OPIS KSIĄŻKI:
Kup Teraz

Karuzela

Ocena ( 12 osób )
5.3
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 2017-01-11
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 978-83-7976-595-9
Liczba stron: 632
Język oryginału: polski
Dodał/a książkę:dzagulka
Że cię nie opuszczę aż do śmierci… Renata żyje w nieustannym biegu. Trudno jej znaleźć choćby krótką chwilę tylko dla siebie. Cały dom jest na jej głowie, co przy trójce małych dzieci i ciągle nieobecnym mężu nie jest łatwe. Poza tym, od pewnego czasu kobieta boryka się z różnymi dolegliwościami. Najlżejszy dotyk sprawia, że na jej ciele pojawiają się sińce. Diagnoza lekarska jest jednoznaczna – Renata choruje na białaczkę. Ta wiadomość zupełnie przewraca do góry nogami życie jej i oraz całej rodziny. Karuzela, to niezwykła opowieść o walce z okrutną chorobą. Pełna ciepła i subtelnego humoru. To nie tylko historia Renaty, ale także całej jej rodziny, która w obliczu tragedii jednoczy się na nowo. Są bowiem sytuacje, w których człowiek nie może być sam. Zwłaszcza, gdy każda chwila jest walką o powrót do normalności, o jeszcze jeden mały krok.
szara_linia
Opinie
Ocena 1 2 3 4 5 6
Komentarz
basia02033 plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-06-15, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,52 książki 2017,Mam,Przeczytane w 2017,
Piękna, wzruszająca i pouczająca powieść.Daje bardzo do myślenia.... wyciska wiele łez ale naprawdę warto przeczytać. Szkoda tylko że ma takie fatalne zakończenie...ale może to i dobrze bo przez to jest zaskakująca .
mag-maggie plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-06-13, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,52 książki 2017,
Książka napisana bardzo lekko, ale poruszająca "ciężki " temat. Połknęłam w jeden dzień. Historia Renaty może być bliska każdemu z nas.Zastanawiałam się nad decyzjami bohaterki. Co ja bym zrobiła? Jak bym się zachowała? Co z moją rodziną? Przeżywałam i chyba o to chodzi...
Ivy plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-03-02, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,52 książki 2017 ,Przeczytałam,
Kiedy zaczęłam czytać '' Karuzelę '' , kiedy stosunkowo dłuuugim początkiem autorka pokazuje nam jak bardzo Renata jest zajęta . Odezwało się w mojej głowie jak gong dzwonu zdanie które gdzieś kiedyś usłyszałam lub przeczytałam , w sumie nie pamiętam gdzie i kiedy . Ale pamiętam to zdanie , brzmi ono '' Ludzi niezastąpionych są wszędzie pełne cmentarze '' . Zdanie to pojawiło się już niemal na samym początku czytania i nie opuściło mnie do końca tej książki . Renata też jest z tych '' niezastąpionych '' , szczęśliwa mężatka , matka trójki wspaniałych , lecz niezmiernie absorbujących dzieciaków i żona przystojnego , lecz bardzo zapracowanego męża Mateusza . Renata , kobieta młoda trochę po trzydziestce , spełniona nagle zaczyna odczuwać dziwne objawy . Staje się coraz słabsza , doznaje zawrotów głowy , szwankuje jej też odporność , więc się przeziębia , ale pójście do lekarza wciąż odkłada na bliżej nieokreśloną przyszłość . Bo dom , bo dzieci , (nastoletni Eryk oraz młodsi , Krzyś i Krysia) , bo tyle spraw na głowie . Nawet kiedy zaczyna mieć krwotoki z nosa nie idzie do lekarza , bo....pójdzie po świętach . Bo to na pewno nic poważnego . Na pewno jest przepracowana i przemęczona . W końcu kobieta decyduje się na wizytę u lekarza i poddaje się zleconym przez niego badaniom . Wyniki są jak wyrok - białaczka . Stan jest poważny ale przecież mamy XXI wiek , medycyna ma całkiem dużo do powiedzenia w sprawie tej mimo wszystko groźnej choroby . Renata przy wsparciu całej rodziny rozpoczyna więc leczenie . A czytelnik zaciska kciuki i bardzo mocno kibicuje głównej bohaterce . W trakcie leczenia , wlewów chemii i pobytów w szpitalu , autorka stosuje retrospekcje z życie Renaty . Poznajemy więc jej rodzinę siostrę , matkę , ojca . Matka która zaciskając zęby '' wzięła '' na swoje barki cały dom córki i na prawdę potrafiła to wszystko doskonale ogarnąć , wydawała się bardzo w porządku i zasługiwała na pochwały . Niestety z przywoływanych przez pisarkę cofnięć w czasie , matka Renaty jawi się jako ktoś dla kogo to '' co ludzie powiedzą '' jest najważniejsze . Zaściankowa Dulszczyzna wyłazi z niej na każdym kroku . Raz autorka nie cofnęła się w czasie lecz wybiegła do przodu aż '' za 50 lat '' . Na pewno był to celowy zabieg , bo tylko jeden w przód w całej książce . Zastosowany został mniej więcej w połowie książki i odebrał mi nadzieję na wyzdrowienie Renaty . Ta wycieczka do przodu w kilku dosłownie zdaniach , nie dosadnych i nie w wprost , ale takich że rezolutny i nawet średnio kumaty czytelnik na pewno się domyśli co dalej się stało z Renatą i jej rodziną . Jak dalej potoczyły się ich losy . Wyszło na to że to nie kolejna łzawa historia ze szczęśliwym happy Endem . Zirytował mnie ten zabieg . Opadły mi ręce i już wiedziałam że teraz to już tylko będę obserwowała z każdą kolejną kartką '' umieranie Renaty ''. To o to autorce chodziło , o pokazanie umierania . A to umieranie pokazała na szorstko , bez owijania w przysłowiową bawełnę , realistycznie i prawdziwie do bólu . Dlaczego się tak zirytowałam ? cóż , bo myślałam sobie , '' no dobra , trochę zawaliła , mogła iść wcześniej , ale już przecież się leczy , dajmy jej szansę '' . Niestety książka i walka Renaty skończyła się tak jak skończyła , przez takie zakończenie na pewno jest bardzo wiarygodna , a jej wartość dydaktyczna jest znacznie większa i poważniejsza , wręcz nakazuje nie lekceważyć swego ciała i sygnałów przez nie wysyłanych . Zerkając na początek moich rozważań nad tą książką , zastanawiam się ile takich Renat wśród nas codziennie spotykamy , czy aby sami nie jesteśmy jedną z nich . Bo to przecież nie ważne jak mamy na imię , choroba o nie nie pyta . Polecam tę książkę , jako życiowy hamulec i napomknienie doskonale zdała egzamin . Sama w końcu zapisałam się do lekarza do którego nigdy nie mam jakoś czasu się wybrać . Polecam z całego serca , mimo kilku drobnych niedociągnięć w fabule ogólnie oceniam ją bardzo wysoko .
Monia_35 plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-04-01, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,52 ksiażki w 2017 r.,
Bardzo mocna książka i aż zbyt prawdziwa.
Umiem się wczuć się w sytuację głównej bohaterki..Każda z narysowanych przez autorkę postaci jest tak wyrazista,ze miałam wrażenie,ze jestem razem z nimi i przeżywam ich życie tuż obok.
Jest to jedna z tych książek, które powinno się mieć we własnej biblioteczce.
Lenka83 plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-03-09, Ocena: 3, Na półkach: Przeczytałem,"52" Czytanie to drugie życie,
Książka jest słaba jak na taką historię... linia prosta bez uskoków bez emocji chyba zbyt lekko napisana... nie umiała sie wczuć w rolę głównje bohaterki byłam widzem i tylko tyle. Jedyne drgania w tej histori było na koniec ksiażki. 3+ plus za historię..
flickma plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-03-05, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,Mam,
Temat poważnych, śmiertelnych wręcz chorób i samej śmierci bardzo rzadko staje się tematem powieści. Zwłaszcza we współczesnej polskiej literaturze. Ukazanie tragedii, która dotyka bezpośrednio chorego ale przecież również w nie mniejszym stopniu najbliższych jest dla autora zadaniem tyleż trudnym z literackiego punktu widzenia jak i z pewnością przeżyciem osobistym - wszak w swoich bohaterów powieściopisarz wkłada cząstkę swojej duszy a ponadto przygotowując materiał do książki ociera się o materię, z którą nie każdy z nas daje sobie radę.
Takiego karkołomnego zadania podjęła się Agnieszka Lis w swojej najnowszej powieści ,,Karuzela". Uprzedzając wszelkie pytania dodam, że poradziła sobie z materią w sposób znakomity.
Autorka, stosując najprostsze środki wyrazu, nie epatując czytelnika wymyślnymi, wyciskającymi łzy z oczu opisami uzyskała porażający efekt. Powieść wciąga, wzrusza, przeraża, skłania do głębokiej refleksji, wyciska łzy.
Dodatkową wartością książki jest fakt zwrócenia uwagi na problem osób poważnie chorych w naszym otoczeniu, na nasze relacje z nimi, nasz sposób ich postrzegania i traktowania, wreszcie potrzebę przygotowania się, przygotowania rodziny a zwłaszcza dzieci do konfrontacji z ostatecznym.
Renata, główna bohaterka powieści, żyje w ciągłym pędzie. Jej życie, skoncentrowane na trójce dzieci, korporacyjnym mężu będącym gościem w domu, przedszkolu, szkole, obiadach, prasowaniu etc nie może wyglądać inaczej. Dlatego Renata nie ma czasu dla siebie. Nie ma go nawet wówczas gdy zaczyna obserwować niepokojące objawy utraty zdrowia. Dlatego odsuwa na dalszy plan konieczność przebadania się. Dopiero kiedy objawy choroby są już widoczne dla wszystkich poddaje się badaniom, których wynik brzmi dla niej jak wyrok: przewlekła, ostra forma białaczki. Czy nie jest za późno na leczenie? Czy organizm poradzi sobie z chorobą? Czy rodzina poradzi sobie z chorobą i brakiem Renaty w ich dotychczas uporządkowanym życiu? Czy choroba zmieni coś w relacjach rodzinnych i towarzyskich Renaty? Te pytania będą nurtowały czytelnika do końca powieści.
Autorka zaproponowała nam tytuł ,,Karuzela". Bo,faktycznie życie Renaty przypominało karuzelę; w ciągłym pędzie, czasami na wariackich papierach. Potem, już chorując wciąż przeżywała karuzelę, tym razem uczuć kiedy to nadzieja przeplatała się ze zniechęceniem, wola walki z rezygnacją, radość ze smutkiem, prawda z fałszem.
Równie dobrym tytułem mogłyby być ,,Frędzle". Renata bowiem ściga się ze śmiercią próbując ukończyć szal dla syna. Kiedy już zupełnie opada z sił pozostają jej do zrobienia już tylko frędzle, które w pewnym momencie urastają do rangi symbolu.
Pomimo tego, że czytelnik jest przygotowany na to, że finał powieści może być tragiczny jej zakończenie wstrząsa nami do głębi. Lubimy happy endy, często wręcz ich oczekujemy; tutaj jednak.....
,,Karuzela" to powieść, którą na długo zapamiętam, którą będę jeszcze przeżywał i analizował nie raz.
awiola plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-02-10, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,52 książki 2017,Mam,
"Nie można sobie wziąć zwolnienia do życia, o nie (...)".


Niektóre powieści współczesnych polskich pisarek oprócz wymiaru typowo obyczajowego niosą ze sobą widoczną wartość dydaktyczną, często uświadamiającą i nawołującą do przeciwstawienia się bierności. Niewątpliwie do takich książek należy "Karuzela", po której lekturze każdy z nas winien zastanowić się nad tym, czy nie lekceważy objawów, jakie generuje nasze ciało. Zbyt często to właśnie bowiem robimy.

Agnieszka Lis to z wykształcenia pianistka i dziennikarka. Uczy muzyki, gry na fortepianie, prowadzi zajęcia dla dzieci oraz warsztaty kreatywnego pisania. Autorka takich książek, jak "Jutro będzie normalnie", "Samotność" i "Pozytywka", a także opowiadania zawartego w zbiorze "Rozkoszne". Publikowała także swoje teksty w branżowych czasopismach muzycznych.

Renata to kobieta po trzydziestce z kilkunastoletnim stażem małżeńskim i trójką dzieci. Bohaterka nie pracuje zawodowo, gdyż na co dzień zajmuje się domem. Mnóstwo obowiązków i ciągła nieobecność męża to jej codzienność. Rutynę kolejnych dni przerywa przeziębienie Renaty, a co za tym idzie dalsze osłabienie organizmu kobiety, w tym częste pojawianie się sińców na całym ciele czy krew w nosa. Diagnoza lekarza wywraca do góry nogami cały świat bohaterki i jej rodziny.

Jakaż smutna to była historia. Smutna, bo tak do bólu prawdziwa - historia, która w podobnej formie z pewnością dotknęła tysięcy ludzi - małżonków, dzieci, rodziców, przyjaciół. Walka głównej bohaterki z rakiem białaczki - nazywanym przez nią skorupiakiem wywołuje mnóstwo emocji, mnóstwo refleksji i w wielu przypadkach po prostu płacz, nad którym trudno zapanować. Nie wstydzę się tego, że najnowsza powieść Agnieszki Lis wzbudziła we mnie tyle pokładów wzruszeń i równocześnie złości na ślepy los oraz nieuchronność śmierci. Gdyby bowiem ta książka nie wywoływała takich uczuć, byłaby zwyczajnie złą ze swoim przewodnim tematem, jakim jest śmiertelna choroba. To jednak nie wszystko.

"Karuzela" to w mojej opinii także w dużej mierze powieść dydaktyczna, uświadamiająca i nieco karcąca osoby, które świadomie lekceważą pierwsze niepokojące objawy, że coś złego dzieje się z ich organizmem. Postać głównej bohaterki jest tego sztandarowym przykładem - ciągle zabiegana, dbająca o dzieci, męża, przyjaciół, a zupełnie zapominająca o sobie. Agnieszka Lis z widocznym realizmem ukazała w jaki sposób funkcjonuje mechanizm wyparcia z głowy myśli o tym, że coś może jednak jest z naszym zdrowiem nie tak. Postawienie się w roli biernego obserwatora w tym przypadku pokazuje szokujący obraz, który na długo pozostaje w głowie czytelnika.

Cała powieść jest dość obszernym dziełem, gdyż zawiera ponad sześćset stron. Nie zdziwiło mnie więc w tym przypadku ukazanie z wieloma szczegółami obrazu szpitalnego życia oraz pełnego procesu rozwoju choroby - zarówno w aspekcie fizycznym, jak i psychicznym - od zaprzeczenia do pogodzenia się z tym, na co nie mamy wpływu. Mam wrażenie, że autorka nie oszczędziła czytelnika w żadnej z tych płaszczyzn ukazując jakie spustoszenie, nie tylko w psychice chorej osoby, ale także w całej rodzinie, sieje nadchodząca śmierć. To obraz przytłaczający, w którym takie wątki obecne w książce jak zdrada, zazdrość w siostrzanych relacjach, dulszczyzna matki i egoizm współdomowników, jeszcze potęgują cały jego dramatyczny wydźwięk.

Po lekturze "Karuzeli" można mieć wielkiego, literackiego kaca spowodowanego przeświadczeniem o tym, że na co dzień, teraz, w tej chwili, nie doceniamy tego, że jesteśmy zdrowi. Ten obyczajowy dramat, nie kończy się happy endem, podobnie jak nie przebiegło szczęśliwie życia Rafała Wojaczka, którego wiersza autorka często w tej książce cytuje. Duża ilość dialogów, oszczędność opisowej formy pozwala czytać tę powieść w ekspresowym tempie, co nie zmienia faktu, że to proza trudna. Dawno nie czytałam tak smutnej powieści.

agido16 plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-01-30, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,
Zeszły rok okazał się porażką, jeżeli chodzi o literaturę obyczajową. Przeczytałam dużo książek z tego rodzaju i niemal każda znudziła mnie do tego stopnia, że miałam ochotę odłożyć ją na półkę i nigdy więcej do niej nie wracać. Jednak było kilka perełek, które naprawdę mną wstrząsnęły. Wśród nich znalazła się książka Agnieszki Lis, pt. „Pozytywka”. To właśnie dzięki tej pozycji nie straciłam jeszcze wiary w polskich autorów piszących powieści obyczajowe. I kiedy na rynku ukazała się „Karuzela”, koniecznie musiałam po nią sięgnąć. Byłam niemal pewna, że nie zawiodę się na tej lekturze.

To już moje drugie spotkanie z twórczością Agnieszki Lis. Poprzednia powieść wywarła na mnie ogromne wrażenie, jednak ta pozycja okazała się bardziej dojrzała. I nie mam tutaj na myśli tylko struktury fabularnej. Przy recenzji „Pozytywki” zaznaczyłam, że autorka za bardzo skupiła się na przemyśleniach głównej bohaterki, przez co opisy były po prostu za długie. I to nie tylko w mojej opinii. Widocznie czytelnicy zostali wysłuchani, ponieważ „Karuzela” zupełnie różni się od wspomnianej powieści. Tym razem postawiono na dialogi, które napędzały całą akcje. Agnieszka Lis tym samym potwierdziła moje wcześniejsze przypuszczenia, że w tej formie zapisu czuje się najlepiej.

Gdy wspominam „Pozytywkę”, pierwsze co przychodzi mi na myśl to niebywała zdolność do tworzenia postaci. I w „Karuzeli” również to widać. Każdy z bohaterów posiada unikatową osobowość, w którą jesteśmy w stanie uwierzyć. Autorka musiała poświęcić sporo czasu na wykreowanie bohaterów, dzięki czemu żaden z nich nie jest płaski lub jednowymiarowy. Przy czym jednocześnie nie przesadziła – nikt nie został przerysowany, a każda z postaci była rzeczywista i na swój sposób ciekawa.

„Karuzela” to przede wszystkim powieść pełna wzruszeń i emocji. Agnieszka Lis podjęła się trudnego tematu, o którym zazwyczaj staramy się nie myśleć. Wydaje nam się, że to nas nie dotyczy, ale jednak życie potrafi być okrutne. O tym przekonała się sama Renata. Diagnoza lekarska to był dla niej dopiero wierzchołek góry lodowej. I gdyby nie wsparcie najbliższych osób, kobieta mogłaby sama nie poradzić sobie z ciężarem, jaki nagle spadł na jej barki. Autorka powieści uświadamia nam, jak wielki wpływ ma miłość i przyjaźń, kiedy szukamy wsparcia u drugiej osoby. Ale nie u tego przyjaciela, który współczuje na odległość, tylko u prawdziwego – obecnego w zdrowiu i chorobie.

„Karuzela” to cudowna książka, w każdym możliwym aspekcie. Pęka od namiaru emocji – smutku, nostalgii, niekiedy nawet złości, radości i dumy z postawy niektórych bohaterów. To historia, która przenika do krwi. Przeczytałam ją z bijącym sercem, a to chyba najważniejsze przy tego typu literaturze. Polecam z czystym sumieniem i czekam na więcej!
pokrecona plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-01-21, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,Mam,wyzwanie 2017r,
Agnieszka Lis wie, jak złapać za serce czytelnika i już nie puścić.
"Karuzelę" należy sobie dawkować. Jest tu tyle zawartych emocji, że nie każdy czytelnik poradzi sobie z nimi.
To poruszająca książka, w której interesujące są wszystkie wątki, a (prawie) każda postać zdaje się ożywać pod piórem autorki. I to zakończenie! Miażdżące serce i zapierające dech w piersiach.
Ewfor plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-01-28, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,Wyzwanie czytelnicze 2017,
Karuzela to dramat, którego fabuła umiejscowiona jest współcześnie.

Renata jest szczęśliwą żoną i matką trójki dzieci. Nie pracuje zawodowo, ponieważ to mąż jest głównym żywicielem rodziny, jego praca w dużej korporacji daje mu wprawdzie dużo pieniędzy ale mało czasu, zwłaszcza dla rodziny. Młoda kobieta od pewnego czasu czuje się coraz częściej przemęczona, ale nie widzi w tym większego problemu, ponieważ praca na pełny etat przy trójce dzieci do najłatwiejszych nie należy, a ona stara się być Mamą Perfekcyjną. Kiedy na jej ciele zaczynają się pojawiać siniaki powstające przy byle dotknięciu, to mąż zaczyna się niepokoić. Renata ciągle nie widzi w tym nic złego do momentu, kiedy trafia do szpitala tak osłabiona, że lekarz domowy nie chce już słyszeć o braku czasu na zrobienie badań. Diagnoza okazuje się szokiem nie tylko dla małżeństwa. Siniaki, zmęczenia i niepozorne krwotoki z nosa to poważna choroba, której nie wolno lekceważyć. Okazuje się, że Renata choruje na białaczkę. Czy rodzina poradzi sobie bez mamy? Czy Renata przyjmie w końcu do wiadomości, że jest terminalnie chora? O czym dowie się w trakcie choroby, co stawi jej małżeństwo na ostrzu bezradności? Wiele pytań na które odpowiedzi znajdzie ten, kto zdecyduje się na przeczytanie tej książki.

Przyznam szczerze, że lektura była trudna dla mnie w odbiorze. Czytałam ją dosyć długo jak na moje podejście do czytania książek. Zwłaszcza tych, które potrafią zainteresować fabułą. Łapałam się na tym, że w trakcie czytania robiłam dość długie przerwy, zajmując się wszystkim, co pozwoliło mi na chwilę uciec od tej książki. Miałam bardzo mieszane uczucia, które działały na siebie antagonistycznie. Niby bardzo chciałam wiedzieć ,,co dalej" ale ,,uciekałam". Działo się to z powodu pewnych wspomnień, które wracały jak bumerang po każdym kolejnym fragmencie książki. Ponad 25 lat temu zdiagnozowano u mnie nowotwór, byłam mniej więcej w wielu bohaterki książki i miałam dwoje małych dzieci. Do dzisiejszego dnia pamiętam ból, strach i niepewność jutra, które rządziły moim życiem przez kilkanaście miesięcy, dlatego ta książka obudziła te wszystkie wspomnienia. Nie ukrywam, że przez większość czytania chlipałam w chusteczkę a czasami, emocje brały górę i wtedy musiałam odejść od książki.

Autorka poradziła sobie z tym trudnym tematem bardzo profesjonalnie i... obrazowo. W dosadny sposób ukazała wszystkie etapy choroby terminalnej przy zbliżającej się śmierci, począwszy od nieświadomości, poprzez niepewność, zaprzeczenie, bunt połączony z agresją aż do przyzwolenia. Ominęła zgrabnie targowanie się z losem i depresję, ale kobieta, która myśli tylko o tym, że w domu czekają na nią kochający mąż i kochane dzieci, stara się nie wpadać w depresję, chociaż... bohaterka książki miała jej początki, które na szczęście przesypiała.

Jest to bardzo ciepła opowieść o miłości, przyjaźni, empatii i poświęceniu. Miłości nie tylko rodzicielskiej czy małżeńskiej, ale miłości przyjacielskiej. Ciekawie przedstawione osobowości i to nie tylko bohaterów pierwszoplanowych, do których należała Renata, jej mąż, dzieci i przyjaciółka, ale również postaci drugoplanowych (rodzice Renaty, siostra) i trzecioplanowych (matka jej męża, sąsiadka, pracownicy szpitala) pozwoliły na odebranie ich bardzo autentycznie. A wiadomo, że jeżeli nie potrafimy wyobrazić sobie bohaterów, bo są oni jacyś bezbarwni, bezosobowi, to książka ma zupełnie inny odbiór.

Muszę przyznać, że fabuła została tak skonstruowana, że prawie cały czas trzymała w napięciu i nie przeszkodziły temu nawet wplatane w nią od czasu do czasu wątki z przeszłości czy... przyszłości. Obecna cały czas wielka dawka emocji powodowała, że czasami miałam ochotę potrząsnąć którymś z bohaterów, zwłaszcza Renatą, dla której wszystko było ważniejsze od niej samej. Ale potem myślałam sobie ,,ileż jest takich właśnie kobiet, które zapominają o sobie bo żyją TYLKO dla INNYCH".

To tyle o fabule, wciągającej i szokującej, która nie pozwala na obojętne przejście obok poruszonego tematu.

Co do treści, muszę przyznać, że trochę brakowało mi synonimów. Często powtarzane słowa, czy imiona bohaterów, zwłaszcza w trakcie dialogów odrobinę mi przeszkadzały, ale na szczęście nie odegrało to (przynajmniej u mnie) zbyt dużego dyskomfortu w czytaniu.

Zachwyciłam się natomiast okładką. Niby nie zwracam uwagi na okładki, bo ważniejsza jest dla mnie treść niż ,,opakowanie", ale kiedy po raz pierwszy zobaczyłam tę okładkę, natychmiast tak właśnie wyobraziłam sobie główną bohaterkę. Zaskakujący tytuł może wprowadzić w błąd kogoś, kto sugerując się okładką i tytułem będzie liczył na niepozbawiony humoru romans.

I chociaż po przeczytaniu innych powieści tej autorki byłam przekonana, że jest ona pisarką kobiet, to tę książkę polecam nie tylko paniom. Myślę, że mężczyźni również powinni ją przeczytać. Jest to opowieść, w którą wplecione zostały różne wątki, od tego głównego, czyli choroby nowotworowej, po romans, wątki obyczajowe i psychologiczne. Autorka odważnie porusza nawet wątki trudne, jak przemoc fizyczna czy psychiczna i to nie tylko w domach, ale w szkole, wątek zaślepionego rodzicielstwa czy toksycznej miłości. Ta lektura z pewnością pozwoli wielu osobom spojrzeć na niektóre sprawy innymi oczami, zrozumieć pewne zachowania ludzi i poddać się refleksji. Polecam książkę z czystym sumieniem, chociaż uczciwie ostrzegam... nie należy ona do lekkich, łatwych i przyjemnych. To powieść, która może być "życiem" w niejednej rodzinie.
dzagulka plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-01-18, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,Mam,
Zakończyłam wczoraj swoją przygodę z najnowszą powieścią Agnieszki Lis pt. ,,Karuzela". Ogrom wrażeń jakie wywarła na mnie ta książka jest po prostu piorunujący... To pozycja w całej swej kompozycji znakomita!!!
,,Karuzela" już poprzez sam ten metaforyczny tytuł jaki nadała autorka swojej powieści doskonale odzwierciedla to, co zawiera każda strona tej wyjątkowej książki. To całkowity kołowrotek mogłabym powiedzieć. Kołowrotek zbudowany z ludzkich losów, emocji, zachowań, które trwają, wpływają na siebie nieustannie, wynikają jedne z drugich.. A jedną z najważniejszych przyczyn tych wszystkich jest choroba. Nowotwór, rak, skorupiak.. choroba, która dotyka nie tylko chorego ale i rodzinę, przyjaciół, bliskich. To co dotychczas było ważne, sprawiało radość, satysfakcję, odchodzi na boczny tor. Jak odnaleźć się w tej dramatycznej sytuacji? Dom, rodzina, dzieci??!! Pytania kłębią się jak oszalałe... Rozpoczyna się trudna walka. Walka o życie. Ilu ludzi wokół chorej, tyle charakterów. Tyle przemyśleń, dociekań, problemów. Każdy z postaci, rodząc się wsiada na taką karuzelę życia i po drodze zalicza swoje wzloty i upadki. Na powierzchnię wypływają ukryte pretensje, żale do siebie, stare rany, waśnie. Każdy z bohaterów z czymś się boryka. Choroba, zdrada, rozpad małżeństwa, przemoc domowa, alkoholizm, brak wiary w siebie, zazdrość. Każdy odczuwa strach. Piękne jest jednak to, że mimo swoich spraw, problemów potrafią wspierać się wzajemnie.
,,Karuzela" to książka przesłanie. Powinien przeczytać ją każdy! Finał walki Renaty jest bardzo smutny, jednak to również powinniśmy traktować jako przesłanie. Życie nie zawsze układa się po naszej myśli. Czasami ma bardzo gorzki smak. Jednak zawsze wszystko dzieje się w nim po coś.. Odpowiedź na to COŚ przyjdzie.. Z czasem.
Dziękuję za wszystkie emocje jakich dostarczyła mi książka. Z największą przyjemnością będę ją polecała wszystkim znajomym. Muszę dodać, że to książka nie tylko dla nas, kobiet.

jasmin79 Linia koment
Przeczytane:2017-02-22, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,52 książki 2017,
ja_rus Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
break
Okładka - Karuzela Życie po życiu
Aleksandra Marinia
Okładka - Karuzela Jeszcze raz
Agata Przybyłek
Okładka - Karuzela Życie jak malowane. Stacja Jagodno
Karolina Wilczyńska
Okładka - Karuzela Ławeczka pod bzem
Agnieszka Olejnik
Okładka - Karuzela Żniwiarz. Pusta noc
Paulina Hendel
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Książka, dzięki której pokochasz książki. Nawet, jeśli nie lubisz czytać
Pax
Nieja i ja
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów