Kielich Świętego Hieronima w Muzeum Narodowym w Warszawie

«poprzedni     następny»
2009-03-06 22:05:22

W ostatnich dniach grudnia 2008 roku został zakupiony do zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie niezwykle cenny kielich szklany z przedstawieniem św. Hieronima w pustelni z czaszką w ręce i lwem u stóp oraz napisem dedykacyjnym:

 

POŚWIENC PANSKIE W KIE-
LICHV HIERONIMIE DARY
Z KTOREGO SLVDZY CZYNIĄ
KSIAZECIV OFIARY
NIECH POMYŚLNYCH TYLE
LAT WYBIIĄC GODZINA
ILE KROPEL W KIELICHV
ZNAYDVJE SIĘ WINA

 

Ten niewielkich rozmiarów kielich (17,5 cm) o stożkowatej czaszy z dwiema bańkami u nasady, na okrągłej stopie z wysokim eleganckim i wysmukłym trzonem reprezentuje charakterystyczny dla radziwiłłowskiej huty w Nalibokach (1722-1862) typ naczynia określany współcześnie przez polskich badaczy jako polski kielich barokowy. Wśród wielu form kielichów produkowanych w manufakturze właśnie ten - kielich z czaszą z bańkami (dwoma lub trzema) był naczyniem najbardziej charakterystycznym i najdłużej produkowanym bo aż do początku XIX w. Tylko dwie bańki na czaszy oraz znakomicie dobrane proporcje i wykwintny kształt pozwalają przyjąć, że kielich należy do grupy szkieł z najwcześniejszego okresu produkcji, z lat 30. XVIII w.


Po okresie bezkrólewia i wojny o tron polski w latach 1733-1736, w pierwszych latach  panowania Augusta III ustabilizowała się sytuacja gospodarcza w Polsce. Większość z działających w okresie wcześniejszym manufaktur ponowiło działalność przystosowując się do nowych warunków. Do znakomitszych przedsięwzięć tamtych czasów należy zaliczyć hutę szkła w Nalibokach założoną w 1722 roku przez kanclerzynę wielką litewską Annę z Sanguszków Radziwiłłową. W 1737 roku odnowiła ona kontrakt na „Gospodarza huty” z hutnikiem Wolffgangiem Landgraffem. Przejmując manufakturę Landgraff miał świadomość, że po raz pierwszy od chwili założenia huta nie potrzebowała nowych inwestycji przemysłowych. Większość budynków związanych z manufakturą – huta, pracownie: szlifierska i „rysownicza”, potażnia, kuźnia, magazyny itp. były na nowo wybudowane, rzemieślnikom zaś zapewniony został właściwy, w dużym wyborze sprzęt. Od tej chwili manufaktura mogła konkurować z najlepszymi hutami europejskimi, gdyż stworzono w niej wszelkie udogodnienia, aby dorównywała im poziomem, zarówno jeżeli chodzi o jakość masy szklanej, jak i dekoracji szlifierskiej i „rysowniczej”. Osiągnięcie tak wysokiego poziomu było nie tylko wynikiem pracy całego zespołu rzemieślników, ale zasługą przede wszystkim wieloletniej, osobistej ingerencji w sprawy artystyczne księżnej Anny Radziwiłłowej i jej krytycznej oceny przedstawianych jej wyrobów. Hutnicy, „rysownicy” i szlifierze mieli obowiązek – „Sztukę pierwszą każdego szkła osobliwszej maniery, którą nową wymyślą” wykonać w dwóch egzemplarzach, przekazując jedną z nich do magazynu przy hucie „dla modelu”, drugą zaś przesłać do księżnej do Białej Podlaskiej do oceny i akceptacji. Dzięki temu miała ona wgląd w aktualną produkcję manufaktury, jak i stałą kontrolę nad jakością i poziomem szkła, a także, co prawda pośrednio, możliwość wymuszania na pracownikach huty nowych form naczyń i ich dekoracji. Stąd też nie zaskakują opinie współczesnych chwalących szkło nalibockie, które „przechodzi inne zagraniczne” i że „w Dreźnie nie jest piękniejsze”. Nieliczne zachowane spisy wykonywanych w Nalibokach naczyń z 2 połowy lat 30. informują o różnorodności kształtów i o niezwykłych dekoracjach na szkle, jednak do tej pory nieliczne zachowane przykłady tylko sporadycznie potwierdzały wysoki poziom artystyczny radziwiłłowskich rzemieślników.


Postać św. Hieronima i napis dedykacyjny pozwała związać to szkło z księciem Hieronimem Florianem Radziwiłłem (1715-1760), drugim, młodszym synem Anny Radziwiłłowej. Po osiągnięciu przez księcia wymaganej zwyczajowo pełnoletniości dokonano w 1735 podziału majątku, m.in. przypadły mu wtedy włości nalibockie z hutą, które przekazał w dożywocie swojej matce, potwierdzając to dodatkowo w roku 1739. Formalnie objął je dopiero po jej śmierci w 1746. Książe po podróży zagranicznej osiadł na stałe w księstwie słuckim, a jako namiętny myśliwy bywał często na polowaniach w nalibockiej puszczy słynącej z licznego zwierza m.in. niedźwiedzi. Towarzyszył mu liczny dwór złożony zarówno z gości jak zaufanych sług. Zapewne było wiele okazji aby zamówić w hucie szkło. Wysoki poziom wykonawstwa, delikatność rysunku i oryginalność tematu wskazują na to, że prace powierzono najlepszym z hutników, szlifierzy i rytowników, być może wykształconym w środowisku saskim, np. szlifierzowi Johannowi Georgowi Ungerowi czy rytownikowi Johannowi Christoforowi Dreherowi pracującym w hucie na przełomie lat 30. i 40. Pozostanie tylko rzeczą niewiadomą czy były to dar jego dworzan czy też rzemieślników związanych z hutą.

Opinia
Treści
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów