Okładka książki - Hotel New Hampshire

Hotel New Hampshire

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2016-03-17
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-8069-273-2
Liczba stron: 560
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a opinię: Dorota Kossowska

Ocena: 5.29 (7 głosów)

W przeszłości zaczęłam "Hotel New Hampshire" czytać, ale utknęłam na pierwszym rozdziale. Po "Regulaminie tłoczni win", którym byłam zachwycona, "Hotel" wydał mi się zbyt irracjonalny (nie mogłam jakoś strawić wątku z Freudem i jego niedźwiedziem Żarłem). Teraz, po kilku latach, po przeczytaniu innych książek Irvinga, do "Hotelu" wróciłam. Przeczytałam z zainteresowaniem, wzruszeniem, ciężko przeżyłam niektóre fragmenty (głównie historie Jaja, Franny i Lilly), ale zakończyłam ją pełna optymizmu. Więcej takich książek, więcej Irvinga! :)

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Olga_Majerska
Olga_Majerska
Przeczytane:2016-03-29, Przeczytałem, 52 książki 2016,

Istnieją autorzy, którzy potrafią poniewierać czytelnikami z siłą małego huraganu, targać ich emocjami, szarpać intelektem, a dodatkowo - pozbawić ich starego, dobrego snu, którego czytelnik - ofiara, cierpiąca na syndrom sztokholmski - dobrowolnie zrzeka się na rzecz wspomnianej poniewierki, przyjmowanej raz ze łzami, raz z radością. John Irving jest właśnie takim autorem.

 

O Winie Berrym można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest realistą. Ojciec piątki dzieci, kochający mąż i amatorski treser niedźwiedzi (właściwie jednego, dość starego niedźwiedzia), wciąż żyje w czasie przyszłym, myśląc o tym, co zrobi niebawem – zarobi na studia na Harvardzie, zdobędzie tytuł naukowy, znajdzie pracę. Jego życie nie układa się jednak tak łatwo, jak w marzeniach. W realizacji planów przeszkadzają mu brak pieniędzy i wojna, a później także pewien śmierdzący pies, który nie daje spokoju jemu i rodzinie nawet po swej śmierci. Win jednak nie poddaje się i wciela w życie każdy genialny pomysł. Jednym z nich jest tytułowy „Hotel New Hampshire”, założony w miasteczku, które zupełnie nie potrzebuje hotelu. Przynosi on jednak rodzinie Berrych niezapomniane chwile, wpycha ich w wir nie zawsze przyjemnych wydarzeń, kształtuje ich życie. Przecież każdy małolat powinien się wychować w jakimś zwariowanym hotelu.

 

"Jeśli przeczytałeś jedną książkę Irvinga, przeczytałeś je wszystkie” – mógłby powiedzieć malkontent, który w powracających motywach widzi tylko wtórność autora i brak inwencji twórczej. Takim malkontentom odradzam lekturę, bo rzeczywiście, Irving nie stroni od poruszanych wcześniej tematów, od wiecznie obecnego Wiednia, cyrku, niedźwiedzi czy homoseksualizmu. Czy oznacza to jednak, że pisarz zjada własny ogon jak mityczny Uroboros? Nigdy w życiu. Jak przystało na prozę Irvinga, jest świeżo, zabawnie, czasem - smutno, a nawet przerażająco, choć przecież czytelnik, który zna już twórczość tego pisarza, wie, czego może się spodziewać. Ja tego właśnie się spodziewałam, ale nie odebrało mi to nawet w najmniejszym stopniu przyjemności z lektury, jaką czerpałam w każdej minucie poświęconej Hotelowi New Hampshire.

 

Tym razem Irving rozprawia się nie ze światkiem pisarskim (choć w powieści nie mogło zabraknąć choćby skromnego literackiego epizodu), nie z nietolerancją, lecz z gwałtem. To właśnie przemoc na tle seksualnym wysuwa się na pierwszy plan Hotelu New Hampshire. Autor zjawisko to próbuje ukazać czytelnikowi w całej krasie – od aktu, przez traumę, lęk, wyparcie, aż po wściekłość i ostateczne rozprawienie się z tym, co zaszło lata temu, choć ani trochę nie ulotniło się z umysłu ofiary. Irving zawsze był niesamowicie bystrym obserwatorem, wrażliwym na krzywdę drugiego człowieka, na nierówności, które rządzą światem – stąd też w jego twórczości nierzadko pojawiają się homoseksualiści, transseksualiści czy feministki. Marginalizowani w nietolerancyjnym społeczeństwie, u Irvinga otrzymywali głos, silny i niezależny. Tak samo wygląda sytuacja w przypadku ofiar gwałtu, których na kartach Hotelu New Hampshire spotkamy wiele, pojawiających się niby mimochodem, jednak zostawiających swój ślad, wpływających na bohaterów. Jeśli ktoś podczas lektury pomyśli, że jest ich za dużo, że to nierealistyczne, że przecież aż tyle napotkanych kobiet nie mogło paść ofiarą gwałciciela, powinien zastanowić się nad tym dwa razy.

 

Proza Irvinga przynosi tak wiele zastanowienia, tak wiele uczuć nie tylko dlatego, że autor doskonale oddaje materię świata, wraz z jego dramatami i absurdami, ale głównie dzięki umiejętności kreowania postaci żywych i charakternych, nie pozbawionych wad, a przez to tak bliskich nam, czytelnikom. Hotel New Hampshire okazał się kolejną powieścią, która pozwala zapoznać się z bohaterami zdolnymi do wielkich poświęceń i wielkich krzywd, śmiejących się prawdziwie, aż do bólu brzucha, rozpaczających aż do omdlenia, kochających do utraty zmysłów. To postaci, które nie mogą nie wzbudzić uczuć – to po prostu niewykonalne. Jak można nie kochać małej Lilly - dziewczynki a później kobiety, która rośnie i je tylko ciut, ciut, zaś kocha, pracuje i pochłania cały świat ciut, ciut za bardzo? Jak można nie śmiać się razem z Franny i Johnem, podsłuchującymi hotelowych gości? Jak można nie cierpieć i nie płakać razem z nimi? Nie można.

 

Hotel New Hampshire to absurd, to humor, dramat i psychologia (tej jest sporo, bo i Freud, choć nie ten Freud, okazuje się jednym z bohaterów). To jazda bez trzymanki, którą może zaserwować czytelnikom tylko taki mistrz jak John Irving. Ja piszę się na każdą karuzelę, na każde cyrkowe przedstawienie i każdy show z niedźwiedziem, jakie ten autor ma w zanadrzu.

 

Autorka bloguje na Okiemwielkiejsiostry.blogspot.com

Link do recenzji
Avatar użytkownika - Olga_Majerska
Olga_Majerska
Przeczytane:2016-03-29, Ocena: 6, Przeczytałem, 52 książki 2016,

Istnieją autorzy, którzy potrafią poniewierać czytelnikiem z siłą małego huraganu, targać ich emocjami, szarpać intelektem a dodatkowo pozbawić ich starego, dobrego snu, którego czytelnik/ofiara, cierpiąca na syndrom sztokholmski, dobrowolnie zrzeka się na rzecz wspomnianej poniewierki, przyjmowanej raz ze łzami, raz z radością. John Irving jest właśnie takim autorem.

 

O Winie Berrym można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest realistą. Ojciec piątki dzieci, kochający mąż i amatorski treser niedźwiedzi (właściwie jednego, dość starego niedźwiedzia), wciąż żyje w czasie przyszłym, myśląc o tym, co zrobi niebawem - zarobi na studia na Harvardzie, zdobędzie tytuł naukowy, znajdzie pracę. Jego życie nie układa się jednak tak łatwo, jakby sobie tego wymarzył. W planach przeszkadza mu brak pieniędzy i wojna, a później także pewien śmierdzący pies, który nie daje spokoju jemu i rodzinie nawet po śmierci. Win jednak nie poddaje się i wciela w życie każdy genialny pomysł. Jednym z nich jest tytułowy ,,Hotel New Hampshire" - założony w miasteczku, które zupełnie nie potrzebuje hotelu. Przynosi jednak rodzinie Berrych niezapomniane chwile, wpycha ich w wir nie zawsze przyjemnych wydarzeń, kształtuje ich życie. Przecież każdy małolat powinien się wychować w jakimś zwariowanym hotelu.

 

,,Jeśli przeczytałeś jedną książkę Irvinga, przeczytałeś je wszystkie" - mógłby powiedzieć jakiś malkontent, który w powracających motywach widzi tylko wtórność autora i brak inwencji twórczej. Takim malkontentom odradzam lekturę, bo rzeczywiście, Irving nie stroni od obranych wcześniej tematów, od wiecznie obecnego Wiednia, cyrku, niedźwiedzi czy homoseksualizmu. Czy oznacza to jednak, że pisarz zjada własny ogon jak mityczny Uroboros? Nigdy w życiu. Jak przystało na prozę Irvinga jest świeżo, zabawnie, czasem smutno a nawet przerażająco, choć przecież czytelnik, który zna już twórczość tego pana wie, czego może się spodziewać. Ja się spodziewałam, a nie umniejsza to ani trochę przyjemności z lektury, jaką czerpałam w każdej minucie poświęconej Hotelowi New Hampshire.

 

Tym razem Irving rozprawia się nie ze światkiem pisarskim (choć w powieści nie mogło zabraknąć choćby skromnego literackiego epizodu), nie z nietolerancją, lecz z gwałtem. To właśnie przemoc na tle seksualnym wysuwa się na pierwszy plan Hotelu New Hampshire, którą autor próbuje ukazać czytelnikowi w całej krasie - od aktu, przez traumę, lęk, wyparcie, aż po wściekłość i ostateczne rozprawienie się z tym, co zaszło lata temu, choć ani trochę nie ulotniło się z umysłu ofiary. Irving od zawsze był niesamowicie bystrym obserwatorem, wrażliwym na krzywdę wobec człowieka, na nierówności, które rządzą światem - stąd też w jego twórczości nierzadko pojawiają się homoseksualiści, transseksualiści czy feministki, wszyscy marginalizowani w naszym nietolerancyjnym społeczeństwie, u Irvinga otrzymywali głos, silny i niezależny. Tak samo wygląda to w przypadku ofiar gwałtu, których na kartach Hotelu New Hampshire spotkamy wiele, wprowadzanych niby mimochodem, jednak zostawiających swój ślad, wpływających na bohaterów. Jeśli ktoś podczas lektury pomyśli, że jest ich tam za dużo, że to nierealistyczne, że przecież aż tyle napotkanych kobiet nie mogło paść ofiarą gwałciciela, radzę zastanowić się nad tym dwa razy.

 

Proza Irvinga przynosi tak wiele zastanowienia, tak wiele uczuć, nie tylko dlatego, że autor doskonale oddaje materię świata, wraz z jego dramatami i absurdami, ale głównie dzięki umiejętności kreowania postaci żywych i charakternych, nie pozbawionych wad, a przez to tak bliskich nam, czytelnikom. Hotel New Hampshire okazał się kolejną powieścią, która pozwoliła mi zapoznać się z bohaterami zdolnymi do wielkich poświęceń i wielkich krzywd, śmiejących się prawdziwie, aż do bólu brzucha, rozpaczających aż do omdlenia, kochających do utraty zmysłów. To postaci, które nie mogą nie wzbudzić uczuć - to po prostu niewykonalne. Jak można nie kochać małej Lilly, dziewczynki a później kobiety, która rośnie i je tylko ciut ciut, zaś kocha, pracuje i pochłania cały świat ciut, ciut za bardzo? Jak można nie śmiać się razem z Franny i Johnem, podsłuchujących hotelowych gości? Jak można nie cierpieć i nie płakać razem z nimi? Nie można.

 

Hotel New Hampshire to absurd, to humor, dramat i psychologia (tej jest nawet sporo, bo i Freud, choć nie ten Freud, jest jednym z bohaterów). To jazda bez trzymanki, którą może nam zaserwować tylko taki mistrz jak John Irving. Ja piszę się na każdą karuzelę, na każde cyrkowe przedstawienie i  każdy show z niedźwiedziem, które ten autor ma w zanadrzu.

 

Recenzja ukazała się na blogu Okiemwielkiejsiostry.blogspot.com

Link do opinii
Avatar użytkownika - wkp
wkp
Przeczytane:2016-03-24, Ocena: 5, Przeczytałem, Mam,
PIĘCIOGWIAZDKOWY HOTEL Są na tym świecie książki, które potrafią zmienić ludzkie życie. Przejmujące dzieła, po których nic już nigdy nie jest takie samo. Wchodzą do umysłu, trafiają w sam środek serca, a gdy już po lekturze znajdą się na półce, to jest to półka honorowa. Takich dzieł jest niewiele, do takich dzieł chce się wracać. I jednym z nich jest bezsprzecznie ,,Hotel New Hampshire" - najlepsza powieść, jaką moim zdaniem stworzył jeden z najwybitniejszych żyjących pisarzy, John Irving. Właściwie trudno jest powiedzieć coś o fabule "Hotelu..." bez zdradzania jakichś ważnych dla rozwoju akcji treści. Gdyby szukać wątku przewodniego, byłby to temat hotelarski. Rodzina Berrych chce stworzyć dochodowy biznes. Poszukiwanie idealnego miejsca tak pod interes, jak i do życia sprawia, że angażują się w najróżniejsze, czasem zabawne, czasem tragicznie sytuacje, które odbijają na nich swoje piętno. Tak naprawdę jednak jest to opowieść o życiu. Saga rodzinna snuta z perspektywy jednego z synów, Johna, który kazirodczą miłością kocha swoją siostrę. Nad wszystkim jak fatum wisi martwy, wypchany pies Smutek, który zawsze wypływa na wierzch... Ta książka to tragikomiczna farsa, którą można uznać za siostrę bliźniaczkę poprzedniej powieści Johna Irvinga, a zarazem dzieła jego życia - ,,Świata według Garpa". Ale siostrę bliźniaczkę o wiele bardziej nawet urodziwą. O ile Irving słynie z powtarzania stałych dla siebie motywów w każdej powieści, o tyle w tym przypadku przerósł samego siebie. Autoplagiat? Jeżeli nawet to nie ma w nim, wbrew wszelkim pozorom, wtórności. Wszystko, co w twórczości pisarza już było, nabiera tu zupełnie nowej jakości. Jakby Irving wybrał wszystko, co najlepsze i dopracował w najdrobniejszych szczegółach. Czuć to szczególnie w momentach, w których ociera się o absurd. Nagle bowiem Irving uderza w nas scenami pozornie niepasującymi, scenami, które wydają się nieproporcjonalne do reszty, a wtedy rzuca nagle kilka zdań wyjaśnienia, następuje wolta, wszystko nabiera sensu i w jednej chwili to, co rodziło obawy o śmieszność czy infantylność, staje się genialnym motywem. Czymś wspaniałym porywającym i zachwycającym. A że na dodatek autor operuje stylem tak lekkim, tak wspaniałym i urzekającym, lirycznym, o przepięknej frazie i klasycznym, choć nowoczesnym podejściu, trudno nie zachwycić się tą powieścią. I trudno jest oderwać się od niej choćby na chwilę, choć zarazem chciałoby się wydzielać ją fragmentarycznie, by móc delektować się nią jak najdłużej. Trzeba jednak zauważyć, że nie jest to książka dla wszystkich. Lekkość stylu i prosty temat to tylko pozory. Owszem ,,Hotel New Hampshire" odczytywać można na wielu płaszczyznach - od lektury tylko dla mocnej rozrywki, po analizę jego głębi i przemyślenia nad ważkimi, aktualnymi zawsze kwestiami - jednak tematy poruszane przez Irvinga do łatwych nie należą. Homoseksualizm, aborcja, terroryzm, kazirodztwo, prostytucja, gwałt, pedofilia nawet - każdy czytelnik prozy autora zna je już dobrze, jak zna wiecznie pojawiające się u niego niedźwiedzie, bohaterów-pisarzy czy Wiedeń. Ktoś nowy jednak, kto sięgnąłby po powieść, mógłby zderzyć się z murem szoku. Szczególnie, gdy Irving często kwestie te podaje w sposób kontrowersyjny i przepełniony czarnym humorem, przewrotnie i bez zbędnej łagodności, za to z prawdziwą mocą i emocjami. I jaką prawdą. Zresztą cała ta powieść to emocjonalny rollercoaster. Czasem źródłem poruszenia są genialnie przecież skonstruowane postacie (Jajo, Franie), czasem wydarzenia (za wiedeński lot nie wiem czy bardziej chciałem uściskać Irvinga za jego pisarską potęgę czy - kolokwialnie mówiąc - dać w mordę za to, co mi zgotował, popychając na krawędź łez) a czasem przerażająca prawda, wśród której króluje analiza umysłu i zachowań zgwałconej dziewczyny. Trudno jednak ograniczyć się do tych kilku zdań, by zawrzeć wszystko, co chce się powiedzieć. Ale czy z drugiej strony rozpisywanie się ma sens? Pisać i mówić o ,,Hotelu..." można (i trzeba) wiele, najważniejsze jednak co można w tej kwestii rzec, to po prostu polecić książkę każdemu czytelnikowi spragnionemu mocnym wrażeń z najwyższej literackiej półki. Wszystko bowiem sprowadza się do niej samej i nieważne, co powiem ja, ten hotel - zdecydowanie hotel pięciogwiazdkowy, gdzie łóżka są idealnie miękkie, wystrój wspaniały, a obsługa jak rodzina - powie Wam to o wiele lepiej. Sięgnijcie, poznajcie, dajcie się zachwycić. Recenzja opublikowana także na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2016/03/24/1643/
Link do opinii
Avatar użytkownika - dredota
dredota
Przeczytane:2013-03-28, Ocena: 6, Przeczytałem, 52 książki 2013,
W przeszłości zaczęłam "Hotel New Hampshire" czytać, ale utknęłam na pierwszym rozdziale. Po "Regulaminie tłoczni win", którym byłam zachwycona, "Hotel" wydał mi się zbyt irracjonalny (nie mogłam jakoś strawić wątku z Freudem i jego niedźwiedziem Żarłem). Teraz, po kilku latach, po przeczytaniu innych książek Irvinga, do "Hotelu" wróciłam. Przeczytałam z zainteresowaniem, wzruszeniem, ciężko przeżyłam niektóre fragmenty (głównie historie Jaja, Franny i Lilly), ale zakończyłam ją pełna optymizmu. Więcej takich książek, więcej Irvinga! :)
Link do opinii
Avatar użytkownika - helga460
helga460
Przeczytane:2010-06-13, Ocena: 4, Przeczytałem, Mam,
Losy zwariowanej rodziny przeplatane tragedią i erotyzmem. Niektóre historie i zachowania bohaterów wręcz "z Kosmosu", ale można się naprawdę pośmiać. Prawdziwa czarna komedia.
Link do opinii
Inne książki autora
Regulamin tłoczni win
John Irving0
Okładka ksiązki - Regulamin tłoczni win

Sierociniec prowadzony przez doktora Wilbura Larcha to nietypowa placówka. Kobiety przyjeżdżają tu, żeby urodzić i zostawić niechciane dzieci lub poddać...

Uwolnić niedźwiedzie
John Irving0
Okładka ksiązki - Uwolnić niedźwiedzie

Ogromne pomieszanie - żałosne kulisy anszlusu i jego wpływ na mentalność Austriaków, dziwaczne frustracje młodych ludzi, idea wolności dla zwierząt zamkniętych...

Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy