Nieśmiertelność i skutki uboczne R.1 C.2 Weronika i Tomek
opowiadania >



Ach, ten Tomek... Tomek, Tomuś Tomeczek!





Tomek był po prostu idealny! Udzielał się społecznie, przystojny tak, że mógłby zostać aktorem i mieć każdą, ale kochał i chciał tylko Weronikę.


Od pierwszego spotkania coś tam między nimi iskrzyło.


Było trochę perypetii i niestety... Weronika miewała wątpliwości.


Bóg jeden raczy wiedzieć dlaczego.


Przecież gdy szli razem nawet nie spoglądał na inne kobiety.


Weronika stała przed lustrem i próbowała zrozumieć, czemu patrzy w nią jak w obrazek.


Nie był jakąś pięknością, ot rudzielcem z mnóstwem piegów.


Wiewiórka” mówili w szkole. Tomek nazywał ją swoją Lisicą... to podobało się dziewczynie i lepiej oddawało jej osobowość. Była Cichą Lisicą.


Lecz na co tak patrzył? Dlaczego wciąż się uśmiechał?





Tomek znał Weronikę bardzo dobrze, jej humory i zachcianki, ale czy było tak w drugą stronę?


Dziewczyna zasępiła się próbując ułożyć włosy. Rude loki i tak odstawały bezustannie zmieniając położenie. Tomkowi to nie przeszkadzało, nie zwracał uwagi czy się pomalowała, w co ubrała. Był bezkrytyczny i bezwarunkowo oddany. „Prawie jak pies...” - pomyślała przez przypadek. Wystraszyła się, co by się stalo gdyby to powiedziała na głos.


Tomka, akurat nie było poszedł powiedzieć przyjaciołom o wieczorze kawalerskim. Weronika postanowiła przejechać się, zaprosić matkę na na damską wersję zabawy. Przy okazji powie się odbędzie Arturowi i ojcu.





Artur był starszym bratem Weroniki.


Miał dwadzieścia pięć lat, i dwadzieścia pięć centymetrów powyżej półtora metra wzrostu. Z tego był, trochę dumny bo w rodzinie był najwyższy. Z drugiej strony nie lubił patrzeć w dół na swoje stopy, bo miewał przez to zawroty głowy.


Gdybyśmy chcieli powiedzieć o nim parę słów, należało by zacząć od jego sekretu.


Całe życie czuł się przytłoczony. Nie tyle z powodu nadwagi, co istnienia wewnętrznej sprzeczności.


Artur uważał, że psychologia jest dziedziną medycyny nieudolną, zaś psychoterapia nie pomaga nam tak jakbyśmy tego chcieli. Przekonał się o tym na własnej skórze.


Nikt z rodziny nie wiedział, o jego korzystaniu z porad w tym zakresie. On pragną tylko jednego.


Wyleczyć się ze snów, które sprawiały, że co rano budził się zlany potem i częstoskurczem serca. Tylko tam mógł nadzieję znaleźć pomoc.


Artur panicznie bał się wysokości. O dziwo, nie była to trama z dzieciństwa, ani nigdy na prawdę nie spadał, może tylko w tych snach, tam nie bał się niczego, lecz po przebudzeniu...


Poszedł leczyć fobie za namową artykułu w gazecie dla kobiet. Po prostu chciał, żeby sny ustały.


Tak przedstawił to lekarzowi. Potem wizyty u psychologa dowodziły jednego: Był świrem na całej długości, albo brał prochy na własną rękę, nie koniecznie te ogłupiające ścierwa przepisywane przez pana doktora.


I jeszcze fakt, że doktorek co rusz rozgrzebywał każdy sen doszukując się ukrytego sensu.


Więc o czym były te straszne sny Artura?


Chłopak miał problem z przypomnieniem sobie szczegółów, na które nalegał lekarz, powiedzmy inaczej; nie chciał ich pamiętać! Wiedział tylko o lataniu i spadaniu, które sprawiały mu dziką radość.


Czy trzeba było się tym przejmować?


Poza tym przecież był normalny i nie miał zamiaru poddawać się leczeniu w zamkniętym ośrodku według zaleceń terapeuty. „Maniak jeden.”- wzdrygał się chłopak. Widział jak lekarz co chwile zagląda pod swojego buta. Sprawdzał podeszwę co dwa zdania z dokładnością trzydziestu sekund.


Artur uznał z wolna, że powtarzająca się niemal co noc od piątego roku życia paranoja jest nieuleczalna.


Pytanie; Kto bardziej z nich dwóch zasługiwał na białe, miękkie ściany bez drzwi, bez klamek?


Świadomy pacjent, czy upierdliwy, bezradny lekarz...


Arturowi robiło się gorąco na sama myśl, że znowu ma iść do przychodnia. Wizyty wcale zmieniały dręczącego go poczucia odmienności i obawy, że pewnego dnia tuż po przebudzeniu zejdzie na zawał serca.


Matkę musiał przekonywać po stokroć, że nie moczy już łóżka, jak to miało miejsce w dzieciństwie... a zdarzało się.


Artur nie był przesądny, a do istnienia rzeczy niezwykłych (nie zgodnych z kanonami nauk) miał stosunek ambiwalentny, z resztą taki sam jak jego ojciec miał do narzeczonego Weroniki.


Były mu obojętne dopóki istniały gdzieś obok i nie musiał o nich myśleć.


Gdyby się głębiej zastanowił ten właśnie erudyta (w trąbkę jeża), kojarzyły by się mu jedynie odmiennością, taką jak dziwne sny. To znaczyło, że należało się Tomasza obawiać.


Pewnie dlatego niejaki Tomasz Wronicz i rzeczy które działy się wokół niego, wzbudzały w chłopaku jawną niechęć. Nie pojmował zatem dlaczego Weronika postanowiła obrać sobie właśnie dziwaka i przybłędę znikąd jak on na przyszłego męża. W dodatku, w chwili obecnej wymagała aby Artur pomógł jej w organizacji wieczoru kawalerskiego.


- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów