Licznik Odsłon: 79348 Osób: 69700 Oczekiwania... Simon R. Green
Człowiek ze złotym amuletem - chyba nowy cykl, The Secret History
Kim Harrington
Clarity - prawda jest zbyt mroczna, by ją znieść
Jeri Westerson
Wąż wśród cierni - przygody Crispina Guesta, zwanego Ogarem
Michael Hesemann
Religia Hitlera - religijne obliczu hitleryzmu
Nalini Singh
W niewoli zmysłów - poznaj świat podzielony przez potężną rasę o fenomenalnych mocach umysłu, ale pozbawioną serca...
Richard Panek
Ciemna strona Wszechświata - Nobel w dziedzinie fizyki 2011 – historia nagrodzonego odkrycia
Mark Sołonin
Nic dobrego na wojnie - fakty i zdarzenia II Wojny Światowej, które oficjalna historia najchętniej by pominęła i przemilczała
D. J. MacEachin
Amerykański wywiad i konfrontacja w Polsce 1980-1981 - analizy nieznanych dotąd dokumentów amerykańskiego wywiadu
Richard Leonard
Gdzie, do diabła, jest Bóg? - książka o sensie cierpienia
pod red. Mariusza Gajewskiego
Kontrowersyjne grupy kultowe i sekty - mozaika problemów dotyczących groźnego zjawiska społecznego i indywidualnego, jakim są sekty i grupy kultowe
Rafik Schami
Baśnie z Maluli - baśnie dla dorosłych z Syrii
Tomáš Halik
Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą - Nagroda Europejskiego Stowarzyszenia Teologii Katolickiej 2011
Maureen Bloom
Żydowski mistycyzm a magia - poszukiwanie źródeł niegasnącej popularności amuletów oraz symboli we współczesnym Izraelu i diasporze
Ks. Robert Skrzypczak
Chrześcijanin na rozdrożu. Kryzys w Kościele posoborowym - kryzys to niebezpieczeństwo i szansa zarazem
David Bentley Hart
Chrześcijańska rewolucja a złudzenia ateizmu - analiza "nowego ateizmu"
Alonso Cueto
Niebieska godzina - o kondycji ludzkiej natury, okrucieństwie wojny i potrzebie miłości
Rafik Schami
Opowiadacze nocy - historia o przyjaźni, wyobraźni, egzotycznej kulturze i sztuce opowiadania baśni
Mario Beauregard, Denyse O`Leary
Duchowy mózg. Neuronaukowa argumentacja za istnieniem duszy - mózg, umysł, dusza Ciekawe nowości Aleksandra Ruda
Wybór - chcesz być piękna, sławna i pożądana? Lepiej odpukaj w niemalowane
Janet Evanovich
Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy - Stepanie Plum, łowca nagród z New Jersey
Karen Traviss
Gears of War 2: Jacintos Remnant - powstrzymać Szarańczę
Mark Hodder
Dziwna sprawa Skaczącego Jacka - Sir Richarda Francisa Burtona przypadki
David Louis Edelman
Infoszok - początek Trylogii Skoku 225
Jeri Westerson
Zasłona kłamstw - Crispin Guest w akcji
Rafał A. Ziemkiewicz
Śpiąca królewna. Pieprzony los Kataryniarza - klasyczne już teksty
Marcin Mortka
Miasteczko Nonstead - to miasto kryje w sobie coś, co niszczy ludzi
Wojciech Warecki
Woda z mózgu - jak się ustrzec medialnej manipulacji?
Wojciech Sumliński
Z mocy bezprawia - opowieść o wielomiesięcznej inwigilacji przez służby specjalne III RP dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego, jego bliskich i przyjaciół
Jim Butcher
Front burzowy - magia potrafi zabić, na śmierć
Charlaine Harris
Gorzej niż martwy - Sookie jest poruszona, zaszokowana i zmęczona oraz z całych sił pragnie powrotu do normalności
Karen Marie Moning
Krwawe szaleństwo - świat zabójczej magii i starożytnych tajemnic, we współczesnej Irlandii
Charlaine Harris
Dotyk martwych - kelnerka-telepatka
Jeaniene Frost
W pół drogi do grobu - półwampirzyca Catherine Crawfield poluje na nieumarłych i ich zabija
Ian McDonald
Dom derwiszy. Dni Cyberabadu - 715 stron McDonalda
Kevin Hearne
Raz wiedźmie śmierć. Kroniki Żelaznego Druida 2 - druga księga serii o Atticusie O`Sullivanie, ostatnim druidzie
J. E. Kaufmann
Fortyfikacje Trzeciej Rzeszy - historia wciąż kryje w sobie emocjonujące tajemnice
Ilona Andrews
Na krawędzi - nowy cykl pisarskiego duetu
Rafał A. Ziemkiewicz
Viagra mać! wyd. 2 - dla tych, co nie boją się myślenia pod prąd
Barbara Frale
Templariusze i Całun Turyński - nowe światło na fascynujące dzieje najpotężniejszego rycerskiego zakonu średniowiecza
Chris Weston
Fotografia przyrodnicza. Techniki pracy najsłynniejszych fotografów natury - sekrety zawodowych fotografów dzikiej
Bob Davis
Światło, aparat, ujęcie. Kreatywne techniki oświetleniowe - malowanie światłem
William J. Hoye
Teologiczne błędy myślowe - o błędach teologicznych, które współcześnie cieszą się uznaniem
Lisa Randall
Ukryte wymiary Wszechświata - przystępne wprowadzenie do fascynującej teorii współczesnej fizyki
Philip K. Dick
Człowiek z Wysokiego Zamku - apokaliptyczna wizja ginącej z głodu Ameryki
Tomasz Kołodziejczak
Głowobójcy - teksty o Dominium Solarnym
Rafał A. Ziemkiewicz
Michnikowszczyzna wyd. 2 - o pewnej nieomylnej wyroczni etycznej, politycznej i intelektualnej
Ulrich Völklein
Josef Mengele doktor z Auschwitz - nieprzeciętnie wykształcony człowiek: doktor filozofii i nauk medycznych, skrzypek i poeta, cynik, mizantrop i sadysta
Filip Gańczak
Filmowcy w matni bezpieki - tajemnice inwigilacji gwiazd polskiego kina
Roger Penrose
Cykle czasu. Nowy niezwykły obraz Wszechświata - śmiała hipoteza konforemnej kosmologii cyklicznej
Martin Löffler SJ
Taka jest moja wiara - przerzucanie pomostu między prowadzonymi przez naukowców badaniami teologicznymi i wiedzą katechizmową
DAVID duCHEMIN
W pogoni za stylem. Dziesięć sposobów na poprawę własnych zdjęć - darmowy e-book do ściągnięcia
Wyspa kanibali. 1933 Deportacja i śmierć na Syberii duszy - opowieść o zapomnianej zbrodni Książki zawsze warte lektury - Stanisław Lem - Solaris
- Michał BUŁHAKOW - Mistrz I Małgorzata
- Martha Grimes - Hotel Paradise
- Neil Gaiman - Nigdziebądź
- Neil Gaiman - Koralina
- Antoni Libera - Madame
- Davies Robertson - trylogia Cornishowa
- Davies Robertson - trylogia deptfordzka
- Cornelia Funke - Atramentowe serce
- Anne Fine - Dziennik kota mordercy
- Francesca Simon - Koszmarny Karolek
- Anita Shreve - Ciężar wody
- Lee Goldberg - Detektyw Monk jedzie na Hawaje
- Paweł Jasienica - Polska Jagiellonów
- Paweł Jasienica - Polska Piastów
- Anna Funder - Stasiland
- Anna Świderkówna - Biblia a człowiek współczesny
- Anna Świderkówna - Rozmowy o Biblii
- Christopher Andrew - Archiwum Mitrochina II. KGB i świat
- Michał Heller - Początek jest wszędzie. Nowa hipoteza pochodzenia Wszechświata
- Roger Penrose - Droga do rzeczywistości. Wyczerpujący przewodnik po prawach rządzących Wszechświatem
- ufff... to jeszcze nie wszystko
|
Wielkanoc 2012
Notatkę dodano:2012-04-09 11:28:23
Wielkanocny pacierz ks.Jan Twardowski
Nie umiem być srebrnym aniołem - ni gorejącym krzakiem - Tyle Zmartwychwstań już przeszło - a serce mam bylejakie.
Tyle procesji z dzwonami - tyle już alleluja - a moja świętość dziurawa na ćwiartce włoska się buja.
Wiatr gra mi na kościach mych psalmy - jak na koślawej fujarce - żeby choć papież spojrzał na mnie - przez białe swe palce.
Żeby choć Matka Boska przez chmur zabite wciąż deski - uśmiech mi Swój zesłała jak ptaszka we mgle niebieskiej.
I wiem, gdy łzę swoją trzymam jak złoty kamyk z procy - zrozumie mnie mały Baranek z najcichszej Wielkiej Nocy.
Pyszczek położy na ręku - sumienia wywróci podszewkę - Serca mojego ocali czerwoną chorągiewkę. Brak komentarzy
Wielkanoc 2012
Notatkę dodano:2012-04-07 11:33:04
Pieśń paschalna - Konstanty Ildefons Gałczyński (1948)
Nie Kalwaria, nie Golgota, ale chmura szczerozłota i wiatr skory;
nie noc i cierń, ale słońce i blaski się wplatające w kędziory.
Na tej szczerozłotej chmurze fruniesz - zwycięski - ku górze, "Sprawca zachwytów";
lśni marszczona wiatrem szata, a z szaty na Polskę spada woń hiacyntów.
Za te cuda oczywiste jakże ja Cię uczczę, Chryste? Wierszem chyba.
Lecz patrząc na Twoją chwałę, stanąłem i oniemiałem, jak ryba.
Bo trudno ziemskim inkaustem sprawy opisać przepastne: wiatr i złoto -
chyba tylko oczy zadrzeć, zasłuchać się i zapatrzeć w szum odlotu.
Spójrzcie: nad Wieżą Mariacką! Spójrzcie: już mały jak cacko leci.
Wirują złociste koła. Zieleń gra. Purpura woła. RESURREXIT Brak komentarzy
Do siego Roku!
Notatkę dodano:2011-12-31 15:26:28
Komentuj(2)
Wesołych Świąt!
Notatkę dodano:2011-12-26 12:02:28
Wesołych Świąt płynie do nas z wszystkich stron. Życzenia, pozdrowienia... Dobrze, że przynajmniej przy okazji świąt, nawet niechcąco, przypadkiem trafiamy czasami w sedno, mówimy coś ważnego, nawet czasami sobie z tego nie zdając sprawy. Zwłaszcza wtedy, kiedy wychodzimy poza stereotypy i wzorce, które same w sobie nie są złe, ale powtarzane bezmyślnie tracą na wartości wraz z brakiem zaangażowania w wypowiadane słowa. Nie wystarczy bowiem życzyć komuś czegoś mniej lub bardziej miłego, ale warto tak składać te życzenia by obdarowany nimi czuł, że kierujemy je właśnie do niego, a nie byle-by-było i na-aby-aby.
Życzę innym i sobie:
- umiejętności lepszego słuchania innych dorównującej zdolnościom krasomówczym każdego z nas
- mniejszego marnotrawienia czasu na rzeczy mało istotne, które tylko chwilowo wydają się niezwykle ważne
- zdolności do szczerej rozmowy i zarazem umiejętności odróżnienia bezpośredniości od uszczypliwości, złośliwości. Nie dociskania innych do muru w rozmowie, dawania wszystkim możliwości wyjścia z twarzą z danej sytuacji - może dzięki temu będzie mniej niepotrzebnych negatywnych emocji i spięć?
- oszczędnego, przemyślanego dawkowania sobie codziennych wiadomości - w końcu one są nigdy nie wysychającym źródłem tylu w sumie niepotrzebnych napięć i złych emocji
- nie dawania się zwariować: pracą, zakupami, zdobwaniem, byciem lepszym, szybszym, bardziej przebojowym, nowoczesnym - to wszystko jest ważne do czasu kiedy nagle przestaje być ważne, a może to mieć miejsce w jednym krótkim momencie
- doceniania chwil, które są tu i teraz - carpe diem - wszak mijają bezpowrotnie i nigdy dokładnie się nie powtarzają
- unikania przesady zarówno w cierpieniu jak w radości - wielkie szczęście potrafi doprowadzić do zawału serca czy wylewu równie skutecznie jak wielkie nieszczęście
- życzliwości - uśmiech i dobre słowo potrafią zdziałać tak wiele, nie warto ich skąpić sobie nawzajem i rezerwować tylko na wyjątkowe okazje
- świadomości, że trudno jest być specem od wszystkiego. To, co przeżyliśmy jest naszym doświadczeniem, ale inni też mają swoje przemyślenia i obserwacje. Nasze własne wnioski nie muszą być jedynie słusznymi. Mądrość polega również na samokrytycyzmie, skromności, dostrzeganiu dobra w drugim człowieku.
- dostrzegania wokół siebie pięknych rzeczy, zjawisk, bytów. Jest ich wokoło mnóstwo, wystarczy spojrzeć nietypowo (np. zdjęcie makro) na kwiatek, owada, zachodzące słońce, niebo, gwiazdy... Piękna nie trzeba szukać tylko w galeriach czy muzeach, ono jest wszędzie.
- umiejętności odpoczywania. Tak mi się bowiem zdaje, że sztuka relaksowania się i nabierania oddechu odchodzi w niepamięć w naszych sztucznie zagonionych czasach. Czasami trzeba biec, ale szkoda gnać przez całe życie, bo wtedy kończy się ono zbyt szybko. Istnieje taka hipoteza, że ilość uderzeń serca jest ograniczona dla wszystkich istot żywych. Te, których serca biją szybciej żyją krócej.
 Brak komentarzy
Leśna bajka o wiecznej wiośnie
Notatkę dodano:2011-10-31 10:49:03
Co słychać w coraz bardziej metaforycznie zielonym Lesie, ogarniętym pełnią nigdy nie kończących się, nawet jesienią, ożywczych wiosennych reform? Naszej pełnej optymizmu, jedynie prawdziwej zielonej wyspie, która - mówiąc otwarcie, bez dogmatu i bez aksjomatów - zatonąć nie może? W Lesie jest bardzo dobrze, choć nie tak znowu dawno było bardzo źle, a będzie już tylko lepiej. I nie jest to żaden nielogiczny, twardy aksjomat do przyjęcia na wiarę tylko rozumowy pewnik z którego głęboka, racjonalna wiara szeroką strugą wypływa.
Przygłucha i lekko niedowidząca Sowa widziała niedawno dziwne znaki na korze pewnej skarłowaciałej brzozy. Nie były to rowki wyryte przez przebrzydłe szkodliwce społeczne czyli kor-nik-i. Racjonalnie myśląc, posługując się dla pewności ruchem gwiazd i układem fusów w szklance wydedukowała, że wiek szczęśliwości się zbliża i to wielkimi krokami. Ein, zwei, drei! Słychać maszerujący wiek szczęśliwości. Podobno nawet niezrzeszone mrówki robotnice, które zasadniczo uwielbiają pracę dla samej pracy czują to w rozedrganym powietrzu.
Żółw wylazł był ze skorupy, wymiętoszony jak jego najlepszy stary garnitur. I nadzieję niesie w tradycyjnie ciepłym jak zapowietrzony kaloryfer spojrzeniu, które poziom myślenia depresyjnego w jego otoczeniu podnosi zdecydowanie ponad normę. Żółw się kręci (spin-żółwik) znowu w ważnych kręgach. W lewo się kręci, w prawo nie może bo mu się w stawach coś zablokowało. Tupta, zerka zza muchomorków i zza żwirków, wzdycha głęboko i bardzo znacząco, czym wbrew pozorom korzystnie ociepla klimat. Jego wysokogatunkowy dwutlenek węgla to je ono. Zielono-czerwone muchomorki mruczą na jego cześć - chwała, chwała. Żółw nieudolnie choć z godnością macha krótkimi łapkami i kreski kreśli. Tu kreska, tam kreska - na każdego przyjdzie w końcu jakaś grubsza lub chudsza kreska. Las pełen już jest zresztą owych kresek, które stają się powoli atrakcją turystyczną. Może w końcu Las zostanie nazwany Kreskami Wybrukowanym Skansenem Nowoczesności (KWSN)?
Borsuk patrzy na Las i myśli sobie, że jest królem zwierząt. No bo i skąd ma wiedzieć, że królem tak naprawdę jest Lew, skoro filmów Disneya nie oglądał?! No więc stoi, zdrowy jak koń na biegunach. I nawet mu się czasami udaje zdrowo zarżeć wyobrażonymi chrapami, wyobrażonym sobie niezwykle plastycznie ogonem pomachać przyjaźnie gawiedzi. Stoi zdrowy i zdrowo mówi. O Lesie i borsukowaniu, o jenzyku i jezyku. O majestacie i o prawie. O polowaniu z nagonką i nagonce z polowaniem. Otoczenie Borsuka uprzejmie podtrzymuje w nim przekonanie, że jest nie tylko królem zwierząt, ale że jest prawdziwie Wielkim Królem Zwierząt. Dobrzy, szczerzy, uczciwi, krytyczni doradcy - myśli Borsuk - są na wagę drożejącego gwałtownie złota.
Hieny znowu mają się dobrze. A można nawet stwierdzić z pewną taką nieśmiałością, że mają się teraz jeszcze lepiej. Wszak są zawsze modnie ubrane, rozkosznie zabawne, topowe i coolerskie jak bilardowe bile. Ich zaraźliwy chichot słychać z wszystkich zakątków Lasu. Z hienami życie upływa z pewnością weselej - piszą wszystkie poważne leśne gazety.
Padalec okazał się świetnym specjalistą od spraw oceanicznych. Woda to jakoby jego żywioł, a żywią y bronią to hasło bliskie jego gadziemu/płaziemu sercu. Padalec jest zresztą żywym dowodem na to, że można wijąc się osiągać szczyty, a leżąc na dnie można wystawać ponad poziomy.
Komary i muchy tse-tse okazały się nareszcie pożyteczne i wartościowe. Już nikt nie nazwie kąsania kąsaniem, to dzielenie się tym, co mamy, z tymi, co nie mają. To altruistyczne roznoszenie dobrego, które czasem trochę boli i rozpowszechnianie prawdy, na którą Las zawsze czekał z takim utęsknieniem.
I tak się po Lesie coś niesie. Niektórzy, ci mniej racjonalni twierdzą, że jedyna nadzieją w tym, że przyjdzie kiedyś gajowy Marucha i zrobi wreszcie jako taki porządek: ogrodzi, tablice postawi, budki z biletami. Jednym krótkim, sensownym rozporządzeniem zamieni Las w prawem chroniony Rezerwat Ścisły. Komentuj(1)
...statystyki swoje
Notatkę dodano:2011-07-07 11:59:51
Jak pogodzić szalejący nieuchronny postęp i sondażowe zadowolenie obywateli z danymi statystycznymi, które mówią, że obszar nędzy dynamicznie rośnie z każdym rokiem? Szybciej niż obszar prawdziwego, a nie złudnego, kredytowego bogactwa. Jak na poważnie potraktować słowa byłego premiera i prezesa banku, że głównym celem rządu jest dobrobyt obywateli?! (Czy za obywateli uważa tylko siebie i swoich kolegów? Wtedy z pewnością nie mija się z prawdą.) Jak cieszyć się z rosnącego PKB kiedy coraz więcej ludzi żyje w nędzy? Takie dane statystyczne nie są zbyt często przywoływane, bo podobno nie należy jątrzyć, deprecjonować i "dołować". Bo psują dobry nastrój, wywołują zakłopotanie, ukazują rządzących jako kłamców nielustracyjnych. Mówiąc o powszechnej szczęśliwości cynicznie, a może tylko z głupoty - nie wiadomo co lepsze - wyklucza się z niej rosnące grono ludzi, ot kilka milionów, dla których ta szczęśliwość wcale nie nadchodzi, a których dotyka - jakże skądinąd mądrze brzmiące - wykluczenie (ach, mamy teraz specjalistę od wykluczeń, który będzie skutecznie wkluczał) społeczne czyli na ogół mówiąc prosto: zwykła, ordynarna bieda.
Jak radować się z rozwijającej gospodarki kiedy liczba osób, które nie dostają na czas miesięcznego wynagrodzenia stale rośnie? A przecież cierpi przez to nie tylko oszukiwany przez pracodawcę pracownik, ale i jego rodzina. Te dane są skrzętnie chowane pod zielonymi dywanami niesamowitych perspektyw, pod spotami reklamowymi za duże pieniądze w których pojawiają się znienacka - i znacka - tysiące kilometrów nowych, doskonałych, nie wymagających żadnych remontów po trzech latach asfaltowych nawierzchni. Pod optymistycznymi reklamami w których nowoczesne samochody mkną po świetnych (cóż z tego że płatnych) autostradach, a uśmiechnięci obywatele piją wodę z kranu bez jej przegotowywania. Co wynika z połączenia rozwoju gospodarczego i coraz większej liczby wypadków przy pracy? Jak w tym przyspieszonym, niesamowitym rozwoju będą uczestniczyć kalecy, renciści, osoby niezdolne do pracy? Nie mówmy o nich, a świat będzie lepszy, piękniejszy już dziś, od razu. Bądźmy optymistami czyli ślepymi na fakty naiwniakami.
Jakość towarów podobno nieustannie rośnie, normy ISO królują nawet na metkach ołówków i rolkach szarego papieru toaletowego, konkurencja silną ręką reguluje rynek. A podczas kontroli żywności okazuje się, że większość drogich wędlin zawiera trucizny, ma znacząco przekroczone normy szkodliwych dodatków. Fałszuje się daty ważności, "odświeża" produkty. Liczy się zysk, jak najmniejsza strata producenta czy handlowca. Jakość pieczywa jest zatrważająca i doświadczyć tego można każdego dnia, i to bez specjalistycznych badań: robione z niskiej jakości mąki, niejadalne na drugi dzień, pełne polepszaczy, spulchniaczy i innych zdrowych i cennych - niekoniecznie dla człowieka - dodatków. Pieczywo zwane do tego cynicznie tradycyjnym. Taka jednoroczna, czyli dla niektórych wyjątkowo stara tradycja.
Biznesmeni są ciemiężeni w naszym kraju, choć każdego roku znacząco - przynajmniej wg posłów i senatorów - poprawia się prawo, przepisy i powinny już być one - zgodnie z zapowiedziami - bliskie ideału. Wszak poseł Palikot ciężką wieloletnią pracą stworzył nam tanie i przyjazne państwo. Nie wszyscy z tych uciemiężonych są niestety aniołami. Ilu? Tego się nie podaje. Dostaje znany biznesmen wyróżnienie kolegów za osiągnięcia, a już rok później ściga go prokuratura. Z tytułu oszustw związanych ze zwrotem nienależnego podatku VAT straty idą w co najmniej setki milionów złotych. Firmy "krzaki" symulują obrót gospodarczy i wyciągają od państwa znaczące pieniądze, których skądinąd na wszystko stale brakuje. Mimo coraz większej liczby komptentnych służb dzielnie walczących na froncie przestępczości, także ta popełniana coraz częściej przez tzw."białe kołnierzyki", kwitnie.
Można zachwycać się, że coraz więcej ludzi jeździ samochodami, ma nowoczesne telewizory i komputery. I nie wspominać przy tym, że duża część tych samochodów to używane modele sprowadzane z zagranicy, często po wypadkach. Że ludzie kupują nowoczesny sprzęt na kredyt, a banki i firmy kredytowe są na każdej ulicy i przybywa ich jak grzybów po typowym miejskim kwaśnym deszczu. Że zadłużenie Polaków rośnie tak jak liczba złych, niespłacalnych kredytów. Że banki informacji o dłużnikach rosną szybciej niż przyrasta dochód narodowy.
Gminy budują boiska czy baseny. Radość jest powszechna bo dostały spore dotacje. Tyle że wkład własny to często kredyt komercyjny, który kiedyś będzie trzeba spłacić. Radośnie dziś zarządzający daną miejscowością wcale się tym nie martwią. To raczej nie oni będą spłacać, oni pozostawią po sobie dobre wspomnienia i teczki długów. Liczy się tylko pozostanie u władzy jak najdłużej się da, a skoro i tak w końcu się tę władzę straci to zmartwienia i długi pozostawimy innym, w darze serca, w spadku. Już po wyborach stawki podatków lokalnych i opłat za użytkowanie wieczyste poszybowały w górę jak szybowce przy sprzyjającym wietrze, w przypadku tych drugich nawet o kilkaset procent (w moim mieście o skromne 400%). Już zaczynamy płacić za cudze rozkoszne i prorocze wizje. Swoją drogą, można było wybory samorządowe zorganizować wiosną, już po zatwierdzeniu budżetów. Lokalni działacze mieliby w okresie jesienno-zimowym niezły orzech do zgryzienia z podnoszeniem opłat i podatków.
W oficjalnych deklaracjach jak ognia unika się konkretów. Unika sięgania po pewne dane statystyczne państwowych instytucji. Bo i po co? Pokazują, że słowa niewiele znaczą. Że są opowieściami, pewną formą narracji jak telewizyjne reklamy. Bajkami, w które wierzą tylko nie znający życia i szczegółowych danych naiwniacy. Z drugiej strony podaje się czasami statystyki wzięte nie wiadomo skąd, jakieś dziwne oszacowania, podejrzenia, wyliczenia aproksymujące wykonane przez domorosłych badaczy społeczeństwa. Dostosowane do głoszonych przez nich teorii.
Okazuje się, że nawet tak dynamicznie rozwijająca się UE ma podobne do nas kłopoty. Około 11% obywateli tego raju na Ziemi żyje w ubóstwie. O potędze i sile każdego związku państw świadczą - podobnie jak w systemach technicznych - nie tyle elementy najlepsze, ile te najgorsze. Nie tyle zawsze zbyt mała liczba bogaczy co rosnąca liczba biedaków. Za takimi procentami kryją się bowiem tragedie milionów ludzi, konkretnych jednostek. Czy uśmiech, zadowolenie jednego bogatego więcej niweluje rozpacz setki nędzarzy?! Czy radość jednego pacjenta leżącego w eleganckiej izolatyce wyrówna niespecjalne warunki których doświadcza dziesięciu? Być może, niektórzy są nawet pewni, że tak właśnie jest. Nie cieszy mnie, że mamy w kraju kilku miliarderów z list światowych, kiedy tysiące dzieci przychodzi do szkoły głodnych bo nie jadły śniadania. Dlaczego cieszyć ma mnie sukces jednostki osiągany kosztem tysięcy?!
Słowa mogą mieszać ludziom w głowach i taki często jest ich jedyny cel. To, że rośnie średnie wynagrodzenie nie musi oznaczać, że ludzie zarabiają więcej. Równie dobrze może to oznaczać, że coraz większe dochody, niebotycznie wysokie mają nieliczni zarządzający firmami. Tak jak prezesi w bankach zarabiający rocznie po kilka milionów czy prezesi spółek węglowych dostający podwyżki i premie niezależnie od kondycji finansowej ich własnych firm.
Z pustego, naiwnego optymizmu nawet i mądry Salomon nie naleje. To przelewanie z próżnego w puste.
Szczęście, że mamy wakacje, a parlament udaje się w większości do ciepłych krajów (wszak trzeba zdecydowanie popierać to, co polskie). Sezon ogórkowy przyniesie nam radosne wieści z frontu wypoczynku, z życia celebrytów i rozmaitych opkresowych gwiazdek. Bezrobocie okresowo spadnie, podobnie jak niepokojące deszcze, choć ulewy i podtopienia są jednak bardziej prawdopodobne. Komentuj(1)
Dzieci (z) bronią
Notatkę dodano:2011-04-12 10:36:21
W aktualnie dostępnym numerze pisma Focus - Magazyn śledczy 2/2011 (4) znajdujemy niezwykle ciekawy fotoreportaż zatytułowany „Putina mała armia”. Opowiada on o Pozawojskowym Ośrodku Szkoleniowym Kaskada znajdującym się w okolicach miasteczka Bajarkino. Młodzi ludzi, niepełnoletni, a patrząc na fotografie często jeszcze po prostu dzieci szkolą się w nim w niezbędnej w życiu w demokratycznym państwie sztuce unikania śmierci. Bo tego podobno uczy ten jakże potrzebny i będący powodem do dumy państwa rosyjskiego ośrodek. Co trzeba umieć, aby uniknąć śmierci w młodym wieku? Strzelać, rzucać nożem, walczyć wręcz, przetrwać kilka dni na bagnach lub w lesie. Umiejętności czytania i pisania nie są niezbędne. Empatia nie jest wskazana, liczy się raczej umiejętność sprawnego wykonywania rozkazów.
O ile dorośli nierzadko ćwiczą na atrapach, co jest udziałem chociażby osławionych najemników z Blackwater, to dzieci w Kaskadzie szkolą się na prawdziwych karabinach i granatnikach. W końcu prawdziwa wojna, prawdziwa broń i prawdziwa walka są piękne, zwłaszcza kiedy służą rozwojowi młodego człowieka, kształtowaniu jego charakteru, pogłębieniu humanizmu i rozwojowi pokoju na świecie.
Kiedy obserwujemy dzieci w Afryce sięgające po broń słyszymy głosy oburzenia ludzi wrażliwych, światłych intelektualistów, obrońców praw wszelakich: dzieci do szkół, a nie do walki. Tutaj z kolei słyszymy zachwyt niektórych nad hartowaniem ducha, kształtowaniem osobowości i przydatnych w życiu umiejętności trafiania w kogoś nożem (ze skutkiem śmiertelnym, jak zwykli mówić wrażliwi na słowa humaniści pracujący w systemie sprawiedliwości).
Kontakt z prawdziwą bronią podobno wyjątkowo służy młodym ludziom. Stają się dzięki niemu mężni i dojrzalsi.
Dlaczego chętnie korzysta się z dzieci w czasie wojen? Podobno są najlepszymi żołnierzami. Nie mają żadnych skrupułów, mordują szybko, bezwzględnie, skutecznie i z uśmiechem na ustach. Dla nich to forma zabawy w wojsko. Co ważne, budzą u dorosłych żołnierzy wahania, które potrafią sprytnie wykorzystać, by skuteczniej zabijać. Takie obserwacje wyniesiono chociażby z Afryki w której młodzi żołnierze stanowią ważną część armii lokalnych watażków.
Ośrodkowi Kaskada powinien patronować Unicef. Skoro dzieje się tam tyle dobrego, warto by społeczność międzynarodowa to wspierała.
Osobiście, wiem, że to myślenie wsteczne i zacofane, uważam, że dzieci powinny się uczyć... czytać, pisać i rozumieć świat, a nie jak sprawnie i bezgłośnie zabijać innych. Powinny doświadczać miłości, a nie wojskowego rygoru i żelaznej dyscypliny. Powinny uczyć się jak widzieć w innych człowieka a nie cel do wyeliminowania.
Wolę patrzeć na dziecko z tornistrem niż z kałasznikowem gotowym do strzału, wycelowanym w moją pierś. Brak komentarzy
Poseł P., minister R., dziennikarz M., ekspert F. to... zombie
Notatkę dodano:2011-04-08 11:20:56
Sądzę, że nasz świat opanowały zombie. Nie, nie w literaturze, w realu (nie, nie w hipermarkecie). Do takiego wniosku doprowadziła mnie lektura opowiadania Davida Langforda Sprawa Kuby Obcinacza, czyli Opowieść i Wielkiej Zimie zamieszczonego w niedawno wydanej Wielkiej księdze fantastycznego humoru (tom 1). Lektura oraz stała obserwacja wszystkimi zmysłami, głównie słuchem, polityków, celebrytów, dziennikarzy, ekspertów, aktualnych autorytetów, gadających głów wyrastających w mediach jak niejadalne grzyby po deszczu.
Ciekawa postać z tego opowiadania, niejaki Smythe, jest parapsychodetektywem. Jego specjalność to okultyzm, magia, czary, parapsychiczne dziwy. Do jednej z prowadzonych spraw postanowił wykorzystać eksperymentalny skomputeryzowany wykrywacz zombie (ESWZ). Program analizujący wypowiedzi i poszukujący w nich określonych wzorów: nieskomplikowania, powtarzalności i beztreściowości czyli rzeczy charakterystycznych dla zombie oraz osób, których wolę pęta voodoo czy inna złowroga magiczna siła. Według Smythe`a zombie mogą bez trudu ukrywać się wśród ludzi. Działają bowiem podobnie jak swego czasu słynny program AI (sztucznej inteligencji) o nazwie ELIZA, doskonale imitujący doświadczonego psychoterapeutę. Kamuflaż ów jest bowiem możliwy wśród obywateli, gdyż występuje tu efekt ELIZY czyli coś w rodzaju psychicznej ślepoty typowej dla większości ludzi. Ludzie ci słuchają zombie, które mówią mechanicznie i odtwórczo, ale z powodu naiwnej ufności, że rozmawiają z człowiekiem z łatwością uznają owe prymitywne frazy za odpowiedzi jakiejś prawdziwej inteligencji.
Mam wrażenie, że świat - szczególnie ten medialny - opanowały zombie. Jak słucham wypowiedzi wielu „osób” w telewizji, czytam niektóre artykuły w gazetach, to nabieram pewności, że są one zombie i chcą przjąć nad światem całkowitą władzę. Na proste pytanie „jaka jest dzisiaj pogoda?” odpowiadają pytaniem typu „a dlaczego o to pytasz?” lub stwierdzeniem „ciekawe pytanie”. Na najprostsze pytania odpowiadają jak psychoterapeuta symulujący zainteresowanie pacjentem, głęboką wiedzę, szczerą życzliwość, wypływającą z serca i rozumu troskę. Przypominają chociażby terapeutę detektywa Monka, który o wielu rzeczach potrafi zapomnieć, ale nigdy nie zapomina o najważniejszym, solidnie zaprogramowanym podstawowym swoim zadaniu: wystawieniu rachunku za sesję.
Gorąco polecam opowiadanie Davida Langforda jak i cały zbiór opowiadań Wielka księga fantastycznego humoru (tom 1). Warto przeczytać i uśmiechnąć się obserwując beztrosko krzywą stałego wzrostu... cen.
Jeszcze cytat, przy którym warto wziąć pod uwagę, że jego autorem jest fizyk jądrowy (przynajmniej z wykształcenia).
„Porażkę? Czyż nie jestem detektywem-naukowcem? Miałbym porzucić wstępną hipotezę tylko dlatego, że zaprzeczał jej jakiś bzdurny fakt? Nigdy!”
Jeszcze raz zwracam uwagę: przyjrzyjmy się bacznie otaczającemu nas światu, szczególnie temu telewizyjnemu. Pełno w nim zakamuflowanych zombie!  Brak komentarzy
Kolęda płynie z wysokości
Notatkę dodano:2010-12-23 11:44:47
Kolęda płynie z wysokości
Osioł pewny siebie wół zarozumiały Bóg się nie wstydzi, Bóg się nie wstydzi nie wstydzi,że jest taki mały
Herod postraszył stajnia uboga ludzkie kłopoty, ludzkie kłopoty kłopoty małego Boga
Kolęda płynie z wysokości kolęda płynie z wysokości śpiewa na całęgo z wysokości śpiewa na całego i uczy miłości
Nawet trzech mędrców na nic się przyda bo Bóg tak mały, bo Bóg tak mały tak mały,że go nie widać
Kolęda płynie z wysokości kolęda płynie z wysokości śpiewa na całęgo z wysokości śpiewa na całego i uczy miłości
Daj nam Boże wiarę wiarę zawsze żywą zdrowie na święta, zdrowie wciąż na święta dla bliskich cierpliwość
Kolęda płynie z wysokości kolęda płynie z wysokości śpiewa na całęgo z wysokości śpiewa na całego i uczy miłości i uczy miłości
(kolęda w wykonaniu rodziny Pospieszalskich i Justyny Steczkowskiej, do słów ks.Jana Twardowskiego) Brak komentarzy
Wikileaks czyli coś znowu przecieka
Notatkę dodano:2010-12-01 12:40:30
Wikileaks czyli coś znowu przecieka.
Kiedy usłyszałem o przeciekach, które w jakieś nie w pełni dla mnie zrozumiałe szczytne imię udostępnił portal Wikileaks.org pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, to kto i po co to zrobił. Czytając różne książki dotyczące metod manipulacji i propagandy, oglądając filmy dokumentalne poświęcone politykom i sposobom prowadzenia przez nich polityki informacyjnej, bazując na doświadczeniu i obserwacjach otaczającego mnie świata dochodzę do wniosku, że są tacy co doskonale bawią się opinią publiczną jak spasione koty chudymi myszami. Którzy tworzą fakty, podrzucają aktualne, bardzo ważkie tematy, kierują zainteresowanie w odpowiednim kierunku. Których cele są niejawne, a metody - dla ogółu - mało znane i zrozumiałe. Którzy jednak dążą do czegoś, co dla większości z nas jest co najwyżej mgliste. I dla realizacji tych celów gotowi są na wszystko. Ich cele uświęcają wszelkie zastosowane środki.
1. Udostępnienie poufnych bądź tajnych materiałów nie musi mieć tylko jednego celu czyli dyskredytacji polityki amerykańskiego rządu. Równie dobrze może być skuteczną próbą odwrócenia uwagi od poważnych problemów dotykających wiele krajów, w tym USA. Ludzie nagle przestają mówić o rosnącym deficycie, o galopującej inflacji, o kredytach i kłopotach z ich spłatą, o państwowej pomocy dla prywatnych firm i banków, o drukowaniu pieniędzy, bezrobociu i innych niepokojących objawach niekończącego się kryzysu, który swoją drogą wcale nie wygląda na przypadkowy i wywołany niechcący jak się nam to próbuje przedstawić. Media, opinia publiczna muszą się czymś zajmować, nie znoszą próżni. Lepiej jednak, jak udowodnił to chociażby prezydent Sarkozy podsuwać im tematy niż pozwolić by sami ich szukali (medialna akcja z kochanką dla odwrócenia uwagi od innych spraw). To się nazywa aktywna polityka informacyjna czyli mówiąc prościej: dezinformacja pozytywna. Pozytywna oczywiście dla tego, który ją tworzy w celu ochrony swoich interesów.
U nas też jesteśmy nieustannie świadkami takich zabiegów. Na każdą akcję-informację negatywną dla rządzących natychmiast pojawia się jakaś reakcja-medialny show, a to z udziałem dyżurnych zadymiarzy, a to z wnioskami niezależnych prokuratorów czy odkryciami, które od dawna czekały na ujawnienie ich w odpowiednim momencie. Trzeba czymś zająć opinię publiczną, odwrócić jej wzrok od nagości króla i sprawić by uwierzyła, że liczne i przepiękne szaty wypełniają jego niezliczone szafy.
2. Jak to jest możliwe, że taka ilość niejawnych dokumentów dostaje się w czyjeś niepowołane ręce? Czy to nie dziwne samo w sobie? Czyżby dokumenty te były na komputerach włączonych do ogólnodostępnej sieci WWW? Jeśli tak, to znaczy, że na wysokich stanowiskach nie siedzą żadni wysokiej klasy eksperci opłacani za wielkie pieniądze, a zwykli idioci (lub wyrafinowani cwaniacy, którzy mają swoje ukryte cele i zachowują się tylko pozornie jak idioci). Wszyscy co mają jakikolwiek poważniejszy kontakt z sieciami komputerowymi wiedzą, że nie ma sieci bezpiecznych na 100%. Do każdego komputera można się włamać. To kwestia czasu i środków. A zatem bezpieczeństwo można zwiększać jedynie poprzez wyłączenie wybranych, ważnych komputerów z ogólnodostępnej sieci. Poprzez fizyczne wypięcie ich z takiej sieci. Poprzez unikanie gromadzenia w jednym miejscu dokumentów czy informacji newralgicznych, wrażliwych. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to nie świadczy to dobrze o jego inteligencji czy wiedzy, choć może świadczyć o tym, że za maską radosnej głupowatości chce ukryć coś znacznie poważniejszego.
3. Możliwe, że dokumenty te nie zostały wykradzione z Sieci tylko wyniesione z budynków. To trochę zmieniałoby postać rzeczy, ale też źle świadczyłoby o metodach stosowanych zabezpieczeń. Patrząc na sprawę szpiegów złapanych w ostatnich latach w USA widać wyraźnie, że beztroska i naiwność wydają się cechą charakterystyczną wielu służb specjalnych. Chyba, że jest to wyrafinowana gra mająca wyglądać na nieuświadamianą, przypadkową, wyrazistą nieudolność. Jeżeli agent lub pracownik takich służb żyje ponad stan, zarabiając w sumie niewielkie pieniądze, jeżeli obnosi się z tym bez krępacji, jeśli bez problemów wynosi w teczce to, co tylko zechce, to nie jest to coś świadczące o jego niesamowitych umiejętnościach, możliwościach i przebiegłości, tylko potwierdzenie niefrasobliwości, naiwności i braku kompetencji odpowiednich ludzi. I żadni pułkownicy kontrwywiadu byłych czy obecnych służb nie przekonają mnie, że to była wyrafinowana gra i precyzyjnie zaplanowana akcja.
4. Świat nurza się w kłopotach, a Klub Bilderberg i inne tego typu organizacje działają sobie w najlepsze. Spotykają się w nich przedstawiciele wielkich koncernów, banków, instytucji publicznych jak MFW czy Bank światowy, służb wywiadowczych różnych krajów, politycy (w tym EU i USA), szefowie redakcji znanych gazet, wpływowi działacze partyjni (co ciekawe: przywódcy zaprzysięgłych ideologicznie socjalistów świetnie dogadują się tam z tradycyjnie zaprzysięgłym wrogiem, klasyczną burżuazją taką jak wielkie rody bankierów). Cel podobno jest szczytny: dyskutują nieformalnie o losach świata. Bo mają do tego święte prawo, które sobie oczywiście sami przyznali. Prawo pieniędzy i wpływów. Ludzie ci wybrani są w demokratycznych wyborach lub nie, dysponując za to władzą ekonomiczną i związanymi z tym wpływami decydują jak będzie wyglądać świat. I nie uważają za stosowne informować o tym maluczkich. Widzimy, gdzie kończy się demokratyczny, politycznie poprawny bełkot światowych elit, a zaczyna prawdziwe życie. Owszem, powołują się oni na nieformalność i prawo do prywatności. Pytanie jednak czy jeśli osoby publiczne występują na skrywanym, choć publicznym zgromadzeniu osób bardzo wpływowych to są tam tylko osobami prywatnymi? Czy wiedza szefów służb specjalnych, rządzących członków elity władzy, szefów banków narodowych, ważnych instytucji międzynarodowych to tylko ich prywatna sprawa? Dowiadujemy się, że tak, przynajmniej w ich własnym mniemaniu. Że ludzie opłacani często z pieniędzy publicznych uzurpują sobie prawo do bycia poza jakąkolwiek kontrolą. Czy jednak ich spotkania, oficjalnie chronione przez służby specjalne i policję są tylko nieformalnymi prywatnymi spotkaniami starych, dobrych przyjaciół? Jeśli tak, to co tam oficjalne robią różne służby bezpieczeństwa? Chronią prywatne osoby na prywatnym, nieformalnym spotkaniu?! I to za pieniądze nieinformowanych o niczym podatników?!
5. W Klubie Bilderberg działają szefowie koncernów do których należą największe tytuły prasowe na świecie. To daje tym ludziom wielką, skuteczną kontrolę nad informacją. Owszem, redaktorzy naczelni gazet jak mantrę powtarzają, że są niezależni, ale przecież jeśli kapitał zakładowy nie należy do nich, to jak mogą tak naprawdę być niezależni? Ktoś im płaci za bycie niezależnymi i głoszenie własnych poglądów? Jak sprzątaczka, sekretarka czy nawet asystentka w firmie może być niezależna od jej prezesa, od jego pieniędzy? Na ogół chodzi tylko o to, by wyglądało tak jakby myszy mogły w obecności kota bez problemów harcować. Trudno uwierzyć, że kot o niczym nie wie i daje owym myszom zupełnie wolną łapkę w ich poczynaniach. Na spotkaniach Bildebergu bywają szefowie wielkich, wpływowych gazet. To rodzi naturalne podejrzenia o to, że polityka informacyjna tych wydawnictw na jest sprawą czysto biznesową, otwartą i niezależną. Że jest prawdopodobne kreowanie faktów, wyciszanie informacji niekorzystnych, bawienie się w kształtowanie opinii publicznej, manipulacja (ostatecznie informacje o takich spotkaniach są skrzętnie ukrywane, choć z drugiej strony życie osób ze świecznika biorących w nich udział jest pilnie obserwowany i komentowany przez media; oprócz przypadku owych niewinnych spotkań). W tym kontekście nie wierzę, że czyste są intencje gazet, które publikują przecieki z Wikileaks. Wygląda to raczej na dobrze skoordynowaną, wcześniej zaplanowaną akcję. Bawienie się w tzw. konkurencję i wyścig w podawaniu informacji to gra pod publiczkę. Zwykłym obywatelom trzeba dostarczać jakiejś rozrywki, to się ją dostarcza. Daje się tematy do przemyśleń i dyskusji. A po cichu, po wielkiemu cichu, robi swoje, jak mogliby zaśpiewać w duecie Turnau i Młynarski.
6. Kiedy chcemy zrozumieć jakieś fakty musimy zadawać sobie proste pytania: kto na tym skorzysta w krótkim i długim okresie czasu? Kto zyska, kto straci? Taka optyka więcej wyjaśnia niż namolne dywagacje różnorakich samochodorytetów, których często jedynym celem jest rozmywanie sensu wydarzeń i tworzenie coraz bardziej wymyślnych, zamazujących właściwy sens interpretacji. Dobrze opłacani agenci wpływu mają swoją ważną rolę do spełnienia, i spełniają ją jak potrafią najlepiej. A potrafią.
7. Jednym z celów publikacji poufnych dokumentów może być zantagonizowanie różnych krajów i poprzez to osłabienie ich współpracy i wzajemnego zaufania. Wpisuje się to nieźle w nurt tzw. new world order. W dążenie do stworzenia jednego globalnego centrum rządzącego całym oczekującym na to wielkie szczęście światem (jeden wielki rząd i szczęścia będzie co niemiara, aż strach pomyśleć ile). Przeszkodą w osiągnięciu tego celu są państwa narodowe. Trzeba je więc osłabiać, niszczyć wszelkimi dostępnymi metodami: rewolucje, krwawe przewroty, kryzysy, podburzanie ludzi przeciwko sobie, sponsorowane zamieszki. Obowiązuje metoda: dziel i rządź. I zasada, że na tym wszystkim można nieźle zarobić, wszakże nawet broń sprzedawać można obu stronom: reżimowi i walczącym z nim rewolucjonistom. Cel jest podobno szczytny: osłabić państwa, zneutralizować nacjonalistów, przejąć władzę i to nie tę oficjalną, na pokaz, śmiechu wartom (jak mawia pewien Mędrzec Zjednoczonej Europy), ale tę realną. Ekonomiczną. A potem ssać, ssać jak wampir żywotne soki z owych naiwnych maluczkich.
8. Demokracja jest piękna, a podobno nawet najpiękniejsza. W demokracji jest tyle rzeczy naturalnie dobrych, które tak naprawdę wynikają nie wiadomo z czego. Przyjmuje się bowiem, że są one dobre na prostej zasadzie uznawania faktu, że takie po prostu są. Nie dyskutuje się o nich, traktowane są jak dogmat lub (wersja dla ateistów) aksjomat. Jedną z zasad demokracji jest to, że przywódcy mają podobno mandat społeczny do wszystkiego tego, co robią. Do wszystkiego?! Czy mają mandat do wyrażania się chamsko o przywódcach innych krajów, o opozycji, przeciwnikach politycznych? Cóż, być może mają święte prawo do dwulicowości: mówienia oficjalnie czegoś innego niż to, co głoszą w zaciszach bezpiecznych gabinetów. Czym innym według nich jest oficjalny język dyplomacji, uściski rąk i uśmiechy do kamer, czym innym opinie nieformalne wyrażane w gabinetach i na poufnych spotkaniach. Rozdwojenie, roztrojenie, zwielokrotnienie jaźni jest szlachetną normą. Kłamstwo jawi się jako klasyczna, sprawdzona metoda prowadzenia wielkiej, a często i małej polityki. Na naszym podwórku normą jest taki oto obrazek: posłowie gardłują, kłócą się w Sejmie bądź w programie publicystycznym, a po pracy idą razem, w dobrej komitywie na drinka. Śmiechy, szczere Polaków rozmowy, mile spędzony czas. Do następnego pokazu dla naiwnych wyborców. Coś dla mas i coś dla siebie. Mandat i zaufanie publiczne w wyborach wyrażamy głównie w stosunku do posłów. Choć ci nierzadko zdobywają zaufanie innych manipulacją i kłamstwami. Posłowie zaś lekką ręką przekazują to zaufanie urzędnikom państwa. Czy urzędnicy państwa mają mandat demokratyczny do prowadzenia dziwnych rozgrywek dyplomatycznych? Czy mają prawo do ukrywania metod, kosztów, skutków prowadzonych przez nich działań? Czy demokracja polega w istocie na tym, że nie znamy całej prawdy o polityce własnego państwa, o celach tej polityki i stosowanych metodach? O kosztach decyzji naszych skądinąd genialnych przedstawicieli? Czy obywatelom ma wystarczyć informacja, że spotkanie odbyło się w miłej atmosferze, było niezwykle owocne, a szczera rozmowa trwała całe 15 minut. Okazuje się, że nawet w przypadku tak banalnym jak chociażby umowa w sprawie zarządzania autostradą Katowice-Kraków klauzula poufności zamyka możliwość poznania przez społeczeństwo jej zapisów. Dziwne? Dla mnie tak. Choć takie podobno są zasady biznesu i demokracji. Rozumiem, kiedy jedna prywatna firma rozmawia z drugą, ale czy państwo jest czyjąś prywatną firmą? Czy jakikolwiek minister jest właścicielem autostrad, urzędów, dokumentów, majątku państwa? Czy majątek państwa to część jego prywatnego folwarku? Jeśli nie, to czemu tylko on i jego otoczenie mają prawo wiedzieć coś więcej o tym, co się naprawdę w państwie dzieje? Minister i wiedza, którą posiada jakoś nie zagrażają bezpieczeństwu państwa, dostęp do niej przez dziennikarzy i obywateli już tak.
9. Mętnym stwierdzeniem, że dokumenty są tajne bądź poufne, że ich publiczne udostępnienie zagrozić może bezpieczeństwu państwa zamyka się nam po prostu usta. Nie mamy, jako obywatele wolnego kraju, ludzie płacący podatki, mający jakoby szerokie prawa obywatelskie prostego prawa do poznawania kulisów działań naszych przywódców. Dlaczego? W imię jakich szczytnych idei? W imię jakich to haseł typu równość, wolność i braterstwo odmawia się nam tej zasadniczej wiedzy? Bo jesteśmy zbyt "mali", zbyt głupi, zbyt mało rozumni?! Bo to nie nasza sprawa jak ktoś działa w naszym imieniu?! Coraz lepiej widoczna jest przepaść między zwykłym obywatelem, a przedstawicielami państwa. W końcu demokracja się ciągle rozwija. Między obywatelami, a elitami. Obywatel nie ma prawa do wiedzy o tym, co robią jego reprezentanci. Wojewoda, prezydent miasta, poseł, marszałek sejmu to ludzie posiadający dodatkowe, niepisane prawa obywatela i człowieka. Tak to w praktyce wygląda. Są lepsi z powodu pełnionej przez nich funkcji, a nie jakichś niezwykłych przymiotów ludzkich.
10. Nawet po kilkudziesięciu latach od pewnych wydarzeń nie ujawnia się nam różnych tajemnic dyplomacji czy polityki. Nawet tych z czasów II Wojny Światowej, która powoli odchodzi do przeszłości, coraz mniej bowiem żyje naocznych świadków owych czasów. W imię czego dokumenty są utajniane? W imię demokracji i bezpieczeństwa. Czyjego? Podobno państwa. Przecież to tylko słowna gra. Raczej w imię jakichś niejasnych interesów określonych grup lub ludzi. Może jest tam coś czego powinni się wstydzić?! Jeśli bowiem w dokumentach jest tylko dobro i sława i chwała to jaki problem, żeby ujrzały światło dzienne? Nie możemy zatem poznać dokumentów z czasów wojny, bo ktoś uważa, że są one nadal groźne czy niebezpieczne. To jakiś absurd. Kilka osób, nie zawsze wymienionych z imienia i nazwiska, decyduje o tym, czy coś można ujawnić czy nie. Pół biedy kiedy są one powiązane tylko formalnie, poprzez funkcje państwowe, które pełnią. Gorzej kiedy współpracują ze sobą na polu chociażby częściowo tajnych, działających w ukryciu lub niejawnie organizacji takich jak Komisja Trójstronna, Klub Bilderberg, loże masońskie. Jaką w tym wypadku mamy gwarancję, że zasady państwa, dobro jego obywateli stawiają oni wyżej niż dobro grupy w której funkcjonują? Jak uwierzyć w to, że dbają przede wszystkim o interes wspólny, a nie o interes grupy z którą są emocjonalnie i ideowo związani? Jest to sprzeczne z zasadami psychologii: zrozumienie i poświęcanie się dla obcych i ostrożność, dystans w stosunku do przyjaciół i bliskich znajomych. A to się nam wmawia w żywe oczy. Twierdzi się, że uczestnictwo w działalności niejawnych, skrytych grup jest dobre, nie ma związku z działalnością oficjalną osoby, służy tylko jej samodoskonaleniu wewnętrznemu, jakiejś niejasnej filantropi i pogłębionej refleksji. Że te osoby przełączają się: raz są prezesem prywatnej firmy, raz osobą piastującą stanowisko publiczne, raz osobą zupełnie prywatną. Rozgraniczają to, że są wojewodą, politykiem, członkiem loży, ojcem, synem itp. Niezwykłe wprost postaci o cudownych możliwościach. Nie powinny być wybierane na funkcje państwowe, one się im po prostu należą za to jacy są wielcy i zdolni.
11. I tak sobie można główkować o tym, co się dzieje. Jaka jest prawda, my "maluczcy" nie mamy żadnego prawa wiedzieć. Ktoś za nas myśli, podejmuje decyzje. Jakiś roztyty, pewny siebie, majętny Ojciec narodu, Słońce Karpat, Alp czy Pirenejów wie, co dla nas dobre. Siedzi w swoim wygodnym fotelu, w rozkosznym gabinecie, sączy wyrafinowane drinki i rozstawia pionki na szachownicy świata. Tu przestawi, tam zbije i tak się to kręci. Od nas żąda się tylko zachwytu nad mądrością elit tego świata, Szarych Panów o smutnych oczach i wielkich tajnych planach. Komentuj(2) |
|