Jak poznałam stulatka? - wyznaje Jolanta Kwiatkowska!

«poprzedni     następny»
2012-03-11 12:26:01
news - Jak poznałam stulatka? - wyznaje Jolanta Kwiatkowska!

 

Mój wywiad z Allanem Karlssonem.

Specjalnie dla wortalu Granice.pl: Jolanta Kwiatkowska, pisarka:

 

Zadzwonił telefon. Zdążyłam powiedzieć: „Halo” i popłynął potok słów: „Gratuluję. Wygrała pani możliwość przeprowadzenia wywiadu z celebrytą. Będzie u pani za kilka dni. Czekamy na wywiad”. I rozłączył się.

 

Pomyślałam: pomyłka. Pierwsza myśl podobno najlepsza, ale druga i kolejna były tak natarczywe, że: sprzątnęłam całe mieszkanie. Upiekłam faworki. Ufarbowałam włosy, pomalowałam paznokcie i na wszelki wypadek od ósmej rana czekałam w pełnym kobiecym rynsztunku na dzwonek do drzwi. Zadzwonił. Otworzyłam i zamurowało mnie. W progu stał mężczyzna w brązowej marynarce, brązowych spodniach, na stopach miał brązowe kapcie, a w ręku trzymał rączkę od walizki na kółkach.

 

- Chciałbym usiąść – i, nie czekając, aż się odsunę, zrobił krok do przodu.

- Kim pan jest? – spytałam, cofając się, bo doleciał do mnie dziwny zapach, nie przypominający zapachu perfum.

– Allan Karlsson – wszedł i usiadł na walizce. – Właśnie skończyłem dokładnie sto lat, ale jestem żwawy jak na swój wiek. Tak żwawy, że uciekłem z domu starców, na dodatek buchnąłem walizkę pewnemu młodzieńcowi.

- Czy pan jest tym… – z trudem wydobyłam z siebie głos, bo w tę żwawość trudno mi było uwierzyć, widząc zmęczoną twarz, lekko wykrzywioną bólem.

- Zamknij drzwi. Wszystko ci powiem, ale zjadłbym coś. – Widząc, że gestem ręki wskazuję mu drzwi do pokoju, wstał i ciągnąc walizkę, wszedł i usiadł przy stole. – Zjadłbym coś konkretnego – powiedział, odsuwając faworki, które na wszelki wypadek leżały na paterze w gotowości „celebrystycznej” i dodał ze skrzywionym uśmiechem - Kielichem też bym nie pogardził.

 

Przyniosłam, co miałam i wyjęłam z barku to, co wskazał palcem, mówiąc: - Posilę ciało i kolana. I wypił:

- Najpierw jeden kieliszek na jedno kolano, potem na drugie, następnie kilka kolejnych na plecy i kark, i jeszcze jeden na apetyt.

Bojąc się, że po następnym niewiele już się dowiem, spytałam:

- Pamięta pan coś z dzieciństwa?  

- Na wszystko przychodzi odpowiednia pora. Najpierw trzeba się pozbyć problemu leżącego na podłodze – spojrzał na walizkę, wypił i, patrząc na mnie dziwnie, powiedział: - Mój znajomy, Julius, wiedział, że trzeba było podkradać z umiarem, jeśli się chciało mieć korzyści przez dłuższy czas.   

- Przyjaciel z dzieciństwa? - dopytałam, by coś z tego, co usłyszałam, zrozumieć.

- Nie – machnął ręką. – To było po ucieczce z domu opieki w moje urodziny. Wtedy na dworcu ukradłem takiemu młodzieńcowi walizkę i poznałem Juliusa. On opowiadał o sobie, a ja zjadłem, wypiłem i wtedy, gdy było mi tak bardzo dobrze, że prawie zaczynałem się bać śmierci, musiałem walnąć deską właściciela walizki. Hi, hi, hi! Padł jak długi i uderzył głową o kant stołu, więc wsadziliśmy go do chłodni.  

 

Pan Allan wytarł usta i wyraźnie się ożywił.

- Walizka była po brzegi wypełniona banknotami pięciusetkoronowymi w plikach. Julius zrobił szybkie przeliczenie. Dziesięć rzędów wzdłuż, pięć wszerz. Piętnaście plików w każdym słupku z pewnością po jakieś pięćdziesiąt tysięcy… Trzydzieści siedem i pół miliona, o ile dobrze liczę. I po chwili wyjaśnił: - Tak powiedział Julius.

Słuchając, czułam, że tracę czucie w nogach. Mój dziwny gość uśmiechnął się i krzyknął:

- Nie było trzydziestu siedmiu milionów, jak to wczoraj w pośpiechu oszacował, było dokładnie pięćdziesiąt milionów. I mafia na plecach.

Wykrztusiłam:

- Wczoraj?

Podał mi kieliszek z wódką i roześmiał się:

- Miał na ciele kryształki lodu, a oczy zimno patrzyły w pustkę. Martwy jak poćwiartowany łoś, krótko mówiąc.

- A pana rodzice? – przerwałam, bojąc się, że za chwilę sama zamienię się w zmarzlinę, a potrzebowałam czasu, by trzeźwo ocenić sytuację.

- Matka jak dostała telegram z Piotrogrodu, że ojciec, broniąc swojego małego państwa, które nazywał „prawdziwa Rosją”, zginął, powiedziała: „Nie mogłeś umrzeć w trochę mniej głupi sposób?”. Miałem wtedy trzynaście lat, ale już świetnie się znałem na mieszaniu nitrogliceryny, nitrocelulozy, azotanu amonu sodu, mączki drzewnej i dinitrotoluenu – tak, żeby narobić huku. Potem wykaszlała ducha i poszła do tego ewentualnego nieba, gdzie był już ojciec. – Machnął ręką: - Ciekawe miałem życie. Wpadłem w ręce psychiatrów. Walczyłem jako cywil w kilku wojnach. Byłem w Hiszpanii.

 

Zamilkł, oparł głowę na ręku i po chwili opowiadał dalej:

- W Chinach wysadzałem mosty. Piłem ze Stalinem, wiceprezydenta Johnsona zmogłem tequilą. – Słowo „tequila” wyraźnie go ożywiło. Wyprostował się, sięgnął po butelkę, nalał, wypił i znów mówił:

- Znałem Churchilla. Na koszt Mao wypoczywałem na Bali. Aaa, jeszcze uspokajałem małego, zaryczanego Kim Dzong Ila. I bomba atomowa to tak jakby ja.

 

Słysząc te słowa, chciałam krzyknąć, ale nie zdążyłam, bo mój gość zwiesił głowę i zaczął chrapać. Odczekałam chwilę. Po cichutku wstałam i na zdrętwiałych nogach przysuwałam się do walizki, chcąc wyciągnąć ją do przedpokoju, żeby wyjść z nią, zamknąć drzwi na klucz i wezwać kogoś na pomoc. Nie mogłam się tylko zdecydować, czy wezwać policję, czy karetkę pogotowia, prosząc, by wzięli z sobą kaftan bezpieczeństwa. Gdy już byłam w progu pokoju, znowu zamarłam, słysząc rześki głos:

- Tam nie ma pieniędzy. Tam jest materiał do twojego wywiadu. Dziękuję za spotkanie.

Odwróciłam się i zobaczyłam jak podchodzi do okna i wyskakuje.  

 

Musiałam usiąść, żeby nie upaść. Wstrzymałam oddech i szybko otworzyłam walizkę. W środku była książka. Tytuł: Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął. Autor: Jonas Jonasson. I gdy przeczytałam słowa: „Brawurowa powieść, która zachwyciła półtora miliona czytelników”, już wiedziałam, że był to zapowiedziany celebryta. Podbiegłam do okna. Celebryta zniknął.

 

I wcale mi się to nie przyśniło, bo cień cudownie oryginalnego stulatka został przy mnie.

 

Jolanta Kwiatkowska. Pisze o sobie:

Urodziłam się jako płeć żeńska. (tak było napisane kopiowym ołówkiem na opasce).
Dziś jestem kobietą (dla ułatwienia dodajmy, że o wiek tej płci nie wypada pytać).
Nie zdobyłam żadnego szczytu.
Nie odkryłam żadnego lądu.
Wielu innych nadzwyczajnych rzeczy nie zrobiłam.
Odeszli Ci, którzy mnie kochali i których ja kochałam.
Urodzili się Ci, którzy mnie kochają i których ja kocham.
Nauczyłam się cieszyć i doceniać to, co miałam, co mam.
Wciąż czekam z ufnością na to, co mi los przyniesie.
Zawsze lubiłam się uczyć (życia) i nadal się uczę: jak żyć, by nie przegapić chwil szczęśćia, które zsyła nam każdy dzień.

Ostatnio nakładem Wydawnictwa MG ukazała się jej książka Pułapka Nowego Roku.

Opinia
Treści
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów