ZAPALNICZKA
opowiadania >



wzrokiem, mimo że jej usta układały się w delikatny uśmieszek. Artur zauważył przy tym, że dziewczyna ma bardzo specyficzny kolor oczu - mieszanka wszystkich możliwych barw oka. Dotychczas tylko u jednej osoby widział taki kolor. ,,Z tego wniosek, że jest on wyjątkowy", pomyślał.
- Aha - Artur przygładził swoje trochę przydługie blond włosy - Masz dla mnie jeszcze może jakieś informacje? Coś, co jako nowy "współplemieniec" powinienem wiedzieć?
- Chyba nie. - Agata zmarszczyła czoło, chwilę się zastanawiając - No może oprócz tego, że w tamtym roku jeden facet z tych domów pod samym lasem zaprószył ogień i cztery osoby się spaliły.
- O kurde! - Artur lekko się skrzywił na samą myśl - To tamte zgliszcza?
- Owszem. - przytaknęła Agata - A co najlepsze, to jednej osoby nigdy nie odnaleziono...
- Może jej tam po prostu nie było. - Artur wzruszył ramionami. - A kogo nie znaleźli?
- Najstarszej córki. - Agata na chwilę zamilkła - Chodziła ze mną do klasy. Byłyśmy nierozłączne.
- Rozumiem. - Artur nie wiedział, jak w tej sytuacji powinien się zachować - Przykro mi.
- W porządku. - Agata popatrzyła mu prosto w oczy - Nie musisz mówić o współczuciu, kiedy go nie odczuwasz. Takie jest przynajmniej moje zdanie, no bo jak można współczuć osobie, której się nie zna, z powodu śmierci innej, też nie znanej do tej pory osoby? Straszny fałsz, nie uważasz?
- Akurat w tym się z tobą zgadzam. No, ale zawsze tak się mówi, żeby się nie wydać gruboskórnym, nie?
- Może i racja. - Agata znowu odwróciła się i zamierzała odejść.
- Ej, zaczekaj! - zawołał za nią Artur - Spotkamy się jeszcze?
- To nieuniknione! - Agata znów uśmiechnęła się z ironią - Przecież to w końcu mała wieś, a nie metropolia! Już bardziej można to nazwać nekropolią i też będzie pasowało. Cześć! - Agata machnęła ręką - Idź się wyspać. Jak zechcesz, to przyjdź jutro wieczorem tam pod zgliszcza. - po czym odeszła w stronę lasu.
- Cześć! - powiedział Artur i powoli ruszył w kierunku swojego nowego domu.
Kiedy położył się do łóżka, choć myślał, że nie uda mu się tak łatwo zasnąć, poczuł, jak bardzo jest zmęczony. Myślał cały czas o tym spotkaniu i nowej znajomej. Uświadomił sobie, że Agata strasznie go zaciekawiła swoim stylem bycia i swoją osobowością. A najbardziej swoim nietypowym poczuciem humoru. Na samo przypomnienie jej ironicznego, lekko szyderczego sposobu wypowiadania się, Artur nieświadomie się uśmiechnął. Po całym dniu męczącego urządzania domu i kilku niedospanych nocach jego organizm domagał się już długiego odpoczynku. Powieki same mu się kleiły, wiec poddał się temu i z błogim westchnieniem na ustach zasnął.
Kiedy się obudził była już godzina dziewiąta. Wstał z łóżka, ubrał się i zszedł do kuchni, żeby zrobić sobie kawę i odgrzać resztki wczorajszej kolacji. W dziennym świetle cała okolica wyglądała nieco inaczej. Otworzył okno w kuchni na całą szerokość, żeby wpuścić jak najwięcej świeżego czerwcowego powietrza. W dzień nawet ruiny domu pod lasem były trochę inne niż nocą.
Kiedy skończył zaimprowizowane śniadanie, postanowił przejść się po okolicy. Poszedł w stronę lasu. Chciał się przyjrzeć z bliska tym słynnym zgliszczom. Jak się później okazało, nie było tam nic ciekawego do oglądania. Z domu zostało tylko kilka osmalonych belek, ze ścian jak pokryte resztkami mięsa żebra wystawały jakieś druty i metalowe elementy, których przeznaczenia Artur mógł się tylko domyślać.
Artur rozejrzał się dookoła. W pobliżu dawnego domu widać było jakieś resztki piwnicy czy jakiejś innej ziemianki. Ale nie zauważył w pobliżu żadnych innych zabudowań mieszkalnych. ,,No to gdzie ona do cholery poszła w nocy?!”, zdziwił się Artur. „przecież poszła w tę stronę, więc musiała iść do domu! Nikt normalny nie włóczyłby się chyba po lesie o północy!” Obiecał sobie, że zapyta o to Agatę, kiedy przyjdzie dzisiaj wieczorem. ,,No tak. Przyjdzie! Tylko, kurde, skąd?!"
Dzień upłynął mu na rozpakowywaniu pudełek z rzeczami ze starego mieszkania i ustawianiu ich w nowym domu. Spokoju nie dawała mu również myśl o Agacie. Nie mógł się już doczekać wieczora, ale godziny ciągnęły się jak na złość. Wreszcie nadszedł upragniony wieczór. Artur zdał sobie sprawę z tego, że nie umówili się na żadną konkretną godzinę. "Głupio będzie przyjść za wcześnie i czekać jak idiota!", pomyślał i zaczął się zabierać za przygotowywanie kolacji. "To może dzisiaj dla odmiany jajecznica?", zapytał się w duchu, żonglując jajkami.
Po kolacji obejrzał jeszcze jakiś głupi film w telewizji o kobiecie, która wywoływała duchy. "Gówno prawda!", skomentował film, wyłączając telewizor. Zabrał ze stolika papierosy i wyszedł na dwór.
Po niecałej minucie był już przy zgliszczach. Zza ruin bezszelestnie wyłoniła się Agata.
- Cześć! - powiedziała - Już myślałam, że nie przyjdziesz.
- Cześć! - odpowiedział - Czemu miałbym nie przyjść? I tak nie mam w domu nic do roboty. Czemu chciałaś się spotkać właśnie tutaj?
- Powiedzmy, że czuję się tutaj jak w domu. - Agata uśmiechnęła się tajemniczym uśmiechem kogoś, kto wie coś ważnego, ale nie chce tego zdradzić.
Artur popatrzył na nią wzrokiem, który żądał wyjaśnień, ale nie otrzymał żadnych odpowiedzi.
Poklepał się znów po kieszeniach i wyjął paczkę papierosów. Wyciągnął ją w stronę
- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
niewnikaj Linia koment
Dodany:2016-03-19 17:06:06, Ocena: 5.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów