Okładka książki - Regulamin tłoczni win

Regulamin tłoczni win

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2015-07-14
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978838069-040-0
Liczba stron: 752
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a opinię: greenlady

Ocena: 6 (6 głosów)

Niezwykle ujmująca i wspaniale napisana historia o dojrzewaniu, poszukiwaniu siebie, o tym, co w życiu ważne. Homer Wells mieszka w sierocińcu w St. Clound's prowadzonym przez Wilbura Larcha, który pomaga kobietom w nietypowy sposób. Uwikłane w niechcianą ciążę mogą przyjechać do sierocińca, tu urodzić i pozostawić dziecko lub poddać się zabiegowi usunięcia ciąży. Homer, po kilku nieudanych próbach adopcji, pozostaje na stałe w sierocińcu i tu pod okiem swojego mentora poznaje tajniki położnictwa. Losy chłopca, a także całego sierocińca, odmienia przyjazd pewnej młodej bogatej pary, którzy namawiają Homera by pojechał z nimi na lato do sadów jabłkowych. I tak,w kabriolecie z napisem "Sady z widokiem na ocean" na drzwiach, Homer rozpoczyna drogę ku dorosłości, dorosłym problemom i wyborom. Czy powróci jeszcze kiedyś do St. Cloud's? O tym musicie przekonać się sami, do czego gorąco zachęcam i gwarantuję, że się nie zawiedziecie.

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - en-ca_minne
en-ca_minne
Przeczytane:2016-01-24, Przeczytałem,

Najtrudniej pogodzić się z tym, że z upływem czasu ludzie, którzy tak wiele kiedyś dla nas znaczyli, wyłaniają się z mroków zapomnienia ujęci w cudzysłów.

 

Homer Wells od początku nie miał łatwo. Urodził się w latach dwudziestych poprzedniego wieku. Nigdy nie poznał tożsamości swoich rodziców, a każda kolejna rodzina zastępcza była z rozmaitych powodów gorsza od poprzedniej, choć jemu samemu trudno było cokolwiek zarzucić. Wychowywał się więc w sierocińcu, u boku starego doktora Wilbura Larcha, dyrektora domu dziecka oraz jego trzech pomocnic. Homer był sierotą z całym dobrodziejstwem inwentarza — chłopcem skrytym, delikatnym, nie obeznanym z prawidłowościami współczesnej sobie rzeczywistości. Aż musiał się z nią zderzyć, przejąć odpowiedzialność za własne życie i porzucić to, które do tej pory wiódł. Wszystkiemu, jak zwykle, winna była miłość. I jak to czasem bywa — wojna. Ale czy porzucił swe dawne życie na zawsze?

 

Regulamin tłoczni win, powieść Johna Irvinga po raz pierwszy wydana w 1985 roku w USA, a w Polsce w roku 2000, porwała moją czytelniczą duszę na strzępy. Można jej zarzucić baśniowość (o ile z tego można uczynić zarzut), można zarzucić zbyt wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności czy też nadmierne rozbudowanie fabuły. Tymczasem w przypadku powieści Irvinga wszystko to stanowi raczej zalety, kolejne dowody na to, że warto po nią sięgnąć. A sam Regulamin... warto na stałe wyryć w lewej komorze czytelniczego serca.

 

Irving jest gawędziarzem, lubuje się w komplikacjach i rozbudowywaniu pobocznych wątków. Wiadomo, że charakterystykami jego siódmoplanowych bohaterów można byłoby obdzielić dziesięć innych powieści obyczajowych, że popisuje się porównaniami i giętkością języka. Regulamin tłoczni win nie jest wyjątkiem - to raczej prawdziwy podpis autora, którego prozy nie da się pomylić z żadną inną. I choć to powieść osnuta wokół wątku, którego we współczesnej literaturze nie brakuje (poszukiwanie własnej drogi życiowej), to zaskakuje świeżością na każdej niemal stronie.

 

 

Przyjaźń jest tu pewna, ale niedoskonała, miłość - tak bardzo ludzka, że aż bolesna, a przywiązanie — do grobowej deski. Bohaterowie to ludzie z krwi i kości, z którymi łatwo się identyfikować, a dylematy, przed jakimi stoją, nigdy nie zostaną rozwiązane pozytywnie z prostego powodu — są nierozwiązywalne. Irving mierzy się z tematami tabu (szczególnie w latach '80) — aborcją, porzucaniem dzieci, zdradą. I to mierzy się w sposób tak wzruszający, że w wielu miejscach fabuły łzy ciurkiem spływają po policzkach czytelnika tylko po to, by w kolejnym akapicie zmienić się we łzy śmiechu. A jednak autor nie ocenia, nie udziela jednoznacznych odpowiedzi na pytania, na które nikt odpowiadać nie powinien.

 

Duże wzruszenia i małe radości spotęgowane mogą być przez głos lektora audiobooka, Marcina Popczyńskiego. Jego interpretacja jest niemal doskonała — nienachalna, ale i nie przeźroczysta, pobudzająca wyobraźnię i wrażliwość. Wydawnictwo nie zapomniało także o rozdziale Od autora, w którym Irving rzetelnie wyjaśnił źródła swych inspiracji. Ta powieść wciąga do tego stopnia, że w zaledwie półtora tygodnia można wysłuchać ponad 27 godzin nagrań, a kiedy padają ostatnie słowa Popczyńskiego, ma się ochotę włączyć całość od nowa. Tak bardzo czytelnik przyzwyczaja się do bohaterów, że stają się nieodłącznym elementem każdej podróży do pracy, każdego pieczonego chleba i każdej kąpieli.

Link do recenzji
Avatar użytkownika - violabu
violabu
Przeczytane:2014-12-24, Ocena: 6, Przeczytałem, 52 książki 2014,
,,Regulamin tłoczni win" to według mnie dzieło kompletne, wobec którego nie mam słowa zarzutu czy krytyki. Zawiera w sobie wszystkie elementy książki najwyższej klasy: piękny język, ciekawa fabuła, rozważanie trudnych moralnie zagadnień, doskonała kreacja bohaterów, wachlarz wywoływanych emocji od wzruszenia poprzez śmiech do odrazy, rzeczowość w zakresie opisywanych specjalistycznych zagadnień oraz bystre i mądre wnioski wynikające z uważnej obserwacji świata przez autora. Powieść jest historią Homera Wellsa, wychowanka sierocińca, który nie został adoptowany i z biegiem czasu stał się asystentem dyrektora placówki i jednocześnie lekarza ginekologa-położnika. Homer chce jednak gdzie indziej szukać swojego miejsca w życiu. Książka porusza wiele ważkich zagadnień, jak aborcja, sieroctwo, odnajdywanie swojego przeznaczenia, namiętność i miłość wobec dwóch osób jednocześnie, uzależnienie, przemoc w rodzinie. Nie jest to jednak jedynie nagromadzenie kontrowersji, bowiem z uwagi na fakt obszerności, w powieści jest miejsce i na radość, i na dobro, i na piękno rodzicielstwa. Jednak przede wszystkim jest to powieść o regułach i zasadach. ,,Są przepisy i przepisy. Jedne naprawdę mają sens. A inne są tylko przepisami. Można je łamać, byle ostrożnie." Mocno polecam.
Link do opinii
Avatar użytkownika - greenlady
greenlady
Przeczytane:2014-08-22, Ocena: 6, Przeczytałem, Książki na długi wieczór,
Niezwykle ujmująca i wspaniale napisana historia o dojrzewaniu, poszukiwaniu siebie, o tym, co w życiu ważne. Homer Wells mieszka w sierocińcu w St. Clound's prowadzonym przez Wilbura Larcha, który pomaga kobietom w nietypowy sposób. Uwikłane w niechcianą ciążę mogą przyjechać do sierocińca, tu urodzić i pozostawić dziecko lub poddać się zabiegowi usunięcia ciąży. Homer, po kilku nieudanych próbach adopcji, pozostaje na stałe w sierocińcu i tu pod okiem swojego mentora poznaje tajniki położnictwa. Losy chłopca, a także całego sierocińca, odmienia przyjazd pewnej młodej bogatej pary, którzy namawiają Homera by pojechał z nimi na lato do sadów jabłkowych. I tak,w kabriolecie z napisem "Sady z widokiem na ocean" na drzwiach, Homer rozpoczyna drogę ku dorosłości, dorosłym problemom i wyborom. Czy powróci jeszcze kiedyś do St. Cloud's? O tym musicie przekonać się sami, do czego gorąco zachęcam i gwarantuję, że się nie zawiedziecie.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Birgitta
Birgitta
Przeczytane:2013-02-12, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
Świetna! Film sprzed kilku lat nie umywa się do książki.
Link do opinii
Avatar użytkownika - en-ca_minne
en-ca_minne
Przeczytane:2016-01-24, Przeczytałem,

 

 

Najtrudniej pogodzić się z tym, że z upływem czasu ludzie, którzy tak wiele kiedyś dla nas znaczyli, wyłaniają się z mroków zapomnienia ujęci w cudzysłów.

 

Homer Wells od początku nie miał łatwo. Urodził się w latach dwudziestych poprzedniego wieku. Nigdy nie poznał tożsamości swoich rodziców, a każda kolejna rodzina zastępcza była z rozmaitych powodów gorsza od poprzedniej, choć jemu samemu trudno było cokolwiek zarzucić. Wychowywał się więc w sierocińcu, u boku starego doktora Wilbura Larcha, dyrektora domu dziecka oraz jego trzech pomocnic. Homer był sierotą z całym dobrodziejstwem inwentarza — chłopcem skrytym, delikatnym, nieobeznanym z prawidłowościami współczesnej sobie rzeczywistości. Aż musiał się z nią zderzyć, przejąć odpowiedzialność za własne życie i porzucić to, które do tej pory wiódł. Wszystkiemu jak zwykle winna była miłość. I jak to czasem bywa — wojna. Ale czy porzucił na zawsze?

„Regulamin tłoczni win”, powieść Johna Irvinga po raz pierwszy wydana w 1985 roku w USA, a w Polsce w roku 2000, porwała moją czytelniczą duszę na strzępy. Można jej zarzucić baśniowość (o ile z tego w ogóle można uczynić zarzut), można zarzucić zbyt wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności, czy też nadmierne rozbudowanie fabuły. Tymczasem dla mnie to wszystko zalety, to wszystko kolejne dowody na to, że warto po nią sięgnąć. A sam „Regulamin...” na stałe wyryć w lewej komorze czytelniczego serca.

Nie od dziś wiadomo, że Irving jest gawędziarzem, że lubuje się w komplikacjach i rozbudowywaniu pobocznych wątków. Wiadomo, że charakterystykami jego siódmoplanowych bohaterów można byłoby obdzielić dziesięć innych powieści obyczajowych, że popisuje się porównaniami i giętkością języka. „Regulamin tłoczni win” nie jest wyjątkiem, jest podpisem autora, którego prozy nie da się pomylić z żadną inną. I choć to powieść osnuta wokół wątku, jakiego współczesnej literaturze nie brakuje (poszukiwanie własnej drogi życiowej), to zaskakuje świeżością na każdej niemal stronie.

Przyjaźń jest tu pewna, ale niedoskonała, miłość tak bardzo ludzka, że aż bolesna, a przywiązanie — do grobowej deski. Bohaterowie to ludzie z krwi i kości, z którymi łatwo się identyfikować, a dylematy, przed jakimi stoją, nigdy nie zostaną rozwiązane pozytywnie z prostego powodu — są nierozwiązywalne. Irving mierzy się z tematami tabu (szczególnie w latach '80) — aborcją, porzucaniem dzieci, zdradą. I to mierzy się w sposób tak wzruszający, że w wielu miejscach fabuły łzy ciurkiem spływają po policzkach czytelnika, tylko po to, by w kolejnym akapicie zmienić się we łzy śmiechu. A jednak autor nie ocenia, nie udziela jednoznacznych odpowiedzi na pytania, na które nikt odpowiadać nie powinien.

Duże wzruszenia i małe radości potęgował głos lektora audiobooka, Marcina Popczyńskiego. Jego interpretacja jest niemal doskonała — nienachalna, ale i nie przeźroczysta, pobudzająca wyobraźnię i wrażliwość. Wydawnictwo nie zapomniało także o rozdziale „Od autora”, w którym Irving rzetelnie wyjaśnił źródła swych inspiracji. Sama nie wiem, jak to się stało, że w zaledwie półtora tygodnia wysłuchałam ponad 27 godzin nagrań, a kiedy padły ostatnie słowa Popczyńskiego, miałam ochotę włączyć całość od nowa. Przyzwyczaiłam się do bohaterów, stali się nieodłącznym elementem każdej podróży do pracy, każdego pieczonego chleba i każdej kąpieli.

 

Inne książki autora
Uwolnić niedźwiedzie
John Irving0
Okładka ksiązki - Uwolnić niedźwiedzie

Ogromne pomieszanie - żałosne kulisy anszlusu i jego wpływ na mentalność Austriaków, dziwaczne frustracje młodych ludzi, idea wolności dla zwierząt zamkniętych...

W jednej osobie
John Irving0
Okładka ksiązki - W jednej osobie

Billy Abbott, narrator i główny bohater powieści, nie zaprząta sobie tym głowy. „W jednej osobie” to intymny portret pisarza biseksualisty...

Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy