Fragment powieści „Barnim. Ogień"

Autor: Slk
News - Fragment powieści „Barnim. Ogień

Kiedy wśród położonych z dala od cywilizacji wzgórz płonie wieś, a jej mieszkańcy giną w niepokojących okolicznościach tajemniczy wędrowiec Barnim i jego spotkani na szlaku towarzysze postanawiają zaangażować się w wyjaśnienie zagadki. Pasmo wydarzeń niesie ich przez górskie uroczyska, opuszczone ruiny, miejsca zapomnianych i nadal żywych kultów, by znaleźć swój zaskakujący finał w największej osadzie w okolicy.

 

Wydawnictwo Tegono poleca powieść Ogień, otwierającą pomyślany jako sześcioksiąg cykl Barnim. Więcej na jego temat dowiecie się na stronie internetowej projektu - http://barnimsaga.com. Zapraszamy do udziału w specjalnym konkursie, który poświęcony jest tej właśnie publikacji, warto też przeczytać jej premierowy fragment: 

 
Z zadumy wyrywa mnie nagły ruch po lewej na skraju polany. Krzaki leszczyny rozepchnięte gwałtownie na boki wpuszczają na otwartą przestrzeń masywnego chłopaka ubranego w kiedyś białą, teraz szaro-beżową koszulę wetkniętą w czarne proste spodnie. Ciekawe, czy to jeden z tych, którzy kręcili się w pobliżu spalonej osady. Nie mam czasu się nad tym zastanawiać, bo mięśniak zauważył mnie i szybkim krokiem zmierza prosto w moją stronę. Wstając, nieznacznym ruchem sięgam do pasa na plecach po mały nóż z poprzeczną rękojeścią. To dobre rozwiązanie do walki w zwarciu. Pięciocentymetrowy czerniony kolec wystaje między palcami, więc zupełnie nie rzuca się w oczy. Przeciwnik często jest zaskoczony, kiedy spodziewany cios pięścią robi mu dziurę w mostku… Z każdą chwilą nabieram jednak wątpliwości, czy wybór ostrza był słuszny. 
 


 
 
Chłopak jest ogromny. Pędzi przez jeżyny jak buhaj. Łysa, nie, nie łysa – ostrzyżona tuż przy skórze, lekko pochylona do przodu głowa wieńczy ponad dwumetrowe ciało. Koszula o luźnym w założeniu kroju na klatce piersiowej i ramionach ciasno opina mięśnie. Jeśli szuka zwady, to żeby go zatrzymać, będę potrzebował czegoś większego niż maleństwo, po które sięgnąłem w pierwszym odruchu. Przesuwam rękę po plecach nieco w dół i w bok na wygodną karbowaną rękojeść jednego z bliźniaczych pełnowymiarowych sztyletów o trzydziestocentymetrowych głowniach. Taki argument powinien pomóc w dowolnej dyskusji. Zmieniam też ułożenie nóg, żeby być przygotowanym na wszystko. W tej pozycji mogę parować, mogę kopać, mogę robić uniki. Mogę też uciekać, jeśli będzie trzeba. Plecak leży nieco na lewo ode mnie. Musiałbym go chwycić, już biegnąc. I jakoś założyć. Dobre dwadzieścia pięć kilogramów… Czyli ucieczka to ostateczność.
 
- Witam! – rzucam neutralnie.
- Masz ziemniaki? 
 
Buhaj zatrzymuje się kilka kroków ode mnie. Nawet te szeroko osadzone oczy i widoczne w nich upór i determinacja upodabniają go do byka. No i ten byczy kark… He. Ale pytanie o ziemniaki zbija mnie z tropu.
 
- Jakie ziemniaki? – pytam niepewnie.
 
- No z ogniska. Czułem zapach dymu. Głodny jestem. – Chłopak rozgląda się po polanie.
Albo robi ze mnie idiotę, albo sam jest idiotą. Jest jeszcze opcja, że ma chore poczucie humoru, chociaż nie wygląda.
 
- To, co czułeś, to chyba nie było ognisko – mówię spokojnie, przygotowany na każdą ewentualność.
 
- Nie? Pachniało jak ognisko. I w nocy widziałem duży ogień na tej polanie niedaleko. – Chłopak wyraźnie posmutniał, ale to, co mówi, jest intrygujące.
 
- Widziałeś? Byłeś tu w nocy? – dopytuję.
 
- Nie, widziałem tylko z daleka. Ogień duży. Może nie tylko ziemniaki piekli. Mmmm, mięsko…
Ewidentnie się rozmarzył. Ja tymczasem walczę z falą nudności. Przypomniał mi się słodki smród i widok zębów. 
 
- Słuchaj, to nie było ognisko. Spłonęła wieś. Chaty, kościół. W kościele byli ludzie – staram się mówić dużymi literami, bo chyba jednak mam do czynienia z idiotą.
 
- A gdzie są teraz? – pyta, potwierdzając moje przypuszczenia.
 
- Nadal w kościele – wyjaśniam cierpliwie.
 
- Jak to? Nie rozumiem. – Na twarzy chłopaka maluje się zagubienie.
 
- No właśnie… – rzucam bardziej do siebie, niż do niego, ale usłyszał.
 
- Nie lubię, jak nie rozumiem. – Robi groźną minę, co na jego szerokiej twarzy wygląda dziwnie.
 
- Ludzie spłonęli razem z kościołem – nie silę się już na wymyślne odpowiedzi. Mówię wprost, co zaszło.

 

 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy