Okładka książki - Rubieże imperium. Kraniec nadziei. Tom 1

Rubieże imperium. Kraniec nadziei. Tom 1

Wydawnictwo: Drageus Publishing House
Data wydania: 2015-01-19
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 978-83-64030-43-7
Liczba stron: 400
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a opinię: Uleczkaa38

Ocena: 4.67 (3 głosów)

 Polscy miłośnicy military science-fiction mają swój dobry czas..:) Dobry czas, będący zasługą Wydawnictwa DRAGEUS Publishing House, które to co rusz raczy Nas kolejną świetną powieścią o kosmicznej wojnie w świecie odległej przyszłości. Książki wydawane przez Drageus to pozycje z najwyższej półki przeznaczone dla, wcale nie tak wąskiej grupy, miłośników science - fiction z prawdziwego zdarzenia, w którym to główną rolę odgrywa kosmos, fizyka, gwiezdne okręty, rozprzestrzeniona w najodleglejszych zakamarkach wszechświata ludzkość i.., w zależności od tytułu i autora, dodatkowo to "coś' jeszcze, co czyni te historie pasjonującymi, niezapomnianymi i uwielbianymi przez czytelników. Bardzo dobrze się stało, iż takie wydawnictwo powstało w Naszym kraju:) Zatem z wielką przyjemnością i radością powitałam kolejną premierę wydawniczą Drageusa, którą tym razem jest dzieło polskiego, cenionego i uznanego już, autora - Rafała Dębskiego. Książka ta stanowi pierwszy tom cyklu "Odległe rubieże", zaś jej tytuł to "Kraniec nadziei".

 

 Powieść Rafała Dębskiego przenosi Nas do świata odległej przyszłości, w której ludzkość dotarła w najdalsze zakątki kosmosu i skolonizowała tysiące planet. Świata wielkiej, kosmicznej wojny w której to pogrążyła się ludzkość, podzielona na stronnictwa Cesartswa i Republiki. Trwający od lat konflikt pochłonął już tysiące, a być może i miliony istnień i nic nie zapowiada tego, by kiedykolwiek miał on się zakończyć. Główny bohater opowieści - kapitan Aidan Samuels, dowodzący cesarskim niszczycielem "Sirene", to człowiek niezwykle odważny, inteligentny i i świetny w tym, co robi. Przy tym człowiek mający sobie za nic regulaminy i zasady nałożone przez dowództwo, a kierujący się jedynie dobrem załogi i pragnieniem zwycięstwa w każdej walce..I oto pewnego dnia kapitan Aidan wraz z całą grupą zadaniową Cesarskiej floty, zostaje przerzucony w odległy rejon kosmosu, w którym czeka na nich wielce zaskakująca i niebezpieczna sytuacja w jakiej się znajdą w wyniku chytrego planu dowództwa..Niespodzianka tym groźniejsza, iż kryjąca w sobie wielką tajemnicę kosmosu, która może zadecydować o dalszych losach wojny..

 

 "Kraniec nadziei" to niezwykle pomysłowa i ciekawa  kosmiczna opowieść wojenna, czerpiąca z najlepszych wzorców i dokonań na polu military science - fiction. Wzorców opartych na wizji wieloletniego konfliktu zbrojnego ludzkości, który z obszaru Ziemi przeniósł się na kosmiczne rubieże. Spotkamy to niezwykle barwną postać głównego bohatera rodem z literatury awanturniczej, który nie ma sobie równych w swym wojskowym fachu, a ponadto emanuje tak pokaźną dawką pozytywnej energii, iż już od pierwszych stron zjednuje Nas sobie bez reszty. Staniemy się świadkami niezwykle inteligentnej fabuły, łączącej w sobie wątki stricte wojenne, szpiegowskie i przygodowe. Wreszcie będziemy świadkami niezwykle rozbudowanych i efektownych opisów kosmicznej walki wielkich okrętów, ich strategii i skomplikowanych manewrów, opartych na prawach fizyki. A wszystko to podane będzie Nam z pokaźną dawką czarnego humoru w najlepszym wydaniu..Czyż można zatem oczekiwać czegoś więcej od dobrej powieści science - fiction:)?

 

 Na słowa uznania i bliższą uwagę zasługuje już sam zarys fabuły tej książki, a właściwie realiów tego literackiego świata przyszłości. Otóż mamy tu do czynienia z wysoko rozwiniętą cywilizacją człowieka,  przypominającą jednak świat średniowiecza. Oto bowiem otrzymujemy dwa wielkie imperia - Cesarstwo i Republikę. O ile o tej drugiej nie wiemy, bynajmniej na podstawie tego tomu, zbyt wiele.., to o Cesarstwie i jego obrazie, możemy powiedzieć bardzo dużo. I tak, jak sama nazwa wskazuje, władzę sprawuje Cesarz oraz podlegający Mu dostojnicy i urzędnicy pałacowi. Ba, są nawet Inkwizytorzy, budzący wszechobecny strach i niechęć..Istnieją kasty niewolników i najemników, zaś w dobrym tonie jest posługiwanie się hiszpańsko języcznymi tytułami i zwrotami. Żołnierze Cesarstwa z kolei są zobowiązani do noszenia przy swym mundurze białej broni, najczęściej w postaci szpady, podczas oficjalnych zebrań i zgromadzeń..Jeśli jeszcze do tego dodamy, iż obie strony konfliktu są nękany przez hordy piratów.., to chyba nie znajdzie się ani jedna osoba, która nie wiązała by wizji Rafała Dębskiego z wizją XVI-wiecznej Hiszpanii i jej królowania na Morzach i Oceanach świata..Pomysł przeniesienia tejże wizji na grunt świata dalekiej przyszłości i kosmicznej wojny, jest bardzo ciekawy, dosyć nowatorski, ale i ryzykowny. Otóż momentami trudno było Mi uwierzyć w to, że wraz z rozwoje technologicznym ludzkości, jej świadomość cofnęła się automatycznie do wieków średnich..Choć z drugiej strony w przypadku science - fiction, chyba nie można mówić o "trudności uwierzenia"w cokolwiek ..;)

 

 Powieść Rafała Dębskiego należałoby rozpatrywać w dwóch kategoriach - literatury rozrywkowej oraz literatury fantastyczno - naukowej. Oczywiście, obie te warstwy składają się zazwyczaj na jedno, czyli książkę science - fiction.., jednak w tym przypadku wydaje się być nieco inaczej..Otóż lektura tej powieści to swoiste lawirowanie pomiędzy fabularną akcją, a niezwykle wyczerpującymi i fachowymi fragmentami naukowymi o kosmosie, technologii, fizyce. Muszę tutaj zaznaczyć, iż zarówno warstwa fabularna jak i naukowa są ciekawe, interesujące, kluczowe dla odbioru lektury jak i również trzymające wysoki poziom. Niemniej nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż autor chyba za nadto dał się porwać roli wykładowcy i nauczyciela, wyjaśniającego niezwykle szczegółowo prawidła poruszania się w przestrzeni kosmicznej czy też prowadzenia walki. Jasne, takie dane są ważne i niezbędne dla budowania wiarygodności opisywanej fabuły, jednak nie mogą przysłaniać sobą tego co w takiej książce powinno być najważniejsze, czyli akcji. Czasami łapałam się bowiem na tym, iż nie mogłam się już doczekać końca owego naukowego fragmentu.., by ponownie powrócić na pokład "Sirene" i tym samym towarzyszyć kapitanowi Samuelsowi i jego załodze w tej niebezpiecznej misji..Myślę, a bynajmniej mam taką nadzieję, że kolejne tomy będą już bardziej ukierunkowane na stronę fabularną tej opowieści..:)

 

 Jak to zwykle bywa w twórczości Rafała Dębskiego, bardzo silną stronę książki stanowią jej bohaterowi. Oczywiście na pierwszy plan wysnuwa się kapitan Aidan Samuels - typowy bohater literatury akcji i scence- fiction w starym, dobrym stylu. Odważny, niemalże nieomylny, niesubordynowany, poświęcony całkowicie pracy służbie, kosztem osobistego życia. Postać ciekawa, choć moim zdaniem nie najciekawsza w całej gamie bohaterów tej książki. Mnie o wiele bardziej zainteresowały osoby kapitan Amandy i Inkwizytora Lermy. Ona - kapitan jednego z okrętów wojennych, poświęcona pracy w 100%, mająca za sobą traumatyczne przeżycia na wskutek  śmierci swojej dawnej załogi i utracie statku podczas jednej z misji. Cudem uratowana, poddana działaniu promieniowania, budząca współczucie ale także i niezwykłą ciekawość dyktowaną jej tajemniczością. Tajemniczą postacią jest także Inkwizytor Lerma - człowiek zdający się wiedzieć niemalże wszystko, a przy tym niezwykle inteligentny, przebiegły, kierujący się zawsze dobrem kraju, nie koniecznie zaś losem i życiem jednostki..Tych trzech bohaterów jest tutaj najważniejszych, najbardziej barwnych i najciekawszych dla czytelnika, który wciąż zadaje sobie pytanie o prawdziwą twarz każdego z nich..

 

 Na koniec muszę zwrócić uwagę na jedną rzecz, która absolutnie wyróżnia tę powieść z szeregu innych książek z gatunku military science - fiction. Otóż tym czymś jest sposób przedstawienia walki w kosmosie z udziałem wielkich jednostek wojennych. Rafał Dębski przeniósł tutaj sposób prowadzenia walki przez wielkie morskie galeony, na obszar kosmosu. Nie spotkałam dotąd tak sugestywnych, obrazowych i pomysłowych scen przedstawiających kosmiczną walkę, w której to główną rolę odgrywają przede wszystkim ludzie i ich inteligencja, dopiero potem zaś niezawodność komputerów pokładowych. Sposób prowadzenia ostrzału przeciwnika z dział pokładowych po wciąż następujących po sobie zmianach kursu.. - rewelacja:)!

 

 "Kraniec nadziei" to powieść dobra, zwiastująca sobą naprawdę świetną kontynuację tej trylogii. Dla Mnie stanowi ona swoiste wprowadzenie i zapoznanie czytelnika z tym światem literackim, którego całe piękno poznamy dopiero w dwóch następnych tomach. Z pewnością jest książka dla bardziej wymagającego czytelnika, którego nie interesuje jedynie to co się stało, ale także i to, w jaki sposób było to możliwe. Jeśli zatem kochasz science - fiction i wielkie kosmiczne epopeje, to nie wahaj się ani chwili i sięgnij po pierwszą odsłonę cyklu "Odległe rubieże"..:)

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Wspaniała przyszłość ludzkości, czyli wojna, wojna, wojna  

Postęp postępuje nieubłaganie. Nawet stojąc na krawędzi wąwozu kryzysu, zawsze śmiało wykonuje wielki krok naprzód. Hegemonia Ziemska, bo tak nazwano swoiste porozumienie ponad podziałami, czyli Światowy Rząd, nie trwa długo. Dochodzi do rozbicia trochę większego niż dzielnicowe. Do podziału Hegemonii na Cesarstwo i Republikę, czyli elity mówiące głównie po hiszpańsku i te mamroczące zdecydowanie po angielsku, wszystkie zaś mające przed zamglonymi oczyma różne wizje dobrobytu swoich obywateli. No, tak to wygląda w skrócie, ale poza owym skrótem na razie niczego więcej nie dostajemy w kwestii historycznych racji i ahistorycznych procesów. Liczy się to, że wielki podział stał się faktem, wojna stała się faktem, a wraz z jakże skądinąd romantycznym podbojem naszej galaktyki i wojna w przestrzeni kosmicznej stała się... faktem. Fakty stały się po prostu faktami.


Wojna potrzebuje... kogo? Oczywiście, uszystójcie, dzielnych wojaków! No, nie takich jak niemieccy spadochroniarze z sił specjalnych, którzy tak kochają życie i zdrowie, że ze względu na normy bezpieczeństwa nie mogą skakać przy zbyt wietrznej pogodzie. Takich żołnierzy wojna pażałsta nie ljubit. Uwielbia za to tych, którzy nie mają nic przeciwko zostaniu mięsem dział plazmowych, neutronowych, laserowych i owych. I o takich bohaterach wojennych opowiada ta książka.

Fabuła przenosi czytelników w Kosmos. Ten przez duże K. W klimaty prędkości wielokrotnie przekraczających granicę nędznego einsteinowskiego c. W przestrzeń zwijaną przed kosmicznym krążownikiem jak chodnik przed trzepaniem. W antymaterię usidloną w napędach okrętów jak dziki koń na prerii. Na okręty kosmiczne jako żywo przypominające fregaty pływające dziś po morzach i oceanach. Wojacy Jego Cesarskiej Wysokości walczą z Republikanami. Jedni z porywów serca, inni z powołania, jeszcze inni za drobną opłatą. Są jeszcze piraci, których nie lubi nikt poza piratami. Kapitan Aidan należy do tych, których skusiła mamona, ale po rozmaitych wybrykach wypłaty mu mocno ograniczono, za to kontraktu nie skrócono, choć przywileje zabrano. Ma status niewolnika, podobny do tego, jaki ma większość wolnych obywateli krajów demokratycznych. Wraz ze swoim zespołem nie przestrzega zasad i nie dba o wojskowy ceremoniał, za to z ułańską fantazją wykonuje zadania, których nikt inny by się nie podjął. Można go nazwać skutecznym szaleńcem, choć nie z tych, którym własne życie jest niemiłe. On po prostu ma takie chwile, że o własnym zdrowiu zapomina. Za to dba o całe tyłki swoich podwładnych. Wot takij niecharoszyj aficer. Nie inaczej jest, kiedy wysyłają go z grupą jemu podobnych oszołomów na dziwną misję. Oczywiście tajną, jak owe rozmowy przy małżach w spirytusie w pewnej restauracyjce. Misja okazuje się nad wyraz ciekawą. Zamiast solidnego dawania sobie po burtach wrogich okrętów dojdzie podczas niej nawet do... utworzenia frontu jedności ponadnarodowej. W obliczu... w obliczu... tajemnicy. Tajemnicy mającej jakiś związek z materią.

Wojna na morzu. Wojna na lądzie. Wojna w kosmosie. Co za różnica?! Wbrew pozorom jest, w widokach. Tych zewnętrznych, na supernową, gwiazdę podwójną czy skromną czarną dziurkę, i w tych na szanse przeżycia. W wojnie zawsze chodzi o to, by zabić, zniszczyć, zanim zrobi to przeciwnik. Chodzi o to, by dowódca czy przywódca przeżył i mógł oznajmić światu: zwyciężyłem (a czasami skromniej: zwyciężyliśmy). I taka jest wojna w Krańcu nadziei, pierwszym tomie cyklu Rafała Dębskiego Rubieże Imperium. Krwawa, (bez)sensowna, kosztowna, za to rozwijająca technologię i naukę oraz efektywnie walcząca z problemem przeludnienia Galaktyki. Czeka nas polityka w tle, intrygi całodobowe, manipulowanie obywatelami niezależnie od tego, czy są republikanami, demokratami, czy poddanymi cesarza. Wojskowe klimaty, niekompetentni dowódcy, dzielni szeregowcy, żołnierski slang, wybuchy, przebłyski, walki i ucieczki. Wszystko w odpowiedniej, kosmicznej skali. Mieszanina akcji bojowych, przygotowań do nich i gorzkich rozmyślań pomiędzy. Odrobina seksu z fembotem, częste iskrzące rozmowy "od serca", choć przez środki łączności. Rozmyślania i dialogi wykorzystywane do bezbolesnego wprowadzenia w tematy naukowo-techniczne. W problemy napędów, grawitacji, rodzajów broni i zasad ich działania, techniki wojskowej i technologii, antymaterii i kosztów jej pozyskiwania.

Powieść Kraniec nadziei to coś dla optymistów i wielbicieli grillowanych gołąbków pokoju w stylu radzieckim. Coś dla zwolenników dialogu międzynarodowego i rozwiązywania sporów łagodnymi metodami kilku pocisków w czułe miejsca. Rzecz dynamiczna, z kilkoma nieźle nakreślonymi - no, co tam, wymalowanymi jak te barbiszony - postaciami. Trudno się nudzić i trudno zrozumieć fizykę czasoprzestrzeni oraz zwijania jej przed okrętem. W sumie jednak chodzi o to, by się działo. Działo odzywa się więc często-gęsto. A tajemnica kusi możliwością rychłego wyjaśnienia. No, ale to jest możliwe dopiero w kolejnym tomie Rubieży Imperium.

Link do recenzji
Avatar użytkownika - Uleczkaa38
Uleczkaa38
Przeczytane:2015-02-13, Przeczytałem, 52 książki 2015, Mam,

 Polscy miłośnicy military science-fiction mają swój dobry czas..:) Dobry czas, będący zasługą Wydawnictwa DRAGEUS Publishing House, które to co rusz raczy Nas kolejną świetną powieścią o kosmicznej wojnie w świecie odległej przyszłości. Książki wydawane przez Drageus to pozycje z najwyższej półki przeznaczone dla, wcale nie tak wąskiej grupy, miłośników science - fiction z prawdziwego zdarzenia, w którym to główną rolę odgrywa kosmos, fizyka, gwiezdne okręty, rozprzestrzeniona w najodleglejszych zakamarkach wszechświata ludzkość i.., w zależności od tytułu i autora, dodatkowo to "coś' jeszcze, co czyni te historie pasjonującymi, niezapomnianymi i uwielbianymi przez czytelników. Bardzo dobrze się stało, iż takie wydawnictwo powstało w Naszym kraju:) Zatem z wielką przyjemnością i radością powitałam kolejną premierę wydawniczą Drageusa, którą tym razem jest dzieło polskiego, cenionego i uznanego już, autora - Rafała Dębskiego. Książka ta stanowi pierwszy tom cyklu "Odległe rubieże", zaś jej tytuł to "Kraniec nadziei".

 

 Powieść Rafała Dębskiego przenosi Nas do świata odległej przyszłości, w której ludzkość dotarła w najdalsze zakątki kosmosu i skolonizowała tysiące planet. Świata wielkiej, kosmicznej wojny w której to pogrążyła się ludzkość, podzielona na stronnictwa Cesartswa i Republiki. Trwający od lat konflikt pochłonął już tysiące, a być może i miliony istnień i nic nie zapowiada tego, by kiedykolwiek miał on się zakończyć. Główny bohater opowieści - kapitan Aidan Samuels, dowodzący cesarskim niszczycielem "Sirene", to człowiek niezwykle odważny, inteligentny i i świetny w tym, co robi. Przy tym człowiek mający sobie za nic regulaminy i zasady nałożone przez dowództwo, a kierujący się jedynie dobrem załogi i pragnieniem zwycięstwa w każdej walce..I oto pewnego dnia kapitan Aidan wraz z całą grupą zadaniową Cesarskiej floty, zostaje przerzucony w odległy rejon kosmosu, w którym czeka na nich wielce zaskakująca i niebezpieczna sytuacja w jakiej się znajdą w wyniku chytrego planu dowództwa..Niespodzianka tym groźniejsza, iż kryjąca w sobie wielką tajemnicę kosmosu, która może zadecydować o dalszych losach wojny..

 

 "Kraniec nadziei" to niezwykle pomysłowa i ciekawa  kosmiczna opowieść wojenna, czerpiąca z najlepszych wzorców i dokonań na polu military science - fiction. Wzorców opartych na wizji wieloletniego konfliktu zbrojnego ludzkości, który z obszaru Ziemi przeniósł się na kosmiczne rubieże. Spotkamy to niezwykle barwną postać głównego bohatera rodem z literatury awanturniczej, który nie ma sobie równych w swym wojskowym fachu, a ponadto emanuje tak pokaźną dawką pozytywnej energii, iż już od pierwszych stron zjednuje Nas sobie bez reszty. Staniemy się świadkami niezwykle inteligentnej fabuły, łączącej w sobie wątki stricte wojenne, szpiegowskie i przygodowe. Wreszcie będziemy świadkami niezwykle rozbudowanych i efektownych opisów kosmicznej walki wielkich okrętów, ich strategii i skomplikowanych manewrów, opartych na prawach fizyki. A wszystko to podane będzie Nam z pokaźną dawką czarnego humoru w najlepszym wydaniu..Czyż można zatem oczekiwać czegoś więcej od dobrej powieści science - fiction:)?

 

 Na słowa uznania i bliższą uwagę zasługuje już sam zarys fabuły tej książki, a właściwie realiów tego literackiego świata przyszłości. Otóż mamy tu do czynienia z wysoko rozwiniętą cywilizacją człowieka,  przypominającą jednak świat średniowiecza. Oto bowiem otrzymujemy dwa wielkie imperia - Cesarstwo i Republikę. O ile o tej drugiej nie wiemy, bynajmniej na podstawie tego tomu, zbyt wiele.., to o Cesarstwie i jego obrazie, możemy powiedzieć bardzo dużo. I tak, jak sama nazwa wskazuje, władzę sprawuje Cesarz oraz podlegający Mu dostojnicy i urzędnicy pałacowi. Ba, są nawet Inkwizytorzy, budzący wszechobecny strach i niechęć..Istnieją kasty niewolników i najemników, zaś w dobrym tonie jest posługiwanie się hiszpańsko języcznymi tytułami i zwrotami. Żołnierze Cesarstwa z kolei są zobowiązani do noszenia przy swym mundurze białej broni, najczęściej w postaci szpady, podczas oficjalnych zebrań i zgromadzeń..Jeśli jeszcze do tego dodamy, iż obie strony konfliktu są nękany przez hordy piratów.., to chyba nie znajdzie się ani jedna osoba, która nie wiązała by wizji Rafała Dębskiego z wizją XVI-wiecznej Hiszpanii i jej królowania na Morzach i Oceanach świata..Pomysł przeniesienia tejże wizji na grunt świata dalekiej przyszłości i kosmicznej wojny, jest bardzo ciekawy, dosyć nowatorski, ale i ryzykowny. Otóż momentami trudno było Mi uwierzyć w to, że wraz z rozwoje technologicznym ludzkości, jej świadomość cofnęła się automatycznie do wieków średnich..Choć z drugiej strony w przypadku science - fiction, chyba nie można mówić o "trudności uwierzenia"w cokolwiek ..;)

 

 Powieść Rafała Dębskiego należałoby rozpatrywać w dwóch kategoriach - literatury rozrywkowej oraz literatury fantastyczno - naukowej. Oczywiście, obie te warstwy składają się zazwyczaj na jedno, czyli książkę science - fiction.., jednak w tym przypadku wydaje się być nieco inaczej..Otóż lektura tej powieści to swoiste lawirowanie pomiędzy fabularną akcją, a niezwykle wyczerpującymi i fachowymi fragmentami naukowymi o kosmosie, technologii, fizyce. Muszę tutaj zaznaczyć, iż zarówno warstwa fabularna jak i naukowa są ciekawe, interesujące, kluczowe dla odbioru lektury jak i również trzymające wysoki poziom. Niemniej nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż autor chyba za nadto dał się porwać roli wykładowcy i nauczyciela, wyjaśniającego niezwykle szczegółowo prawidła poruszania się w przestrzeni kosmicznej czy też prowadzenia walki. Jasne, takie dane są ważne i niezbędne dla budowania wiarygodności opisywanej fabuły, jednak nie mogą przysłaniać sobą tego co w takiej książce powinno być najważniejsze, czyli akcji. Czasami łapałam się bowiem na tym, iż nie mogłam się już doczekać końca owego naukowego fragmentu.., by ponownie powrócić na pokład "Sirene" i tym samym towarzyszyć kapitanowi Samuelsowi i jego załodze w tej niebezpiecznej misji..Myślę, a bynajmniej mam taką nadzieję, że kolejne tomy będą już bardziej ukierunkowane na stronę fabularną tej opowieści..:)

 

 Jak to zwykle bywa w twórczości Rafała Dębskiego, bardzo silną stronę książki stanowią jej bohaterowi. Oczywiście na pierwszy plan wysnuwa się kapitan Aidan Samuels - typowy bohater literatury akcji i scence- fiction w starym, dobrym stylu. Odważny, niemalże nieomylny, niesubordynowany, poświęcony całkowicie pracy służbie, kosztem osobistego życia. Postać ciekawa, choć moim zdaniem nie najciekawsza w całej gamie bohaterów tej książki. Mnie o wiele bardziej zainteresowały osoby kapitan Amandy i Inkwizytora Lermy. Ona - kapitan jednego z okrętów wojennych, poświęcona pracy w 100%, mająca za sobą traumatyczne przeżycia na wskutek  śmierci swojej dawnej załogi i utracie statku podczas jednej z misji. Cudem uratowana, poddana działaniu promieniowania, budząca współczucie ale także i niezwykłą ciekawość dyktowaną jej tajemniczością. Tajemniczą postacią jest także Inkwizytor Lerma - człowiek zdający się wiedzieć niemalże wszystko, a przy tym niezwykle inteligentny, przebiegły, kierujący się zawsze dobrem kraju, nie koniecznie zaś losem i życiem jednostki..Tych trzech bohaterów jest tutaj najważniejszych, najbardziej barwnych i najciekawszych dla czytelnika, który wciąż zadaje sobie pytanie o prawdziwą twarz każdego z nich..

 

 Na koniec muszę zwrócić uwagę na jedną rzecz, która absolutnie wyróżnia tę powieść z szeregu innych książek z gatunku military science - fiction. Otóż tym czymś jest sposób przedstawienia walki w kosmosie z udziałem wielkich jednostek wojennych. Rafał Dębski przeniósł tutaj sposób prowadzenia walki przez wielkie morskie galeony, na obszar kosmosu. Nie spotkałam dotąd tak sugestywnych, obrazowych i pomysłowych scen przedstawiających kosmiczną walkę, w której to główną rolę odgrywają przede wszystkim ludzie i ich inteligencja, dopiero potem zaś niezawodność komputerów pokładowych. Sposób prowadzenia ostrzału przeciwnika z dział pokładowych po wciąż następujących po sobie zmianach kursu.. - rewelacja:)!

 

 "Kraniec nadziei" to powieść dobra, zwiastująca sobą naprawdę świetną kontynuację tej trylogii. Dla Mnie stanowi ona swoiste wprowadzenie i zapoznanie czytelnika z tym światem literackim, którego całe piękno poznamy dopiero w dwóch następnych tomach. Z pewnością jest książka dla bardziej wymagającego czytelnika, którego nie interesuje jedynie to co się stało, ale także i to, w jaki sposób było to możliwe. Jeśli zatem kochasz science - fiction i wielkie kosmiczne epopeje, to nie wahaj się ani chwili i sięgnij po pierwszą odsłonę cyklu "Odległe rubieże"..:)

Link do opinii
Avatar użytkownika - Uleczkaa38
Uleczkaa38
Przeczytane:2015-02-13, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki 2015, Mam,
Link do opinii
Avatar użytkownika - mxf
mxf
Przeczytane:2015-01-28, Ocena: 5, Przeczytałem,
Wizja przyszłości wg Dębskiego fascynuje, bowiem na świat patrzymy nie okiem demokratycznego mocarstwa, które czerpie pełnymi garściami z wolnościowych doktryn USA, tylko podobnego na kształt socjalistycznego imperium zwanego Cesarstwem powstałym na bazie hiszpańsko-portugalskiej supremacji. Cesarstwo przenosi do przyszłości najgorsze wzorce choćby imperium kolonialnego Hiszpanii - czyli niemal fanatyczną religijność, inkwizycję - w tym przedstawiciela kościoła - oficera religijnego, który na bieżąco ocenia zgodność decyzji dowódcy jednostek z jedyną słuszną linią polityczną władcy. Informacji na temat owego Cesarstwa jest jednak niewiele. Mnie się kojarzy ono z wieloma totalitarnymi lub monarchistycznymi imperiami znanymi z historii Ziemi. Liczę na to, że w kolejnych tomach poznamy je [Cesarstwo] bliżej - tak samo jak Republikę. Zauroczyła mnie warstwa plastyczna tej całej opowieści. Już sam fakt wplecenia w fabułę wybiegającą daleko w przyszłość mocarstwa bazującego na przestarzałych schematach kulturowych zafascynowała mnie. Do tego wizja wszechświata, w którym poza ludźmi nie ma żadnych innych gatunków, a oba istniejące mocarstwa poświęcają wszelkie zasoby na wiecznie trwającą wojnę przyprawia o gęsią skórkę. Ludzie ci charakteryzują się również nieskrępowanym stylem bycia oraz prostym językiem, tam gdzie trzeba stosują powszechnie łacinę kuchenną. Autor bardzo sprawnie posługuje się słowem, w efekcie mamy ciekawe opisy sytuacji politycznej, postaci, wydarzeń, statków czy technologii (w tym przypadku sporo się mówi o napędzie Alcubierre'a). Mocną stroną autora są wyraziste postacie - choć na początku miejscami gubiłem się w osobach z uwagi na sporą ilość postaci przedstawionych już w pierwszych rozdziałach. Niemniej na uwagę zasługuje fakt, że są to postacie nietuzinkowe, dwulicowe, prowadzące prywatne gry, knujące, judzące i nieufne wobec siebie wzajemnie. Do tego wszystkiego dochodzi aspekt religijnej inkwizycji, skomplikowanej wielowarstwowej intrygi i mamy mieszankę prawdziwie wybuchową. W temacie relacji międzyludzkich powieść "Kraniec nadziei" jest jedną z najlepiej odpowiadających rzeczywistości. Autor nie stworzył świata ani przyjaznego ludziom, ani sterylnego czy politycznie poprawnego jak to ma miejsce np. w "Star Treku". Bohaterowie książki mają swoje słabości, potrafią być przygnębieni, wkurw*ieni, zestresowani i kląć przy każdej okazji stosując za przecinki niekoniecznie wyszukane wulgaryzmy. Seems legit - chciałoby się powiedzieć - ponieważ nie ma po co ukrywać jak ten świat jest zbudowany, tym bardziej łatwo sobie wyobrazić pod jaką presją żyją ludzie zamknięci w metalowej puszcze otoczonej próżnią w środku wielkiej bitwy kosmicznej. Najbardziej ujmujący jest jednak element honorowy. W obliczu długotrwałej wojny odkrywamy, że szeregowi oficerowie, a nawet dowódcy pomniejszych jednostek są już znużeni wiecznym konfliktem. Dlatego w zetknięciu z wrogimi oficerami potrafią szybko odnaleźć wspólny język i z pominięciem wojskowej hierarchii rozpocząć misję mającą określić przyszłość znanego wszechświata. "Kraniec nadziei" to mocna dawka dobrego military i hard scifi w połączeniu z barwnym językiem, dobrze zarysowanymi postaciami, odrobioną lekcją fizyki i niezwykle brutalną wizją przyszłości. Powieść aż do ostatniej strony toczy się szybkim tempem, co pewien czas zwiększając napięcie, aż tu nagle… kończy się tzw. cliffhangerem.
Link do opinii

Wspaniała przyszłość ludzkości czyli wojna, wojna, wojna  

Postęp postępuje nieubłaganie. Nawet stojąc na krawędzi wąwozu kryzysu zawsze śmiało wykonuje wielki krok naprzód. Hegemonia Ziemska, bo tak nazwano swoiste porozumienie ponad podziałami czyli Światowy Rząd nie trwa długo. Dochodzi do rozbicia trochę większego niż dzielnicowe. Do podziału Hegemonii na Cesarstwo i Republikę czyli elity mówiące głównie po hiszpańsku i te mamrotające zdecydowanie po angielsku, wszystkie zaś mające przed zamglonymi oczyma różne wizje dobrobytu swoich obywateli. No tak to wygląda w skrócie, ale poza owym skrótem na razie niczego więcej nie dostajemy w kwestii historycznych racji i ahistorycznych procesów. Liczy się to, że wielki podział stał się faktem, wojna stała się faktem, a wraz z jakże skądinąd romantycznym podbojem naszej galaktyki i wojna w przestrzeni kosmicznej stała się... faktem. Fakty stały się po prostu faktami.

Wojna potrzebuje... kogo? Oczywiście, uszystójcie, dzielnych wojaków! No, nie takich jak niemieccy spadochroniarze ze sił specjalnych, którzy tak kochają życie i zdrowie, że ze względów norm bezpieczeństwa nie mogą skakać przy zbyt wietrznej pogodzie. Takich żołnierzy wojna pażałsta nie ljubit. Uwielbia za to tych, którzy nie mają nic przeciwko zostaniu mięsem dział plazmowych, neutronowych, laserowych i owych. I o takich bohaterach wojennych opowiada ta książka.

Fabuła przenosi nas w Kosmos. Ten przez duże K. W klimaty prędkości wielokrotnie przekraczających granicę nędznego einsteinowskiego c. W przestrzeń zwijaną przed kosmicznym krążownikiem jak chodnik przed trzepaniem. W antymaterię usidloną w napędach okrętów jak dziki koń na prerii. Na okręty kosmiczne jako żywo przypominające fregaty pływające dziś po morzach i oceanach. Wojacy Jego Cesarskiej Wysokości walczą z Republikanami. Jedni z porywów serca, inni z powołania, jeszcze inni za drobną opłatą. Są jeszcze piraci, których nie lubi nikt poza piratami. Kapitan Aidan należy do tych, których skusiła mamona, ale po rozmaitych wybrykach wypłaty mu mocno ograniczono, za to kontraktu nie skrócono choć przywileje zabrano. Ma status niewolnika podobny do tego jaki ma większość wolnych obywateli krajów demokratycznych. Wraz ze swoim zespołem nie przestrzega zasad i nie dba o wojskowy ceremoniał, za to z ułańską fantazją wykonuje zadania, których nikt inny by się nie podjął. Można go nazwać skutecznym szaleńcem, choć nie z tych, którym własne życie jest niemiłe. On po prostu ma takie chwile, że o własnym zdrowiu zapomina. Za to dba o całe tyłki swoich podwładnych. Wot takij niecharoszyj aficer. Nie inaczej jest kiedy wysyłają go wraz grupą jemu podobnych oszołomów na dziwną misję. Oczywiście tajną jak owe rozmowy przy małżach w spirytusie w pewnej restauracyjce. Misja okazuje się nad wyraz ciekawą. Zamiast solidnego dawania sobie po burtach wrogich okrętów dojdzie podczas niej nawet do... utworzenia frontu jedności ponadnarodowej. W obliczu... w obliczu... tajemnicy. Tajemnicy mającej jakiś związek z materią.

Wojna na morzu. Wojna na lądzie. Wojna w kosmosie. Co za różnica?! Wbrew pozorom jest, w widokach. Tych zewnętrznych, na supernową, gwiazdę podwójną czy skromną czarną dziurkę, i w tych na szanse przeżycia. W wojnie zawsze chodzi o to, by zabić, zniszczyć zanim zrobi to przeciwnik. Chodzi o to, by dowódca czy przywódca przeżył i mógł oznajmić światu: zwyciężyłem (a czasami skromniej: zwyciężyliśmy). I taka jest wojna w Krańcu nadziei pierwszym tomie cyklu Rafała Dębskiego Rubieże Imperium. Krwawa, (bez)sensowna, kosztowna, za to rozwijająca technologię i naukę oraz efektywnie walcząca z problemem przeludnienia Galaktyki. Czeka nas polityka w tle, intrygi całodobowe, manipulowanie obywatelami niezależnie od tego czy są republikanami, demokratami czy poddanymi cesarza. Wojskowe klimaty, niekompetentni dowódcy, dzielni szeregowcy, żołnierski slang, wybuchy, przebłyski, walki i ucieczki. Wszystko w odpowiedniej, kosmicznej skali. Mieszanina akcji bojowych, przygotowań do nich i gorzkich rozmyślań pomiędzy. Odrobina seksu z fembotem, częste iskrzące rozmowy od serca choć przez środki łączności. Rozmyślania i dialogi wykorzystywane do bezbolesnego wprowadzenia w różnorakie tematy naukowo-techniczne. W problemy napędów, grawitacji, rodzajów broni i zasad ich działania, techniki wojskowej i technologii, antymaterii i kosztów jej pozyskiwania.

Powieść Kraniec nadziei to coś dla optymistów i wielbicieli grillowanych gołąbków pokoju w stylu radzieckim. Coś dla zwolenników dialogu międzynarodowego i rozwiązywania sporów łagodnymi metodami kilku pocisków w czułe miejsca. Rzecz dynamiczna z kilkoma nieźle nakreślonymi - no co tam, wymalowanymi jak te barbiszony! - postaciami. Trudno się nudzić i trudno zrozumieć fizykę czasoprzestrzeni i zwijania jej przed okrętem. W sumie jednak chodzi o to by się działo. Działo odzywa się więc często-gęsto. A tajemnica kusi możliwością rychłego wyjaśnienia. No, ale to jest możliwe dopiero w kolejnym tomie Rubieży Imperium.

Inne książki autora
Światło cieni
Rafał Dębski0
Okładka ksiązki - Światło cieni

W przestrzeni kosmicznej każdy jest samotny, nawet jeśli przebywa wśród ludzi. Ale niektórzy są naprawdę samotni, zwłaszcza gdy nie wiedzą, czy ogarnia...

Ramię Perseusza. Z głębokości
Rafał Dębski0
Okładka ksiązki - Ramię Perseusza. Z głębokości

NIESAMOWITE SPOTKANIE DWÓCH RAS W GŁEBOKIEJ PRZESTRZENI. BOGATE W SZCZEGÓŁY, KLASYCZNE SF! Ziemia stała się za mała dla ludzkości, a jej...

Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy