Nieistniejący blog
O potędze pióra i myśli spisanych
O chłodzie
Notatkę dodano:2011-11-13 22:31:44

Jak złożyć słowa, gdy mętlik, gdy chaos, brak konkretyzacji zakradają się w zdania, myśli, podświadomość? Czy istnieje metoda, aby przeciwdziałać tej entropii, czy można uzyskać samodzielnie tak niskie temperatury, żeby atomy w neuronach przestały się rozpraszać, na zawsze zamknięte w uporządkowaniu, zaprzyjaźnione z ładem? Doświadczenie mówi, że nie. Nauka to potwierdza, a fizjologia z niemym wyrzutem zostaje przy swoim, na czerwono zaznaczając właściwe wartości, krzycząc przeraźliwie, gdy wykres spadnie o kilka zaledwie stopni. Czasami jednak protesty zdają się na nic, czasami po prostu coś dzieje się zwyczajne dlatego, że jakiś niedopuszczalna zazwyczaj potencjalność umknie wszechprawom i rozprzestrzeni się w jednym miejscu bądź kilku, drwiąc sobie przy tym z ofiary i świadków zbrodni.

 

Gdyby zdarzenie jeszcze dotyczyło głowo-umysłu, który domaga się chłodu, spokoju, ciszy odpowiedniej do otulenia, zaizolowania rozterek, ale nie – za łatwo by było, za przyjemnie i w ogóle ach westchnęłoby się z zachwytu. Zawsze musi być z drugiej strony, zawsze na odwrót, żeby podkreślić inność, nowość, potyrać dziwnością i bzdurą. Więc pada na nogi, dotychczas rozgrzane, pełne sił, niewyeksploatowane do końca, zawsze chętne na spacer, na rower, na kopanie piłki bądź splatanie się z delikatnymi, smukłymi nogami kobiety, aby to uszczknąć, to ofiarować odrobinę bliskości, ciepła. A teraz nic tylko by ciepło komuś zabrały, aby poczuć przez chwilę dawną błogość i beztroskę; nie marznąć więcej.

 

Nic z tego. Kolana gorzeją w ogniu, nawiedzane impulsacją z miednicznych czeluści, ale poniżej stała się Arktyka, kości rozpadają się z trzaskiem, zero bezwzględne zdaje się na wyciągnięcie ręki, a ciekły hel przelewa się z jednej komórki w drugą, wyglądając jak istota rozumna z pląsawicą Huntingtona. Nie przydają się już babcine skarpetki w niezliczonych parach (pewnie dlatego, że babcie dawno umarły i nikomu już ciepła nie mogą ofiarować), do wyrzucenia kalesony, spodnie narciarskie, dresy, wata, koce, pierzyny, kołdry, termofory. Aż proszą, aby je spopielić, rozsypać na cztery strony umierającego na zimę świata. Nie pomaga też podkręcenie ogrzewania, bowiem ciało powyżej rzepek nie radzi sobie z jego nadmiarem, a poniżej wyższa temperatura otoczenia nic nie może zmienić. Impas, wyczekiwanie.

 

Na jakimś poziomie byłoby do zniesienia – ból z czasem się oswaja – ale chłód, poprzez nieznany mechanizm, przenosi się dalej, w głąb (przynajmniej takie sprawia wrażenie). Jednakże nie ciała – on wędruje i trafia w uczucia, w pewną do niedawna istotną część emocjonalności, która straciła ciepło, umarła i żaden zabieg reanimacyjny nie przywróci jej do życia. Oczywiście, nie ma pewności, czy winę za zimno ponosi fizyczność. Pewna część głowo-umysłu wątpi, co kilka sekund przywołując godne zapomnienia sceny. Stąd też chaos w słowach, stąd niemożność w odnalezieniu dla nich drogi ujścia. Dlatego, jeśli to działa na zasadzie przeniesienia, istnieje nadzieja (skoro nie da się wychłodzeniu przeciwdziałać), że po kolanach i uczuciach przyjdzie pora na myśli.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Licznik

Odsłon: 35763
Osób: 33303
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2010