Święta według Katarzyny Michalak

«poprzedni     następny»
2013-12-24 10:40:03
news - Święta według Katarzyny Michalak

Święta Bożego Narodzenia... Wigilia, choinka, radość dzieci z prezentów, życzenia składane drżącym ze wzruszenia głosem, rodzina zebrana przy jednym stole... Czas wybaczania sobie i innym, czas miłości i wdzięczności, czas narodzin nowej Nadziei... Pasterka w małym wiejskim kościołku, przepiękne polskie kolędy, zapach ciast – makowców, serników – i kompotu z suszu... Aromaty, dźwięki i wzruszenia, kojarzące się ze szczęśliwym dzieciństwem... Któż z nas nie chciałby wrócić do tamtych chwil? Katarzyna Michalak zaprasza dziś na nostalgiczną podroż do krainy wigilijnych smaków i zapachów. Wybierzmy się w nią za sprawą świątecznego fragmentu książki Rok w Poziomce oraz kilku świątecznych przepisów z książki Przepis na szczęście.

 

 

 

ŚWIĘTA W POZIOMCE*

 

To już. Pierwsza gwiazdka.

Stół zastawiony dwunastoma tradycyjnymi potrawami. Lśniąca porcelana na śnieżnobiałym obrusie. Cudny zapach kompotu z suszu, mieszający się z jedyną w swoim rodzaju wonią świeżo ściętych jodłowych gałęzi. Słodkie dźwięki kolędy płynące z radia. Podekscytowane twarze i lśniące oczy wszystkich zebranych pod dachem Poziomki. Za oknem płatki śniegu, wirujące w blasku latarni, dalekie poszczekiwanie psów, skrzypienie mrozu pod kołami przejeżdżającego samochodu. I mimo to cisza. Cudowna cisza małej wsi, której mieszkańcy właśnie zasiadają do wieczerzy.

Opłatek, przełamywany w ten sam sposób od wieków, cicho wypowiadane życzenia, łzy albo śmiech. Czas wybaczania. I czas miłości. 

Choinka, odziana w świecidełka, lampki, łańcuchy i anielskie włosy błyszczała w rogu pokoju, wzruszając podziwiających ją do łez. Po raz pierwszy bowiem stali przy drzewku w tak licznym i niespodziewanym gronie — rok temu nikt nie śmiałby nawet marzyć, że rodzina powiększy się nie o jedną osóbkę — Julijkę, lecz także o jej dziadka. 

Witold, pan domu, zaczął rozdawać prezenty. Tak jak poprzednio — dobrane z rozmysłem i miłością. Wkrótce mieli zasiadać do kolacji, gdy naraz Anna klasnęła w ręce. Oczy wszystkich spoczęły na niej.

— Zapomnielibyśmy o naszym prezencie! Ian! Prezent dla Ewy i Witolda!

Ian sięgnął do kieszeni i wyjął małe pluszowe pudełko. 

- Chyba nie będziesz mi się oświadczał? – zaśmiała się Ewa i z ciekawością zajrzała do środka. Kluczyki do samochodu! W świetle lampek mignął breloczek volkswagena. 

— Gucio Dwa — rzekł Ian. Ewa pisnęła z radości i niedowierzania.

— Gdzie on jest? Gdzie go schowałeś?! — rzuciła się do przeszukiwania kieszeni jego marynarki, trzepnął ją żartobliwie po ręce.

— Tutaj zaraz, w bocznej uliczce.

Narzuciła na grzbiet wyliniałego baranka i wybiegła. Idący za nią usłyszeli: - Aaaa!! Jaki cudny!! 

Na lśniącej bielą śniegu drodze stał nowiutki, pachnący salonem volkswagenem kombi, przewiązany szeroką, czerwoną kokardą.

— Marzyłam o tym!! Skąd wiedzieliście, że marzyłam o Guciu Dwa?! Jest superowy! I nie będzie się psuł raz w tygodniu! Ogrzewanie pewnie działa! A w lecie klimatyzacja! O jejuniu, co za święta! 

Podziwiali srebrne autko, przekrzykując się w zachwytach. Śnieg padał na roześmiane, zaaferowane twarze, księżyc próbował wyjrzeć zza chmur, była cudna grudniowa, świąteczna noc. Naraz Andrzej, stojący nieco z boku, uniósł głowę, jakby podjął decyzję i przygarnął do siebie Karolinę. Ona spojrzała na niego z taką miłością, że nawet Ewa, zakochana w Witoldzie po uszy, pozazdrościła.

— My też mamy prezent. 

Wszyscy zastygli w oczekiwaniu. 

— A nawet dwa. — Karolina położyła dłoń na zaokrąglonym brzuchu, uśmiechając się promiennie.

Jeszcze chwilę panowała pełna niedowierzania cisza, a w następnej wybuchło pandemonium. Każdy teraz, natychmiast chciał ucałować przyszłą matkę. Gratulacjom nie było końca. Zaczęli przekrzykiwać się pomysłami na imiona, a co jeden, to bardziej zwariowany, co chwila wybuchając śmiechem.

Ewa odeszła od rozbawionej gromadki. W tej chwili, gdy potok uczuć zapierał dech w piersiach, zapragnęła być sama. 

Wróciła na podwórze. Weszła na ganek. Przeciągnęła kochającą dłonią po kolumience podpierającej strop.

— Od ciebie wszystko, co dobre, się zaczęło, domeczku — szepnęła. — Dziękuję.

Uniosła głowę, pozwalając śniegowym płatkom opaść na powieki, i zaczęła nucić cichutko: — Cicha noc…

Domek, otulony w biel, zdawał się wstrzymywać oddech, słuchając tej najpiękniejszej z kolęd. Do Ewy dołączyli przyjaciele i najbliżsi.

— Święta noc…

Gdzieś w oddali zaszczekał pies. Wiatr przegnał chmury i niebo rozbłysło milionem gwiazd tak bliskich, że wystarczyło wyciągnąć po nie rękę.

Ewa zadarła głowę. Całym sercem i całą duszą dziękowała za wszystko to, czym obdarował ją dobry los. Naraz jedna myśl sprawiła, że uczucie szczęścia i spokoju prysło.

Mam wszystko. Kochającą rodzinę i cudownych przyjaciół, wymarzoną córeńkę, mały biały domek, fantastyczną pracę, śliczny nowiutki samochodzik, nawet własna książka jest w drodze! Co jeszcze mogłabym osiągnąć? Bez marzeń, bez szczytów do zdobycia życie traci sens!

Spadająca gwiazda przecięła horyzont. 

Ewa uśmiechnęła się.

Jest jeszcze tyle życzeń do spełnienia…

 

 

 

Przepisy na Boże Narodzenie*

 

 

Barszcz czerwony z uszkami

 

Potrzebujemy:

 

Na barszcz:

 

1 kg buraków

1 pęczka włoszczyzny

2 jabłek

4 ząbków czosnku

4 łyżek octu

3 ziarenek ziela angielskiego

2 liści laurowych

2 łyżeczek suszonego majeranku

1/2 łyżeczki cukru

soli

pieprzu

 

Na uszka:

 

10 dag mąki

1/3 szklanki wody

20 g suszonych borowików

20 g pieczarek

1 cebuli

soli

pieprzu

 

Buraki i włoszczyznę myjemy i obieramy, a następnie trzemy na tarce

na dużych oczkach. Dodajemy czosnek w łupinach, ćwiartki obranych

jabłek, liście laurowe, ziele angielskie, sól. Całość zalewamy wodą, zagotowujemy,

doprawiamy solą, cukrem, octem i majerankiem, a potem

gotujemy około 15 minut na wolnym ogniu. Studzimy, a następnego

dnia odcedzamy.

Z mąki i wody zagniatamy ciasto na pierogi. Borowiki i pieczarki

drobno kroimy, podsmażamy na odrobinie masła z poszatkowaną cebulą,

doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Ciasto rozwałkowujemy,

dzielimy na małe kwadraty, układamy na nich farsz, formujemy uszka,

a następnie gotujemy je we wrzącej, osolonej wodzie.

 

 

Karp w maśle

 

Żeby wigilijny karp rozpływał się w ustach, powinien pływać w gorącym

maśle. Pozwólmy mu na to w takim razie.

 

Potrzebujemy:

 

dzwonek karpia

soli

masła, dużo masła

głębokiej blachy lub obszernego naczynia żaroodpornego

 

Dzwonka karpia myjemy, układamy na blasze, solimy. Na każdym kładziemy

łyżkę masła. Wstawiamy do piekarnika nastawionego najpierw

na 140 stopni (15 minut), potem 180 stopni (15 minut). Na koniec,

kiedy widzimy, że karp jest porządnie „ścięty”, podkręcamy mocno

temperaturę (gorna grzałka), żeby się przyrumienił – 220 stopni. Dosłownie

na chwilę. Przez cały czas pieczenia wielokrotnie polewamy

dzwonka roztopionym masłem, pływającym w naczyniu. Jeśli masła

jest za mało, to dokładamy jeszcze 2–3 łyżki.

 

 

Karp w gęstej śmietanie z koperkiem

 

Potrzebujemy:

 

dzwonek karpia

odrobiny mąki do obtoczenia

gęstej śmietany

świeżego koperku

soli

pieprzu

oliwy do smażenia

 

Dzwonka karpia solimy i delikatnie pieprzymy, obtaczamy w mące

i smażymy na rozgrzanej oliwie. Odkładamy do żaroodpornego naczynia,

zalewamy śmietaną, obsypujemy obficie koperkiem i zapiekamy kilkanaście

minut w piekarniku.

 

 

Śledzie na ostro

 

Potrzebujemy:

2 płatów śledziowych – średnio solonych matiasów

1 łyżeczki ostrej musztardy

1/2 łyżeczki oliwy pepperoni (zamiast tego mogą być dodatkowe

ostre przyprawy, np. chili)

3 łyżek oliwy z oliwek

2/3 małego słoiczka kaparów (2 czubate łyżki, ewentualnie mocno

kiszone ogórki pokrojone w małą kostkę)

przynajmniej 1 pełnego kubka mrożonych podgrzybków

(ewentualnie mogą być z zalewy; ja wolę zwykłe, bo są cudowną

przeciwwagą dla ostrych, słonych i kwaśnych składników)

2 małych czerwonych cebul

pieprzu

 

Produkty stałe, pokrojone, wrzucamy do miseczki: kawałki śledzi,

cienkie talarki cebuli, odsączone kapary, grzyby ugotowane lub podduszone

na oliwie (ostudzone).

Na sos składają się musztarda, oliwa i pieprz.

Łączymy produkty stałe i sos, doprawiamy na ostro pieprzem i chili.

Wstawiamy do lodówki na 2–3 godziny.

 

 

Pierogi z soczewicą

 

Potrzebujemy:

 

Ciasto:

patrz przepis na pierogi z kapustą i grzybami

Na farsz:

1 szklanki soczewicy czerwonej

1 łyżki masła

2 średnich cebul

2 ząbków czosnku

soli

pieprzu

1 jajka

 

Soczewicę płuczemy na sitku. Zalewamy w garnuszku zimną wodą

i zostawiamy na przynajmniej 2 godziny. Zmieniamy wodę i gotujemy

soczewicę do miękkości. Odsączamy.

Na maśle dusimy pokrojoną drobno cebulę i czosnek przeciśnięty

przez praskę. Mieszamy dokładnie z soczewicą, doprawiamy do smaku.

Dusimy lekko widelcem, dodajemy rozbełtane jajko. Doprawiamy

jeszcze świeżymi ziołami, np. kolendrą, oregano.

Formujemy pierogi. Gotujemy 5 minut w lekko osolonej wodzie. Jeśli

przygotowujemy przy okazji większy zapas pierogów do zamrożenia,

to dobrze jest posmarować je oliwą, żeby się nie posklejały, przekładać

kolejne warstwy woreczkami do mrożonek (nie zamrażamy nigdy

w dużych bryłach, bo możemy po rozmrożeniu mieć problem z rozpoznaniem,

co to była za potrawa).

Podajemy z odrobiną roztopionego masła i świeżymi ziołami.

 

 

Sernik czekoladowo-waniliowy

 

To jest absolutnie bajeczny sernik na święta. Puszysty, delikatny, i rozpływa

się w ustach niczym ptasie mleczko.

 

Potrzebujemy:

 

7 białek

 

Na ciasto:

250 ml mleka

125 g masła

2 łyżek kakao

15 dag brązowego cukru

50 g gorzkiej czekolady

35 dag mąki pszennej

1 łyżeczki sody oczyszczonej

3 żółtek

 

Na masę:

1 kg twarogu z kubełka

4 żółtek

20 dag cukru

1 łyżki mąki ziemniaczanej

1 łyżki mąki pszennej

zapachu waniliowego lub środka z laski wanilii

80 g roztopionego, ostudzonego masła

 

Mleko, masło, kakao, cukier i czekoladę wrzucamy do garnuszka i podgrzewamy.

Czekamy, aż wszystko się rozpuści, odstawiamy do wystygnięcia.

Kiedy masa jest już letnia, wlewamy ją do przesianej mąki z sodą,

wymieszanej z żołtkami. Całość miksujemy, dość krotko – wystarczy, że

składniki się połączą. Składniki na masę serową miksujemy do połączenia

składnikow. Następnie ubijamy białka ze wszystkich jajek (czyli

siedem białek) i dzielimy na poł. Jedną część dodajemy do masy serowej

i delikatnie mieszamy, a drugą do ciasta czekoladowego i też mieszamy.

Wybieramy formę około 25 cm x 28 cm i wykładamy ją papierem do

pieczenia. Na spód wylewamy 1/3 ciasta i wygładzamy. Następnie kleksami

nakładamy masę serową. I znowu 1/3 ciasta i na to kleksy serowe.

Koniec końcow powinna nam powstać czekoladowo-serowa mozaika.

Sernik pieczemy w temperaturze 175 stopni przez około 60 minut (gora-

doł). Studzimy w uchylonym piekarniku.

 

 

Tort makowy z konfiturą pomarańczową

 

A może by tak dla odmiany zamiast makowca zrobić makowy tort?

Aromatyczny, mokry, baaardzo świąteczny...

Potrzebujemy:

Na ciasto:

30 dag maku

25 dag cukru (drobnego)

8 jajek

3 łyżek kaszy manny (lub mąki kukurydzianej)

2 łyżek bułki tartej

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

odrobiny olejku migdałowego

50 ml likieru pomarańczowego

Na masę:

60 dag serka mascarpone

300 ml kremówki

5 łyżek drobnego cukru

odrobiny wanilii

 

Mak zalewamy wodą i gotujemy około 20 minut. Następnie odciskamy

go i mielimy bardzo drobno (np. w kuchennym robocie). Oddzielamy

żołtka od białek i ucieramy je z cukrem, aż powstanie puszysta

masa. Dodajemy mak, kaszę lub mąkę kukurydzianą, bułkę tartą, proszek

do pieczenia i olejek. Całość miksujemy. Osobno ubijamy białka

i dodajemy do masy makowej. Tortownicę (23–25 cm) wykładamy papierem

i wlewamy do niej masę makową. Pieczemy około 45 minut

w temperaturze 175 stopni (do suchego patyczka). Studzimy w lekko

uchylonym piekarniku. Kiedy jest zimne, przecinamy je wzdłuż dwa

razy, aż powstaną nam trzy blaty. Nasączamy je likierem pomarańczowym

zmieszanym z 2 łyżkami wody. Śmietanę ubijamy na sztywno,

pod koniec dodając cukier. Osobno ukręcamy serek mascarpone

z wanilią i dodajemy do niego śmietanę. Każdy blat smarujemy najpierw

konfiturą pomarańczową (ja zmieszałam angielską z gorzkimi

pomarańczami ze słodkim dżemem pomarańczowym), a następnie

kremem. Wierzch tortu i boki smarujemy tylko kremem i posypujemy

wiorkami czekoladowymi. Całość dekorujemy np. pomarańczowymi

galaretkami w cukrze.

 

 

I na koniec absolutnie bajeczne

 

Ciasto „Kocham Cię”

(bez pieczenia!)

 

To ciasto pierwotnie miało inną nazwę, ale po mojej modyfikacji

i uszlachetnieniu stwierdziłam, że nie może się nazywać „tofinka” czy

„ciasto na krakersach z bitą śmietaną”. Nie. Tym ciastem można komuś

wyznać miłość albo kogoś nim oczarować.

Mimo że nie wymaga pieczenia, do najłatwiejszych nie należy, ale

trudne są tylko początki. Za którymś razem zrobisz je z zamkniętymi

oczami.

Jeszcze jedno: w wersji uproszczonej można je zrobić błyskawicznie

– niespodziewani goście? Tylko ciasto „Kocham Cię”.

 

Potrzebujemy:

 

1 litra mleka

1 litra śmietanki kremówki (30–36 proc.)

1 kostki masła

1 szklanki mąki (lub mąki ziemniaczanej)

0,5 szklanki i 2 czubatych łyżek cukru

4 żółtek

cukru waniliowego

2 opakowań żelatyny do deserów (na 1 litr śmietanki)

800 g masy krówkowej (1,5 puszki)

300 g krakersów (około 1,5 paczki)

100 g drobnych rodzynek

100 g migdałów w płatkach

(lub grysiku z orzeszków ziemnych)

 

Ciasto składa się z następujących warstw:

– od spodu jedna warstwa krakersów

– krem budyniowy (gotowy z paczki lub specjalnie zrobiony)

– warstwa krakersów

– masa krówkowa

– warstwa krakersów

– bita śmietana

– posypka rodzynkowo-migdałowa

 

Spokojnie! To tylko tak skomplikowanie brzmi! W rzeczywistości jest

proste i nie trzeba nawet znać przepisu, by je zrobić powtórnie. Proporcje

podane są na dużą brytfankę, jeśli robisz ciasto w tortownicy

(jako tort prezentuje się wspaniale), użyj połowy składników.

Na początku wyjmujemy z lodówki masę krówkową – musi mieć temperaturę

otoczenia. Formę wykładamy warstwą krakersów, starając się,

by pokryły całe dno (ale nie kruszymy ich! Powinny być w całości!).

Zalewamy je cieniutką warstewką mleka, by wchłonęły płyn i były

miękkie, ale nie rozciapciane.

Teraz przygotowujemy krem budyniowy (jeśli z paczki, to tylko „tradycyjny”,

czyli na gotowanym mleku, wynalazki 3-minutowe są do niczego).

Trzy szklanki mleka doprowadzamy do wrzenia. Używamy mleka świeżego,

nie żadnego UHT! Jedną szklankę miksujemy z czterema żółtkami,

cukrem waniliowym i połową szklanki cukru. Gdy powstanie apetyczna,

słodka piana, dodajemy powoli mąkę pszenną, nadal miksując. Jeśli krem

ma być bardzo lekki, zamiast mąki pszennej używamy ziemniaczanej.

Wlewamy puszystą masę do wrzącego mleka, nadal miksując lub energicznie

mieszając, żeby się nie przypaliło. Gotujemy przez chwilę na małym

ogniu. Musimy wyczuć, kiedy mąka nie jest już surowa, ot co. (Uwaga:

mąka ziemniaczana natychmiast zbije krem w wielką kluchę, nie gotujmy

jej więc, jest od razu gotowa). Na koniec zestawiamy rondel z ognia i dodajemy

do gorącej masy kostkę masła.

Wylewamy masę budyniową na krakersy. Może być nadal gorąca,

szybko ostygnie. Rozkładamy na masie drugą warstwę krakersów.

Gdy masa będzie chłodna i krakersy też, pokrywamy je warstwą masy

krówkowej. Nie musi być gruba, wystarczy, jeśli będzie miała 3–5 mm.

Na masę krówkową rozkładamy trzecią warstwę krakersów i wstawiamy

ciasto do zamrażalnika.

Ubijamy śmietankę, gdy zacznie gęstnieć, dodajemy 2 czubate łyżki

cukru i ubijamy na sztywno. Uwaga: śmietanka musi być bardzo zimna,

bo cieplejsza natychmiast się zwarzy i zamiast bitej śmietany powstanie

słodkie masło. (Swoją drogą to jest sposób na domowe masło: pasteryzowaną

śmietankę o temperaturze pokojowej ubijamy, aż wytrąci

się masło, odsączamy dokładnie, trzymamy w chłodnym miejscu). Do

ubitej śmietanki dodajemy żelatynę do deserów, przygotowaną według

przepisu na opakowaniu.

Podczas ubijania trzecią ręką możemy prażyć na patelni migdały.

Dwie paczki płatków migdałowych wysypujemy na suchą patelnię

(nie dodajemy żadnego oleju, nic, tylko migdały i patelnia) i prażymy

na dużym ogniu z wyczuciem, by się zarumieniły, ale nie spaliły (choć

przypalone też są dobre).

Wyjmujemy ciasto z zamrażalnika. Na trzecią warstwę krakersów wykładamy

bitą śmietanę. Mieszamy w miseczce paczkę drobnych rodzynek

z prażonymi migdałami i wysypujemy je na śmietanę.

Wkładamy na godzinę do zamrażalnika i… możemy podawać. Oraz

zbierać zasłużone pochwały i słuchać zachwytów. Ja usłyszałam na koniec

owo magiczne „Kocham Cię”…

 

Mam nadzieję, że przepisy te przeniosły Was do szczęśliwej krainy dzieciństwa, gdzie wszystko było proste, Mikołaj pojawiał się niespodziewanie z workiem pełnym prezentów, a najbliżsi spotykali się przy wigilijnym stole, życząc sobie spokojnych, radosnych, szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia.

 

Tego i ja Wam, kochani, z całego serca życzę.

Katarzyna Michalak

 

 

* fragment „Roku w Poziomce” Wyd. Literackie 2010

* fragment „Przepisu na szczęście” Wyd. Filia 2013

©Katarzyna Michalak

 

Opinia
Treści
just_monca Linia koment Ciekawy przepis i na pewno kiedyś go wykorzystam.
2013-12-24 15:37:59
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów