Opis ksiązki

Kup Teraz

Requiem dla snu

Ocena ( 6 osób )
5.0
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Data wydania: 2010-11-21
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788360979167
Liczba stron: 304
Dodał/a książkę:InvisibleMonster
Dodał/a opinię:Nikola Maciejczyk
Recenzja - Requiem dla snu
Mam nauczkę, żeby najpierw nie oglądać filmu. Książka przede wszystkim. Ale człowiek był młody i głupi, ale cóż zrobić?
"Requiem dla snu" Huberta Selby'ego Jr sprawiło mi niemały kłopot. Zarówno jeśli chodzi o samą lekturę, jak i interpretację przeczytanego tekstu.
Dostajemy historią czterech osób: Sary Goldfarb, jej syna Harry'ego, jego dziewczyny, Marion i najlepszego przyjaciela Tyrone'a C. Love, który love ma tylko i wyłącznie dla Tyrone'a C.
Naprawdę nie mogę wiele powiedzieć o bohaterach, oprócz tego, że czytanie o losie, jak ich marzenia się rozsypują, a oni coraz bardziej popadają w nałóg, nawet nie zdając sobie sprawy. po prostu mnie smuciło. Po prostu. Sara nigdy nie przyznała się, że jest uzależniona i sądzę, że nie zdawała sobie z tego sprawy, aż do końca. To chyba jej historia mnie zasmuciła, przy okazji wzniecając gniew skierowany ku doktorowi Reynoldsowi. Do Tyrone'a podchodziłam dość neutralnie. Podejście mieszkańców Południa do ludzi o czarnej skórze szokowało, ale dało informację o sytuacji Murzynów w latach 70. A czytając tę książkę nie warto zapominać, kiedy toczy się jej akcja, to ważny czynnik - przecież prawie czterdzieści lat temu świat nie był taki sam jak teraz.
A teraz Harry. Wzruszało mnie stosunek Sary do niego, kobieta cały czas miała o synu swoje własne zdanie i nie obchodziły ją sygnały, jakie dostawały z otoczenia. Nawet przez głowę jej nie przemknęło, że chłopak jest dilerem, a co dopiero, że jest uzależniony od heroiny. Na początku związek Harry'ego i Marion był na bardzo dobrej drodze, ale później "hela" zrobiła swoje i zaczęło się kłamanie, oszukiwanie i zdradzanie. Trudno mi wspominać o ostatnich kilkunastu stronach książki, kiedy ręka Harry'ego była w tak tragicznym stanie, że trzeba było ją amputować. Opis rany był odrażająco, co paradoksalnie znaczyło, iż dobry. Przed oczami cały czas przemykał mi obraz z filmu. Aż ciarki przechodziły. Na sam koniec zostawiłam Marion, bo to do niej miałam największe wątpliwości. Z początku lubiłam, później mniej, później straciłam szacunek, a na końcu czułam nic, tylko litość. Marion i jej stopniowe zapominanie o sobie, swojej pasji, zaprzepaszczanie szansy na karierę cz szczęście, bo nikt nie jest w stanie mi wmówić, że dawanie sobie w żyłę jest przydawką szczęścia. Nikt.
Z jednej strony czułam żal, chciałam, żeby ich historia dobrze się skończyła, żeby przestali brać narkotyki, a nawet żeby ominęła ich kara. A jednak, dlaczego im ma wszystko uchodzić na sucho, kiedy inni płacą za czyny? Prawo jest prawem. Twarde prawo, ale prawo. Dlatego nawet teraz mam mieszane uczucia.
Powieść napisana jest, dla mnie, trudnym językiem, przeplatanym przekleństwami, brakowało mi akapitów, wyodrębnienia nie tyle myśli, ale dialogów. Najbardziej dwa ostatnie aspekty przyczyniły się do tego, że lekturę, choć 300-stronicową, czytałam tydzień.
Reasumując: Requiem dla snu polecam także tym, którzy oglądali film. Ci, którzy jeszcze nie czytali, będą mieli podwójną satysfakcję z czytania.
szara_linia
Opinie
Ocena 1 2 3 4 5 6
Komentarz
wkp plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-01-07, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,Mam,
SENNA ELEGIA

,,Requiem dla snu", opus magnum amerykańskiego pisarza Huberta Selby/ego Jr., jest z nami już od blisko 40 lat, ale przez cały ten czas ani odrobinę nie stracił na aktualności. Wręcz przeciwnie. Rozsławiony przez znakomitą filmową adaptację Darrena Aronofsky/ego, stał się częścią popkultury, jednakże to właśnie powieściowy pierwowzór robi największe wrażenie, prezentując przejmujący portret ludzi uzależnionych, którzy próbują łapać się każdej nadziei w beznadziejnym świecie. Portret brudny i depresyjny, ale także urzekająco piękny.

Harry Goldfarb to uzależniony od narkotyków chłopak, który bardziej wegetuje, niż żyje, wolny czas dzieląc między najlepszego przyjaciela, Tyrone/a C. Love/a oraz swoją dziewczynę Marion, z którą łączy go specyficzny związek. Każde z nich tkwi w niewoli nałogu, aż pewnego dnia wpadają na pomysł zdawałoby się idealny. Przynajmniej z ich perspektywy. Harry chce kupić heroinę, rozrobić, część zostawić sobie a część sprzedać. Łatwy pieniądz handlarza narkotyków staje się marzeniem, za którym zaczynają gonić. Najpierw jednak trzeba zarobić pieniądze, złapać się jakiejś dorywczej pracy, bo sprzedawanie telewizora matki do lombardu z pewnością nie wystarczy.
Tymczasem matka Harry/ego, kobieta również uzależniona ale od jedzenia, szybko wpada w kolejny nałóg. Kiedy wygrywa udział w teleturnieju, postanawia się odchudzić. W pogoni za marzeniami, w pogoni za snami, które mogą wreszcie się ziścić, oboje gotowi są narazić samych siebie. Jaką jednak cenę przyjdzie im za to zapłacić?

,,Requiem dla snu" to powieść zaskakująca pod każdym względem. Pierwsze, co rzuca się w oczy to styl. Selby swoją historię snuje przerywanym ciągiem, dialogi zlewają się tutaj w jedno z opisami, jedno zdanie potrafi zajmować całą stronę, a akapit rozciąga się na wiele stron. Zarazem jednak zdania często są krótkie, rwane, niemalże drżące. Brzmi specyficznie? I tak też jest, nie mniej w najmniejszym stopniu nie zaburza to odbioru. Losy Harry/ego (nie, stosowany przeze mnie ukośnik nie jest błędem, zastępuje on bowiem Selby/emu apostrof) czyta się jednym tchem, z łatwością, choć styl jest wymagający, i z wielką satysfakcją. ,,Requiem..." przejmuje wieloma rzeczami - od ukazania nałogu (autor sam miał doświadczenia z narkotykami i to wyraźnie widać w tekście) w różnych jego formach, przez analizę pewnego uniwersalnego wzorca pokolenia, po poetycką niemalże miłość. Miłość brudną (Marion sypia z różnymi mężczyznami, bo lubi, sypia nawet ze swoim terapeutą, dzięki czemu pieniądze od rodziców przeznaczone na leczenie może zachować dla siebie, jednocześnie mając dzięki niemu dostęp do różnych leków, jednakże to z Harry/m jest jej najlepiej), ale przedstawioną w piękny, ujmujący sposób.

Kolejnym ważnym wątkiem powieści jest zderzenie pokoleniowe, które ukazuje różnice i podobieństwa pomiędzy dziećmi i rodzicami. Sara, matka Harry/ego, nie tylko uzależnia się od jedzenia (a potem odchudzania), ale przede wszystkim wiedzie nijaki żywot wyznaczony rytmem ramówki telewizyjnej. Stara się oszukiwać samą siebie, podobnie jak syn szczęście myli z brakiem nieszczęścia. Odmiana, która w ich oczach może przynieść coś dobrego, zaślepia oboje tak, że nie widzą ewidentnych minusów sytuacji, w których się znaleźli - a raczej po prostu wolą ich nie dostrzegać.

W skrócie: coś wspaniałego. Tak pod względem literackim (tu ukłony również dla tłumaczki, która ze względu na specyficzny styl miała przed sobą nie lada zadanie, ale na szczęście zdołała mu sprostać), jak i siły samej opowieści. W swojej kategorii, kategorii powieści o narkotykach, ,,Requiem...", to jedna z najlepszych pozycji - lepsza nawet od kultowego ,,Trainspotting". I zarazem jedna z tych książek, które powinien przeczytać każdy. Polecam zatem gorąco i zachęcam Was do lektury.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/01/07/requiem-dla-snu-hubert-selby-jr/
nichols plusminus Linia koment
Przeczytane:2016-02-29, Ocena: 4, Na półkach: Przeczytałem,52 książki wyzwanie 2016,
Mam nauczkę, żeby najpierw nie oglądać filmu. Książka przede wszystkim. Ale człowiek był młody i głupi, ale cóż zrobić?
"Requiem dla snu" Huberta Selby'ego Jr sprawiło mi niemały kłopot. Zarówno jeśli chodzi o samą lekturę, jak i interpretację przeczytanego tekstu.
Dostajemy historią czterech osób: Sary Goldfarb, jej syna Harry'ego, jego dziewczyny, Marion i najlepszego przyjaciela Tyrone'a C. Love, który love ma tylko i wyłącznie dla Tyrone'a C.
Naprawdę nie mogę wiele powiedzieć o bohaterach, oprócz tego, że czytanie o losie, jak ich marzenia się rozsypują, a oni coraz bardziej popadają w nałóg, nawet nie zdając sobie sprawy. po prostu mnie smuciło. Po prostu. Sara nigdy nie przyznała się, że jest uzależniona i sądzę, że nie zdawała sobie z tego sprawy, aż do końca. To chyba jej historia mnie zasmuciła, przy okazji wzniecając gniew skierowany ku doktorowi Reynoldsowi. Do Tyrone'a podchodziłam dość neutralnie. Podejście mieszkańców Południa do ludzi o czarnej skórze szokowało, ale dało informację o sytuacji Murzynów w latach 70. A czytając tę książkę nie warto zapominać, kiedy toczy się jej akcja, to ważny czynnik - przecież prawie czterdzieści lat temu świat nie był taki sam jak teraz.
A teraz Harry. Wzruszało mnie stosunek Sary do niego, kobieta cały czas miała o synu swoje własne zdanie i nie obchodziły ją sygnały, jakie dostawały z otoczenia. Nawet przez głowę jej nie przemknęło, że chłopak jest dilerem, a co dopiero, że jest uzależniony od heroiny. Na początku związek Harry'ego i Marion był na bardzo dobrej drodze, ale później "hela" zrobiła swoje i zaczęło się kłamanie, oszukiwanie i zdradzanie. Trudno mi wspominać o ostatnich kilkunastu stronach książki, kiedy ręka Harry'ego była w tak tragicznym stanie, że trzeba było ją amputować. Opis rany był odrażająco, co paradoksalnie znaczyło, iż dobry. Przed oczami cały czas przemykał mi obraz z filmu. Aż ciarki przechodziły. Na sam koniec zostawiłam Marion, bo to do niej miałam największe wątpliwości. Z początku lubiłam, później mniej, później straciłam szacunek, a na końcu czułam nic, tylko litość. Marion i jej stopniowe zapominanie o sobie, swojej pasji, zaprzepaszczanie szansy na karierę cz szczęście, bo nikt nie jest w stanie mi wmówić, że dawanie sobie w żyłę jest przydawką szczęścia. Nikt.
Z jednej strony czułam żal, chciałam, żeby ich historia dobrze się skończyła, żeby przestali brać narkotyki, a nawet żeby ominęła ich kara. A jednak, dlaczego im ma wszystko uchodzić na sucho, kiedy inni płacą za czyny? Prawo jest prawem. Twarde prawo, ale prawo. Dlatego nawet teraz mam mieszane uczucia.
Powieść napisana jest, dla mnie, trudnym językiem, przeplatanym przekleństwami, brakowało mi akapitów, wyodrębnienia nie tyle myśli, ale dialogów. Najbardziej dwa ostatnie aspekty przyczyniły się do tego, że lekturę, choć 300-stronicową, czytałam tydzień.
Reasumując: Requiem dla snu polecam także tym, którzy oglądali film. Ci, którzy jeszcze nie czytali, będą mieli podwójną satysfakcję z czytania.
apogeum55 plusminus Linia koment
Przeczytane:2015-09-08, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,26 książek 2015,
Pokochałem film, który jak się okazuje jest wierną adaptacją książki, więc i samą książką rozczarować się nie mogłem. Trójka bohaterów Harry, Tyrone i Marion wpada na niebezpieczny pomysł sprzedaży narkotyków. Na początku plan wydaje się być idealny, ale ponieważ młodzi bohaterowie sami szybo uzależniają się od narkotyków koniec nie jest już tak różowy. W międzyczasie poznajemy też mamę Harrego, Sarę Goldfarb - miłośniczkę teleturniejów, która sama także popada w uzależnienie, ale na skutek pigułek odchudzających. Książka podobnie jak film jest bardzo przytłaczająca. Bohaterowie co chwilę wmawiają sobie że nie mają problemów z nałogiem, ale szybko okazuje się to nieprawdą. To co jeszcze chwilę wcześniej było nieprzekraczalną granicą upokorzenia po pewnym czasie okazuje się skutecznym środkiem do zdobycia nowej porcji narkotyków. Smutny koniec książki nie pozostawia żadnych złudzeń co do tego jak łatwo zatracić się w nałogu. Początkowe czytanie książki może sprawiać problemy ze względu na specyficznie napisane dialogi. Autor nie oddziela od siebie poszczególnych wypowiedzi bohaterów, ale pisze je jednym ciągiem. Mimo to po pewnym czasie znamy już sposób myślenia i wypowiadania się każdego z nich, więc bez problemu domyślamy się kto się odzywa w danym momencie. Według mnie jest to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika literatury.
agoosiaczek plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-06-12, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,52 książki 2013,Mam,
Chyba bardziej odpowiednim tytułem byłoby "Requiem dla marzeń"...
Wbija w fotel tak samo, jak jej ekranizacja. I skutecznie odgania myśli o nadmiernym korzystaniu ze wszelkiego rodzaju używek.

,,Requiem dla snu" to gorzka opowieść o ludziach zagubionych, od normalnego życia uciekających za pomocą środków odurzających w urojenia, które dają im złudne i krótkotrwałe poczucie spokoju i szczęścia. Pierwsze nasuwające się słowo, jakim mogłabym określić książkę Huberta Selby'ego Jr? Mocna. I jak najbardziej warta przeczytania.
gendun Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
wojna9999 Linia koment
Przeczytane:2015-02-12, Na półkach: Przeczytałem,
BloodyMary Linia koment
Przeczytane:2014-05-13, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,
LadyLena Linia koment
Przeczytane:2014-02-16, Na półkach: Przeczytałem,Mam,
Martina Linia koment
Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,Przeczytane!,
Dizzy Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
break
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów