Amelia roz. dziewiąty
opowiadania >



Dziś dzień był nawet przyjemny. A najbardziej zdziwiła mnie wiadomość od Pana x. Napisał ...”czy możemy się spotkać? Dziś o 12:30...” serce mi szybciej zabiło i zrobiło mi się gorąco. Jak dotąd byliśmy tylko na telefonie a teraz chce to zmienić. Ku mojemu zaskoczeniu napisałam ....” ok .” Sama nie wiem czemu tak napisałam. Aż mi ręka drży. Mamy się spotkać w miejscu w którym widzieliśmy się przed laty. W głowie mam sto myśli na sekundę. Przede wszystkim jak się ubrać. Jak uczesać. Czy iść sama czy z małym a jak nie komu go zostawić i ze sto jeszcze. Kurcze tak mało czasu mi zostało.Dobra telefon do teściowej niech przyjdzie do Misia. I szybko do łazienki.Och jak tu się pomalować. Mocno , delikatnie, uwodzicielsko czy jak? Na pewno ładnie. Dobra to jest, teraz strój. Spodnie czy sukienka? Kurcze.Dobra mam taką pudrowy róż , ale zaraz przecież to nie lato, przecież nie będziemy siedzieć na dworze, na pewno na kawę pójdziemy to kurtkę zdejmę a pod nią co? Może tak spodnie rurki , bluzkę białą i sweterek biały w granatowe prażki do tego szal delikatny pudrowy róż, będzie ładnie , nowocześnie i nie za staro.Obejrzę się jeszcze. Dwa obroty , hmm jest ok.


Dzwonek do drzwi rozdarł ciszę i skupienie....


Och , teściowa przyszła.Zaraz się zacznie przesłuchanie.


-Dzień dobry ..


-Witam mamę. Co tam?


-To ja się pytam co tam? Gdzy ty się wybierasz, że dziecka wziąć nie możesz.


-Mam coś do załatwienia.


-Jak do tej pory siedziałaś w domu i nagle wychodzisz?


-I czas to zmienić?


-Dobra dobra , gdzie mały?


-Śpi w swoim pokoju.


-Idź idź tylko nie za długo bo nie mam czasu mam swoje życie .


-No ja bym też chciała ….


Och co za kobieta.Ratunku.Wychdzę .Serce mi wali jak młot. Denerwuję się jakbym szła na randkę. Jacie. Jadę jeszcze 15 minut i będę na miejscu. Och dojechałam a może to zły pomysł. Nie wiem , przecież to tylko spotkanie i nie randka. Spotkanie przyjaciół po latach. Tak głęboki wdech i idę.


,- Amelia szla przed siebie wąska drogą ,która prowadziła na stawy i do lasu. Gdy doszła na miejsce Pan x już tam był. Siedział na skraju polany machając nogami nad powierzchnią wody. Amelia podeszła bezszelestnie. I z drżącym sercem odezwała się po chwili zawachania.


-Witaj.Wybacz spóźnienie.


-Witaj Amelio.Miło Cię widzieć.-, w jego głosie można było wyczuć skrępowanie i tremę , ale zwalczył to i odparł.


-Ślicznie wyglądasz.-, Amelia odpowiedziała uśmiecham.Usta jej drżały i nie umiała wydobyć słowa.


-Źle się czujesz? ,- zapytał. Pokręciła głową .


-Co takiego zrobiłem powiedz


-Zostawiłeś mnie ,- wymamrotała....


-Co? Powtórz proszę...


-Nic nie mówiłam .Dlaczego tu się spotkaliśmy a nie w jakieś kawiarni ?Nie jest za ciepło.


-Nie jesteś zadowolona widzę....-, odparł zawiedziony


-A z czego mam być zadowolona! Zostawiłeś mnie parę lat temu, urwałeś kontakt olałeś mnie ,po paru latach się odzywasz...


-przepraszam, ale to ty się pierwsza odezwałaś...


-Cicho...!!! teraz się spotkaliśmy i co ja mam zrobić? co mam myśleć, denerwuję się nie wiem co gadam nie wiem co czuje ? Ty stoisz przede mna a ja gadam i nie wiem po co w ogóle...,- Amelia gadała dalej a Pan x podszedł nagle pociagnął ją do siebie i pocałował , zamilkła wreszcie. Po chwili uwolniła się poprawiła włosy , popatrzyła na niego i podeszła znów , ale już z większym nateżeniem go pocałowała.Tak jak chciała od lat. Namiętnie i z drżącym sercem. Pocałunek troche trwał. Gdy przestali patrzyli na siebie tak jak kiedyś. Milczeli oboje ,kurcze co tu powiedzieć w takiej chwili.Pierwszy odezwał się On.


-Wow,- cisza...


Nigdy się tak nie całowaliśmy.Amelio nie wiem czy powinienem Cię przeprosić?Co powiedzieć? Chetnie zrobił bym to znowu.,- odparł z uśmiechem .Ona oszołomiona bo przecież rzuciła się na biedaka. W sumie on też taki biedny nie jest bo pierwszy zaczął.


-Poczekaj ustalmy co się stało,- analizowała


-Już Ci mówię co się stało...całwaliśmy się i to nie przez pięć sekund ,ale pieć minut albo więcej.


-Dobrze już dobrze, przecież wiem co się stało.Próbuję ustalić dlaczego.


-Dlaczego? Bo chcieliśmy.


-Och tam , przestań


-A nie chciałaś?,- podszeł do niej dotknął jej policzka i ust , Amelia zadrżała i poczuła jak oblewa ją fala gorąca. Zamknęła oczy i poddała się dotykowi.


-Amelio nie oszukujmy się ,- mówił do jej ucha szeptem powodując gęsia skórkę na szyji.


My nadal coś czujemy do siebie.Gdyby tak nie było nie rzuciłabyś się na mnie.,- Amelia wyrwała się z zadumy i uniesienia....


-O chwileczkę wcale się nie rzuciłam proszę pana.


-Proszę pana?


-Ja chwilowo straciłam świadomość , tak to wina oszołomienia.


-No pewnie, moją osobą.


-Och!!! …,- ej co on sobie wyobraża , jaki pewny siebie, myślała z poważną miną.


-Widzę, że nie grzeszysz skromnością...


-Proszę Cię Amelio wiesz , że Cie kocham, myślałaś , że będzie to spotkanie starych przyjaciół?


,- kurcze tak właśnie myślałam...Myślała...


-Tak , właśnie tak myślałam. Bo niby co miałam innego myśleć.Mamy rodziny. Tomek proszę Cię ,- o men pierwszy raz od lat wypowiedziała jego imię...Wypowiedziałam jego imię a nawet pisałam o nim bez osobowo a teraz , coś się zmieniło.


-Co!!! Amelio co chcesz usłyszeć ? Nie kocham cię , jesteś mi obojętna?


-Tak...Nie... powiedziała w myślach.


-Poważnie , ok to mówię ...nie kocham cię i jesteś mi obo...,- nie dokaczył bo Amelia go pocałowała, ze łzami w oczach delikatnie go pocałowała. Pogłaskał ją po ślniących bląd włosach , które falami opadały na ramionach. Nic nie mówili nic nie myśleli liczyło się tylko tu i teraz.Już bez wyrzutów. Po chwili ruszyli w stronę miasta. Weszli do pierwszej restauracji jaką napotkali. Usiedli w zacisznym miejscu. Zamówili herbatę .Patrzyli na siebie tak jakby widzieli się pierwszy raz. Z urokiem i zakłopotaniem.


-Amelio


-Tak


-Podoba Ci się tu?


-Jest miło


-Nie mówię o restauracji


-A o czym ,przepraszam


-O tym miejscu o tej chwili i tamtej nad stawem.


-Nie wiem co myślę. Wypijmy herbatę i pożegnajmy się.


-Dlaczego?


-Tak będzie lepiej. Tomaszu proszę cię nie róbmy niczego czego byśmy żałowali.


-Nie wiem jak ty, ale ja niczego nie będe żałował.,- po chwili milczeli ,w ciszy wypili herbatę. Po dwudziestu minutach wstali i ruszyli do wyjścia. Stali przed restauracją czekając na cud , który uwolni ich od ich rzeczywistości. Niestety nie pojawił się. Tomasz złapał Amelię za ręcę


-Masz zimne dłonie jak zawsze.I jesteś smutna jak kiedyś. Amelio nie przestanę Cię …...,- urwał nagle jakby zapomniał jak wymawia się słowa. Spóścił

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów