Tak dobrze, że aż źle
spotkania z Jolantą Kwiatkowską

logo

Chciałam dobrze, to mam za swoje.
Notatkę dodano:2012-04-19 17:57:07

Obiecywałam sobie kilkakrotnie i za każdym razem łamałam obietnice. I mam za swoje. Zostałam ukarana – też wielokrotnie.

            A obietnica była niby taka łatwa do dotrzymania, mimo że podwójna: „Nie oglądam telewizji i nie czytam gazet”. No, cóż. Niby - to tak jak prawie, czyli w efekcie przewidywana  wieeeelka różnica, o czym ja wiedziałam. Ja – tak. Moje pięć klepek, nie. Pięć, jak wiadomo, ma liczebną przewagę nad jednym, w dodatku małym – ja. Miało przewagę, to ją wykorzystało nie myśląc o konsekwencjach. Nie dosyć, że z ciekawości włączyło telewizor, to jeszcze latało po wszystkich programach informacyjnych ((gazet nie mogło włączyć, bo nie mam pilota gazetowego). Z początku myślałam, że wszyscy (bez prawie) mówiący, z lewa, prawa i środkowi, czarni, czerwoni i różowi - uczą się deklinacji. Słyszałam emocjonalnie i z wielki empatią (chyba empatią, bo dziś każde pojęcie jest wieloznacznie rozumiane) wypowiadane jedno słowo: dobro, dobra, dobru, dobro, dobrem, dobru i wrzask: dobro!            Jednocześnie widziałam coś niesamowitego. Częstotliwość wymawiania słowa dobro z docelowymi ubarwieniami typu: dla Polaków, dla kraju, dla wiary, dla ogółu ( w tym dla bocianów, gadów, kapusty i brukselki) – miała magiczne skutki. Deformowała wiązania krawatów zmieniając je w zaciśnięte supły, co skutkowało nabrzmiałymi, czerwonymi twarzami i nie wiadomo dlaczego zaciśniętymi pięściami. Jakby tego było mało, to jeszcze ręce z tymi pięściami machały na wszystkie strony i we wszystkich kierunkach jednocześnie. Brr. Ze strachu dostałam podwójnej gęsiej skórki i poczułam, że coś się ze mną złego dzieje. Rzuciłam tym, czego nie ma, czyli kątem oka na mówiące i mówiących bezkrawatowych.

Nogi się pode mną ugięły, gdy zobaczyłam, że klapy żakietów, marynarek, płaszczy a nawet kołnierze lub stójki kurtek po wykrzyczeniu: „Dobrem zwyciężymy złooo” na moich oczach usztywniają się, by zmienić się w ostrza toporów, siekier aż do gilotyn. „Łoo matko” wykrztusiłam z trudem, bo gardło zacisnęła mi reptilliofobia. Gdy usłyszałam: „Dobro przyciąga dobro” intuicyjnie chciałam uciec. Nie mogłam się ruszyć, bo nic nie widziałam. Szepcząc znane i w tym przypadku jak najbardziej logiczne słowa: „Ciemność widzę, ciemność widzę”, poczułam, że wypełnia mnie całą skotofobia z dużą domieszką hypsofobii i z wyraźną nutą pantofobii. Bojąc się, co się za chwilę ze mną stanie na ostatnim wdechu wyszeptałam: „Boże, Ty widzisz i nie grzmisz” i znalazłam się w ciemnym tunelu. Jedyne, co mogłam myśleć to: „Masz za swoje”.

            A jednak na sprawdzone, bo wieloletnie przyjaciółki można zawsze liczyć. One potrafią z minusów zrobić nie jeden plus. Moje klepki zaklekotały: „Prawdziwe dobro musi przynieść coś dobrego”. Nie mówiąc, spytałam z nadzieją: „Ale co?”. Wyschnięte zatrzeszczały: „Niedługo super dobrze będzie powodzić się psychoterapeutom i nam”.

            Nie zdążyłam zapytać: „Dlaczego wam?” bo zalały się łzami i po chwili już było im dobrze, bo nasiąknięte przestały skrzypieć. Mnie nie bardzo, bo nadal nie wiem, czy płacząc i śmiejąc się jednocześnie – w promocji, mnie nie zaatakuje dementofobia.

 

 

reptilliofobia - lęk przed gadami

skotofobia  (achluofobia, nyktofobia) - lęk przed ciemnością

hypsofobia - lęk przed upadkiem w przepaść

pantofobia - lęk przed wszystkim

dementofobia (maniafobia, agateofobia,) - lęk przed chorobą psychiczną, szaleństwem

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
Maria Sz. z ŚŚ:
Chcąc uniknąć tych wszystkich fobii, siedzę na fejsie z Wami
jolaKwiatkowska:
Popieram. To całkiem niezłe antidotum :)

Licznik

Odsłon: 1788765
Osób: 1627856

Na Facebooku

Jolanta Kwiatkowska

jkJolanta Kwiatkowska

Urodziłam się jako płeć żeńska.
(tak było napisane kopiowym ołówkiem na opasce).
Dziś jestem kobietą (dla ułatwienia dodajmy, że o wiek tej płci nie wypada pytać).
Nie zdobyłam żadnego szczytu.
Nie odkryłam żadnego lądu.
Wielu innych nadzwyczajnych rzeczy nie zrobiłam.
Odeszli Ci, którzy mnie kochali i których ja kochałam.
Urodzili się Ci, którzy mnie kochają i których ja kocham.
Nauczyłam się cieszyć i doceniać to, co miałam, co mam.
Wciąż czekam z ufnością na to, co mi los przyniesie.
Zawsze lubiłam się uczyć (życia) i nadal się uczę: jak żyć, by nie przegapić chwil szczęśćia, które zsyła nam każdy dzień.

Wyślij wiadomość do autorki

Zostań fanem autorki w wortalu Granice.pl