Poznajcie sekrety kobiet złotnika

«poprzedni     następny»
2013-06-18 14:15:45
news - Poznajcie sekrety kobiet złotnika

Powieść Sekrety kobiet złotnika, która ukazuje się właśnie nakładem wydawnictwa Noir Sur Blanc, przenosi nas do średniowiecznego Paryża za czasów panowania Ludwika IX Świętego.

 

Jest rok 1246, w domu złotnika Szczepana Brunela i jego żony Matyldy odbyło się właśnie wesele ich piętnastoletniej córki Floriny, które stanie się zalążkiem wielkich wstrząsów dotykających całą rodzinę.

 

Niczym przez filtr średniowiecznych iluminacji obserwujemy zmieniające się pory roku, chodzimy dawnymi paryskimi ulicami, uczestniczymy w codziennym życiu zamożnej rodziny mieszczańskiej, w pracy, zwyczajach, zabawie, wczuwamy się w wielkie namiętności, dramaty, rozterki i cierpienia. Główną bohaterką powieści jest Matylda, żona złotnika i jego współpracownica, znacznie młodsza od męża, matka sześciorga dzieci. Stara się wypełniać obowiązki przynależne do swojego stanu, lecz przeżywa chwile buntu, nie jest wolna od słabości i wahań. W takich chwilach może liczyć na wsparcie duchowe stryja, kanonika z Notre-Dame. Drugą pierwszoplanową postacią jest jej córka Florina, którą poznajemy jako radosną i olśniewającą pannę młodą z ufnością spoglądającą w przyszłość...

 

Znana mediewistka Regine Pernoud, autorka wielu wybitnych książek popularnonaukowych, pisze w przedmowie: 

Powieść Jeanne Bourin sprawia historykowi rzadką przyjemność, przedstawia bowiem obraz średniowiecza, który zrywa z tradycyjnym widzeniem tego okresu przez pisarzy (nie mówiąc już o dziennikarzach!).(…) To bardzo dziwne, że przyjęliśmy uważać, iż spośród sześciu tysięcy lat, tyle ile liczy historia człowieka, jedno tysiąclecie od piątego do piętnastego wieku wydało na świat jedynie potwory i nieokrzesanych ludzi, stworzenia niedożywione, niedorozwinięte i ograniczone umysłowo. To, że w tym samym okresie powstały takie cuda, jak Mont-Saint-Michel, portal z Reims, poezja trubadurów i romanse rycerskie nie przeszkodziło w legendzie ciemnego średniowiecza, ciemnej plamy w historii człowieka – legendzie starannie podtrzymywanej na wszystkich stopniach edukacji od szkoły podstawowej do uniwersytetu (który przecież został powołany do życia w tamtych ciemnych wiekach!) (…) Czytelnik może być zaskoczony: nie tak nauczono go wyobrażać sobie życie w XIII wieku.

 

Powieść La chambre des dames (dosł. Komnata dam) spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem krytyki i czytelników i otrzymała nagrodę Grand Prix czytelniczek „Elle” oraz Prix des Maisons de la Presse. Jej dalszy ciąg Le Jeu de la tentation był również bestsellerem. Obie książki zostały zaadaptowane na serial telewizyjny. 

 

Najbardziej interesujące w tej powieści jest ukazanie życia w XIII wieku, w średniowieczu nie jako samego pasma udręk, ale jako epoki tętniącej życiem, barwnej i żywiołowej - pisze w swoim tekście nasz recenzent, Damian Kopeć. - Odmitologizowanie tych czasów. Zaskakujące dla wielu może być pisanie o Sekwanie, w której można się kąpać, o nawykach porannych kąpieli i mycia rąk przed posiłkami (warto porównać z poglądami naukowymi na temat wody i czystości w XVI i XVII wieku). Zauroczyć mogą opisy zajęć, ubiorów, pieczołowitych przygotowań do codziennych czynności. Zdziwić może pisanie o dbałości o czystość pomieszczeń, o świetnej organizacji pracy w dużym miejskim szpitalu. Wielu spodoba się towarzysząca temu solidna mieszanka emocji i towarzyszących im wydarzeń. Zdrady, romanse, rycerskość, wierność, uleganie namiętnościom i stawianie czoła słabościom - cechy ludzkie nieustannie ścierają się, tworząc, komplikują, niszcząc. Uczucia postaci odmalowane są mocnymi pociągnięciami pędzla. Opisy są pełne detali, rozmachu i uroku. Umiejętności pisarki sprawiają, że doskonale możemy wyobrazić sobie domy, warsztaty, ulice i przemierzających je ludzi. Średniowiecze tu przedstawione to czas ukazany jako ten, w którym ludzie intensywnie żyli i cieszyli się życiem. Historia uczy bowiem, że nie ma czasów, kiedy ludzie tylko męczą się i cierpią. Nawet w najcięższych chwilach, w najtrudniejszych momentach życia ludzie zawsze starają się kochać, przyjaźnić, być w jakiś sposób szczęśliwymi. Szczególną rolę w fabule pełnią kobiety, które - wbrew współczesnym obiegowym opiniom - nie czują się wcale gorsze, stłamszone, zniewolone. Zajmują ważną rolę w życiu rodziny i miasta, mają wpływ na wiele spraw. Potrafią cieszyć się życiem nie mniej niż dzisiaj.

 

Polecamy powieść Sekrety kobiet złotnika i zapraszamy do lektury jej premierowego fragmentu: 

 

Na dziedzińcu panował nieznośny upał, rozgrzana słońcem kamienna fasada promieniowała gorącem. Tiberga Bigotka wracała właśnie z sadu w towarzystwie służącej, która dźwigała kosz naładowany sałatą, szpinakiem i porami.

 

- Oj, moja panienka jakaś bardzo blada, wygląda, jakby miała...

 

Przyszła matka ledwie zdążyła dobiec do cebrzyka z otrębami stojącego obok stajni.

Kiedy się wyprostowała, Tiberga odesłała już służącą do kuchni, a sama zbliżała się z błyskiem w oku.

 

- Na Najświętszą Panienkę! Co ja widzę! Chyba się nie pomylę, przepowiadając narodziny pięknego dzieciątka w przyszłym roku!

 

- Kto wie, może masz rację, Tibergo.

 

- Bogu niech będą dzięki! Jakże rodzice panienki będą szczęśliwi i my wszyscy razem z nimi, ja to panience mówię!

 

Na szerokim czerwonym obliczu ochmistrzyni malowało się rozczulenie i radość, zmiękczając jego nieco groźny wyraz. Florina uśmiechnęła się do niej, wąchając flakonik z ulubionym pachnidłem. Rumieńce wracały na policzki, mdłości mijały.

 

- Już bym chciała tulić do serca moje dzieciątko!

 

- Tego nie należy pragnąć, wierz mi, moje dziecko, bo to by znaczyło, żeś zgrzeszyła! — zawołała Tiberga ze zgorszoną miną. — Bądź cierpliwa, oto moja rada. Na miły Bóg, to ja muszę, nie zwlekając, zabrać się do roboty, kroić i szyć wyprawkę, żeby mieć czas na haft. Twój syn, panienko, musi być wystrojony niczym książę!

 

- Powoli, Tibergo, powoli! Nie róbmy z niego paniątka, bardzo cię proszę! Chciałabym, żeby był jak nasz miłościwy król, skromny i mądry, nosił proste szaty i miał dobre serce.

 

- Poproszę Najświętszą Pannę, żeby cię wysłuchała.

 

- Dziękuję ci, Tibergo. Cieszę się, że znasz mój sekret. Jednakże proszę, nie mów nic nikomu. Chciałabym sama oznajmić tę nowinę rodzicom.

 

- Bądź spokojna, panienko, nie powiem.

 

To samo przykazano Arnoldowi, który również obiecał milczenie, po czym młodzi małżonkowie wrócili do domu na obiad.

 

Po posiłku Filip komponował balladę, a Florina, zmęczona upałem, poszła się położyć, a potem także zabrała się do pisania wiersza na temat zadany jej wcześniej na dworze królowej Małgorzaty.

 

Dopiero pod koniec dnia zdecydowała się odwiedzić Louvetów, aby zaprosić Gertrudę na następną sobotę. Zajęty pracą Filip pozwolił jej iść samej w towarzystwie służącej.

 

Upał zelżał wraz z nadchodzącym wieczorem. Uliczne zapachy, silniejsze niż zwykle, mieszały się z wyziewami Sekwany której wody, ogrzane od wielu dni zbyt palącym jak na tę porę roku słońcem, wydzielały mdły odór mułu i smoły.

 

Minąwszy masywny Petit-Châtelet, rzucający chłodny cień, kobiety opłaciły prawo przejścia i znalazły się na Petit-Pont.

 

Jak zwykle wypełniał go tłum ludzi cisnących się między domami, które ciągnęły się po obu stronach. Trzeba było torować sobie przejście w ciżbie przez cały dzień przewalającej się przed kramami kupców galanteryjnych, kuśnierzy, złotników, którzy upodobali sobie to miejsce.

 

Przechodząc przed sklepem, w którym Wilhelm miał się zainstalować po powrocie z Angers, Florina nie wytrzymała i rzuciła okiem na wystawę, gdzie leżały futra najrozmaitszego pochodzenia. Wiedząc, że Wilhelm jest nieobecny, mogła wreszcie zobaczyć miejsce, gdzie pracował, mieszkał, spał, marzyło niej... Ta myśl natychmiast wydała jej się niebezpieczna, więc oddaliła ją od siebie i zmusiła się do skierowania uwagi wyłącznie na kupców handlujących świecami, jajami, rzeżuchą, węglem, kapeluszami oraz żonglerów, błaznów, treserów małp (którzy jako jedyni nie musieli płacić za prawo przejścia pod warunkiem pokazywania sztuk pobierającym myto), mniszki, żebraków, zakonników, którzy się mijali, potrącali, nawoływali na tej wąskiej przestrzeni.

 

Minęło zatem nieco czasu, zanim dotarły do placu targowego Palu na wyspie de la Cité.

 

W aptece, pachnącej suszonymi ziołami i balsamami, byli klienci. Jednakże Izabela, gdy tylko ujrzała Florinę, skierowała się w jej stronę.

 

-  Jak się czuje Klarencja? — zapytała z napuszoną powagą. — Czy się jej polepszyło od czasu naszej wizyty?

 

Usprawiedliwiała się, że nie przyszła już więcej osobiście na ulicę des Bourdonnais, bo nie chciała się naprzykrzać — zalewała Florinę potokiem słów, który płynął zawsze z jej ust, gdy tylko je otworzyła — ale codziennie dowiadywała się o zdrowie krewnej. Jej mąż złożył wizytę Szczepanowi.

 

- Moja siostra powoli odzyskuje zdrowie — odrzekła Florina — ale jej umysł jest wciąż nieobecny. Jakby była gdzie indziej.

 

- Jestem nadal wstrząśnięta!

 

- Przychodzę w tak nieodpowiedniej porze — wpadła jej w słowo Florina, która czuła instynktowną niechęć wobec nadmiernej elokwencji — by się dowiedzieć, czy Gertruda jest u siebie.

 

- Myślę, że jeszcze nie wróciła ze szkółki, w której uczy.

 

- Szkoda. Czy zechcesz jej powtórzyć, pani, że Filip i ja bylibyśmy radzi, gdyby zjadła z nami obiad w przyszłą sobotę. W niedzielę wypadają Zielone Świątki, sądzimy więc, że będzie miała wolny dzień.

 

- Wielkie dzięki w jej imieniu. Przekażę zaproszenie, a ona odpowie. Myślę, że będzie zachwycona.

 

- Też mam taką nadzieję.

 

- Zobaczy w tym, jestem pewna, znak przyjaźni i dowód, że nie macie jej za złe tego, że mimo woli przyczyniła się do nieszczęścia, które się zdarzyło, kiedy od niej wyszłyście.

 

- Dlaczegóż mielibyśmy mieć jej za złe? To tylko smutny zbieg okoliczności i już powiedziałam, że w niczym nie zawiniła.

 

Florina czuła się niezręcznie. Nie podobała się jej dwuznaczna rola, którą musiała odegrać. Kiedy obie ze służącą wyszły z apteki, usłyszały daleki jeszcze odgłos grzmotów. Na zachodzie niebo zaciągnęło się chmurami czarnymi jak okopcona płyta w kominku.

 

- Będzie padać, jaśnie pani, uciekajmy! — zauważyła służąca.

 

- Mamy jeszcze trochę czasu, Zuzanno. Chciałabym odwiedzić Alix, której nie widziałam od wielu dni.

 

Florina unikała spotkań z Alix nie z powodu szoku doznanego podczas napaści goliardów, lecz dlatego, by jej nie mówić o Wilhelmie i miejscu, jakie zająłw jej życiu. Teraz wszystko się zmieniło. Mogła znów spotkać się z przyjaciółką bez zbytniego poczucia winy. Nowina, którą chciała jej oznajmić, postanowienia powzięte tego ranka, późniejsza rozmowa, wszystko to dodawało jej pewności siebie, by pokonać zamęt w duszy i się uodpornić.

 

Mistrz Mikołaj Ripault mieszkał nieopodal placu targowego Palu, na ulicy de la Vieille-Draperie, w domu należącym od dwóch wieków do rodziny sukienników.

 

Ruchliwą ulicą de la Juiverie Florina i Zuzanna dotarły do tej szacownej kupieckiej siedziby. Czteropiętrowy dom o fasadzie z muru pruskiego z wąskimi oknami i wykuszem na narożniku, na parterze mieścił sklep i pracownię, w której krzątali się czeladnicy. Szerokie okno wystawowe z podmurowaniem otwierało się na ulicę, gdzie cisnęli się klienci. Sukna we wszystkich kolorach zalegały na drewnianych okiennicach. Sprzedawca zachwalał towar przechodniom, rzucając niespokojne spojrzenie na chmury nadciągające ponad stromymi dachami.

 

Bocznymi drzwiami, otwartymi w ciągu dnia, Florina ze służącą, znające zwyczaje domu, weszły do sklepu, pozdrowiły mistrza Ripault rozprawiającego ze zwykłą swadą z jakimś klientem i wspięły się po schodach na pierwsze piętro.

 

W dużej, bogato umeblowanej sali Jolanda, służąca mężowi jako sekretarz, robiła rachunki. Alix i Laudyna, wróciwszy ze szkoły w pobliskim klasztorze benedyktynów, gdzie kończyły edukację, siedziały obok łóżka kalekiego brata. Haftowały obrus na ołtarz. Obok nich dwie dziewczyny służebne przędły i szyły. Wszystkie cztery słuchały w skupieniu melodii, którą Marek z talentem improwizował na lutni. Kot wylegujący się w nogach chłopca i chart wyciągnięty u stóp łoża także zdawały się rozkoszować rozbrzmiewającymi wokół dźwiękami.

 

- Wielkie nieba! Oto nasza Florina, która w końcu zdecydowała się złożyć nam wizytę! — wykrzyknęła Alix z odziedziczoną po ojcu żywością. — Stęskniliśmy się za tobą!

 

Florina przywitała się z panią domu, uściskała obie siostry i uśmiechnęła się do Marka, który nie przerywał cichego muzykowania. Choć starszy od niej o rok, był wątły i zawsze traktowała go jak młodszego brata. Brak ruchu sprawił, że wyrósł na bladego, wdzięcznego chłopca, podobnego raczej do jakiegoś okaleczonego anioła niż szesnastoletniego młodzieńca. Gwiaździsta blizna pośrodku czoła, wąskiego i wysokiego niczym portal, była pamiątką po upadku na kamienistej drodze, który uczynił z Marka biedną, ułomną istotę.

 

- Mnie również was brakowało — powiedziała Florina, siadając obok przyjaciółki. — Ale ostatnie tygodnie były takie trudne, że nie miałam czasu na odwiedziny. Sami już nie wiedzieliśmy, co się dzieje!

 

Od owego strasznego poranka, kiedy to Mikołaj Ripault towarzyszył Matyldzie na królewskim sądzie, rodzina sukiennika żywo interesowała się sprawami Brunelów.

 

- Oczywiście,  wszystko  cię  usprawiedliwia,  dlatego  też udzielamy ci rozgrzeszenia — rzekła łagodnie Alix. — Jak się czuje Klarencja?

 

- Trochę lepiej, jeśli chodzi o ciało, bez zmian, jeśli chodzi o umysł!

 

- Co za zgryzota dla twojej matki — westchnęła Jolanda. — Modlę się bezustannie w jej intencji.

 

- A ja modlę się za Klarencję! — zapewniła gorąco Laudyna, aż piegi zapłonęły jej z emocji. — Wciąż nikogo nie poznaje?

 

- Niestety!

 

- Co teraz robi, kiedy już jej lepiej? Na czym schodzą jej godziny? Czy zaczyna wstawać?

 

- Prowadzamy ją po komnacie, ale chyba nie zdaje sobie z tego sprawy... jak zresztą z niczego... Tak jakby straciła duszę!

 

- Klarencja nie ma głowy, ja nie mam nóg — zauważył Marek, który od dłuższej chwili nie grał już na lutni. — Życie niektórych ludzi jest zawsze w części ułomne!

 

- Nasze losy, synu, są niezrozumiałe, jeśli chce się je pojąć za pomocą tak ubogiego instrumentu, jakim jest rozum — rzekła Jolanda do Marka z łagodną stanowczością. — Boskie tajemnice są dla nas zbyt trudne. Skoro nie możemy ich zrozumieć, mądrość polega na nadziei, na oddaniu się Temu, który jest początkiem wszystkiego.

 

- Wiem, matko, wiem. Czasem tylko nie godzę się z tym, co wiem.

 

Wszyscy na chwilę umilkli. Muchy brzęczały pod grubymi belkami sufitu. Kot mruczał, z parteru dobiegały stłumione odgłosy rozmów.

 

Florina pomyślała, że to nie jest odpowiedni moment, by powiedzieć im, że spodziewa się dziecka. Musi poczekać na lepszą okazję.

 

- Czy przyjdziecie do nas obie na obiad w sobotę? — zapytała, aby przerwać milczenie, które wydało jej się okrutne. — Zaprosiliśmy Gertrudę. Bertrand ma do nas dołączyć, będzie więc nas pięcioro, jako przeciwwaga dla gościa, za którym, jak wiecie, nie przepadamy!

 

- Czemu więc ją zapraszacie, jeśli jej nie lubicie?

 

- Z konieczności, moja droga, po prostu. Kiedyś ci wytłumaczę. A na razie wasza obecność pomoże nam bardziej, niż się domyślacie.

 

- Możesz na nas liczyć, prawda, mamo?

 

- Oczywiście.

 

- Czego byśmy dla was nie zrobiły! Ja również nie darzę szalonym uczuciem twojego gościa, ale jeśli trzeba, mogę być dla niej urocza!

 

 

- Aż tyle od ciebie nie wymagam! Wystarczy, że pomożesz nam podtrzymać rozmowę.

Opinia
Treści
azetka79 Linia koment Uwielbiam powieści osadzone w klimacie Średniowiecza, dziękuję za tą pozycję książkową, będzie stałana mojej półce, nie tylko tej wirtualnej:) i na pewno będzie czytana nie raz:)
2013-06-19 08:54:42
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów