Opis ksiązki
Okładka - Dni trawy
Kup Teraz

Dni trawy

Ocena ( 1 osoba )
3.0
Wydawnictwo: Dobra Literatura
Data wydania: 2010
Kategoria: Dla dzieci
ISBN: 978-83-930559-8-2
Liczba stron: 176
Dodał/a książkę:katechetka
Recenzja - Dni trawy

 

Osiemnastoletni Ben van Deventer po latach zażywania narkotyków, popada w psychozę i trafia do kliniki odwykowej. Z perspektywy czasu opowiada o dzieciństwie i dorastaniu na posiadłości Weldra, o trudnym małżeństwie rodziców, o szczególnej więzi łączącej go z dziadkiem, który nauczył go grać w szachy. Ale przede wszystkim opowiada o przyjaźni z Tomem, o ich ucieczce w swój świat, o wspólnym marzeniu, by zostać gwiazdami rocka, i o tym, jak tę przyjaźń spala ogień.

 

Philip Huff (1984 r.) studiował filozofię i historię na Uniwersytecie w Amsterdamie. Zadebiutował w 2008 roku na łamach „De Gids”, najstarszego czasopisma literackiego w Holandii. Jego opowiadania pojawiły się również w „Hollands Maandblad” oraz „Hollands Diep”, pisał też artykuły dla gazet („NRC Next”, „Het Parool”). W październiku 2009 roku ukazała się jego debiutancka, autobiograficzna powieść Dni trawy wydana przez De Bezige Bij. Książka była nominowana do Academica Debutantenprijs – nagrody za najlepszy debiut literacki roku, a także otrzymała wyjątkowo dobre recenzje prasy niderlandzkiej.

Aktualnie Huff pracuje nad scenariuszem do ekranizacji Dni trawy oraz nad swoją drugą książką o Amsterdamie, na którą otrzymał fundusze z Nederlands Letterfonds  oraz Amsterdams Fonds voor de Kunst.

 

 

„Dni trawy to poruszająca książka o dzieciństwie i dojrzewaniu. O samotności, która przeradza się w narkotykowe uzależnienie i psychozę. Również o miłości do muzyki, a piosenek Beatlesów w szczególności.

Za pozornie chłodną i beznamiętną narracją kryją się wielkie emocje i dramat osiemnastoletniego Bena, poszukującego przyjaźni, rodzinnego ciepła i akceptacji. W tej książce nie ma udawania, pretensjonalności ani tanich wzruszeń. Philip Huff napisał smutną, ale i piękną powieść, która trafia do rówieśników głównego bohatera i ich rodziców. Także do tych, bez względu na wiek, którzy kochają piosenki The Beatles.

Dni trawy nie pozwalają o sobie zapomnieć”.  

Grzegorz Kozera

Dziennikarz i prozaik

 

 

Książka rekomendowana przez Towarzystwa Przyjaźni Polsko Niderlandzkiej.

 

Recenzja
katechetka Linia koment
Na półkach:
Każdy człowiek w swoim codziennym życiu potrzebuje akceptacji, uznania, wsparcia i zrozumienia ze strony innych. Książka „Dni trawy” opowiada o dzieciństwie i trudnych latach młodości Bena van Deventera. On sam z perspektywy czasu wspomina szczęśliwe chwile spędzone w Starym Domu w towarzystwie ukochanego dziadka, któremu winien jest wdzięczność za zdobytą wiedzę i umiejętności, systematycznie nabywane w dzieciństwie. Zawsze towarzyszył mu również najlepszy przyjaciel Tom Samson. Myśli Bena ustawicznie krążyły wokół najbliższych, nie zawsze jednak były odzwierciedleniem pozytywn
szara_linia
Opinie
Ocena 1 2 3 4 5 6
Komentarz
maggie28 plusminus Linia koment
Przeczytane:2014-07-23, Ocena: 3, Na półkach: Przeczytałem,26 książki,Mam,
Dlaczego sięgnęłam po książkę Dni trawy? Oto jest pytanie... Nigdy w zasadzie nie pociągał mnie temat narkotyków, uzależnienia od nich, czy też psychozy narkotykowej. Oczywiście nie znaczy to, że nie czytywałam powieści związanych z tym tematem, ale zwykle bywał to przypadek, a nie świadomy wybór. Tym razem zadecydowała okładka, na którą od razu zwróciłam uwagę, bo była dziwna. Drzewo, na którym ,,rośnie" płyta analogowa, gitara akustyczna, otwarta książka, szachy i jakieś bliżej nie określone grzybki. Co może łączyć te - wydawać by się mogło - zupełnie ze sobą nie powiązane elementy?

Zainteresował mnie również autor tej książki. Nie dlatego, że go wcześniej znałam. Prawdę mówiąc nie miałam pojęcia o jego istnieniu, dopóki nie przeczytałam notki biograficznej na stronie wydawnictwa. Moją uwagę przyciągnęła twarz tego młodego, urodzonego w 1984 roku, mężczyzny - zamyślone oczy, brak uśmiechu i smutek. Wydane w Holandii w październiku 2009 Dni trawy są Jego debiutem literackim, a zarazem powieścią autobiograficzną. Okładka więc doprowadziła do tego, że miałam okazję poznać debiutancką powieść holenderskiego pisarza - a przyznam, że literatura holenderska jest mi zupełnie nieznana.
Ben van Deventer jest osiemnastolatkiem z bardzo burzliwą przeszłością. Poznajemy go po opuszczeniu kliniki w Den Dolder, do której trafił z psychozą narkotykową. Dlaczego? Co spowodowało, że Ben uzależnił się od narkotyków? Dlaczego ten wrażliwy, zakochany w muzyce chłopiec tak nisko upadł? Żeby odpowiedzieć na te pytania trzeba poznać historię jego dotychczasowego, bardzo smutnego życia. Pech prześladował go w zasadzie od urodzenia - jego brat bliźniak zmarł trzy dni po swoich narodzinach. Ben wychowywał się w Weldrze, gospodarstwie dziadków. I chyba były to jedyne szczęśliwe lata w jego życiu. Mógł biegać po lesie, słuchać szumu drzew, śpiewu ptaków i ciszy. To tam właśnie poznał swojego najlepszego przyjaciela Toma - przyjaciela, ale jednocześnie swojego ,,złego ducha". Tam pokochał muzykę, którą wpajał w niego od najmłodszych lat jego ojciec. Ojciec Bena był Anglikiem i swoją miłość do brytyjskiej muzyki pop lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych przekazał Benowi wraz z olbrzymią kolekcją płyt. A Ben nie wyobrażał sobie życia bez muzyki. Towarzyszyła mu ona zawsze - od przebudzenia po sen, cały dzień, całe dotychczasowe życie. To tam wreszcie ukochany dziadek nauczył go gry w szachy. Szczęśliwe dzieciństwo powiecie... Na pozór tak...ale czegoś w nim brakowało. Matczynej miłości. Matka była nadopiekuńcza, drżała o swojego jedynaka, opłakiwała swoje drugie dziecko, ale miłości okazać nie potrafiła. Nic dziwnego, że chłopiec tak bardzo lgnął do dziadka - to dziadek tak naprawdę się nim zajmował, wychowywał, uczył wszystkiego, co ważne w życiu. To dziadek był przy nim, gdy rodzice zaczęli się kłócić. A jak zabrakło dziadka - zaczęła się marihuana...

Marihuana - miękki narkotyk, który podobno nie uzależnia, nie szkodzi... Kto tak twierdzi, powinien sięgnąć do książki ,,Dni trawy" i przeczytać wspomnienia autora. On to przeżył i opisał swoje najbardziej intymne aspekty życia z podziwu godną szczerością, bez owijania w bawełnę, bez wstydu. Jego marihuana uzależniła. Jej zażywanie doprowadziło do psychozy, a w konsekwencji pobytu w psychiatryku. To przez marihuanę mógł stracić życie. Jemu się udało, jego przyjaciel już niestety tego powiedzieć nie mógł... Chyba wystarczy przykładów świadczących o dobrodziejstwach tego ,,nieszkodliwego" narkotyku, który wg wielu elit politycznych powinien być legalny.
Uzależnienie od marihuany to tylko jeden z wielu tematów opisanych przez Philipa Huffa. Na pewno najważniejszy i najtrudniejszy, ale nie jedyny. Bardzo ważne są również przyczyny, które do takiego stanu rzeczy doprowadziły. Dziecko, które od najmłodszych lat nie czuło się dobrze we własnym domu rodzinnym. Wolało towarzystwo dziadka, bo jego własna matka zamiast zająć się żyjącym synem, opłakiwała drugie dziecko, które umarło trzy dni po urodzeniu, i pogrążała się cały czas w stanie depresji. Gdy dziadka zabrakło, samotność Bena jeszcze bardziej pogłębiła się, szczególnie, że wkrótce i ojciec wyjechał do Anglii, zostawiając go samego z matką. Fascynacja muzyką, a przede wszystkim zespołem The Beatles, również miała duży wpływ na początek ,,przygody narkotykowej" - przecież muzycy nie dawali dobrego przykładu, a poza tym muzykę dużo łatwiej tworzyło się po zaciągnięciu trawką. A do tego doszły namowy jedynego przyjaciela - Toma - pytanie, czy naprawdę przyjaciela?
Temat ważny, trudny, dający do myślenia... A ja cały czas od momentu zakończenia tej książki zastanawiam się, dlaczego na mnie nie zrobił wrażenia. Dlaczego autobiografia Huffa nie spowodowała u mnie żadnych większych emocji, nie zmusiła do refleksji, nie urzekła? Co z nią było nie tak?
Nie potrafiłam znaleźć się w tej opowieści, wczuć się w życie bohatera. Nie potrafiłam mu współczuć, mimo że zdawałam sobie sprawę, że nie miał łatwego życia. Przyczyny tego należałoby poszukać chyba w sposobie narracji - niezwykle chaotycznej, ogólnikowej, niedopowiedzianej do końca. Autor opowiada o pewnym fragmencie swojego życia, w pewnym momencie przerywa, żeby w kolejnej części przenieść się do zupełnie innej sytuacji. Nie twierdzę, że taki chaos nie był zamierzony - być może autor w ten sposób chciał podkreślić to, co dzieje się w głowie narkomana naznaczonego psychozą, ale do mnie niestety nie przemówił i bardzo mi przeszkadzał w odbieraniu całości.
Zdaję sobie sprawę z tego, ze zamysł tej książki był zupełnie inny. Powieść miała poruszać ludzkie serca, przestrzegać przed narkotykami, może wręcz szokować czytelników. I cóż ja poradzę na to, że mojego nie poruszyła, mnie nie przestrzegła, a o szoku to w ogóle nie ma co pisać. Nie miałam do tej pory za dużo do czynienia z książkami poruszającymi temat narkotyków, wiec może dlatego liczyłam na zupełnie inne potraktowanie problemu.
Nastawiłam się na książkę brutalną, tak brutalną, jak życie człowieka, a właściwie dziecka, uzależnionego od narkotyków. A w tej powieści tej brutalności zabrakło. Po jej lekturze można by stwierdzić, że walka z nałogiem narkotykowym jest rzeczą nad wyraz prostą. Ot trafiasz do kliniki i w ciągu paru miesięcy specjaliści cię bez większych problemów wyprowadzą na prostą. A przecież nie tak wygląda rzeczywistość. Czy książka wiec jest oderwana od rzeczywistości, mimo że jest powieścią autobiograficzną? Nie mnie to osądzać. Być może autorowi udało się, miał szczęście, którym nie mogą pochwalić się inni nałogowcy. Opisał swoje wrażenia, które wcale nie muszą być podobne do doznań innych. Tylko jaki w takim razie ta opowieść miała cel? Czy miała przestrzec nastolatków przed próbą nawiązania znajomości z marihuaną, zapobiec temu? Jeśli tak, to według mnie tego zadania nie jest w stanie spełnić. Niestety...
Czy w związku z tym uważam, że jest to książka zła, banalna, niegodna polecenia? Nie - jeśli potraktujemy ją jako opowieść o dorastaniu, trudnym dzieciństwie, potrzebie akceptacji i przyjaźni, fascynacji muzyką, wtedy dostrzeżemy jej delikatność, wrażliwość głównego bohatera i być może ocenimy nader pozytywnie. Jeśli natomiast nastawimy się na książkę o nałogu narkotykowym, tak jak ja to zrobiłam, to możemy się niestety rozczarować. Podobnie jak ja...

natanna Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
break
Okładka - Dni trawy Cyberchoroby
Manfred Spitzer
Okładka - Dni trawy Kruchość skrzydeł
Karen Foxlee
Okładka - Dni trawy Minuta ciszy
Siegfried Lenz
Okładka - Dni trawy Jak kózka uczyła się pływać
Nele Moost
Okładka - Dni trawy Różowe kartoteki
Mikołaj Milcke
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza