trzech odcinków. Każdy z odcinków, jak to ma miejsce w przypadku takich produkcji, ma scenariusz napisany przez inną osobę, podobnie zmieniają się reżyserzy. Wpływa to na jakość i odbiór poszczególnych filmów. Dobrze widoczne jest to zjawisko chociażby w przypadku serialu Morderstwa w Midsomer. Odcinki są nierówne, niektóre mają wyraźnie słabszą warstwę logiczną, są zbyt naiwne lub niepotrzebnie przegadane. W przypadku cyklu George Gently wśród reżyserów przewijają się nazwiska Ciarana Donnelly`ego oraz Daniela O`Hara. Pilota serialu nakręcił Euros Lyn i mówiąc szczerze, nie zachwycił on niczym szczególnym. Swoją przygodę z Georgem Gentlym zacząłem, dość przypadkowo, od odcinka trzeciego. To dobrze zrobiony kryminał, z ciekawą intrygą i więcej niż poprawną grą aktorską. Jak w wielu brytyjskich serialach dopracowane są nawet postaci drugoplanowe. Nacisk położony jest na zagmatwaną zagadkę kryminalną i próby jej rozwiązania. Liczy się dedukcja i umiejętnie prowadzenie śledztwa, zdolność przewidywania i osobowość detektywów. Bohaterami serii są dwie postaci: tytułowy inspektor Gently (w tej roli wyrazisty Martin Shaw) oraz jego dużo młodszy pomocnik, DS (detektyw sierżant) John Bacchus (Lee Ingleby, również wyrazisty). Swoistym mrugnięciem okiem do widza (czytelnika) są nazwiska głównych bohaterów. Mamy tak często wykorzystywany w literaturze i filmie motyw doświadczonego mistrza i początkującego, nieopierzonego czeladnika. Starcie dojrzałości i młodości. Starcie odmiennych charakterów, spokoju i opanowania oraz chęci szybkiego osiągnięcia sukcesu i działania bez głębszego zastanowienia. Gently stopniowo bierze Bacchusa pod swoją opiekę pragnąc "wychować" go na dobrego, solidnego policjanta. W pilocie serii wyjaśniony jest szerszy kontekst zaistniałej sytuacji w której z powodu osobistych Gently zamiast przejść na szybką emeryturę ponownie angażuje się w pracę zawodową. Odcinek pierwszy, zatytułowany George Gently, widziałem dopiero po obejrzeniu trzeciego. Wrażenia nie były najlepsze. O ile późniejszy film zaskoczył spójnością fabuły i precyzyjną logiką, o tyle zwiastun serii jest zwyczajnie rozczarowujący. Zgrzytem są elementy poprawności politycznej związane mocno z naszymi czasami, mało prawdopodobne w latach pisania powieści i czasach w niej opisywanych (latach sześćdziesiątych). Serial jest wart uwagi. Nawiązuje do klasycznej powieści kryminalnej. Liczą się tu ludzie, ich postawy, logiczne myślenie i dedukcja. Nie są najważniejsze gadżety techniczne i fantastyczne możliwości komputerów. Akcja nie gna na złamanie karku, a twórcy zwracają baczną uwagę na ludzi, motywacje ich działań i emocje towarzyszące im w podejmowaniu różnorakich decyzji. Zagadki kryminalne są na dobrym poziomie, podsuwane są nam różne mylne tropy, a detektywi nie uchodzą tu za czystych geniuszy, którzy wszystko wiedzą i niczego tak naprawdę nie muszą zrozumieć. Tak jak my próbują z natłoku faktów i domysłów wywnioskować kto jest przestępcą i jakie były jego motywy. A nie jest to, czego dowodzi życie, łatwe i przyjemne. Tego typu filmy są jakąś formą rozrywki (o ile może nią być śledzenie przestępców i ich pogromców) i zabawą intelektualną, która nie irytuje naiwnością. Są skierowane, podobnie jak serial Sprawy inspektor Morse`a do bardziej wymagających odbiorców. Takich, którzy lubią zagadki i poszukiwanie rozwiązań, a nie tylko bezmyślne gapienie się w bezładnie biegające po ekranie papierowe ludziki. Komentuj(1)
Wallander
Notatkę dodano:2010-11-03 11:45:22
TVP1 od dwóch tygodni prezentuje nam we wtorkowe wieczory (właściwie to nocą z wtorku na środę) serial kryminalny Wallander. Nie jest to znana chociażby z Polsatu czy Ale Kino! wersja ekranizacji powieści Henniga Mankella przygotowana dla szwedzkiej telewizji. To realizacja brytyjska ze świetną tytułową rolą Kennetha Branagha.
Serial szwedzki zmęczył mnie zupełnie już po paru odcinkach. Dłużyzny, mętne dialogi, znaczące milczenie, spojrzenia jak z francuskiego filmu nowej fali przynudzania. Nasycenie filmu takimi ilościami nierozwiązywalnych problemów (i to nie z dziedziny wyższej matematyki), że miast kryminału mamy do czynienia z psychodramą. W szwedzkim serialu świat i życie jest cierpieniem, tylko cierpieniem. Źródłem smutku i cierpienia. W tym sensie jest on bardzo buddyjski w duchu. Należy więc chodzić z gniewnym lub smutnym spojrzeniem, nie rozmawiać ze sobą, tym bardziej szczerze. Przeżywać ból istnienia, popijać bez radości, słuchać smętnej muzyki i czekać aż to piekło skończy się wreszcie jakimś cudem nie od nas zależnym. Należy generować problemy bo one są istotą życia. Robić wszystko byle by udowodnić tezę, że istnienie to 99% bólu. Że człowiek jest samotną wyspą i dryfuje bezwolnie na lodowatym oceanie smutku. Gdyby nie gra Kristera Henrikssona, aktora wcielającego się w rolę Wallandera, całość byłaby po prostu skandynawską wersją typowego przytłaczającego tzw. życiem serialu brazylijskiego. Oczywiście w innej oprawie muzycznej i wizualnej, wśród ludzi o innej mentalności, ale w sumie jakże podobnej w sensie przesłania, wizji rzeczywistości. Z przerysowaniem, przesadzaniem (i to nie sadzonek w ogródku czy jajek na patelni), wgniataniem widza ponurością w fotel lub kanapę. W szwedzkim serialu zagadka kryminalna jest mało ważna, liczy się tu życie.
Pod tym względem Brytyjczycy nakręcili serial dla ludzi, a nie dla głębokich, zasmuconych, spowitych papierosowym dymem i oparami drogiego alkoholu myślicieli. Wallander nie jest tu jednakże pełnym radości osiłkiem z policyjną pałką, ale ma różne oblicza współczesnego człowieka. Nie jest nieustannie szczęśliwy, ale i nie przytłacza nas totalnym pesymizmem i beznadziejnością starań. Ma problemy, mniejsze czy większe, jak każdy z nas. Z jednymi sobie radzi lepiej, z innymi gorzej, ale nie stawia problemów na piedestale i nie ubóstwia ich samych w sobie. Mówi ludzkim głosem, jest jakoś zrozumiały (zazwyczaj), może budzić sympatię. Sprawy osobiste nie dominują tu zupełnie nad zawodowymi. Mamy kryminał, mamy zagadki i proces dochodzenia do prawdy, a nie "rozkoszne" nurzanie się w bajorku psychologicznych i socjologicznych dywagacji.
O niebo lepsze jest też wykonanie filmów w wersji brytyjskiej. Zdjęcia robią wrażenie. Z jednej strony szerokie panoramy, ujęcia obiektywem szerokokątnym miasta, przyrody. Z drugiej strony zbliżenia stosowane często w przypadku ludzi. Dość intymne ujęcia twarzy, oczu. Do tego wysoka jakość samych zdjęć.
Fabuła jest oparta na powieściach Mankella i zasadniczo jest z nimi zgodna. Ma czasami luki w logice wydarzeń, ale w sumie nie można specjalnie narzekać. Nie jest to bowiem rażące.
Dotychczas mogliśmy zobaczyć trzy odcinki serialu pochodzące z 2008 roku: Fałszywy trop, Zapora i O krok. Drugi z tych filmów ma nieprecyzyjnie przetłumaczony i przez to mylący tytuł. Chodzi tu bowiem o firewall, zaporę ogniową, pojęcie związane z informatyką, sieciami komputerowymi. W Zaporze komputery odgrywają bowiem istotną rolę, podobnie jak hakerzy. Niestety przedstawienie tej grupy nie odbiega tu od typowego naiwnego, telewizyjnego widzenia informatyki: na ciemnych ekranach kilku monitorów szybko przesuwają się jakieś napisy i liczby (adresy IP, logi). Z tych informacji tylko fachowiec o rozbieganych oczach potrafi coś od razu zrozumieć. Ważne, żeby przesuwały się dynamicznie jak rozmywające się liczby w Matriksie. Haker, specjalista z dziedziny informatyki to tacy ludzie, którzy potrafią czytać z ekranów, na których dane pędzą z szybkością samochodu na autostradzie. To tego podobno uczą się w szkole lub podczas godzin praktyki w domu: odczytywać istotne dane z ponurych słupków rozpędzonych liczb. Tam, gdzie inni widzą chaos oni widzą głęboki sens.
W brytyjskim Wallanderze jest na szczęście zachowana równowaga między akcją, psychologią i socjologicznymi obserwacjami. Jest ten serial zdecydowanie bardziej nowoczesny, dynamiczny i wciągający. Trochę zabawne brzmią dialogi w języku angielskim podczas gdy gazety, dokumenty są w języku szwedzkim. Trudno by Branagh na potrzeby serialu nauczył się gaworzyć po szwedzku.
Jest to kryminał, a nie nowoczesna podróbka tego gatunku w której technika zdaje się być współczesną formą magii (coś bierze się z niczego, bez racjonalnego wytłumaczenia). Na ekranach dzieją się cuda, a komputery podają nam od razu wszystko co pomyśli głowa obsługującego je użytkownika. Podobno "to wszystko" jest w Sieci, trzeba tylko umieć wyłowić (w ułamku sekundy?!).
Warto zerknąć na ten serial, który zdaje się tonąć w zalewie rozrywki lekkiej, głupawej i podobno niezwykle przyjemnej, bo niczego od widza poza patrzeniem nie wymagającej. Sama pora emisji sugeruje, że nie są to filmy dla wszystkich. Może to i dobrze. Jak coś jest niby dla każdego, to jest często dla nikogo. Brak komentarzy
Wiek wszechobecnej propagandy
Notatkę dodano:2010-06-29 11:02:25
Vladymir Volkoff napisał kiedyś książkę pod znaczącym tytułem „Dezinformacja - oręż wojny”. Jeśli dezinformacja i wyrafinowana propaganda są orężem wojny to znaczy, że ten stan jest dla naszych czasów permanentny. A zatem pokój to stan wyrafinowanej wojny, ale innej niż ta o terytoria, zasoby materialne, bogactwa. Pokój to krwawa wojna o umysły, głosy, pamięć, świadomość, postrzeganie rzeczywistości.
Współczesny przeciętny obywatel nie ma poglądów, wyraża tylko opinie. Takie, które obowiązują czasami tylko jeden dzień. Od newsa do newsa. Kiedyś dziennikarze szukali newsów, tematów dnia. Dziś dostarczają ich politycy, ludzie wpływowi, szare eminencje i działające w tle agencje: PR oraz te zajmujące się kształtowaniem wizerunku politycznego. Korzystają oni, wg własnych słów, z etycznej manipulacji, metod NLP, skutecznej perswazji, zbiorowej hipnozy. To wszystko potrzebne im jest do kreowania, a nie opisywania rzeczywistości. I rzeczywiście kreują ją każdego dnia.
W dokumentalnym filmie z tego tygodnia „Był sobie Sarkozy” (to taki pan, prezydent Francji) pokazano mechanizmy funkcjonowania nowoczesnego polityka. Co dzień jego biuro prasowe podrzuca dziennikarzom temat dnia. Dziennikarze nie muszą się już trudzić. Biuro prezydenta dostarcza ich za darmo samolotami tam, gdzie pan Sarkozy będzie danego dnia. Pogrzeb strażaka, otwarcie przedszkola, wizyta w szpitalu. Jeden wybrany operator ma prawo towarzyszć prezydentowi w ciągu całego tego „przedstawienia” dla mas. Z tego co sfilmuje tworzy się oficjalną wiadomość dla mediów, jedną dla wszystkich. Prezydent bierze w ramiona dziecko, prezydent ściska ręce przechodniów, prezydent uśmiecha się łaskawie do spontanicznie zgromadzonego tłumu.
Na bieżąco eksperci od kształtowania opinii publicznej śledzą sondaże, artykuły prasowe i nastroje wyborców. Dopasowują newsy dnia do nastrojów. Po wpadce Sarkozy`ego z wizytą Kadafiego (negatywne opinie i oceny w sondażach) podrzucają mediom temat, który przykrywa złe wrażenia z nią związane: romans prezydenta z piękną i znaną kobietą. Dziwny romans, przypadkowo odkryty - Sarkozy anonimowo wybiera się z kochanką do pełnego ludzi parku Disneya. Media cieszą się, plotki rosną jak grzyby po deszczu, nakłady pism kolorowych idą w górę. Świat się śmieje - jak w tej piosence z radzieckiego filmu (na ekranie świat się śmieje, a w tym czasie w gułagach cierpią miliony). Już prawie nikt nie pamięta o wpadce z Kadafim. Jest nowy, ciekawy temat. Mądre i uczuciowe kobiety się wzruszają, prawdziwi mężczyźni zazdroszczą, młodzież uczy się na dobrych wzorach.
Sarkozy zachowuje się jak w okresie przedwyborczym. Wszędzie go pełno, dba o to, by stale o nim mówić to, co on sobie życzy. By być obecnym na okładkach czasopism i pierwszych stronach największych gazet. Polityk?! Celebryta?! Mąż stanu?! Gwiazdor?! Komediant?! Taki polityk jakie czasy. Taki polityk jakie społeczeństwo i jego oczekiwania. Tam, gdzie większości nie brakuje już chleba, zgodnie z rzymską maksymą dostarcza się igrzysk. Żyjemy w epoce globalnego medialnego show. Są aktorzy pierwszoplanowi, którzy nie kończyli żadnej szkoły aktorskiej, są scenarzyści, których nikt nie zna i nigdy nie pozna, reżyserzy, którzy własną twarzą firmują obraz i tłumy pracowników, którzy dbają o szczegóły techniczne. Ktoś pisze dialogi, ktoś montuje całość i z prawie niczego potrafi stworzyć dynamiczną komedię sensacyjną. Są fachowcy od efektów specjalnych. Są lubiane elementy kina klasy D, gołe panienki, seks, głupkowate dowcipy, podłożony śmiech, prymitywne dialogi. Wolne społeczeństwa bawią się w najlepsze, na własny koszt, z czego nawet nie zdają sobie sprawy.
Dokładnie te same mechanizmy manipulacji i nowoczesnej propagandy możemy zaobserwować i u nas. Weźmy ostatnie miesiące. Wpadki premiera przykrywa kolejny show Palikota czy wypowiedź Niesiołowskiego. Na każdą ujawnioną aferę zjawia się od razu kontrafera lub medialny temat zastępczy (przygotowane i wyciągane jak króliczki z podniszczonego kapelusza). Agencje PR pracują pełną parą. Rozsyłają SMSy (podobnie było u polityków francuskich z partii prezydenckiej) z radami co posłowie mają mówić w mediach, co akcentować, co tuszować.
Polityka to wielki, nowoczesny, pozornie zabawny show, a nie jakaś tam głupia służba narodowi czy państwu. Ważne są słupki w sondażach, jak są zbyt niskie to się je poprawia. Prawdę lepiej znać taką jak jest, niepodkolorowaną. Badania są z pewnością robione rzetelnie, inaczej nikt by ich nie zamawiał. Kłamstw nie potrzeba dla oszukiwania samego siebie lecz do manipulowania innymi. To raczej wyniki badań są zmieniane, zmanipulowane, dopasowywane do oczekiwań zleceniodawcy. Tłumaczenia poważnych jakoby sondażowni, że za jakość sondażu odpowiadają ankietowani zakrwają na głupi żart, kpinę z „mądrego obywatela”. Cóż, żart z tego co widzimy bardzo skuteczny. Wielu bawi się tym do łez.
„Dezinformacja - oręż wojny” - ten tytuł się nie dezaktualizuje. Trwa nieustanna walka o władzę, o wpływy, o to, by mieć coraz więcej. Na wojnie muszą być niewinne ofiary, ale cóż to szkodzi. Cel uświęca środki. A cel jest jasny: zagarniać dla siebie wszystko, wszelkimi metodami. Robić jedno, mówić drugie, rozmywać, fałszować, manipulować, zdobywać, utrzymać.
Tylko czasami, przez przypadek wychodzą takie scenki jak ta, kiedy nagrany komórką w czasie spaceru po zatłoczonym targu prezydent Sarkozy w niewybrednych słowach mówi do przypadkowego obywatela, żeby się głupek odczepił od niego. Zza oficjalnej maski i starannie tworzonego wizerunku rasowego polityka wychodzi prymitywny krzykacz w duchu pogardzający tymi, którzy go wybierali na najważniejszy urząd w państwie. Ale tej innej strony podkolorowanej rzeczywistości wszyscy nie zobaczą. Brak komentarzy
Wiosenne impresje
Notatkę dodano:2010-04-06 10:28:18
Komentuj(1)
Przeboje kina Azji - Sezon II - Wojownik bez strachu
Notatkę dodano:2009-02-27 10:26:24
Produkcja japońska z 2005 roku. Trudna do prostego sklasyfikowania. Z początku wygląda na kolejną historię o samotnym wojowniku poświęcającym się świętej misji, coś w rodzaju premiera DT. Szybko okazuje się, że ten wojownik to niedoświadczony mnich, lękliwy i niewyszkolony, słaby nawet w tzw. gadce. Misja to odzyskanie tajemniczej trumny z równie tajemniczą zawartością. Sceneria to jakieś lasy mieszane nadzwyczaj pełne nie grzybw i jagód, a obdartusów i osobników, których trudno posądzać o pełnię praw obywatelskich i pełnię władz umysłowych.
Wszystko w tym filmie zamyka się w jednym wielkim cudzysłowiu. To bardziej pastisz niż poważne kino akcji. Machnięty grubą kreską, przerysowany, zwariowany film nadmiaru akcji.
Jedni będą zachwyceni, inni zniesmaczeni, kolejni znudzeni lub zniecierpliwieni. Co człowiek to obiektywny osąd. Pojawią się nawet tacy, co powiedzą, że Fellini to to nie jest.
Początek przenosi nas do pewnej zagubionej w lesie świątyni. Świątyni Wschodu. Przy umiejscowionej w niej trumnie czuwa stary mnich, spętany lekko pordzewiałymi łańcuchami. Lekko przysypia, a może tylko osiąga stan wyższej świadomości. Nagle ciszę otoczenia przerywają kroki tajemniczego młodzieńca za którym podąża równie tajemnicza mała dziewczynka w przydługich, niewygodnych szatach. Uśmiechająca się i małomówna, dziecko na pierwszy rzut oka sugerujące autyzm. Wojownik, zaskakująco dla nas, daje radę tłumom mnichów chroniących świątynię, którzy znienacka i z nacka pojawili się ze swojej położonej nieopodal stróżówki. Zabiera trumnę i ciągnąc ją z wysiłkiem za sobą wyrusza w naprawdę długą i pełną przygód drogę. Jedyny pozostały przy życiu mnich, który chwilowo przebywał poza świątynią, z ust umierającego mistrza otrzymuje polecenie odzyskania trumny i przywrócenia naruszonego ładu. Wręcza mu, ku pomocy i pokrzepieniu serca, bardzo dziwny miecz. Miecz specjalny. Na czym jego specjalność ma polegać długo nie wiemy, choć w końcu i to przestanie być dla nas tajemnicą. Początkowo wydaje się, że jest to miecz niezwykły bo zardzewiały, nie można go wyjąć z pochwy.
Młody mnich depcze po piętach tajemniczemu wojownikowi któremu depcze po piętach narastająca, jak światowy kryzys finansowy, legenda. Tajemniczemu wojownikowi (w skrócie TW) depczą po piętach miejscowe grupki złodziejsko-rozrabiackie, dziwna młoda kobieta (nie potrafi chwili ustać spokojnie w jednym miejscu), waleczny młodzieniec z irokezikiem na głowie i my, widzowie. Słowo dziwne nie schodzi nam z ust.
Z czasem okazuje się, że niepozorna trumna ma pewną bardzo, ale to bardzo pożądaną cechę: spełnia życzenia. Ot, taki nowszy wariant lampy Alladyna, bez dżina, i bez ginu. Na dostęp do tej ponurej realizatorki życzeń skusiło się dotąd wielu. Zginęli, a mnisi w sobie tylko znany sposób zamienili ich w kamienne posągi (oczy mogą się im ruszać - taka mała techniczna niedoróbka, a może to zrobiono specjalnie?).
Zalewają nas brudne, przygnębiające kolory. Gubimy się w lesie, w który nie chcielibyśmy pójść na grzybobranie. Budzi się w nas niepokój. Trochę ożywiają to smutne tło wszelakiego rodzaju łachmaniarze, ludzie poubierani cudacznie jak by właśnie wyszli z jakiegoś szykownego lumpeksu. Dziwni, modni, można by rzec szykowni. Kolorystyka ich szat jest tylko, jak dla mnie, zbyt monotonna.
Towarzyszą nam nieustanne walki. Na kije, na miecze, na pistolety, na broń maszynową, na jeździec na motorze kontra piechur na własnych nogach. Nie przekraczamy granic nowoczesności, ale i nie powracamy do mrocznych wieków oświecenia.
I tak, wśród walk i okładania się kijami, w pocie czoła zmierzamy do zakazanego Lasu Zachodu. Wraz z trumną, która budzi tyle gorących i sprzecznych uczuć. Okazuje się, że w trumnie spoczywa Bogini Zniszczenia, jak z niej wyjdzie to da popalić całemu światu.
Nie jesteśmy na pograniczu jawy i snu, a raczej na styku groteski i absurdu. Walki też są ujęte w cudzysłów. Mamy tu całkiem sporo śmiałych pomysłów wizualnych: drzewa z ludzkimi twarzami, ludzie pająki walczący z wykorzystaniem pajęczyny rozpiętej wśród drzew.
Jedyną w miarę normalną rzeczą jest w tym filmie przyroda. To ukłon w stronę mocno zaangażowanych ekologów. Drzewa, krzaczki, lasy, tajemnicze mgiełki i sporo igliwio-listowia.
Czy film trzyma w napięciu? Nie zawsze, nie stale i nie każdego. Jest to tak niejednoznaczny obraz, że żeby go ocenić trzeba spróbować zobaczyć samemu. Może i Wam się to uda.
Scenariusz i reżyseria: Yuji Shimomura
Więcej o filmie na stronie kino.idg.pl.
 Brak komentarzy
DVD dla dzieci
Notatkę dodano:2009-02-23 21:10:00
Masz dziecko?! Nie wiesz co podarować mu na święta?! Dziennik w dodatku Kultura przygotował dla Ciebie listę bestsellerów. Jest z czego wybierać: thriller, horror, a może fantasy. Podarujmy dzieciom szczęśliwe dzieciństwo.
Brak komentarzy |
|