O Kafce
Notatkę dodano:2011-10-05 15:31:15
Są takie dni, kiedy człowiek budzi się rano, ogląda przez chwilę świat dookoła i stwierdza, że rzeczywistość nic się nie zmieniła w ciągu kilku godzin sennego niebytu. Z satysfakcją opuszcza łóżko, kręci się po domu, wdycha zapach kawy lub powstającego właśnie śniadania; zwykła, bezpieczna codzienność wyrażana poprzez powtórzenia. Po kilkudziesięciu minutach znika wyczulenie na dysonanse, a wzmożona, podkręcona pobudką świadomość, przestaje być czujna – zapada w letarg. Najczęściej wtedy coś wywraca się do góry nogami, na horyzoncie zaczyna majaczyć jakaś, ukryta dotychczas pośród szumu, konsekwencja lub zaczynają procentować czyny popełnione niedawno bądź te zupełnie już zapomniane. Nagle okazuję się, że otaczający nas świat stał się kafkowski w takim stopniu, że niemal niemożliwa jest jego akceptacja.
Piekielnie dziwne doświadczenie. No bo w jaki sposób przejść nad tym do porządku dziennego, zignorować, przespać, zapomnieć poprzez zajęcia i pracę, skoro dotychczas proste konstrukcje wykręcają się nienaturalnie, światło staje się ciemniejsze, jedzenie mniej smaczne, a pocałunki lub dotyk – mniej soczyste. Mało tego, na pierwszy plan wysuwają się osoby, których nie znamy, jakby dziwnie dopasowane do nowej rzeczywistości. Powstaje nowa siła sprawcza, deus ex machina, a z nią/nim zaczynają świstać haki Cenobitów, które rozrywają ciało, obnażają nerwy, gwałtem je polaryzują i depolaryzują, przyprawiając o czerwień zaskoczony mózg, jego przepalające się nocyreceptory.
Najlepiej wówczas usiąść, zapalić jeśli się pali, wypić coś, jeśli się pije lub nie. Można też odczekać, spróbować jednak się czymś zająć, licząc na to, że Kafka wróci tam, gdzie jego miejsce i przestanie dręczyć, albo przynajmniej umysł jakoś sobie całość zdarzenia wytłumaczy logicznie. Niestety, są to zazwyczaj płonne nadzieje, bowiem sensu trudno doszukać się w bezsensie, szczególnie, gdy chodzi o ludzkie reakcje podyktowane auto-dopowiadaniem, które rozbuchują ego do rozmiarów solidnego wieżowca. Jedynym wyjściem jest mocny cios w tę konstrukcję, użycie materiałów wybuchowych albo tupolewa, który wbiłby się w ścianę nośną, obracając całość w popiół i kurz. Może wtedy, po oczyszczeniu placu, mogłoby w tym miejscu powstać coś nowego, bez skaz, bez choroby.
Może też cień tej budowli przestałby wykręcać rzeczywistość ludzi – tych znajdujących się najbliżej i tych daleko, przechodzących obok, przyglądających się.
****
Wcześniejszy tekst, „O narodzinach”, będzie kontynuowany, nie zacznie ukazywać się jednak, dopóki nie powstanie do końca i nie przyjmie należytej formy.
Skomentuj
|
Moje linki Stephen KingGroza w każdym calu Jacek Dukaj Horror blog Łukasz Orbitowski Sick Sick o piwie :-) V-12 site Szeptak Cormac McCarthy Pocztówki z paranoi Thomas Pynchon McCarthy strona polska Licznik Odsłon: 35762Osób: 33303 |
|||
| Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2010 |