o tym, że nie ważne jak się zaczyna, ale żeby skończyć...
Notatkę dodano:2010-03-20 23:44:01

Jedną z moich wad jest słomiany zapał. Zapalam się do czegoś tak mocno, że jestem w stanie rzucić zajęcie, które zajmuje mnie w danej chwili. Nieważne jak jest ważne. W głowie zaświta mi myśl i koniec. Oczywiście jak szybko przychodzi, tak szybko odchodzi.

To cholestwo przeniknęło też w czytanie. Książkę zawsze zaczynam pełen wiary i optymizmu. Tym bardziej, jeśli jest to książka, którą od dawna sobie obiecywałem. Wszystko idzie ładnie, pięknie, gdy nagle nastrój na czytanie tej pozycji mnie opuszcza. Tak po prostu. Bohaterowie nie są już tak wyraziści, a polubienie któregokolwiek z nich graniczy z cudem. Dialogi są płytkie, akcja głupawa, brak owej - irytujący. Ktoś kiedyś powiedział, że szkoda czasu na czytanie słabych ksiązek, bo na świecie jest o wiele więcej świetnych. Takie rewelacje mój umysł chłonie jak gąbka. I odkładam książkę. Nie ważne czy jest ona interesująca czy nie. Opuszcza mnie nastrój, książka przestaje wciągać i tyle. 

Oczywiście biorę się za następną i... tu znów pojawia się problem. Bo ten wariacki nastrój wraca i jedynym czego chce, to wrócić do świata bohaterów, których opuściłem. Nowa książka przestaje istnieć, a poprzednia (o zgrozo) dawno została ściągnięta z bibliotecznej półki przez kogoś innego.

Takie zachowanie ma swoje konsekwencje.

Primo. Ocena książki leci na łeb na szyję. Bo skoro chęć czytania danej pozycji słabnie, to automatycznie jej odbiór. Książka jest słaba, nijaka, krótko mówiąc... szału nie ma. Oczywiście ma to jednak tylko miejsce, kiedy jakimś cudem wariacki nastrój opuszcza mnie pod koniec książki i siłą rzeczy nie jestem w stanie odłożyć jej przed samym końcem, więc ciężkim okiem, wierzgając nogami czytam do końca, często dlatego, żeby zobaczyć czy bohater, którego znienawidziłem z dnia na dzień dostanie za swoje czy jakoś się wywinie.

Secundo. Dane statystyczne zostają zakłamane. Ktoś pyta: "Czytałeś?", ja odpowiadam: "Jasne, czytałem". Tutaj kłania się ulubiony cytat wszystkich nauczycieli "Może i się uczyłeś, ale się nie nauczyłeś". I tak samo jest ze mną. Odznaczam sobie książki niby przeczytane, chciaż nie mam pojęcia jak powieść się skończyła. Co się wyjaśniło, co nie itd.

Dlatego od początku roku dałem sobie słowo, że książki bede czytał do samego końca. Pal licho nastrój, czy jego brak. DO KOŃCA. Muszę przyznać, że jak narazie idzie całkiem dobrze. 11 książek PRZECZYTANYCH od początku roku. Żadna nie przerwana, ani odstawiona. Oczywiście mały diabeł próbuję z ubłoconymi buciorami wdeptać się w lietracki dywan, bo nieraz kusiło mnie, żeby rzucić w kąt Kinga i zając się "w końcu" Nadchodzi Orbitowskiego, który z półki woła mnie niemal codziennie. Ale nie, wszystko po kolei. King, Orbitowski, Connollly lub Simmons (którego "Letnia noc" jest inspiracją dla tego wpisu). Więc chwytam książkę i uśmiecham się do jej bohaterów, może tym razem oni odwzajemnią uśmiech.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
10_freepowodzenia ;) zawsze staram się czytać książki do końca często naiwnie wierząc, że może w końcu czymś mnie zaskoczą, stanie się coś niesamowitego i wreszcie zacznie być ciekawie. niestety, zwykle jednak kończy się rozczarowaniem, ale jeśli chodzi o niedokończone i odłożone książki to myślę, że jednak więcej niż pięć ich nie ma.

Autor:nimfometka


------------
a8e77e3dedde658a7a7a45a3ff1e3243Czasem też prześladuje mnie taki słomiany zapał... wkurzające uczucie;/ Co do książek to różnie z tym bywa... ale gdy już odłoże jakąś na półkę (nie przeczytaną do końca) co jakiś czas o niej myśle i nie daje mi spokoju. Powodzenia! ;)

Autor:RedCherry


------------

Wątki:

Moi przyjaciele

Moje linki

Licznik

Odsłon: 7189
Osób: 6794
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2010