Okładka książki - Kolej na los

Kolej na los

Wydawnictwo: Branta
Data wydania: 2009-11-04
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788360186909
Liczba stron: 256
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a książkę: Wojciech Polak

Ocena: 0 (0 głosów)

Debiutancka powieść Macieja Dęboróg-Bylczyńskiego jest – mówiąc najkrócej – opowieścią o braku spełnienia. Przed naszymi oczami, niczym w kalejdoskopie, przewijają się epizody z pospolitego, chciałoby się rzec, miałkiego życia głównego bohatera, Mateusza. Miotając się w rozpaczliwym poszukiwaniu własnej tożsamości, kontaktu z drugim człowiekiem oraz miłości (od rodzicielskiej po erotyczną), ukazuje nam co chwila nową, zaskakującą twarz – syna, cynika, kochanka, błazna, pracownika dużej firmy, samotnika, artysty etc. Wewnętrznie rozedrgany, neurotyczny poszukiwacz metafizycznych natchnień i normalnych relacji z ludźmi, nałogowy palacz, udający permanentne zatwardzenie trzydziestolatek skupia w sobie cechy współczesnego człowieka bez właściwości. Nieznajdujący miejsca w świecie, bez celu i sensu przeżywający swoją szarą egzystencję, bezładnie poszukuje w zakamarkach pamięci drogowskazów, które pozwolą odnaleźć drogę do siebie samego i jednocześnie pomogą uporządkować świat. Jednak wszystkie tropy okazują się zawodne – własne „ja”, ludzie, porządek społeczny, nawet język, który zamiast rozjaśniać, coraz bardziej gmatwa opisywaną rzeczywistość. I właśnie język, rozpasany i chaotyczny (jak się początkowo wydaje), a w rzeczywistości autoironiczny i samodemaskujący jest zaletą tej powieści.

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - ankhxxl
ankhxxl
Przeczytane:,

Debiut prozatorski Macieja Dęboroga-Bylczyńskiego „Kolej na los” wróży naprawdę obiecującą drogę pisarską. To nie kolejna z tych książek – mamideł,  stwarzających fatamorganiczny obraz czegoś  niepowtarzalnego, wyrafinowanego intelektualnie. Ona po prostu dobrą jest, przynajmniej dla odbiorcy, który lubi nieco pogłówkować nad otaczającym go światem i przyjrzeć się perspektywie proponowanej przez innego obserwatora. Jeśli do tego dodamy szczyptę zadumy nad egzystencją, nad jej „podszewką”, to efekt odczuwania „przyjemności tekstu” w iście Barthesowskim znaczeniu jest tu gwarantowany.


Mateusz Weber – główny bohater powieści ma coś z Benjaminowskiego flâunera. Podróżuje, snuje się, dryfuje, gubi się w gąszczu nie tylko przestrzeni rzeczywistej, ale i wirtualnej. Twarz protagonisty z jednej strony kryje sardoniczny uśmieszek cynika, z drugiej zaś wyraz zapatrzonych w dal oczu melancholika, doświadczającego codziennego niespełnienia, braku. Jego oblicze to w końcu konterfekt osoby rozdwojonej, pozbawionej spójnej, linearnej fabuły życiowej, która decydowałaby o ciągłości tożsamościowej.  Ów eklektyczny  wizerunek postrzegamy jednocześnie jako przewrotny, gdyż z każdą następną stroną, akapitem, rozdziałem jawi się obraz to niespełnionego malarza, to młodego żarliwego wyznawcy Kościoła Uwolnionych, zakochanego mężczyzny, to znowuż  bezdusznego kobieciarza, czerpiącego satysfakcję z płytkich, szybkich i niezobowiązujących znajomości z kobietami, głównie z przygodnego kontaktu seksualnego z nimi. Postać ta zatem siłą rzeczy i u odbiorcy rodzi mieszane uczucia. Nasza skłonność do obdarzania bohaterów literackich uczuciami sympatii lub antypatii w tym przypadku wystawiona zostaje na próbę. Owo rozbicie między  skrajnościami w konsekwencji prowadzi do ciekawego stanu dezorientacji. W Mateuszu Weberze tli się iskierka Musilowego człowieka bez właściwości, bo ktoś, kto jest po trosze każdym, w efekcie jest także nikim.

 
Bohaterom prozy Dęboroga-Bylczyńskiego brakuje mocnego kręgosłupa osobowościowego, ich labilność na tym tle pozwala wpisać powieść w poczet tych, które dźwigają na swych grzbietach ciężar dyskursu o profilu tożsamościowym człowieka współczesności. Obwarowując go dociekaniami i pytaniami oscylującymi wokół egzystencjałów istoty ludzkiej uwikłanej w sieć ponowoczesności („Kim byłem? Kim jestem teraz? Co się działo i dzieje takiego, że wciąż siedzę dupą w pociągach, i w tym pociągu, że nie wysiądę, nie dam sobie na luz?”), pisarz tworzy paralelę między charakterem tej tożsamości, a życiem. Oba pojęcia postrzega przez pryzmat podróży, konotującej meandryczność i zmienność, eliminującą z kolei stałość i szansę na odnalezienie przystani.

 
Współczesna polska literatura, zwłaszcza proza, silnie nakierowana jest na deszyfrację otaczającej rzeczywistości, na tematyczne rozszczepianie problematyki tożsamości. Przy takiej multiplikacji ciężko jednak odnaleźć pozycje, o których moglibyśmy powiedzieć, że nastawione są na człowieka. U autora „Kolei na los” ta linia poszukiwań zaznacza się bardzo wyraźnie, dlatego zachęcam do obcowania z jej lekturą i chwili refleksji nad jej humanistycznymi eksploracjami.

Anna Kołodziejska

Link do recenzji
Reklamy