Niezwykłe historie tytułów kilku książek

«poprzedni     następny»
2013-05-10 12:55:21
news - Niezwykłe historie tytułów kilku książek

 

Wymyślenie odpowiedniego tytułu dla swojego dzieła nierzadko sprawia pisarzowi więcej trudności, niż zapełnianie literami kolejnych stron książki. Bo choć ani po okładce, ani po tytule nie powinno się ich oceniać, pisarz, a tym bardziej wydawca, wie, że dobra oprawa to czasami połowa sukcesu. Jak więc powstawały tytuły książek zaliczanych dzisiaj do klasyki światowej literatury? Autorzy "Flavorwire" znaleźli sporo przykładów.

 

 

Kto się boi Virginii Woolf?, Edward Albee

 

Edward Albee wpadł na tytuł swojego najbardziej znanego dzieła w łazience lokalu w Greenwich Village w 1954 roku. - Poszedłem tam na piwo i zobaczyłem nabazgrolony na lustrze napis "Kto się boi Virginii Wolf?" Przypomniałem sobie o nim, kiedy zacząłem pisać sztukę. No i oczywiście "Kto się boi Virginii Woolf" to inaczej ten, który się boi dużego, złego wilka… Kto się boi życia pozbawionego fałszywych iluzji. Traktuję to jako typowy, intelektualny żart – tłumaczył Albee.

 

 

paragrafParagraf 22, Joseph Heller

 

Niewiele brakowało, a słynna powieść Josepha Hellera nosiłaby tytuł Paragraf 18. Tak początkowo nazwał ją autor, ale niedługo przed publikacją na rynku pojawiła się powieść Miła 18, autorstwa znacznie bardziej znanego wówczas Leona Urisa. Wydawca Hellera zdecydował, że w tej sytuacji należy zmienić tytuł jego debiutanckiej książki. - To złamało mi serce. Uważałem, że 18 to jedyna słuszna liczba – mówił Heller w wywiadzie udzielonym w 1975 roku magazynowi "Playboy".

 

 

Listonosz zawsze dzwoni dwa razy, James M. Cain

 

Tytuł powieści kryminalnej Caina intryguje od samego początku – w książce wszak nie ma żadnego listonosza, nie pojawia się o nim nawet żadna wzmianka. Autor wyjaśnił historię jego tworzenia w przedmowie do swojej innej książki - Podwójnego ubezpieczenia. Jak tłumaczył, na tytuł niejako wpadł scenarzysta Vincent Lawrence, któremu przed publikacją Cain dał książkę do przeczytania. Wspominał: Lawrence’owi się spodobała, wymyślił nawet tytuł. Opowiadał mi kiedyś o tym, jak wysłał swoją pierwszą sztukę do producenta. Mówił: Dostawałem bzika. Siedziałem i wypatrywałem listonosza. W końcu pomyślałem, że czas z tym skończyć. Kiedy odchodziłem od okna, czekałem z kolei na dzwonek. Wiedziałem, kiedy będzie dzwonić, bo mój listonosz zawsze dzwonił dwa razy. 

Opowiadał dalej, ale nagle mu przerwałem i powiedziałem: Vicent, chyba właśnie wymyśliłeś tytuł dla mojej książki.

- Jaki?

- Listonosz zawsze dzwoni dwa razy.

- Bo jakby zadzwonił dwa razy do Chambersa?

- No właśnie.

- I gdy dzwonił powtórnie, Chambers musiał odpowiedzieć, co? Nie mógł się już dłużej ukrywać.

- Powiedziałbym, że przyszedł na niego czas.

- Podoba mi się to.

- Więc tak zostanie.

 

 

Dobry żołnierz, Ford Madox Ford

 

Ford chciał, aby jego wydana w 1915 roku powieść nosiła tytuł Najsmutniejsza historia. Kiedy jednak wybuchła pierwsza wojna światowa, wydawca poprosił autora o nową propozycję. Poirytowany Ford napisał list, w którym stwierdził sarkastycznie: Dlaczego nie nazwać książki "Ryczący żart"? Albo jakoś inaczej, żeby się wam spodobało, może "Dobry żołnierz" – to by chyba było dobre. Wydawca, najwyraźniej niezbyt rozgarnięty, nie wyczuł ironii i istotnie zdecydował się na Dobrego żołnierza.

 

 

myszySzczęki, Peter Benchley

 

Benchley dosłownie w ostatniej chwili wybrał tytuł dla swojej debiutanckiej powieści. Szczęki to był ostatni, rozpaczliwy kompromis między mną a moim wydawcą, osiągnięty na jakieś dwadzieścia minut przed tym, jak książka poszła do druku. Miałem setki alternatyw, np. "Żarłacz biały", "Rekin", "Szczęki śmierci", kilka zapożyczeń od Françoise Sagan, jak "Cisza w wodzie", kilka sugestii mojego ojca. Zgodziliśmy się z moim wydawcą, że żaden z tych tytułów się nie nadaje, a jedyna dobra rzecz, która podobała się nam obu, to słowo szczęki. Pamiętam, że powiedziałem wtedy coś w rodzaju: "Dobra, chrzanić to, nazwijmy ją po prostu Szczęki",  na co wydawca odrzekł: "W porządku, co nam szkodzi". Mojemu tacie się to nie spodobało. Mojemu agentowi również. I mojej żonie. I mnie za bardzo też nie. Ale co z tego? I tak nikt nie czyta debiutanckich powieści – tłumaczył.

 

 

Myszy i ludzie, John Steinbeck

 

Roboczy tytuł powieści Steinbecka brzmiał Something That Happened (Coś, co się wydarzyło). Zmienił go po tym, jak przeczytał wiersz „Do myszy”, autorstwa słynnego szkockiego poety Roberta Burnsa, w którym znalazło się słynne zdanie The best laid schemes o’ mice an’ men / Gang aft agley (Przemyślne plany i myszy, i ludzi / W gruzy się walą). Fraza ta utrwaliła się w języku angielskim i oznacza, że nawet gdy bardzo dokładnie coś zaplanujemy, często i tak wydarzenia nie toczą się po naszej myśli.

 

 

Wyspa skarbów, Robwyspaert Louis Stevenson

 

Inspiracją do tytułu książki Stevensona stał się namalowany przez niego obraz. Szkocki pisarz często oddawał się sztukom plastycznym, szczególnie w towarzystwie swojego młodego pasierba. Zresztą, gdyby nie malarstwo, Wyspa skarbów być może nigdy by nie powstała.

 

Pewnego razu stworzyłem mapę wyspy. Była ona bardzo drobiazgowa i (moim zdaniem) pięknie pokolorowana. (…) Nieświadomy przeznaczenia, nazwałem ją mianem Wyspy skarbów. (….)

Gdy tak myślałem o mojej Wyspie skarbów, spośród wyimaginowanych lasów zaczęły się wyłaniać pomysły postaci. Pokazywały się ich brązowe twarze i jasne bronie. Te postacie walczyły i szukały skarbów, a wszystko na tych kilkunastu centymetrach kwadratowych. Ani się nie obejrzałem, a już miałem przed sobą kartki papieru i pisałem kolejne rozdziały – wspominał Stevenson.

 

 

bolano2666, Roberto Bolano

 

Tytułowa liczba nie pojawia się w książce, nie została też nigdy wyjaśniona przez autora, dlatego być może nigdy nie poznamy kryjącego się za nią znaczenia. Możemy się za to zająć fascynującymi spekulacjami. Jak pisał krytyk Henry Hitchings: Tajemniczy tytuł książki to rodzaj ponurego żartu. Na żadnej z 900 stron nie ma żadnego odniesienia do tej liczby. W swojej innej książce, Amulet, autor pisze natomiast, w odniesieniu do drogi w Meksyku, że wygląda ona jak cmentarz w 2666 roku”. W Dzikich detektywach Bolano pisze z kolei: I Cesarea powiedział coś o tym, co się wydarzy w nadchodzących dniach… a nauczyciel, zmieniając temat, zapytał o jakie czasy jej chodzi i kiedy one nastąpią. Cesarea podała datę, cos około roku 2600. Dwa tysiące sześćset któryś. Dlaczego akurat ta data? Może dlatego, że wiąże się to z biblijną ucieczką z Egiptu, momentem duchowego odrodzenia, 2666 lat po stworzeniu.

 

Opinia
Treści
rena-56-56 Linia koment Bardzo ciekawy temat. Sama borykam się z wymyśleniem tytułu dla rodzinnej sagi. Chętnie będę śledzić informacje na ten temat, zagadkowych tytułów jest przecież setki tysięcy. Są też tytuły trafiające w punkt, bez tłumaczenia czytelne, jak np. "Polonez na polu minowym" - rewelacyjny tytuł !
2013-05-13 11:27:46
magdalenardo Linia koment Interesujące historie. Jestem ciekawa na jakiej podstawie polscy autorzy wybierają swoje tytuły. Tytułów z klasyki już nie rozszyfrujemy, ale z literatury współczesnej... Chętnie przeczytam kolejny artykuł dotyczący genezy tytułów książek naszych, rodzimych autorów.
2013-05-13 03:09:00
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów