OPIS CZYTELNIKA:
Kup Teraz

Kamyki w brzuchu

Ocena ( 4 osoby )
5.2
Wydawnictwo: Helion
Data wydania: 2013-08-15
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-246-6572-3, 9
Liczba stron: 360
Dodał/a książkę:czytam
Dodał/a opinię:Ann RK
Recenzja - Kamyki w brzuchu


Dziecięca zazdrość. O starszego brata, o młodszą siostrę. O to, że on ma a ja nie. O to, że jej wolno, a mi nie pozwalają. O zbyt długi uścisk mamy, zbyt wiele uwagi taty. O wszystko. Nasz bohater nie ma wprawdzie rodzeństwa, ale nie wychowuje się sam. Rodzice ośmiolatka co rusz przygarniają innych chłopców, tworząc dla nich rodzinę zastępczą.


Pamiętam Marcusa. Przez niego przesiedziałem dwie godziny na drzewie. Pamiętam złego Marcusa, który podkładał pod dywan w moim pokoju pinezki szpicem do góry.


Obecnie zamiast Marcusa jest Robert. 


Moja Mama mówi o sobie, że jest szczególnie dobra i właśnie dlatego bierze na wychowanie dzieci, których matki i ojcowie nie są tak dobrzy albo walczą ze sobą, chociaż głęboko w środku są dobrymi ludźmi.


Robert ma złych rodziców. I dwanaście lat, prawie trzynaście. Może więc siedzieć z przodu samochodu. Później chodzić spać. 


Robert lubi chmury. Jest grzeczniejszy, bardziej dojrzały, właściwie niemal dorosły. W oczach naszego małego bohatera, nowy lokator jest dla niego zagrożeniem. Jakby to on był rodzonym synem Mamy, jakby to jego kochała bardziej.



Akcja poruszającej powieści Jona Bauera Kamyki w brzuchu, toczy się dwutorowo. Dorosły mężczyzna wraca do swego rodzinnego domu, by zaopiekować się matką. Chora na raka mózgu rodzicielka niknie w oczach, ledwie mówi, wymaga stałej kontroli. Powrót do niej to także powrót do wspomnień, nienajlepszych, nienajpiękniejszych. Żal syna do matki jest wyraźny. Chłopiec mógłby mieć takie szczęśliwe dzieciństwo, gdyby to na nim skupiła się cała uwaga rodziców, gdyby nie musiał się dzielić ich miłością z dziećmi, które przewijały się przez ich dom. Kiedy pojawiają się dzieci, wszystko psują. Mama i Tata strasznie się dla nich starają, a one prawie nigdy nie są wdzięczne, prawie nigdy nie odwzajemniają miłości. A ja kocham Mamę i Tatę i jestem im wdzięczny, więc nie rozumiem, dlaczego po prostu nie przestaną wpuszczać do domu niemiłych ludzi. Mamy tu więc zarówno teraźniejszość (zmagania z chorobą matki i wspomnieniami) oraz przeszłość (nierówna walka z zazdrością i poczuciem osamotnienia).


Zazdrość pojawiła się od pierwszych chwil, od momentu, w którym Robert przekroczył próg domu. Towarzyszyła jej nienawiść. Jego nienawidzę najbardziej. A jeszcze bardziej nienawidzę jego rodziców za to, że byli źli, bo gdyby byli dobrzy, tak jak moja Mama, to nie musiałbym się nią dzielić. Mimo upływu czasu, negatywne emocje nie znikają. Będą towarzyszyć także bohaterowi jako dorosłemu mężczyźnie i nie znikną nawet wtedy, gdy Roberta już nie będzie. Agresję wzbudza w nim wszystko to, co przywołuje obrazy z dzieciństwa. Wyładowuję się na matce, obcym mężczyźnie, demoluje studio, w którym przed laty fotograf próbował uwiecznić rodzinne szczęście. Poczucie krzywdy, niesprawiedliwości, żal, złość, nienawiść - taka kumulacja negatywnych emocji ma niesamowitą siłę niszczącą. Emocje, przez wiele lat przechowywane w sercu i pamięci, znajdują ujście. Ze wspomnień wyłania się dramatyczna historia. Co jeszcze wydarzyło się przed dwudziestoma laty, że bohater wciąż nie potrafi uporać się z przeszłością? 


Kamyki w brzuchu to jedna z tych historii, które emocjonalnym ładunkiem uderzają w przeponę czytelnika, odbierając mu oddech. Ośmiolatek, spragniony całej uwagi rodziców, nie potrafi sobie poradzić z zazdrością, z obecnością w domu "konkurenta". Niejednokrotnie podkreśla, że sam czuje się jak przybrane dziecko, jakby to on był tym dodatkowym lokatorem, niechcianym, na dodatek. Ileż w tym chłopcu żalu, złości! Ileż myśli, które wzbudzają niepokój. Ile smutku. Paczki z podarkami urodzinowymi dla Roberta wydają się zbyt wielkie jak na siatkę z prezentami dla kogoś, kto nawet nie jest ich synem - ocenia chłopiec. Jeśli się tego wystarczająco pragnie można ukraść życzenie urodzinowe osobie, która zdmuchuje świeczki. Życzę sobie w myślach, żeby Robert umarł. Po ciele przechodzą mnie dreszcze. Jak mocno trzeba czuć się samotnym, odrzuconym, by dopuścić do siebie takie myśli? Osamotny - mówi o sobie chłopiec. Po latach nie jest taki pewien, czy rodzice faktycznie go zaniedbywali, czy to niczym nieuzasadniona zazdrość była (i jest!) powodem frustracji. Wciąż jednak jest samotny, nie potrafi stworzyć trwałej relacji z innymi ludźmi.


Mały, a później już całkiem dorosły, narrator, opowiada swoją historię w sposób niezwykle przejmujący. Emocje się udzielają, niepokój rośnie tym bardziej, im więcej nasz bohater zdradza ze swej przeszłości.


Gdy zamyka się tę książkę, wszędzie zapada cisza. Nawet mucha nie bzyczy, wcale nie dlatego, że jesień, że chłodno, że śnięta niemrawo porusza się po parapecie. Powieść Jona Bauera to emocjonalny nokaut, to książka brutalnie szczera, boleśnie prawdziwa. Po jej odłożeniu, każdy dźwięk wydaje się być nie na miejscu. Cisza zapewnia odpowiednie tło do rozmyślań. A jest o czym myśleć, to pewne. Autor postawił bohaterów w niezwykle trudnej sytuacji. Małżeństwo chce pomóc dzieciom z trudnych rodzin, zapewnić im dach nad głową, odrobinę czułości, uwagi, zapewnić poczucie bezpieczeństwa, pomóc w miarę bezboleśnie przejść przez dzieciństwo, przygotować do dorosłego życia. Piękne i godne podziwu. Z drugiej strony jest jednak mały chłopiec, dziecko, które nie rozumie, dlaczego obcy dzieciak skupia na sobie uwagę JEGO mamy, JEGO taty. Może to zwykła dziecięca zazdrość, silniejsza, niż gdyby "ten drugi" był rodzonym bratem, co usprawiedliwiałoby zainteresowanie nim rodziców, a może faktycznie opiekunowie zbyt mocno starali się stworzyć rodzinę dla przygarniętego chłopca, zaniedbując przy tym własnego syna?


Nie znam odpowiedzi i nie potrafię ocenić bohaterów. Wiem natomiast jedno: Kamyki w brzuchuJona Bauera to przejmująca historia, wspaniały wgląd w dziecięcą psychikę, powieść, która gwarantuje intensywność przeżyć. Nie da się potraktować tej powieści obojętnie. Po takim nokaucie, czytelnik łatwo się nie podniesie. 


Nie wiem co jest prawdą: ich zaniedbanie czy moja zazdrość. Co faktycznie miało miejsce? Czy tylko moja zazdrość, czy również zaniedbanie?

Recenzja
Nidaba Linia koment
Na półkach:

Czy świat jest różowy?

 

Oczywiście, że nie. Choć czasem usilnie próbujemy w to wierzyć. Chcemy widzieć tylko tych ludzi, którym w życiu się udało – żyjących na określonym poziomie, robiących wyłącznie właściwe rzeczy, odnoszących sukcesy. To o nich najczęściej czytamy: dla odprężenia, relaksu, oderwania od codzienności. Jeśli tego właśnie szukamy, nie sięgajmy po Kamyki w brzuchu - na to wszystko nie pozwala bowiem opowieść o chłopcu-mężczyźnie, w którego brzuchu zamieszkały węże zła

szara_linia
Opinie
Ocena 1 2 3 4 5 6
Komentarz
izabela81 + 1 plusminus Linia koment
Przeczytane:2014-04-06, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,52 książki - 2014,Mam,
"Dwa okresy w moim życiu zawsze mnie zachwycają. Pierwszy, kiedy moi rodzice pozbywają się przybranych dzieci i zostajemy we troje: Mama, Tata i ja. Jakby wigilię, urodziny i zamknięte drogi włożono do jednej dużej czekoladowej kuli. (...) Drugi najbardziej zachwycający moment w moim życiu to ten, kiedy po tym jak zwymiotowałem, Mama pozwoliła mi przyjść do łóżka do siebie i do Taty. W telewizji było coś o delfinach, a my, wszyscy razem, przytulaliśmy się do siebie. "Razem" to moje ulubione słowo."

Tytułowe kamyki nosi w swoich brzuchach wielu bohaterów powieści. Nosi je chłopiec, Robert - ojciec ośmiolatka. Noszą je matki, w miejsce dzieci, które niegdyś nosiły pod sercem. Aż wreszcie i ja zaczęłam je nosić. I każdy kto przeczyta tę książkę też będzie je nosił. Od tego nie da się uciec. Książka jest o tym, do czego może doprowadzić rozpaczliwe pragnienie miłości. Autor świetnie poprowadził fabułę, wyśmienicie skroił sylwetki bohaterów i użył przy tym bardzo dobrego języka. Udało się mu doskonale ukazać psychikę dziecka, sposób patrzenia na świat i pojmowania go.

To książka brutalnie szczera i boleśnie prawdziwa, która powaliła mnie na kolana. Dosłownie! Długo nie mogłam się podnieść. Miałam o czym myśleć. Gorąco polecam!
kaariokaa plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-10-18, Na półkach: Przeczytałem,52 książki 2013,Mam,


Dziecięca zazdrość. O starszego brata, o młodszą siostrę. O to, że on ma a ja nie. O to, że jej wolno, a mi nie pozwalają. O zbyt długi uścisk mamy, zbyt wiele uwagi taty. O wszystko. Nasz bohater nie ma wprawdzie rodzeństwa, ale nie wychowuje się sam. Rodzice ośmiolatka co rusz przygarniają innych chłopców, tworząc dla nich rodzinę zastępczą.


Pamiętam Marcusa. Przez niego przesiedziałem dwie godziny na drzewie. Pamiętam złego Marcusa, który podkładał pod dywan w moim pokoju pinezki szpicem do góry.


Obecnie zamiast Marcusa jest Robert. 


Moja Mama mówi o sobie, że jest szczególnie dobra i właśnie dlatego bierze na wychowanie dzieci, których matki i ojcowie nie są tak dobrzy albo walczą ze sobą, chociaż głęboko w środku są dobrymi ludźmi.


Robert ma złych rodziców. I dwanaście lat, prawie trzynaście. Może więc siedzieć z przodu samochodu. Później chodzić spać. 


Robert lubi chmury. Jest grzeczniejszy, bardziej dojrzały, właściwie niemal dorosły. W oczach naszego małego bohatera, nowy lokator jest dla niego zagrożeniem. Jakby to on był rodzonym synem Mamy, jakby to jego kochała bardziej.



Akcja poruszającej powieści Jona Bauera Kamyki w brzuchu, toczy się dwutorowo. Dorosły mężczyzna wraca do swego rodzinnego domu, by zaopiekować się matką. Chora na raka mózgu rodzicielka niknie w oczach, ledwie mówi, wymaga stałej kontroli. Powrót do niej to także powrót do wspomnień, nienajlepszych, nienajpiękniejszych. Żal syna do matki jest wyraźny. Chłopiec mógłby mieć takie szczęśliwe dzieciństwo, gdyby to na nim skupiła się cała uwaga rodziców, gdyby nie musiał się dzielić ich miłością z dziećmi, które przewijały się przez ich dom. Kiedy pojawiają się dzieci, wszystko psują. Mama i Tata strasznie się dla nich starają, a one prawie nigdy nie są wdzięczne, prawie nigdy nie odwzajemniają miłości. A ja kocham Mamę i Tatę i jestem im wdzięczny, więc nie rozumiem, dlaczego po prostu nie przestaną wpuszczać do domu niemiłych ludzi. Mamy tu więc zarówno teraźniejszość (zmagania z chorobą matki i wspomnieniami) oraz przeszłość (nierówna walka z zazdrością i poczuciem osamotnienia).


Zazdrość pojawiła się od pierwszych chwil, od momentu, w którym Robert przekroczył próg domu. Towarzyszyła jej nienawiść. Jego nienawidzę najbardziej. A jeszcze bardziej nienawidzę jego rodziców za to, że byli źli, bo gdyby byli dobrzy, tak jak moja Mama, to nie musiałbym się nią dzielić. Mimo upływu czasu, negatywne emocje nie znikają. Będą towarzyszyć także bohaterowi jako dorosłemu mężczyźnie i nie znikną nawet wtedy, gdy Roberta już nie będzie. Agresję wzbudza w nim wszystko to, co przywołuje obrazy z dzieciństwa. Wyładowuję się na matce, obcym mężczyźnie, demoluje studio, w którym przed laty fotograf próbował uwiecznić rodzinne szczęście. Poczucie krzywdy, niesprawiedliwości, żal, złość, nienawiść - taka kumulacja negatywnych emocji ma niesamowitą siłę niszczącą. Emocje, przez wiele lat przechowywane w sercu i pamięci, znajdują ujście. Ze wspomnień wyłania się dramatyczna historia. Co jeszcze wydarzyło się przed dwudziestoma laty, że bohater wciąż nie potrafi uporać się z przeszłością? 


Kamyki w brzuchu to jedna z tych historii, które emocjonalnym ładunkiem uderzają w przeponę czytelnika, odbierając mu oddech. Ośmiolatek, spragniony całej uwagi rodziców, nie potrafi sobie poradzić z zazdrością, z obecnością w domu "konkurenta". Niejednokrotnie podkreśla, że sam czuje się jak przybrane dziecko, jakby to on był tym dodatkowym lokatorem, niechcianym, na dodatek. Ileż w tym chłopcu żalu, złości! Ileż myśli, które wzbudzają niepokój. Ile smutku. Paczki z podarkami urodzinowymi dla Roberta wydają się zbyt wielkie jak na siatkę z prezentami dla kogoś, kto nawet nie jest ich synem - ocenia chłopiec. Jeśli się tego wystarczająco pragnie można ukraść życzenie urodzinowe osobie, która zdmuchuje świeczki. Życzę sobie w myślach, żeby Robert umarł. Po ciele przechodzą mnie dreszcze. Jak mocno trzeba czuć się samotnym, odrzuconym, by dopuścić do siebie takie myśli? Osamotny - mówi o sobie chłopiec. Po latach nie jest taki pewien, czy rodzice faktycznie go zaniedbywali, czy to niczym nieuzasadniona zazdrość była (i jest!) powodem frustracji. Wciąż jednak jest samotny, nie potrafi stworzyć trwałej relacji z innymi ludźmi.


Mały, a później już całkiem dorosły, narrator, opowiada swoją historię w sposób niezwykle przejmujący. Emocje się udzielają, niepokój rośnie tym bardziej, im więcej nasz bohater zdradza ze swej przeszłości.


Gdy zamyka się tę książkę, wszędzie zapada cisza. Nawet mucha nie bzyczy, wcale nie dlatego, że jesień, że chłodno, że śnięta niemrawo porusza się po parapecie. Powieść Jona Bauera to emocjonalny nokaut, to książka brutalnie szczera, boleśnie prawdziwa. Po jej odłożeniu, każdy dźwięk wydaje się być nie na miejscu. Cisza zapewnia odpowiednie tło do rozmyślań. A jest o czym myśleć, to pewne. Autor postawił bohaterów w niezwykle trudnej sytuacji. Małżeństwo chce pomóc dzieciom z trudnych rodzin, zapewnić im dach nad głową, odrobinę czułości, uwagi, zapewnić poczucie bezpieczeństwa, pomóc w miarę bezboleśnie przejść przez dzieciństwo, przygotować do dorosłego życia. Piękne i godne podziwu. Z drugiej strony jest jednak mały chłopiec, dziecko, które nie rozumie, dlaczego obcy dzieciak skupia na sobie uwagę JEGO mamy, JEGO taty. Może to zwykła dziecięca zazdrość, silniejsza, niż gdyby "ten drugi" był rodzonym bratem, co usprawiedliwiałoby zainteresowanie nim rodziców, a może faktycznie opiekunowie zbyt mocno starali się stworzyć rodzinę dla przygarniętego chłopca, zaniedbując przy tym własnego syna?


Nie znam odpowiedzi i nie potrafię ocenić bohaterów. Wiem natomiast jedno: Kamyki w brzuchuJona Bauera to przejmująca historia, wspaniały wgląd w dziecięcą psychikę, powieść, która gwarantuje intensywność przeżyć. Nie da się potraktować tej powieści obojętnie. Po takim nokaucie, czytelnik łatwo się nie podniesie. 


Nie wiem co jest prawdą: ich zaniedbanie czy moja zazdrość. Co faktycznie miało miejsce? Czy tylko moja zazdrość, czy również zaniedbanie?

gendun Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
KarenKa Linia koment
Przeczytane:2015-04-18, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,
moniapili Linia koment
Przeczytane:2014-12-27, Ocena: 4, Na półkach: Przeczytałem,
jurata Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
gosia45 Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
ajrin Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
grzeniuJee Linia koment
Przeczytane:2013-10-12, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,
alison2 Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
karin Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
Dizzy Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
Linia koment
Przeczytane:, Na półkach:
mskm13 Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
danutka Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
bbo Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
ja_rus Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
break
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Cień jabłoni
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów