Nieznana twarz Osieckiej. Wywiad z Ulą Ryciak

«poprzedni     następny»
2015-04-24 13:33:37
news - Nieznana twarz Osieckiej. Wywiad z Ulą Ryciak

Lubiła opuszczać salony i znikać na peryferiach rzeczywistości, miała talent do wyławiania ludzi na tak zwanych życiowych zakrętach… Kochała i porzucała, choć często i ją porzucano. Pełna nieodwzajemnionej miłości rozdawała czułość w zwrotkach i refrenach. Jej piosenki są śpiewaną kroniką naszej współczesnej historii. Tworzyła z lekkością niezapomniane teksty, które trafiały do szerokiej publiczności. W samo serce! (fot. Patrycja M. Dulnik)

 

 

Ula Ryciak w błyskotliwej biografii Potargana w miłości brawurowo i skutecznie wydobywa różne prawdziwe i te na niby wersje Agnieszki Osieckiej. Potrafi dotrzeć do sedna i wyświetlić czytelnikom hologramową postać, która prowadziła życie na własną rękę. Osiecka nie pasowała do roli żony i matki, była za to wieczną dziewczyną z końskim ogonem. Pomimo to potrafiła wzbić się na wyżyny altruizmu i odwagi. Choćby wtedy, gdy wstawiła się u władz za internowanym Januszem Andermanem. I wtedy, gdy dla uwięzionego Adama Michnika pisała dziennik. Przeczytajcie wywiad, jaki z Ulą Ryciak przeprowadziła Magdalena Smęder.

 

Dlaczego kobieta, która pędzi przez Himalaje, Indie, Amerykę Południową i przez Ocean Spokojny, pisze biografię Agnieszki Osieckiej. Co sprawiło, że z kolorowej mozaiki świata, wybiera pani właśnie tę osobę?

 

Oswajam świat impulsywnie i być może odruchowo wyszukuję ludzi, którzy mają w sobie coś nagłego, jakiś nieregularny stosunek do życia. Taka była Osiecka. Moje zainteresowanie nią nie zaczęło się od piosenek, tylko od przypadkowego spotkania. Byłam wtedy wchodzącą w życie nastolatką, a Osiecka była już, jak się potem okazało, u kresu życia. Po jakimś przedstawieniu teatralnym w kawiarni przysiadłam się do jej stolika. Temperatura tego spotkania, dziwny kontrast między jej płonącym spojrzeniem i przygaszoną twarzą, między monotonną barwą głosu a iskrzącymi się puentami – wywarły na mnie gigantyczne wrażenie. Te jej czujne oczy jakoś we mnie zapadły. Zaczęłam czytać jej felietony w Ex Librisie, a potem kolejne utwory. Kiedyś obok mnie w knajpie jakiś zalany facet wyciągnął z portfela strzęp kartki i powiedział: “Pani patrzy, to mi ta cała Osiecka napisała, ta co tak chciała, żeby trwał ten bal” i opowiedział mi intymne zdarzenie z jej życia. Jakiś czas później podczas pobrania krwi wdałam się w pogawędkę z panią pielęgniarką i ona nagle powiedziała: Pisze pani o Indiach, a po co? Lepiej pisać piosenki o miłości, a pani wie, że ja to raz reanimowałam samą Osiecką? I tu cała historyjka. Takich koincydencji z mitem Osieckiej przydarzyło mi się wiele. Aż w końcu ta postać jakoś mnie dopadła…i powstała książka.

 

Biografię Agnieszki Osieckiej przewraca pani do góry nogami. Wystarczy przekartkować książkę, żeby czytelnika zatkało, a zaraz olśniło, bo to znakomicie się czyta. 

 

Nie ufam chronologii. To taka brzytwa, chwytamy się jej, gdy życie topi nas w swojej monotonii. A przecież materia życia składa się ze zbyt wielu elementów, by dała się uszeregować za pomocą dat. Tak jak nie da się zmierzyć ciężaru właściwego tajemnic, które każdy z nas w sobie niesie, tak nie da się zgodnie z ruchem wskazówek zegara ułożyć naszych wspomnień. One zawsze będą biegły swoim rytmem, jakby się chciały wyrwać poza swój czas. Kiedy myślimy o tych, których kochaliśmy, a których musieliśmy utracić, nie wspominamy po kolei przeżytych wspólnie chwil. To, co przychodzi w pierwszym odruchu, to kadr tego, co najmocniejsze, często to jeden z ostatnich obrazów z życia. Jestem wierna prawdzie naszych instynktów, a nie regułom chronologii według których powstała większość biografii na świecie. Dlatego konstrukcja tej książki oparta jest na innym porządku niż typowe następstwo zdarzeń.

 

Bohaterka książki wiruje, lawiruje i pokazuje się w lustrzanych autoportretach. Jest nieuchwytna. W tej książce ruch jest żywiołem, jak żywiołowa była “Potargana”.

 

Czułość, postęp, zdumienie, więzi międzyludzkie, wszystko co dla mnie ważne wynika z ruchu. Odkąd pamiętam byłam nomadyczna. Osiecka też była, choć zupełnie w inny sposób. Ona zawsze wracała w to samo miejsce. Do swojego pokoju na Saskiej Kępie. Chciałam, żeby ta książka oddawała ruchliwość mojej bohaterki, to wieczne poszukiwanie nowego. Żeby sama struktura opowieści obrazowała naturę i temperament postaci.

 

Wszyscy znali i kochali Agnieszkę, chwalą się jej przyjaźnią, chętnie opowiadają, jaka była, są wręcz "specjalistami od Osieckiej". Jak pani oswajała legendę?

 

Zbierając materiały przegrzebałam oczywiście archiwa, przeczytałam tysiące stron, ale przede wszystkich penetrowałam ludzką pamięć. Spędziłam dziesiątki godzin, rozmawiając z tymi, którzy znali Osiecką. To była fasynująca podróż wgłąb cudzych żyć. Jestem bardzo wdzięczna tym, którzy podarowali mi swój czas przeszły. Szukałam swojej bohaterki w tych wielu pamięciach, w rozbieżnych prawdach, ale ona wcale nie dawała się tak łatwo znaleźć, bo Osiecka była mistrzynią konfabulacji. Więcej prawdy jest w tym, co pisała niż w tym, co mówiła. Miała bardzo wiele wariantów samej siebie. Wiedziała jak chce budować własną legendę. Często musiałam przebijać się przez mur prawd obiegowych, sentymentalnych klisz, coś demaskować, zadawać niezręcznie pytania, żeby zrzucić ją z posągu, żeby bardziej ją zobaczyć. Owszem bardzo wielu ludzi ją kochało, ale są też i ci, którzy do dziś mają nie całkiem zabliźnione po niej rany.

 

Pisze pani o Osieckiej z wielką empatią i wyrozumiałością. Czy jest możliwe, że Ula Ryciak i bohaterka biografii mają coś nieuchwytnie wspólnego?

 

Nie umiałabym tak długo żyć z kimś, z kim nic mnie nie łączy. Pisanie książki to bycie w ekstremalnej bliskości z bohaterem. To długie miesiące dzień w dzień razem, to sny zainfekowane wątkami z życia postaci. To podglądanie rzeczy intymnych. Czułość jest kluczowa, bo bez niej nie ma głębokiego wglądu. A co jest nieuchwytnie wspólne z moją bohaterką? Oj! Wolałaby tego nie chwytać, tylko wykręcić kota ogonem i powiedzieć, jak mnie ta cała Osiecka czasem wpuszczała w maliny, ile razy czułam się zdezorientowana jakimś jej postępkiem, na który się natknęłam.

 

Co z zebranych materiałów i pomysłów nie dostało się do książki?

 

Ho, ho… Możnaby z tego zrobić drugą książkę. Można, ale na szczęście nie trzeba. W Potarganej w miłości jest wszystko to, czego domagała się ta opowieść.

 

Czy odkryła Pani wiele mniejszych lub większych tajemnic Agnieszki i jej przyjaciół?

 

Owszem, kilka rzeczy naprawdę mnie zaskoczyło. Są jednak takie rewiry życia, z którymi trzeba obchodzić się delikatnie. Na przykład tak zwany nagły żar uczuć. Wiadomo, że namiętności się nie wybiera, w namiętność się wpada i często towarzyszy temu spektakularny deficyt logiki. To, co wieczorem wyglądało na wielki powiew romantyki, w okolicach świtu traci na wdzięku i pospolicieje. Tak też się prezentują niektóre z tych tajemnic. Ich ujawnienie przyniosłoby więcej goryczy niż ekscytacji, dlatego nie wszystkie weszły do książki.

 

Miała wrogów?

 

Wrogów nie mają chyba tylko ludzie niewidzialni. A Osiecka nie dość, że była widzialna to jeszcze przez kilka dekad bardzo rzucała się w oczy. Stała się ikoną epoki. Jej życie było pogonią za twórczym impulsem, a więc i porzucaniem tego, co nie służyło realizacji twórczych dążeń. Na przykład w czasie stanu wojennego wielu ludzi uznało ją za konformistkę, bo puszczała swoje piosenki wtedy, gdy artyści w Polsce bojkotowali media. Myślę jednak, że największym wrogiem Agnieszki Osieckiej była dychotomia jej własnych pragnień.

 

Kto ciekawiej o niej opowiadał - kobiety czy mężczyźni?

 

Trudno to roztrzygnąć w kategoriach płci. Interesujące było oczywiście to, jak bardzo różne warianty swojej osobowości Osiecka odsłaniała w zależności od tego z kim spędzała czas.

 

W chwili gdy czytelnicy dostaną do ręki Potarganą w miłości, każdy dostanie również swoją prywatną Agnieszkę Osiecką. A jaka jest Osiecka Uli Ryciak?

 

Kiedy skończyłam tę książkę to popadłam w taki stan, który przypomina moment tuż przed świtem, gdy granica między tym, co jeszcze może ukryć się w ciemności, a tym co już musi wyjść na światło dnia rozmazuje się. Nie potrafię już oddzielić tej Agnieszki Osieckiej, którą opisałam w książce od jakiejś innej. Czuję się tak, jakbym w całości oddała ją opowieści. Teraz, gdy słyszę hasło "Osiecka", nagle nie mam w głowie żadnych słów, tylko miliardy rozpędzonych kwantów energii. Ale wie pani, co? Wszystkie te kwanty mają obłędnie intensywne barwy.

 

Z Ulą Ryciak o książce Potargana w miłości. O Agnieszce Osieckiej rozmawiała Magdalena Smęder WL

Opinia
Treści
violabu Linia koment Dla mnie pani Osiecka to przede wszystkim "matka", któa porzuciła własne dziecko dla realizowania się artystycznie.
2015-04-24 13:53:26
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów