Opis ksiązki

Kup Teraz

Tajemnica zaginionej ślicznotki

Ocena ( 2 osoby )
4.5
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2016-09-28
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 9788324036868
Liczba stron: 304
Dodał/a książkę:czytam
Dodał/a opinię:nureczka
Recenzja - Tajemnica zaginionej ślicznotki
Eduardo Mendozy i jego bohatera nie trzeba polskiemu czytelnikowi przedstawiać. Przygody damskiego fryzjera, detektywa amatora i barcelońskiego autochtona (jak sam siebie określa) nie od dziś mają rzesze wiernych miłośników na całym świecie, a kraj nad Wisłą nie jest tutaj wyjątkiem. Jestem przekonana, że teraz, gdy do rąk polskich czytelników trafiła ,,Tajemnica zaginionej ślicznotki", szeregi wielbicieli Mendozy zasili grupa nowych fanów. Aczkolwiek...
Już taka ze mnie marudna osoba, że zawsze wymyślę jakieś ,,ale", ,,aczkolwiek", ,,jednakże". Zacznijmy jednak od tego co dobre.
,,Tajemnica zaginionej ślicznotki" została przez autora podzielona na dwie części. I nie jest to zabieg czysto formalny. Podział byłyby wyczuwalny nawet wtedy, gdyby stosowne numerki nie pojawiły się w druku. Posunęłabym się wręcz do stwierdzenia, że to dwa dzieła w jednym. Są jak rodzeństwo -podobne do siebie, o wspólnych korzeniach, a jednak różne. Każda z nich ma własny, nieco odmienny charakter i inny cel .
Część pierwsza skrzy się humorem. Absurdalnym i totalnie odjechanym, balansującym niebezpiecznie na granicy groteski, ale nigdy nie przekraczającym granicy dobrego smaku. Autor nie boi się jazdy po bandzie: bohaterowie, ich przygody, ba!, nawet język, są przerysowane do granic wytrzymałości. Trochę tak, jakby skrzyżować wczesne powieści Joanny Chmielewskiej z filmami Pedro Almodovara i doprawić szczyptą Monty Pytona. Całość czyta się z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Wyśmienita odtrutka na melancholię szarych, jesiennych dni.
W warstwie fabularnej ,,Tajemnica zaginionej ślicznotki" to kryminał. Nie chcę zdradzać szczegółów, powiem jedynie, że nasz bohater zostaje perfidnie wrobiony w morderstwo, którego nie popełnił. Ma tylko jedno wyjście - musi na własną rękę przeprowadzić śledztwo by dowieść swej niewinności i uratować skórę. Akcja jest wartka, pełna zaskakujących zwrotów i nieprawdopodobnych przygód. Z każdą kolejną stroną intryga się komplikuje, robi się coraz bardziej zwariowana i zaskakująca.
Równie przerysowane i odjechane są postacie i to nie tylko te główne, lecz także drugo i trzecioplanowe. Wśród nich prym wiedzie pomagający bohaterowi w śledztwie transwestyta występujący jako panna Westinghouse. Na uwagę zasługują również pozostali: chociażby Cecilia, zrezygnowana właścielka restauracji ,,Casa Cecilia kuchnia riojańska", czy pracujący dla niej jako kuchcik pan Laramendi. Perełek nie brak też wśród postaci epizodycznych. Mnie najbardziej urzekł Ramiro - kierowca autobusu pracujący w ,,sektorze turystyki religijnej".
Powiedzmy to otwarcie: tak naprawdę ,,Tajemnica zaginionej ślicznotki" to nie powieść kryminalna, ale satyra lub wręcz parodia gatunku. Nie przeszkadza to jednak śledzić z zapartym tchem poczynań mistrza grzebienia i z narastająca niecierpliwością czekać na przebłysk geniuszu, chwilę natchnienia, która pozwoli naszemu bohaterowi rozwikłać tajemnicę. I tu, niestety, spotyka czytelnika (a przynajmniej mnie) spore rozczarowanie. Czyli owo wspomniane na początku ,,aczkolwiek". Mam kłopot z zaakceptowaniem rozwiązania zaproponowanego przez Mendozę. Tym, co mnie w kryminałach najbardziej fascynuje, jest nie tyle rozwiązanie zagadki, co obserwowanie drogi do celu. Lubię śledzić jak detektyw oddziela ziarno od plew, widzieć, jak z chaosu wyłania się prawda. Tymczasem u Mendozy tego nie uświadczysz. Mamy mnóstwo bezładnej - choć trzeba przyznać że zabawnej i przeuroczej - bieganiny, a potem, Deux ex machina, pojawia się odpowiedź, podana detektywowi niemalże na tacy.
W tym miejscu kończy się część pierwsza, a zaczyna druga. Znacznie spokojniejsza. Tempo siada, humor gdzieś się ulatnia ustępując miejsca refleksji nad kondycją współczesnego społeczeństwa. Sporo jest też mniej lub bardziej jawnych aluzji politycznych (przy czym odnoszę wrażenie, że część z nich jest zrozumiała wyłącznie dla czytelnika hiszpańskiego, a przynajmniej bardzo dobrze obeznanego z najnowszą historią Hiszpanii). I tu natknęłam się na spory problem. (Jest to drugie ,,aczkolwiek"). Mój umysł, nastrojony na brodzenie w oparach absurdu, nie od razu odnalazł się w melancholijno-refleksyjnej poetyce części drugiej.
Ale to nie jedyna różnica. W części drugiej zmienia się także rozłożenie akcentów, nasza uwaga nie ogniskuje się już na głównej postaci. Bo choć damski fryzjer nie znika z kart powieści, to jednak prawdziwym bohaterem staje się Barcelona. Miasto magiczne, pełne urokliwych uliczek, przytulnych kawiarenek, sklepów i sklepików. Barcelona, taka jaka była i taka, jaką się stała. Barcelona ulegająca ciągłym zmianom - nie koniecznie na lepsze.
Choć ,,Tajemnica zaginionej ślicznotki" nieco mnie zawiodła, to mimo wszystko, mimo lekkiego marudzenia i wymiennych przed chwilą ,,aczkolwiek", uważam ją za pozycję godną polecenia. Poprzednie książki Mendozy ustawiły poprzeczkę tak wysoko, że nawet pozycja nieco słabsza i tak reprezentuje niezwykle wysoki poziom.
szara_linia
Opinie
Ocena 1 2 3 4 5 6
Komentarz
kavayee plusminus Linia koment
Przeczytane:2016-10-18, Na półkach: Przeczytałem,Mam,



Damski fryzjer niechcący staje się głównym podejrzanym o zamordowanie pięknej modelki. Policja z braku lepszego pomysłu czepia się go jak rzep psiego ogona. Całe szczęście Asmarats trafia na uroczego transwestytę, pannę Westinghouse, którego zdolności dedukcyjne niemal dorównują jemu samemu. Czy udowodni swoją niewinność?







http://www.portalkryminalny.pl/content/view/7392/35/


RudaRecenzuje plusminus Linia koment
Przeczytane:2016-11-12, Na półkach: Przeczytałem,

Topmodelka Olga Baxter ginie w podejrzanych okolicznościach. Głównym podejrzanym zostaje się damski fryzjer, dla którego rozwiązania zagadki staje się kluczem do wolności. Co przytrafi mu się tym razem? I kogo spotka na swej drodze?


Prozę Eduarda Mendozy ciężko jest z kimkolwiek pomylić. Zwłaszcza, kiedy w grę wchodzą przychody fryzjera-detektywa. Zanim zabrałam się do przeczytania „Tajemnicy zaginionej ślicznotki” kojarzyłam autora zaledwie z pierwszej części cyklu. Nie zmienia to jednak faktu, że poprzednim razem bawiłam się naprawdę wybornie i wiedziałam, że powrót do tej serii jest jedynie kwestią czasu.


Twórczość Mendozy to twórczość bardzo charakterystyczna. Pełna specyficznego poczucia humoru, niebanalnych bohaterów, dziwnych pomyłek i nietypowych rozwiązań. Ciężko się jednak dziwić, skoro sam detektyw nie przypomina zwyczajnego tropiciela zagadek- o nie, do tego mu bardzo daleko. Może właśnie ten dziwny bohater sprawia, że książkom Mendozy zwyczajnie daleko do tradycyjnych kryminałów. Ilu bowiem znacie detektywów, którzy rozpoczynają śledztwo w zakładzie psychiatrycznym, a następnie w dążeniu do odkrycia prawdy korzystają z pomocy prostytutek i transwestytów?


Autor bawi się konwencją. I określenia „bawi się” nie użyłam tutaj przez przypadek. On żartuje, drażni się z czytelnikiem, naigrywa się ze swoich bohaterów, a jego największą bronią jest słowo. Mendoza przekształca swój kryminał w prawdziwą parodię, sprawiając, że momentami o wiele bliżej mu do komedii niż książki o morderstwie. Ani razu nie pomyślałam jednak, że jest w tym coś złego. Mam wrażenie, że o wiele trudniej stworzyć taką powieść, niż napisać klasyczny kryminał. Bo ciężej jest czasami rozbawić niż przestraszyć.


O tak, on zdecydowanie nie próbuje straszyć. Mendoza zaprasza nas do wspólnej zabawy. To jedna z tych książek, w której nie szukamy rozwiązania zagadki na siłę, próbując za wszelką cenę poskładać elementy układanki przed finałem. I nie denerwujemy się, kiedy coś nam nie wyjdzie. My podążamy za tymi dziwnymi bohaterami bawiąc się i rozkoszując specyficzną treścią tego dzieła. Doszukujemy się ukrytych znaczeń, szukamy odniesień do aktualnych tematów, czekamy, kiedy autor znowu postanowi nas zaskoczyć. A zaskakuje często- słownie i sytuacyjnie.


Spotykając się z Mendozą nie sposób nie wspomnieć w kilku zdaniach o jego stylu pisania. On uwielbia operować słowem i robi to naprawdę po mistrzowsku. Jego narracja jest bardzo charakterystyczna, w oczy rzucają się długie zdania z nieco przestawionym szykiem. Choć wyrazy sprawiają czasami wrażenie dobranych omyłkowo czy niepasujących do siebie, widać, że każde zdanie stworzone zostało z wielką precyzją i przyjemnością. Autor wydaje się czerpać prawdziwą radość z pisania i opowiadania historii, wydaje się robić to przede wszystkim dla dobrej zabawy, nie dla zysku czy sławy.


Z pewnością to jedna z tych powieści, które znajdą swoich zwolenników i przeciwników. Warto jednak dać jej szansę i zagłębić się w ten porywający świat Mendozy- zabawny, przewrotny, żywiołowy. To świetna propozycja na jesienne i zimowe wieczory, działająca prawdziwie rozgrzewająco.   


 

sulii plusminus Linia koment
Przeczytane:2016-10-15, Ocena: 4, Na półkach: Przeczytałem,26 książek 2016,Mam,
To moje pierwsze spotkanie ze znanym czytelnikom "damskim fryzjerem" . Sięgałam po książkę nie wiedząc na co się piszę. Kryminał z przymrużeniem oka, duża dawka poczucia humoru i oderwanie od powagi zarówno literatury, jak i dnia codziennego. O to co dostałam.

Główny bohater, "damski fryzjer", zostaje wrobiony w morderstwo pięknej modelki. Tylko sprzyjający mu zbieg okoliczności sprawia, że wymyka się policji i zaczyna dochodzić prawdy na własną rękę. Zyskuje przy tym pomoc wielu ludzi o bardzo oryginalnych zainteresowaniach, wyglądzie czy przeszłości. Okazuje się, że to z czym przychodzi mu walczyć sięga wyżej, niż mu się wydawało, przez co konieczne jest podjęcie niekonwencjonalnych środków.

Książka jest przede wszystkim lekka i zabawna. Człowiek nie musi trudzić się nad wielkim dążeniem do rozwikłania zagadki, gdyż ciekawsze od jej odkrycia, jest jej odkrywanie wraz z bohaterami. Fakt, że nie jest zbyt skomplikowana, nie oznacza, że jest prosta, czy bezwartościowa w odbiorze. Powieść jest przede wszystkim ciekawa. Pozwala wciągnąć się w hiszpański świat, jego kulturę i zwyczaje.

Co ważne, w bardzo rubaszną akcję wpleciony jest kawałek historii Barcelony, w tym spór między Hiszpanami, a Katalończykami. Na oczach czytelnika dochodzi do bardzo ważnych zmian w Barcelonie. Autor bardzo sprytnie zawarł te kwestie w fabule. Czytelnik przyjmuje je bardzo naturalnie, jako część prozy, ale nie pozostawia ich bez rozwagi.

Lektura pełna jest zabawnych dialogów, bohaterów o przerysowanych cechach charakteru i ciekawych zwrotach akcji.

"Spodoba Ci się moja współokatorka- powiedziała (...)- nie chcę bawić się w swatkę, ale coś czuje, że bylibyście znakomitą parą.
Candida miała romantyczne usposobienie, a jej wrażliwość szła w zwody z kretynizmem. Współlokatorka, która przybyła wkrótce po nas, okazała się transwestytą, w moim wieku i mojej postury(...)"


Oczywiście można czepiać się, że sama sprawa nie jest zbyt skomplikowana, że pewne rzeczy wychodzą na jaw w bardzo prosty sposób, rozmowy śmieszą czasem bardziej, czasem mniej, ale mimo to miło jest czasem poczytać książkę, po której człowiek czuje się po prostu zrelaksowany.

Polecam !!

Więcej recenzji na fifraku.blogspot.com Zapraszam!
nureczka plusminus Linia koment
Przeczytane:2016-10-13, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,52 książki 2016,
Eduardo Mendozy i jego bohatera nie trzeba polskiemu czytelnikowi przedstawiać. Przygody damskiego fryzjera, detektywa amatora i barcelońskiego autochtona (jak sam siebie określa) nie od dziś mają rzesze wiernych miłośników na całym świecie, a kraj nad Wisłą nie jest tutaj wyjątkiem. Jestem przekonana, że teraz, gdy do rąk polskich czytelników trafiła ,,Tajemnica zaginionej ślicznotki", szeregi wielbicieli Mendozy zasili grupa nowych fanów. Aczkolwiek...
Już taka ze mnie marudna osoba, że zawsze wymyślę jakieś ,,ale", ,,aczkolwiek", ,,jednakże". Zacznijmy jednak od tego co dobre.
,,Tajemnica zaginionej ślicznotki" została przez autora podzielona na dwie części. I nie jest to zabieg czysto formalny. Podział byłyby wyczuwalny nawet wtedy, gdyby stosowne numerki nie pojawiły się w druku. Posunęłabym się wręcz do stwierdzenia, że to dwa dzieła w jednym. Są jak rodzeństwo -podobne do siebie, o wspólnych korzeniach, a jednak różne. Każda z nich ma własny, nieco odmienny charakter i inny cel .
Część pierwsza skrzy się humorem. Absurdalnym i totalnie odjechanym, balansującym niebezpiecznie na granicy groteski, ale nigdy nie przekraczającym granicy dobrego smaku. Autor nie boi się jazdy po bandzie: bohaterowie, ich przygody, ba!, nawet język, są przerysowane do granic wytrzymałości. Trochę tak, jakby skrzyżować wczesne powieści Joanny Chmielewskiej z filmami Pedro Almodovara i doprawić szczyptą Monty Pytona. Całość czyta się z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Wyśmienita odtrutka na melancholię szarych, jesiennych dni.
W warstwie fabularnej ,,Tajemnica zaginionej ślicznotki" to kryminał. Nie chcę zdradzać szczegółów, powiem jedynie, że nasz bohater zostaje perfidnie wrobiony w morderstwo, którego nie popełnił. Ma tylko jedno wyjście - musi na własną rękę przeprowadzić śledztwo by dowieść swej niewinności i uratować skórę. Akcja jest wartka, pełna zaskakujących zwrotów i nieprawdopodobnych przygód. Z każdą kolejną stroną intryga się komplikuje, robi się coraz bardziej zwariowana i zaskakująca.
Równie przerysowane i odjechane są postacie i to nie tylko te główne, lecz także drugo i trzecioplanowe. Wśród nich prym wiedzie pomagający bohaterowi w śledztwie transwestyta występujący jako panna Westinghouse. Na uwagę zasługują również pozostali: chociażby Cecilia, zrezygnowana właścielka restauracji ,,Casa Cecilia kuchnia riojańska", czy pracujący dla niej jako kuchcik pan Laramendi. Perełek nie brak też wśród postaci epizodycznych. Mnie najbardziej urzekł Ramiro - kierowca autobusu pracujący w ,,sektorze turystyki religijnej".
Powiedzmy to otwarcie: tak naprawdę ,,Tajemnica zaginionej ślicznotki" to nie powieść kryminalna, ale satyra lub wręcz parodia gatunku. Nie przeszkadza to jednak śledzić z zapartym tchem poczynań mistrza grzebienia i z narastająca niecierpliwością czekać na przebłysk geniuszu, chwilę natchnienia, która pozwoli naszemu bohaterowi rozwikłać tajemnicę. I tu, niestety, spotyka czytelnika (a przynajmniej mnie) spore rozczarowanie. Czyli owo wspomniane na początku ,,aczkolwiek". Mam kłopot z zaakceptowaniem rozwiązania zaproponowanego przez Mendozę. Tym, co mnie w kryminałach najbardziej fascynuje, jest nie tyle rozwiązanie zagadki, co obserwowanie drogi do celu. Lubię śledzić jak detektyw oddziela ziarno od plew, widzieć, jak z chaosu wyłania się prawda. Tymczasem u Mendozy tego nie uświadczysz. Mamy mnóstwo bezładnej - choć trzeba przyznać że zabawnej i przeuroczej - bieganiny, a potem, Deux ex machina, pojawia się odpowiedź, podana detektywowi niemalże na tacy.
W tym miejscu kończy się część pierwsza, a zaczyna druga. Znacznie spokojniejsza. Tempo siada, humor gdzieś się ulatnia ustępując miejsca refleksji nad kondycją współczesnego społeczeństwa. Sporo jest też mniej lub bardziej jawnych aluzji politycznych (przy czym odnoszę wrażenie, że część z nich jest zrozumiała wyłącznie dla czytelnika hiszpańskiego, a przynajmniej bardzo dobrze obeznanego z najnowszą historią Hiszpanii). I tu natknęłam się na spory problem. (Jest to drugie ,,aczkolwiek"). Mój umysł, nastrojony na brodzenie w oparach absurdu, nie od razu odnalazł się w melancholijno-refleksyjnej poetyce części drugiej.
Ale to nie jedyna różnica. W części drugiej zmienia się także rozłożenie akcentów, nasza uwaga nie ogniskuje się już na głównej postaci. Bo choć damski fryzjer nie znika z kart powieści, to jednak prawdziwym bohaterem staje się Barcelona. Miasto magiczne, pełne urokliwych uliczek, przytulnych kawiarenek, sklepów i sklepików. Barcelona, taka jaka była i taka, jaką się stała. Barcelona ulegająca ciągłym zmianom - nie koniecznie na lepsze.
Choć ,,Tajemnica zaginionej ślicznotki" nieco mnie zawiodła, to mimo wszystko, mimo lekkiego marudzenia i wymiennych przed chwilą ,,aczkolwiek", uważam ją za pozycję godną polecenia. Poprzednie książki Mendozy ustawiły poprzeczkę tak wysoko, że nawet pozycja nieco słabsza i tak reprezentuje niezwykle wysoki poziom.
John34 plusminus Linia koment
Przeczytane:2016-10-05, Na półkach: Przeczytałem,Mam,

Tajemnica zaginionej ślicznotki to już piąta część cyklu z szalonym damskim fryzjerem w roli głównej. Eduardo Mendoza zabiera nas w niesamowitą podróż po Barcelonie gdzie „detektyw” fryzjer tym razem ma za zadanie odkryć prawdę o Oldze Baxter – modelce, która znika w tajemniczych okolicznościach.


Nie jest to pierwsze moje zetknięcie z prozą Mendozy. Wiedziałem iż czytając ją, uśmiech nie będzie schodził mi z twarzy. I w tym przypadku się nie pomyliłem. Niesamowite zwroty akcji, tempo wydarzeń, kreacja interesujących postaci utwierdziły mnie w przekonaniu, iż Mendozę zaliczam do jednych z najwybitniejszych autorów powieści światowych. Przy nim nie ma mowy o znużeniu materiałem. Książka pochłania. Wydaje się iż powieść ta jest prosta w swoim odbiorze. Tak, zgadzam się z tym, ale to taka „literacka fatamorgana”. Za prostotą kryje się wymiar psychologiczny. To bohaterowie czynią z niej cenną powieść. Ich przeżycia, smutki, radości. Poznajemy ich takimi jakimi są. Bogaci, biedni, sfrustrowani, zmanierowani.

Eduardo Mendoza w moim mniemaniu łamie wszelkie stereotypy pisarskie dla typowego autora kryminału. Oczywiście pojawia się zbrodnia, jest ofiara i winny, aczkolwiek do tego wszystkiego dodaje humor w postaci sarkastycznych dialogów, zwrotów, nazewnictwa, które w ostateczności tworzą niesamowitą powieść. Pierwiastek pikanterii również jest zawarty, co tworzy jednolitą całość.


Tajemnica zaginionej ślicznotki to nie tylko fantastyczna powieść kryminalna. To także obraz miasta – Barcelony, w której rozgrywają się wydarzenia. Jak sam Eduardo Mendoza mówi: Barcelona przez ostatnie 30 lat ogromnie się zmieniła – nastąpiła totalna zmiana. To nie jest już to samo miasto, które pamiętamy z naszej młodości. W tej konkretnej powieści chodziło mi aby opowiedzieć jak ta zmiana nastąpiła i jakie były nasze przeżycia z tym związane. Niektórym z nasz wyszła na dobre, innym na złe, natomiast dla większości z nas była to zmiana negatywna.*

Książka „przesiąknięta” jest Barceloną. Piękne krajobrazy, klimatyczne uliczki, kawiarenki, sklepy – to czynniki, które tworzą niepowtarzalny klimat miasta. Niewątpliwie nadrzędną cechą każdej metropolii – są jego mieszkańcy. Eduardo Mendoza powie: Jestem zainteresowany nie tyle miastem, co jego mieszkańcami, czy ludźmi żyjącymi w moim otoczeniu, których spotykam. I to właśnie opowiadam. Ich historie, małe historie – które tworzą taką małą historię współczesności. Opowiadam te historie, które faktycznie znam. Barcelona, jaką jest teraz lub jaką się stała – to doskonale miejsce do opowiadania takich powieści.


Najnowsza powieść Eduardo Mendozy Tajemnica zaginionej ślicznotki to książka, którą polecam nie tylko fanom autora, ale także Czytelnikom, którzy nie mieli styczności z hiszpańską literaturą. To także genialna książka dla sympatyków samego miasta Barcelony. Mini-przewodnik, który autor zawarł na kartach powieści. Idealna lektura na jesienne wieczory. W świecie damskiego fryzjera, życiowego fajtłapy, dzieje się dużo i dziać się będzie jeszcze o wiele więcej. Mam taka nadzieję, iż Eduardo Mendoza i jego literacki syn – fryzjer – niejednym nas zaskoczą.

Moja ocena: 10/10


*zamieszczone cytaty pochodzą ze spotkania autorskiego z autorem Eduardo Mendozą, które miało miejsce w księgarni MATRAS, mieszczącej się w Al. Solidarności 113 w dniu 04.10.2016r.

majkanew plusminus Linia koment
Przeczytane:2016-09-25, Na półkach: Przeczytałem,26 książek - 2016,


Damski fryzjer powrócił! Po raz piąty czytelnik ma przyjemność podejrzeć niezwykłego detektywa-amatora w akcji. W jednym z wywiadów Eduardo Mendoza zdradził, że wszystkie książki z tej serii powstają spontanicznie, a „Tajemnica zaginionej ślicznotki” była sposobem na wyluzowanie się i oderwanie od pracy nad poważnym dziełem, prawdopodobnie literackim testamentem pisarza.



Po opuszczeniu zakładu dla umysłowo chorych recydywista, damski fryzjer, próbuje uporządkować swoje życie. Salon fryzjerski zastąpiła chińska restauracja, w której zatrudniony jest nasz bohater. Podczas wykonywania służbowych obowiązków (rozwożenie jedzenia w przebraniu wojownika Xian) zostaje wciągnięty w dziwaczną misję ratowania zaginionego pieska. Sprawa jest podejrzana, ale wydana z rozkazu nieprzychylnego komisarza Floresa, z którym lepiej nie zadzierać. Fryzjer przyjmuje wyzwanie nie spodziewając się, że to zasadzka uruchamiająca lawinę niebezpiecznych sytuacji, spotkań z nieobliczalnymi (niekoniecznie tylko groźnymi) ludźmi oraz nieustannego pościgu za prawdziwym zbrodniarzem i ucieczką przed wrabiającymi go policjantami.


Bohater nie uniknie wpadek, ale niejednokrotnie wykaże się także sprytem, humorem i umiejętnością wychodzenia z opresji. Pozna wielu podejrzanych typków, kilka pięknych kobiet i przebranych za nie mężczyzn, zaprzyjaźni się z Tobym, który odwdzięczy się za pomoc.


Zdecydowanie cykl o damskim fryzjerze jest jednym z najzabawniejszych w literaturze w ogóle. W „Tajemnicy…” po raz kolejny autor bawi się konwencjami, gatunkami, śmieje z ludzi i ich przywar oraz całkiem krytycznie ocenia współczesny świat. Właściwie humor widoczny jest na każdym poziomie od językowego, przez sytuacyjny po kreacje bohaterów i styl powieści. Mendoza chce nie tylko zrelaksować i rozśmieszyć czytelnika, ale przez żarty, groteskę i absurd wskazać także kilka kwestii (pozornie zabawnych), na które warto zwrócić uwagę, m.in. egoizm, naiwność, ignorancja, próżność, chciwość, biurokracja, polityka itp.


Narratorem jest oczywiście damski fryzjer, on nakręca tu całą akcję mniej lub ważnych zdarzeń, poważnych i absurdalnych sytuacji. Stara się rozwikłać zagadkę śmierci modelki, spotyka się z pewnymi ludźmi, często zupełnie przypadkiem lub dzięki nieistotnym tropom. Ale dopiero to jego rozmówcy nadają charakter detalom, to oni wyjawiają potrzebne szczegóły. Wszyscy przejawiają wielką potrzebę bycia w centrum uwagi choć przez chwilę. Nasz bohater zdaje się tylko komentować i relacjonować. Fabuła jednak wymusza na nim nieustanny ruch – ucieczki, podążanie śladami, tropienie i podglądanie, co czyni tę książkę dynamiczną opowieścią wymagającą uwagi i testującą u czytelnika pamięć oraz umiejętność szybkiego kojarzenia.


Mendoza połączył tu przeszłość z teraźniejszością. Pokazał jakby dwie Barcelony nakładające się na siebie. Już na wstępie bohater określi siebie mianem autochtona, co powinno dać czytelnikom jasny sygnał, że w tej powieści będzie wyraźny podział na „my” i „oni” (rdzenni mieszkańcy i napływowi oraz turyści). Jednocześnie autor nie klasyfikuje Barcelony na dobrą i złą – pozostawia finalną ocenę odbiorcy.


„Tajemnica zaginionej ślicznotki” to wspaniała zabawa, inteligentna proza oraz zaskakująca na każdym kroku fabuła. Powieść mistrza pióra, który kolejny raz pokazał, że doskonale rozumie potrzeby (czytelnicze) współczesnych odbiorców.

Eli1605 Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
Inka Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
gendun Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
break
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów