Opis ksiązki

Kup Teraz

Przegląd Końca Świata. FEED

Ocena ( 7 osób )
5.1
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 2012-11-20
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 978-83-63248-37-6
Liczba stron: 496
Dodał/a książkę:Dizzy
Dodał/a opinię:Gabriela
Recenzja - Przegląd Końca Świata. FEED
Recenzja na:
http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/2016/03/32-przeglad-konca-swiata-feed.html

Wyobraźcie sobie, że żyjecie w świecie, w którym gnijący zombie kroczący sobie po ulicy to zupełna normalka. Jesteście blogerami; żyjecie z newsów, niebezpieczeństwa bądź fikcji. Liczą się dla was statystyki, odsłony na stronie, bo dzięki nim jesteście rozpoznawalni, a co z tym idzie? Macie pieniądze. Wasza nowa rzeczywistość jest naprawdę brutalna. Podstawowe czynności, udoskonalone w taki sposób, by chroniły przed staniem się żywym trupem, was dobijają. W końcu, kto chciałby średnio raz na godzinę być kłutym igłami i sprawdzanym, czy nie został zainfekowanym wirusem Kelils-Amberlee? A ta ciągła nienaturalna dbałość o higienę, odkażanie się sterylnymi środkami po każdym powrocie ze strefy zagrożenia (przez zombie oczywiście)? Nadal chcecie tak żyć? Nie mówiąc już o zrezygnowaniu z jedzenia mięsa, bo ono także może przenosić wirusa. Ja odpadam, a wy?


Ataki zwierząt na ludzi traktuję z wręcz religijną czcią, dzieląc je na dwa typy: "Potrzebujemy bardziej surowego prawa" oraz "Darwin miał rację".


Mira Grant to autorka, która już od dziecka interesowała się tematyką rożnego rodzaju wirusów, zombie horrów i thrillerów. Czy wyszło jej to na dobre? Myślę, że tak, a zaowocowało to naprawdę świetną książką (bo całej trylogii jeszcze nie poznałam), o której chciałabym Wam nieco dziś powiedzieć.

Zacznijmy może od faktu, że tematykę zombie wprost uwielbiam! Filmy, książki, seriale - jestem jak najbardziej na tak. To może dziwne, że akurat lubię te rozpadające się ciała, ale co poradzić? Upodobań nie da się tak łatwo zmienić. Kiedy tylko usłyszałam o trylogii "Feed" byłam wprost wniebowzięta, a jeszcze te wszystkie bardzo, bardzo, bardzo pozytywne opinie? Czego chcieć więcej! Zapragnęłam mieć swój egzemplarz tej książki, ale na chwilę odpuściłam i postanowiłam sobie, że przy najbliższej okazji zaopatrzę się w tą książkę. I ostatnio właśnie nadarzyła się ta okazja.

Czytając spodziewałam się ogromnej dawki zombie na każdej ze stron, niesamowitej fabuły, zawrotnej akcji i wielu opisów walk / potyczek z zombie. Co prawda nie dostałam aż takiej ilości żywych trupów, jaką bym chciała, jednak książka ta niesamowicie mi się spodobała i wynagrodziła mi małą ilość gnijących ciał w zupełnie innej postaci.


Jesteśmy wielozadaniowym narkotykiem nowego millenium: relacjonujemy newsy, tworzymy newsy i dajemy ci możliwość ucieczki od nich, kiedy stają się zbyt uciążliwe.


W roku 2014 na całym świcie zagościły ogromne zmiany, bowiem wynaleziono lek na raka, pokonano grypę i przeziębienie. Przy tym niestety stworzono potwornego wirusa, który rozprzestrzenił się w zastraszającym tempie. Kellis-Amberlee zawładnęło nad ciałami i umysłami ludzi, tworząc z nich wielką bandę żywych trupów. Dwadzieścia lat później. Sytuacja została jako tako opanowana, na całym świcie roi się od dziennikarzy, którzy jako newsie, irwini bądź fikcyjni zarabiają na swoje życie, pisząc notki na blogi. Georgia i Shaun Masonowie oraz ich przyjaciółka Buffy również funkcjonują w tym zawiłym świecie blogosfery z czasów po Powstaniu. Za niedługo ma zostać wybrany nowy prezydent, a na blogach aż szumi od informacji o możliwości relacjonowania przebiegu całej kampanii. Ale, ale... jest pewnego rodzaju konkurs, który trzeba tak jakby wygrać. I Georgie, Shaunowi oraz Buffy się to udaje. Jadąc do kandydatów na prezydenta nie spodziewają się jednak, że zostaną wciągnięci w coś znacznie gorszego, niż zwykłe polityczne przepychanki...

Jak można zauważyć ta książka ma zadatki na całkiem niezłą cegiełkę, ponieważ liczy prawie pięćset stron. Gwarantuję Wam jednak, że podczas czytania się nie zanudzicie, bo ciągle dzieje się coś nowego i w wielu przepadkach niebezpiecznego! Przede wszystkim jest bardzo wiele zaskoczeń, co pewnie uszczęśliwi niejednego z was. Osobiście nie spodziewałam się aż tak rozbudowanej fabuły, tylu wskazówek, pytań i odpowiedzi. Mira Grant stworzyła coś na wzór kryminału, bo podczas czytania tej książki mogłam bawić się w detektywa i prowadzić swoje własne śledztwo odnośne pewnych wydarzeń. Ale, ale! Nie mogę zdradzić za dużo, dlatego jeśli chcecie wiedzieć, o czym mówię - bierzcie tą ksiązkę, kiedy jest okazja.


Shaun jako pierwszy zdał sobie sprawę, że nas wykorzystują. To chyba jedyna kwestia, w której to on pierwszy dorósł. Ja przestałam wierzyć w Świętego Mikołaja. On w naszych rodziców.


Szczerze powiedziawszy tematyka czysto polityczna nie za bardzo mnie interesuje. Nie rozumiem wielu kwestii, nie lubię sporów i ciągłych kłótni, które niestety często są obecne podczas tego typu rzeczy. Nie wypowiadam się też o czymś, czego nie potrafię pojąć. I kiedy przeczytałam na okładce, że jest to thriller polityczny, pojawiły się pewne obawy i myśli, że może to jednak książka nie dla mnie? Co za bzdura! Przeczytałam i przekonałam się, że aż takiej tragedii nie ma. Polityki było dużo, bo głównie na niej opierała się fabuła tej książki, ale każdy aspekt był dla mnie jak najbardziej zrozumiały, przez co i czytanie stało się przyjemniejsze.

Jeśli chodzi o styl pisania autorki to śmiało mogę rzec, że jestem mile zaskoczona. Mira Grant pisała naprawdę dojrzałym językiem, w dodatku bardzo pięknie dobierała słowa, dzięki czemu z książki wyłowiłam naprawdę wiele mądrych cytatów. Dostrzegłam jednak powtórzenia, które zdarzały się gdzieniegdzie pojawiać, jednak nie miało to jakiegoś większego znaczenia podczas tak wciągającej lektury.


Wszystko da się zabić.
Czasami musisz w to strzelać tak długo,
aż przestanie się ruszać.
I nie wypada zbytnio rozmyślać o tym,
co się zrobiło.


Było sporo opisów. O ile dobrze mi się wydaje to praktycznie każdy rozdział rozpoczynał się jakąś stroną tekstu z opisem czy rożnego rodzaju przemyśleniami. Dzięki temu mogłam lepiej poznać umysł Georgii, bo to głównie przez nią prowadzona była narracja, ale też i przez jej brata Shauna. Wszystkie dialogi nie były jakoś szczególnie genialne, ale kilka kwestii bohaterów pamiętam nawet dziś, co jest raczej u mnie rzadko spotykane.

Bardzo spodobało mi się zakończenie każdego rozdziału, bowiem były tam miłe przerywniki w postaci rożnego rodzaju fragmentów postów z blogów bohaterów. To dosyć ciekawy zabieg, i dzięki niemu też lepiej mogłam poznać prawa, jakimi rządziła się tamtejsza blogosfera. W dodatku książka ta była podzielona na cztery osobne części i na początku każdej z nich znajdowały się słowa Georgii i Shauna, które również bardzo przypadły mi do gustu.


Zombie są całkiem nieszkodliwi, o ile traktuje się je z szacunkiem. Niektórzy uważają, że powinniśmy się nad nimi litować, współczuć im, ale, moim zdaniem, ci ludzie mają spore szanse, by sami stać się zombie, jeśli wiecie, co mam na myśli.


Bohaterowie w tej książce byli bardzo mocną stroną. Żaden z nich nie był taki "papierowy". Każdy stanowił coś znacznie większego niż zwykłą jednostkę o jednej czy dwóch cechach szczególnych. Żadna postać nie była też stereotypowa, jak to jest na przykład z mega przystojnym chłopakiem, który ma łamać serca dziewczyn spragnionych niezapomnianych przeżyć. I to właśnie mi się podobało, bo wszelkie stereotypy były złamane.

Genialna była relacja brat-siostra, a właściwie sposób, w jaki została ukazana. Tak cudowne były relacje George i Shauna. Tak bardzo widoczna była ich miłość. Ja sama wiele dałabym za aż takie oddanie ze strony rodzeństwa. Pewnie, moja siostra zrobiłaby dla mnie wszystko.W obliczu jakiejś nieprzyjemnej sytuacji ja dla niej też, ale Shaun i George byli dla siebie najważniejsi, oddani bezgranicznie i gotowi umrzeć za drugiego zawsze! Ciężko jest mi napisać o tym coś sensowniejszego niż niezrozumiałe: awghawhgaha *.*, uwierzcie, staram się. I jestem prawie pewna, że ten "akapit" jest tak nielogiczny, że szok. Ale nie potrafię ubrać w słowa tego, jak bardzo mi się to podobało.


Shaun zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Czasami myślę, że zna mnie lepiej niż ja sama.


Wiecie, co tak niezwykłego jest w tej książce? Myślę, że bohaterowie, a właściwie ich podejście do życia. To nie jest tak, że Shaun jako irwin rzucał się na łeb, na szyję w pogoń za zombie, żeby tylko zdobyć jakiś fajny materiał na bloga. Może dużo osób odniesie takie wrażenie, ale to nieprawda. Zarówno Shaun, jak i Georgia robili to, co tak naprawdę kochali. Oni z tego żyli. Oni żyli dla tego właśnie. Mieli świadomość, że kiedyś umrą, w końcu nie ciężko o zarażenie wirusem w świecie pełnym żywych trupów. I najlepsze było w tym właśnie to, że się nie przejmowali. Stawiali śmierć jako coś naturalnego, kolej rzeczy. Nie zadręczali się myślą, że jak na przykład wyjdą z domu to jakiś zombie się napatoczy, ugryzie ich i staną się potworami. Wręcz przeciwnie! Korzystali z życia w pełni i możliwość obserwowania tego była czymś naprawdę wyjątkowym. I potrafili też się śmiać, a to było chyba najważniejsze. Polecam tę książkę zdecydowanie każdemu!


Oni umarli za Ciebie.
A teraz przypatrz się dobrze swojemu życiu i powiedz mi- dobrze zrobili?
Recenzja
Alex9 Linia koment
Przeczytane:2013-02-28, Na półkach: Przeczytałem,52 książki - 2013,

Jak będzie wyglądać koniec świata? Apokaliptyczni jeźdźcy zniszczą wszystko, czy też ktoś inny przyczyni się do unicestwienia świata? Może scenariusz będzie zupełnie inny - bo skoro dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, to może nieszczęśliwy splot okoliczności będzie tym, co przyczyni się do zagłady ludzkości? "Koniec" brzmi bardzo ostatecznie - co jednak, jeżeli nie będzie to finał, lecz jedynie początek nowej ery w egzystencji ludzkości? Przecież już nieraz jako gatunek stawaliśmy na krawędzi zagłądy i jakoś udawało się nam zażegnać niebezpieczeństwo

szara_linia
Opinie
Ocena 1 2 3 4 5 6
Komentarz
Varo plusminus Linia koment
Przeczytane:2016-08-17, Na półkach: Przeczytałem,52 książki w 2016 roku,Mam,

Witajcie! Słoneczko grzeje, sierpień powoli się rozpędza, a ja przychodzę do was z recenzją. Muszę się wam do czegoś przyznać… Ostatnio sporo czytam, jednak nie mogę zabrać się do pisania recenzji… W kolejce stoi kilkanaście [!] książek, które tupią niecierpliwie, żebym wam o nich opowiedziała, a ja albo nie mam czasu, albo siły. Dni wypełnia mi praca i próby zresetowania umysłu. Mało mnie więc w social mediach, dużo na kanapie. Nie powiem – całkiem przyjemnie, ale w wolne dni, jak dzisiaj, staram się nadrabiać zaległości i zaplanować posty na kilka dni do przodu, żeby w razie gorszego momentu mieć coś dla was w zanadrzu. A propos mojego stanu – czuję się czasami jak zombie, a to właśnie o nich dzisiaj. Czy powieść wielokrotnie nominowanej do nagród literackich Miry Grant mnie zachwyciła? Czy może zniszczyła pozytywne nastawienie do chodzących trupów? Zapraszam :) 



Seanan Lynn McGuire (ur. 5 stycznia 1978 w Martinez (Kalifornia) – amerykańska pisarka i filkerka, tworząca pod pseudonimem Mira Grant. Laureatka Nagrody Campbella dla nowego pisarza w 2010 roku, przede wszystkim za powieść z gatunku urban fantasy Rosemary and Rue. Oprócz tego nominowana do Nagrody im. Philipa K. Dicka oraz wielokrotnie do nagrody Hugo – tylko w 2013 roku była pięciokrotnie nominowana do Hugo w różnych kategoriach, zarówno pod własnym nazwiskiem jak i pod pseudonimem. Współredagowany przez nią podcast SF Squeecastotrzymał dwukrotnie nagrodę Hugo, w 2012 i 2013 roku. Jest także aktywną twórczynią ruchu filk (muzyki fanowskiej), gdzie zdobyła pięć nagród Pegasus, za wykonawstwo, kompozycję oraz za najlepsze piosenki.


„Świt żywych trupów” Romero, „Martwe zło” Raimiego czy „28 dni później” Boyle’a – to co było fikcją, stało się rzeczywistością. Czy wiedza wyniesiona z klasycznych horrorów pomoże ludzkości przetrwać apokalipsę? Rok 2014. Wynaleźliśmy lek na raka. Pokonaliśmy grypę i przeziębienie. Niestety stworzyliśmy też coś nowego, strasznego, coś, czego nikt nie mógł zatrzymać. Infekcja rozprzestrzeniła się szybko, wirus przejmował kontrolę nad ciałami i umysłami, wydając jedno tylko polecenie: jedz! Upłynęło ponad 20 lat. Georgia i Shaun Masonowie stają przed życiową szansą — są na tropie mrocznej konspiracji stojącej za wybuchem infekcji. Prawda musi wyjść na jaw, nawet jeśli jest śmiertelna. Mira Grant, pisarskie objawienie roku 2011, fantastycznie kreuje świat, w którym media tradycyjne niemal zupełnie tracą na znaczeniu, a zastępuje je… Najlepiej przekonajcie się sami! „Feed” jest thrillerem politycznym z horrorem w tle, okraszonym śmiertelną dawką humoru. Ale przede wszystkim jest to historia dwójki rodzeństwa, profesjonalnych reporterów, podążających za prawdą tropem usłanym trupami… niekoniecznie martwymi.



Już na samym wstępie muszę zaznaczyć, że książkę absolutnie powinno się przeczytać. Nie jest to pozycja jedynie dla fanów klimatów post-apo. Zombie są tutaj tłem wydarzeń, głównym tematem rozmów, a jednak nie rzucają się czytelnikowi w oczy, jak np. w „Dying light”. W tekście czekało na mnie tyle technicznych określeń, że w końcu zaczęłam się zastanawiać, czy opisane wydarzenia mogłyby się dziać w rzeczywistości. Zachęcam was do sięgnięcia właśnie z tego powodu – żebyście sami spróbowali zmierzyć się z tematem. Świat Miry Grant jest nowoczesny, pełen technologii, a jednocześnie przykurzony, przyciemniony i stłumiony. Dwie zupełnie inne strony monety. Dziennikarze są tutaj centrum wszystkiego. Ciekawie ujęto podział na trzy dziedziny, w których specjalizują się blogerzy [tak, Internet wyparł telewizje i gazety]. Czy tak mogłyby się potoczyć losy mediów? Oczywiście, że tak. Bohaterowie są cudownie różni, każde z nich ma inne cechy, które powoli odkrywamy z rozwojem fabuły. Główna bohaterka oraz jej tajemnicza choroba jest dobrze skonstruowana, szkoda, że tak mało jej poświęcono [nie mówię nic więcej, spoilery]. Linia drugo- i trzecioplanowych postaci poprowadzona w mistrzowski sposób. Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem, że zostali tak dopracowani. Dzięki nim świat wydaje się żywszy, bardziej ruchliwy. Czytając, miałam świadomość, że to pierwsza część trylogii, więc kompletnie nie spodziewałam się takiego zakończenia. Totalnie mnie zszokowało. Swoją drogą ciekawe, co w takim razie szykuje się w kolejnych tomach. Na pochwałę zasługuje też zabieg, polegający na dodawaniu fragmentów z blogów. Dzięki temu jeszcze mocniej można odczuć, jaką rolę pełni Internet w tej dystopii. A jeśli już przy dystopii jesteśmy to klimat opowieści i ugryzienie tematu zombie od nowej strony – wow, udany koncept. Nie wiem, ile autorka pracowała nad Przeglądem Końca Świata, ale każda minuta była tego warta. Wciąga niesamowicie – ja osobiście w ciągu jednego dnia łyknęłam ponad 400 stron. Zarezerwujcie sobie więcej czasu, bo na pewno się nie oderwiecie.


Dla fanów The Walking Dead i innych zombie klimatów. To nie jest książka dla młodzieży – próżno tu szukać eksplodujących mózgów, ale napięcie nie spada nawet przy mistrzowsko wprowadzonym wątku politycznym.


 



„Jeśli dobrze ci idzie, nie rezygnujesz z tego, póki nie musisz”



 


 

gabolek000 plusminus Linia koment
Przeczytane:2016-03-11, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,2016,52 książki 2016,posiadam,ulubione,zdobyłam 2016,zrecenzowane,
Recenzja na:
http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/2016/03/32-przeglad-konca-swiata-feed.html

Wyobraźcie sobie, że żyjecie w świecie, w którym gnijący zombie kroczący sobie po ulicy to zupełna normalka. Jesteście blogerami; żyjecie z newsów, niebezpieczeństwa bądź fikcji. Liczą się dla was statystyki, odsłony na stronie, bo dzięki nim jesteście rozpoznawalni, a co z tym idzie? Macie pieniądze. Wasza nowa rzeczywistość jest naprawdę brutalna. Podstawowe czynności, udoskonalone w taki sposób, by chroniły przed staniem się żywym trupem, was dobijają. W końcu, kto chciałby średnio raz na godzinę być kłutym igłami i sprawdzanym, czy nie został zainfekowanym wirusem Kelils-Amberlee? A ta ciągła nienaturalna dbałość o higienę, odkażanie się sterylnymi środkami po każdym powrocie ze strefy zagrożenia (przez zombie oczywiście)? Nadal chcecie tak żyć? Nie mówiąc już o zrezygnowaniu z jedzenia mięsa, bo ono także może przenosić wirusa. Ja odpadam, a wy?


Ataki zwierząt na ludzi traktuję z wręcz religijną czcią, dzieląc je na dwa typy: "Potrzebujemy bardziej surowego prawa" oraz "Darwin miał rację".


Mira Grant to autorka, która już od dziecka interesowała się tematyką rożnego rodzaju wirusów, zombie horrów i thrillerów. Czy wyszło jej to na dobre? Myślę, że tak, a zaowocowało to naprawdę świetną książką (bo całej trylogii jeszcze nie poznałam), o której chciałabym Wam nieco dziś powiedzieć.

Zacznijmy może od faktu, że tematykę zombie wprost uwielbiam! Filmy, książki, seriale - jestem jak najbardziej na tak. To może dziwne, że akurat lubię te rozpadające się ciała, ale co poradzić? Upodobań nie da się tak łatwo zmienić. Kiedy tylko usłyszałam o trylogii "Feed" byłam wprost wniebowzięta, a jeszcze te wszystkie bardzo, bardzo, bardzo pozytywne opinie? Czego chcieć więcej! Zapragnęłam mieć swój egzemplarz tej książki, ale na chwilę odpuściłam i postanowiłam sobie, że przy najbliższej okazji zaopatrzę się w tą książkę. I ostatnio właśnie nadarzyła się ta okazja.

Czytając spodziewałam się ogromnej dawki zombie na każdej ze stron, niesamowitej fabuły, zawrotnej akcji i wielu opisów walk / potyczek z zombie. Co prawda nie dostałam aż takiej ilości żywych trupów, jaką bym chciała, jednak książka ta niesamowicie mi się spodobała i wynagrodziła mi małą ilość gnijących ciał w zupełnie innej postaci.


Jesteśmy wielozadaniowym narkotykiem nowego millenium: relacjonujemy newsy, tworzymy newsy i dajemy ci możliwość ucieczki od nich, kiedy stają się zbyt uciążliwe.


W roku 2014 na całym świcie zagościły ogromne zmiany, bowiem wynaleziono lek na raka, pokonano grypę i przeziębienie. Przy tym niestety stworzono potwornego wirusa, który rozprzestrzenił się w zastraszającym tempie. Kellis-Amberlee zawładnęło nad ciałami i umysłami ludzi, tworząc z nich wielką bandę żywych trupów. Dwadzieścia lat później. Sytuacja została jako tako opanowana, na całym świcie roi się od dziennikarzy, którzy jako newsie, irwini bądź fikcyjni zarabiają na swoje życie, pisząc notki na blogi. Georgia i Shaun Masonowie oraz ich przyjaciółka Buffy również funkcjonują w tym zawiłym świecie blogosfery z czasów po Powstaniu. Za niedługo ma zostać wybrany nowy prezydent, a na blogach aż szumi od informacji o możliwości relacjonowania przebiegu całej kampanii. Ale, ale... jest pewnego rodzaju konkurs, który trzeba tak jakby wygrać. I Georgie, Shaunowi oraz Buffy się to udaje. Jadąc do kandydatów na prezydenta nie spodziewają się jednak, że zostaną wciągnięci w coś znacznie gorszego, niż zwykłe polityczne przepychanki...

Jak można zauważyć ta książka ma zadatki na całkiem niezłą cegiełkę, ponieważ liczy prawie pięćset stron. Gwarantuję Wam jednak, że podczas czytania się nie zanudzicie, bo ciągle dzieje się coś nowego i w wielu przepadkach niebezpiecznego! Przede wszystkim jest bardzo wiele zaskoczeń, co pewnie uszczęśliwi niejednego z was. Osobiście nie spodziewałam się aż tak rozbudowanej fabuły, tylu wskazówek, pytań i odpowiedzi. Mira Grant stworzyła coś na wzór kryminału, bo podczas czytania tej książki mogłam bawić się w detektywa i prowadzić swoje własne śledztwo odnośne pewnych wydarzeń. Ale, ale! Nie mogę zdradzić za dużo, dlatego jeśli chcecie wiedzieć, o czym mówię - bierzcie tą ksiązkę, kiedy jest okazja.


Shaun jako pierwszy zdał sobie sprawę, że nas wykorzystują. To chyba jedyna kwestia, w której to on pierwszy dorósł. Ja przestałam wierzyć w Świętego Mikołaja. On w naszych rodziców.


Szczerze powiedziawszy tematyka czysto polityczna nie za bardzo mnie interesuje. Nie rozumiem wielu kwestii, nie lubię sporów i ciągłych kłótni, które niestety często są obecne podczas tego typu rzeczy. Nie wypowiadam się też o czymś, czego nie potrafię pojąć. I kiedy przeczytałam na okładce, że jest to thriller polityczny, pojawiły się pewne obawy i myśli, że może to jednak książka nie dla mnie? Co za bzdura! Przeczytałam i przekonałam się, że aż takiej tragedii nie ma. Polityki było dużo, bo głównie na niej opierała się fabuła tej książki, ale każdy aspekt był dla mnie jak najbardziej zrozumiały, przez co i czytanie stało się przyjemniejsze.

Jeśli chodzi o styl pisania autorki to śmiało mogę rzec, że jestem mile zaskoczona. Mira Grant pisała naprawdę dojrzałym językiem, w dodatku bardzo pięknie dobierała słowa, dzięki czemu z książki wyłowiłam naprawdę wiele mądrych cytatów. Dostrzegłam jednak powtórzenia, które zdarzały się gdzieniegdzie pojawiać, jednak nie miało to jakiegoś większego znaczenia podczas tak wciągającej lektury.


Wszystko da się zabić.
Czasami musisz w to strzelać tak długo,
aż przestanie się ruszać.
I nie wypada zbytnio rozmyślać o tym,
co się zrobiło.


Było sporo opisów. O ile dobrze mi się wydaje to praktycznie każdy rozdział rozpoczynał się jakąś stroną tekstu z opisem czy rożnego rodzaju przemyśleniami. Dzięki temu mogłam lepiej poznać umysł Georgii, bo to głównie przez nią prowadzona była narracja, ale też i przez jej brata Shauna. Wszystkie dialogi nie były jakoś szczególnie genialne, ale kilka kwestii bohaterów pamiętam nawet dziś, co jest raczej u mnie rzadko spotykane.

Bardzo spodobało mi się zakończenie każdego rozdziału, bowiem były tam miłe przerywniki w postaci rożnego rodzaju fragmentów postów z blogów bohaterów. To dosyć ciekawy zabieg, i dzięki niemu też lepiej mogłam poznać prawa, jakimi rządziła się tamtejsza blogosfera. W dodatku książka ta była podzielona na cztery osobne części i na początku każdej z nich znajdowały się słowa Georgii i Shauna, które również bardzo przypadły mi do gustu.


Zombie są całkiem nieszkodliwi, o ile traktuje się je z szacunkiem. Niektórzy uważają, że powinniśmy się nad nimi litować, współczuć im, ale, moim zdaniem, ci ludzie mają spore szanse, by sami stać się zombie, jeśli wiecie, co mam na myśli.


Bohaterowie w tej książce byli bardzo mocną stroną. Żaden z nich nie był taki "papierowy". Każdy stanowił coś znacznie większego niż zwykłą jednostkę o jednej czy dwóch cechach szczególnych. Żadna postać nie była też stereotypowa, jak to jest na przykład z mega przystojnym chłopakiem, który ma łamać serca dziewczyn spragnionych niezapomnianych przeżyć. I to właśnie mi się podobało, bo wszelkie stereotypy były złamane.

Genialna była relacja brat-siostra, a właściwie sposób, w jaki została ukazana. Tak cudowne były relacje George i Shauna. Tak bardzo widoczna była ich miłość. Ja sama wiele dałabym za aż takie oddanie ze strony rodzeństwa. Pewnie, moja siostra zrobiłaby dla mnie wszystko.W obliczu jakiejś nieprzyjemnej sytuacji ja dla niej też, ale Shaun i George byli dla siebie najważniejsi, oddani bezgranicznie i gotowi umrzeć za drugiego zawsze! Ciężko jest mi napisać o tym coś sensowniejszego niż niezrozumiałe: awghawhgaha *.*, uwierzcie, staram się. I jestem prawie pewna, że ten "akapit" jest tak nielogiczny, że szok. Ale nie potrafię ubrać w słowa tego, jak bardzo mi się to podobało.


Shaun zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Czasami myślę, że zna mnie lepiej niż ja sama.


Wiecie, co tak niezwykłego jest w tej książce? Myślę, że bohaterowie, a właściwie ich podejście do życia. To nie jest tak, że Shaun jako irwin rzucał się na łeb, na szyję w pogoń za zombie, żeby tylko zdobyć jakiś fajny materiał na bloga. Może dużo osób odniesie takie wrażenie, ale to nieprawda. Zarówno Shaun, jak i Georgia robili to, co tak naprawdę kochali. Oni z tego żyli. Oni żyli dla tego właśnie. Mieli świadomość, że kiedyś umrą, w końcu nie ciężko o zarażenie wirusem w świecie pełnym żywych trupów. I najlepsze było w tym właśnie to, że się nie przejmowali. Stawiali śmierć jako coś naturalnego, kolej rzeczy. Nie zadręczali się myślą, że jak na przykład wyjdą z domu to jakiś zombie się napatoczy, ugryzie ich i staną się potworami. Wręcz przeciwnie! Korzystali z życia w pełni i możliwość obserwowania tego była czymś naprawdę wyjątkowym. I potrafili też się śmiać, a to było chyba najważniejsze. Polecam tę książkę zdecydowanie każdemu!


Oni umarli za Ciebie.
A teraz przypatrz się dobrze swojemu życiu i powiedz mi- dobrze zrobili?
ewaboruch plusminus Linia koment
Przeczytane:2015-07-24, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,52 książki - 2015,sensacja, triller,
Treść książki dzieje się w przyszłości kiedy to dwa połączone lekarstwa łączą się i razem dają zabójczą mieszankę w postaci wirusa Kellis-Amberlee. To on amplifikuje w organizmie człowieka w szybkim czasie i zamienia go w zombie. Ogólnie akcja dzieje się w trakcie kampanii na prezydenta, gdzie Georgia i Shaun Mason wraz ze swoja ekipą umieszczają materiały na blogu z tego wydarzenia. Są oni w obozie senatora Rymana. Nie wiedzą jednak, że wśród nich jest zdrajca. Aby się przekonać, jak się potoczy akcja trzeba po prostu książkę przeczytać.
Elfik_Book plusminus Linia koment
Przeczytane:2015-02-16, Na półkach: Przeczytałem,



Codziennie rano trzeba wstać do szkoły, pracy, zająć się dzieckiem, wyprowadzić psa, zrobić zakupy. Czy to nie robi się nudne? Nie chcielibyście odmiany? A gdyby Wam powiedziano, że to wszystko przeszłość i teraz nic nie jest już takie same? Cieszylibyście się? Wszystko się zmieniło od Powstania. W dzień Powstania, gdy w powietrze zostały rozpylone dwie szczepionki – przeciw przeziębieniu i nowotworowi, ludzie martwi zaczęli ożywać. Wszędzie pojawiły się zombi, które miały tylko jeden cel – pożywić się ludźmi. A każdy, kto miał chociaż najmniejszy kontakt z zombi lub po prostu umarł, przestawał myśleć i stawał się bezmyślną maszyną do zabijania. Jednak ludzkość jest potężnym gatunkiem i mimo wielu strat ochroniła się przed całkowitym wymarciem. Lecz zombi po dwudziestu latach nadal są zagrożeniem. Jak żyć w takim świecie, gdzie nie można nawet wyjść na dwór bez odpowiedniej ochrony?  


O tej książce słyszałam wiele dobrego. Nieraz i nie dwa spotkałam się z bardzo pozytywnymi opiniami. Gdyby nie one, nie zwróciłabym uwagi na tę serię. Jednakże gdy się już pojawiły, zapragnęłam przeczytać tę powieść. Byłam bardzo podekscytowana, gdy trafiła ona w moje ręce. Zaczęłam ją czytać od razu i bez wytchnienia. Po raz pierwszy spotkałam się z tak nietypową książką, która zarazem bardzo mi się podobała, ale również zniechęcała do siebie.

Świat, który stworzyła Grant jest oryginalny. Wiedziałam, że jest to opowieść o zombi, ale nie spodziewam się tak dobrze wykreowanego świata, którego nigdy wcześniej nie widziałam w tego typu powieściach. Wszystko dzieje się w przyszłości i ukazuje nam, jak ludzkość broni się przed atakiem zombi, jak funkcjonuje nowy system, gdzie główną rolę odkrywają blogerzy. Dlaczego blogerzy? Bo to właśnie oni uratowali świat przed zagładą. To oni ostrzegli jako pierwsi innych ludzi przed zagrożeniem. Takiego docenienia mojego fachu nie spodziewałam się... Poza tym nie mogę się nadziwić, skąd autorka wzięła pomysł na tego rodzaju zombi. To nie są umarli, którzy wstali z grobów, jak pewnie Wam najpierw przyszło do głowy. Są to ludzie, którzy dopiero co umarli i kontrole nad ich ciałami przejął wirus. Jest to bardzo specyficzne podejście do tematu, które zyskało u mnie sympatię.

Kolejną sprawą, która od razu w pierwszym rozdziale rzuca się w oczy, jest przywiązanie rodzeństwa, odgrywającego pierwsze skrzypce w tej książce.  Zakochałam się w nich. Miłość, którą sobie okazywali, była tak naturalna, że pożałowałam, że nie mam rodzeństwa. Nie były to przesłodzone sceny, ale naturalne zachowania. Właśnie to nadawało powieści emocjonalnego klimatu, który nie opuszczał nas ani na chwilę. Cały czas bałam się, że któremuś coś się stanie i będę musiała patrzeć na cierpienie, które pozostanie. Nie mogłam oderwać się od czytania, gdyż musiałam się upewnić, że wszystko będzie dobrze.

Jednakże, jak pisałam wcześniej, coś również zniechęcało mnie do książki. Nie umiem tego ubrać w słowa. To po prostu było. Nie chciałam patrzeć na świat, który znam, ale jest on całkiem inny. Nie chciałam widzieć, jak przez doświadczenia i różnego typu eksperymenty, ludzi giną, a nasz gatunek jest doszczętnie niszczony. Nie chciałam wiedzieć, dlaczego tak się stało i jaka jest prawda. Choć główna bohaterka za priorytet uważała prawdę. Lecz prawda ma potężną moc.

Książkę czyta się przyjemnie, lecz z dozą przerażenia. Widzimy nową politykę, która szwankuje i potrzebuje kogoś, kto zmieni świat. Przed każdym rozdziałem pojawiają się fragmenty z blogów różnych ludzi, które podsumowują wydarzenia. To bardzo przyjazny dodatek, który wielokrotnie skłonił mnie do refleksji. Powieść polecam osobom o mocnych nerwach. 

Amarisa plusminus Linia koment
Przeczytane:2014-07-18, Ocena: 4, Na półkach: Przeczytałem,52 książki 2014,Mam,
"Wszystko jest 'tylko historią'. Tragedia, komedia, koniec świata, cokolwiek, to tylko historia. Liczy się to, by została usłyszana."

Przed dwudziestu laty coś się posypało. Ktoś chciał dobrze, ale nie do końca wyszło tak, jak to sobie wyobrażał. Nikt nie mógł wówczas przypuszczać, że następstwem pewnych wydarzeń będzie śmierć 35% ludności na całym świecie. Ale stało się. Fala powstających z martwych ludzi, zombie, które dotąd znane były ludzkości jedynie dzięki powieściom czy filmom, zalała świat. Śmierć poniosły miliony niewinnych ludzi, a wszyscy pozostali zmuszeni zostali nauczyć się żyć na nowo. I choć na początku ich pojawienie się było jednym z najgorętszym newsów, obecnie nie stanowią już tematu godnym uwagi. Zombie stały się kolejnym elementem krajobrazu, czymś na porządku dziennym, co już w żaden sposób nikogo nie dziwi, nie zaskakuje. Odegrały swoją rolę zmieniając świat nie do poznania. Wirus odpowiedzialny za epidemię, nazwany Kellis-Amerlee, stał się rzeczywistością. "To szum w tle naszego życia". Nosi go w sobie każdy żyjący człowiek, choć w uśpionej formie, która tylko czeka na odpowiedni moment, by przebudzić się i przejąć pełnię kontroli. A kiedy tak się stanie, nie ma już "was", tracicie świadomość samego siebie, tego, kim byliście, jesteście, kim chcieliście być. Nie ma ratunku. Nie istnieje żadne lekarstwo. Nie ma wyjątków. Nie istnieją cuda. Dołączacie do martwych, a jedynym dla was wybawieniem jest kulka między oczy. Nic więc dziwnego, że na świecie zapanował wszechobecny Strach. Ludzie boją się wyjść z domu, unikają kontaktu z innymi, omijają szerokim łukiem miejsca większych zgromadzeń. Wszystko z obawy przed zarażeniem. Każdy przecież chce żyć... tak długo, jak to tylko możliwe. Informacje ze świata czerpią dzięki osobom, które ryzykując własne życie opuszczają bezpieczne enklawy, by zdobyć jakiś ciekawy materiał. Papierowa prasa dawno już odeszła do lamusa. W obecnych czasach liczy się szybkość przekazu, bo ta może uratować komuś życie. Zapewnić ją może jedynie Internet. Nic więc dziwnego, że blogerzy zaczęli umacniać swoją pozycję, że zaczęto liczyć się z ich zdaniem i opiniami. A im wyższe osiągają statystyki, tym zajmują zaszczytniejsze miejsce na drabinie popularności, ważności w ich świecie. Dla podwyższenia słupków gotowi są zrobić dosłownie wszystko. Niektórzy nie zawahają się wykorzystać do tego celu własnych dzieci...

Rodzeństwo Georgia oraz Shaun Mason, a także dziewczyna o przezwisku Buffy, prowadzą serwis informacyjny. Pragną głosić prawdę. To jest dla nich najważniejsze. Zwłaszcza dla Georgii. Należy ona do grupy blogerów zwanych Newsie, czyli osób relacjonujących fakty, nie wyrażających własnych opinii. Jej brat kocha ryzyko, skoki adrenaliny, dlatego też jest Irwinem. Nie waha się wyjść na zewnątrz, narażając przy okazji własne życie, by zdobyć materiał, dzięki któremu reszta społeczeństwa będzie mogła poczuć dreszczyk emocji. Z kolei Buffy jest przedstawicielką grupy, której nikt nie rozumie, poza jej członkami. To Fikcyjna. Ona i jej podobni wrzucają do sieci poezję, opowiadania i sny. Razem stanowią doskonały, uzupełniający się zespół. Jak sami o sobie mówią są "wielozadaniowym narkotykiem nowego milenium: relacjonujemy newsy, tworzymy newsy i dajemy ci możliwość ucieczki od nich, kiedy stają się zbyt uciążliwe." Ich największym marzeniem jest przebicie się na sam szczyt, dołączenie do grona serwisów cieszących się największą popularnością wśród społeczeństwa. I wydaje się, że w końcu ich marzenie ma szansę się spełnić. Oto bowiem otrzymują zaproszenie dołączenia do ekipy prowadzącej kampanię prezydencką człowieka który ma realne szanse na objęcie najwyższego urzędu w Stanach Zjednoczonych. Będą prowadzić relację z jej przebiegu. Początkową radość i entuzjazm związany z tak wielką szansą, szybko zastępuje świadomość tego, że wciągnięci zostali w grę, która może mieć tragiczny finał nie tylko dla nich samych, ale również dla wielu niewinnych ludzi. Czy dalsze głoszenie prawdy warte jest podjęcia takiego ryzyka?

Długo czekałam na możliwość przeczytania pierwszej części trylogii "Przegląd Końca Świata" autorstwa Miry Grant (a właściwie Seanan McGuire, bowiem Mira Grant to pseudonim literacki pisarki). Przez ten czas naczytałam się mnóstwa pochlebnych recenzji na jej temat. Na spory plus, przynajmniej dla mnie, była również rekomendacja samego Jakuba Ćwieka, która znalazła się na okładce powieści. A są to słowa:

"Po lekturze Feed jestem pewien jednej rzeczy: z dziką radością przeczytam drugi tom tej historii. Zainfekowała mnie!"

Nic więc dziwnego, że po tej powieści spodziewałam się naprawdę wiele. Wysoko postawiłam jej poprzeczkę. Miałam nadzieję, że faktycznie będzie tak świetna, wręcz doskonała, jak mnie zapewniano. Niestety nie do końca udało jej się sprostać moim oczekiwaniom. Przyznaję, że autorka miała naprawdę ciekawy, niebanalny pomysł na historię. Zgadzam się, że napisała ją w bardzo inteligentny sposób, przemyślany pod każdym względem. Widać tu jej doskonały warsztat, prawdziwy talent. Nie przeczę również temu, że zakończenie totalnie mnie zaskoczyło, bo naprawdę nie spodziewałam się tego, że tak wyglądać będzie finał pierwszego tomu trylogii. Jednakże nie do końca mogę przystać na to, że historia jest przerażająca, wbijająca w fotel, bądź niezwykle emocjonująca, o czym mnie wielokrotnie zapewniano. Ja tego nie poczułam. Żadnego wielkiego WOW nie było. Książkę czytało mi się bardzo dobrze. Bohaterowie są ciekawi, nietuzinkowi, doskonale nakreśleni. Największą sympatią obdarzyłam Shauna, co pewnie tych, którzy czytali tę powieść, wcale to nie zdziwi. Lubię ten typ facetów - zadziornego buntownika, lubiącego ryzyko, a przy tym troskliwego i nie obawiającego się okazywania uczuć osobom, na których najbardziej mu zależy. Bo taki właśnie jest brat Georgii. Tym mnie ujął. Właśnie dzięki temu wiele zyskał w moich oczach. Oprócz tego w tym nieprzyjaznym dla ludzi świecie nadal potrafi się śmiać i żartować. I to jak! Jest jednym z ciekawszych męskich bohaterów, jakich dane mi było spotkać podczas mej literackiej podróży poprzez kolejne powieści przewijające się przez me dłonie. Chociażby właśnie ze względu na niego warto sięgnąć po tę książkę. Uważam, że ogólnie cała historia godna jest Waszej uwagi. Autorka dość realistycznie nakreśliła to, jak mógłby wyglądać nasz świat, gdyby faktycznie doszło do wybuchu śmiercionośnej epidemii. Wiele z tego, o czym będziecie mieli okazję tu przeczytać, z pewnością nie będzie Wam obce - chociażby walka o władzę, za wszelką cenę. Zawsze bowiem znajdą się tacy, których największym pragnieniem będzie przejęcie kontroli nad innymi, pal licho jakimi metodami, byle dopiąć swego. Może właśnie to zostało uznane w tej powieści za tak przerażające? Że mimo tego, że świat pogrążył się w chaosie, ludzkość tak naprawdę niewiele zdołała się nauczyć? Pozostawiam to już Waszej ocenie. Ciekawi mnie natomiast jedno - o czym traktuje kolejna część tej trylogii? Pytam, bowiem na dobrą sprawę całą historię dałoby się zamknąć w tym jednym tomie. Hmm...

Moja ocena: 4/6
http://magicznyswiatksiazki.pl/przeglad-konca-swiata-feed-mira-grant-recenzja-511/
Sheti plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-12-23, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,Mam,
Prawda może Cię zniszczyć. Prawda może Cię zranić. Prawda może Cię zabić. Tak... jakby na to nie patrzeć, tak to właśnie wygląda. Czasami życie w niewiedzy jest dużo lepsze. Bo nie raz autentyzm może całkowicie zmienić nasz pogląd na świat. Coś, w co od zawsze wierzyliśmy, coś, co zawsze nam wpajano jako jedyną ważną zasadę i prawidłowość, może okazać się jednym wielkim fałszem. I co wtedy? Wasz świat zaczyna się walić na łeb na szyję. Z drugiej jednak strony... może to być wyzwalające.

Hura! Udało nam się pokonać chorobę, która zabiera z naszego świata coraz więcej ludzi rocznie. Rak opanowany, mamy pewność, że nikt już nie zachoruje na żaden nowotwór. Piękna wizja... jednak wszystko ma swoje plusy i minusy. Minusem jest nowy wirus, który jest gorszy od transformacji nowotworowej. Rozprzestrzenia się w ludzkim organizmie w zawrotnym tempie, a człowiek zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością. Na czym polega problem? Na tym, że nie umiera - pozostaje żywy. No, przynajmniej w pewnym sensie. Georgia i Shaun Masonowie są dziennikarzami. Los dał im niezwykłą szansę - są na tropie konspiracji, która prawdopodobnie jest odpowiedzialna za wszystkie obecne wybuchy infekcji. A przecież ,,prawda musi wyjść na jaw, nawet jeśli jest śmiertelna".

Zombie, zombie, zombie... dlaczego? Ja nie lubię zombie. Jakoś mało mnie kręcą książki z tym motywem. A tu na dodatek powieść polityczna, błagam! Ja i polityka? Porażka na całej linii. Zrobiłabym jednak ogromny błąd, gdybym w końcu się nie skusiła na książkę Miry Grant. Przyznaję - motyw nie w moim stylu, ale jednak ta powieść mnie całkowicie pochłonęła! Jakub Ćwiek bardzo ładnie to ujął - ,,Zainfekowała mnie!". Zgadzam się z nim w 100 %. Ta książka jest jak wirus. Zaczniesz od pierwszej strony i nawet nie zauważysz kiedy znikniesz dla świata - będzie się liczyło tylko czytanie.

Właściwie nie ma się co dziwić - świetny pomysł na fabułę to jedno, ale jeszcze lepsza realizacja robią swoje. Historia jest przedstawiona niezwykle szczegółowo i dokładnie. Mira Grant włożyła w swoją pracę całe serce, co jest widoczne już na pierwszy rzut oka. Dopracowanie to coś, co wybitnie cenię w książkach. Tutaj nie mam się naprawdę do czego doczepić. Przedstawione zostało wszystko - skąd się wziął wirus, jak działa, technologia zabezpieczeń, hierarchia nowego społeczeństwa. Znakomity styl autorki też robi swoje - dojrzały język, który tak idealnie pasuje do klimatu i atmosfery, że aż ciężko w to uwierzyć. Akcja toczy się właściwie dosyć powolnie, a mamy tutaj aż 490 stron tekstu, jednak zaufajcie mi, jak już przyjdzie czas na ten moment, w którym adrenalina ma nam podskoczyć, to zdecydowanie wskoczy na najwyższy poziom. Nie brak tutaj scen, w których wydarzenia wbijają nas w fotel.

Bohaterowie są znakomicie wykreowani. Najlepiej poznajemy Georgię, ponieważ to ona jest narratorką całej historii. Bardzo oryginalna i ciekawa postać. Jej brat Shaun nieco się od niej różni, ale to właśnie jego słowa wywołują uśmiech na naszej twarzy. On wprowadza element humoru do historii pełnej tragizmu i intryg. W przypadku pozostałych charakterów jest równie dobrze - każdy z nich posiada widoczne tylko dla niego unikalne cechy. Ważnym elementem jest stała walka o prawdę, którą toczy rodzeństwo. Chcą poznać wszystkie fakty, są profesjonalistami, nie cofną się przed niczym, aby odkryć, kto jest odpowiedzialny za wybuchy epidemii. Georgia ma niezwykle analityczny umysł, to ona jest odpowiedzialna za planowanie i zawsze ma plan B, gdyby A nie wypalił. Shaun to raczej wykonawca, ale nie można mu zarzucić braku inteligencji.

A teraz najważniejsze... nieprzewidywalność! To, że autorka nie oszczędza swoich bohaterów to jedno, ale zrobiła coś, czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Nie mogę Wam zdradzić, o co mi chodzi, bo wtedy już leżycie - cała przyjemność z czytania wybiera się na spacer i nie wraca, jednak jestem pewna, że Was to również zszokuje. Zrobiła coś, z czym nie spotkałam się jeszcze ani razu. Do tej pory nie wierzę, że tak wszystko się potoczyło... Po prostu to, co działo się już pod koniec książki wbiło mnie w stan niedowierzania i melancholii. Nie jestem w stanie opisać uczucia, które towarzyszyły mi podczas jednej sceny. To jest właśnie to coś, co sprawiło, że książka zyskała - szereg różnych emocji, które wzbudza w czytelniku. Miesza mu w głowie, porusza do głębi i nie daje o sobie zapomnieć.

Ogłaszam wszem i wobec, że ,,Feed" to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam. Świetny pomysł i wykonanie, autorka poradziła sobie ze zbudowaniem odpowiedniej atmosfery, stworzyła niesamowitych bohaterów, a przede wszystkim - napisała historię, która szokuje i wbija w fotel. Historię, która zapada w pamięci. Historię, która sprawia, że chcemy więcej, mimo tego, że po zamknięciu książki ogarnia nas dziwne uczucie i ciężko nam się pozbierać. Wielkie uznanie dla Miry Grant, że coś, czego nie lubię, stało się dla mnie wybitnie dobrą lekturą. Wystawiam 10/10.
sabja plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-02-05, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,52 książki- 2013,Mam,Na półkach,
Bardzo przyjemnie się czyta. Zdecydowanie nie tylko dla fanów zombie, bo i miłośnicy sensacji, gierek politycznych, dziennikarskich śledztw będą zachwyceni. Dialogi są świetnie skonstruowane i okraszone sporą dawką humoru.Historia wciąga i nie pozwala się oderwać od książki. Z niecierpliwością czytam na kolejne części "Przeglądu Końca Świata".
Regalia Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
Eli1605 Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
gendun Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
IzaaK Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,Mam,
Inka Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
NataliaLena Linia koment
Przeczytane:2013-06-18, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,
ajrin Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
Linia koment
Przeczytane:, Na półkach:
ja_rus Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
coolmamma Linia koment
Przeczytane:2013-04-11, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,26 książek 2013 ,Mam,Recenzenckie,
break
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów