Zwyczajnie - miłość (XIV) Krok w nieznane
opowiadania >



Czy zastanawialiście się kiedyś, czy to, czego doświadczacie to miłość? Mieliście wątpliwości? Pytaliście siebie, czy to jest właśnie to? Czym różni się ta – jak to mówią „prawdziwa miłość” od zakochania?. Moim skromnym zdaniem – zakochanie jest wtedy, gdy nasza podświadomość wszystkimi instynktami i mechanizmami psychologicznymi pożąda jakiejś osoby dla powołania do życia potomstwa, czy zaspokojenia własnego głodu „egzystencjalnego”, że tak go nazwę. Takie nastawienie: „Ja” będę szczęśliwy, jak będziesz ze mną i zaspokoisz moje pragnienia. Miłość to stan, kiedy liczy się, na pierwszym miejscu szczęście, dobro tej upragnionej osoby. Moje szczęście istnieje tylko wówczas, gdy ty jesteś szczęśliwy, szczęśliwa. To nie jest już postawa – „Ja” jestem zakochana , ale „Ty” jesteś dla mnie ważny, najważniejszy. Poczucie – pasujemy jak ulał, w tobie jestem sobą. Paradoks – jesteśmy bardziej skłonni węszyć czy – on, ona nas kocha, niż przyjrzeć się sobie, czy faktycznie kochamy. W miłości oblubieńczej (czyli damsko- męskiej) idealnie jest, jeżeli zakochanie i miłość idą ze sobą w parze. Stan najwłaściwszy do zakładania rodziny. Osobiście jednak jestem przeciw temu, aby wchodzić w związki, gdzie całą sobą odczuwamy, że my owszem – jesteśmy zakochani i kochamy, ale on, ona – ewidentnie nie, co objawia się zachowaniem, tym jak nas traktuje. Trudne. Po pierwsze dlatego, że jeżeli jesteśmy zakochani to nasz własny umysł oszukuje nas, tłumacząc wszystko na korzyść pożądanej przez nas osoby. Po drugie dlatego, że kobiety i mężczyźni różnie okazują sobie miłość. Dla faceta największym dowodem oddania jest to, gdy zamiast cieszyć się z wolności wśród kumpli i prywatnych pasji, swój czas, energię i wysiłki poświęca, aby zadbać o swoją kobietę. Naprawi jej samochód, dokręci nogi w chyboczącym się stoliku, pójdzie z nią na koncert zamiast na mecz. Często zdziwienie powoduje to, że ona życzyłaby sobie kwiatków, które za moment zwiędną, czy wspólnego obejrzenia filmu, który z resztą najczęściej – jego zdaniem jest nudny. Ona okazuje miłość przez czułość, bliskość, troskę. Czasami wręcz narzuca się z organizowaniem mu przestrzeni i nie przychodzi jej do głowy, że on potrzebuje trochę miejsca dla siebie, dla realizacji własnych aspiracji itd. Wracając do tematu. Co jeżeli czujemy, że on, ona nie odwzajemnia naszego uczucia? Większość, jeśli kocha, to wierzy, że pozyska w jakiś cudowny sposób miłość partnera. A gdyby wzruszył obiekt swych westchnień i tęsknot swoimi zabiegami, pozyskał przychylność i nawet zgodę na wspólne życie, bez większego uczucia, czy to byłby dobry fundament do zakładania rodziny? Moim zdaniem - Litość to nie miłość, a człowiek zaprogramowany jest na miłość. Każdy jej pragnie z racji tego, że jest człowiekiem, więc kiedy się pojawi taka prawdziwa budząca w pakiecie siły natury i dająca nasycenie duszy, nastąpi wewnętrzne rozdarcie. Nie ma siły. Wielu twierdzi, że przyjaźń, wzajemne zrozumienie i zaufanie są najpewniejszymi, najsolidniejszymi podwalinami do budowania trwałego, udanego związku. Nie będę się sprzeczać. To siły umysłu i ducha, które ludzi niezmiernie zbliżają. Instynkty biologiczne i ewolucyjne w kierunku jednego człowieka, działają w nas najczęściej około czterech lat. Pocieszenie dla nieszczęśliwie zakochanych – zakochanie w końcu przejdzie. Niepokojące dla wchodzących w związki małżeńskie – przejdzie??. Jeżeli to miłość, z fundamentem w przyjaźni, porozumieniu dusz, umysłów, to potrafią wskrzesić wszystko na nowo, bo „Ona – ta prawdziwa” nie umiera (podobno). Ja nie jestem pewna. Ludzie się zmieniają wraz z nabywanymi doświadczeniami - ich wnętrze, preferencje, zainteresowania. A jeśli każde z partnerów związku zmienia się w innym kierunku? Tutaj liczyłoby się to podrzucanie drew do paleniska – nieustanne, do końca. To jednak już inna bajka.


Do czego zmierzam? Do Piotra i jego pytania – Dlaczego? Co zrobiłem nie tak? - Czytał ktoś? Pamiętacie? Nie napiszę tu, że Piotr cokolwiek zrobił nie tak. Nie przypiszę mu wzorem telenoweli i większości romansów ukrytych, podłych cech. Jest świetnym facetem – inteligentnym, miłym, troskliwym, odpowiedzialnym i przystojnym. Pewnie, że ma tam jakieś swoje słabości, ale zupełnie nieszkodliwe. Dlaczego więc Magda uległa Dawidowi? Trzeba by przyjrzeć się Magdzie. Od wczesnego dzieciństwa wymagano od niej perfekcji i ona starała się ze wszystkich sił, aby nie zawieść oczekiwań. Była jedną z najlepszych, najpilniejszych uczennic w szkole, grzeczną córką, wygrywała konkursy muzyczne, zawsze pod presją tego, że wszyscy na nią liczą, a jeśli się nie uda wszystkich zawiedzie. Piotr też był idealnym wyborem dla wszystkich. Takiego wyboru oczekiwała przyjaciółka, rodzice, otoczenie, a ona go lubiła. Może nawet bardzo. Czy jednak to był jej własny wybór? Może tak nie do końca. No i w końcu stało się to, czego się bała. Pojechała na konkurs do Las Vegas i noga jej się powinęła. Zdyskwalifikowano ją. Spotkała Dawida, a on zupełnie nieoczekiwanie dał jej poczuć, że wcale nie musi być perfekcyjna, idealna, że ma prawo popełniać błędy. Przy nim nagle mogła zrzucić balast presji, przymusu wewnętrznego, poczuła się wolna. Nie uległaby, gdyby nie alkohol, bo wpojone zasady by jej na to nie pozwoliły, ale alkohol nie był tu przyczyną samą w sobie, tylko raczej rodzajem otwieracza na to, co tkwiło w niej głębiej. Ona jeszcze nawet tego nie wie, nie uświadamia sobie. Teraz po tym co powiedział jej Piotr, leży w swoim pokoju i ryczy powtarzając sobie, że jest nic nie warta, podła i nie zasługuje na miłość. Ojciec kazał jej się wynosić i jest święcie przekonana, że miał rację. Zawiodła wszystkich, jak nigdy dotąd. Modli się tylko przez łzy o to, by to nie odbiło się na jej dzieciach. Nie wie co dalej. Nie ma pojęcia. Jest przerażona.
Tamtej nocy Magda niewiele spała. Chciała zasnąć. Wtulona w poduszki, nakryta pachnącą kołdrą z zamkniętymi powiekami z utęsknieniem czekała na sen, ale nachalne myśli rodzące się w głowie całymi watahami skutecznie go odpędzały. Piotr, Dawid, nie skończone studia, niepewna przyszłość, dzieci w drodze. Miała o czym myśleć. Potem zaczęła sobie coś nucić, aby zagłuszyć jazgot własnej świadomości, a to sprawiło, że w jej wyobraźni pojawiła się ni stąd ni zowąd muzyka – nowa, inna, dziwna. Wstała i zaczęła pisać. Włączyła komputer, aby tam w swym ulubionym programie od razu zapisywać nuty i sprawdzać jak brzmią. Pisała, poprawiała, pisała od nowa i znów poprawiała. Coś sobie nuciła, coś znowu dodawała, wyjęła zapis muzyki, którą układała wcześniej. Początek na

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów