Pan Szalony (cz.2)
opowiadania >



pamiętam, miał tam też ubrania na zmianę - mimowolnie spojrzałem na pokazane przez nią miejsce. Rzeczywiście, pod ławką stała jakaś drewniana skrzynia. Wróciłem spojrzenie na dziewczynę. Dalej stała na tym samym miejscu co wtedy. Muszę być bardziej ostrożny. Możliwe, że pokazując mi to, chciała zdobyć moje zaufanie, a kiedy opuszczę gardę stanie się coś okropnego. Nie wiadomo jakie ona może mieć zamiary, ani kim być. W końcu każdy ma swoją „ciemną stronę”, wątpię, żeby bez powodu ktoś przytwierdził ją do tego kamienia. Istnieje także możliwość, że to ona jest „ta dobra”, i naprawdę była uwięziona bez powodu. Co robić...
- To jak? - wyrwała mnie z zamyślenia - skorzystasz?
- Chyba tak – podniosłem się z miejsca. Teraz zobaczyłem, jak grubą warstwą kurzu pokryta była ławka. Część z tej „warstwy” przykleiła się do mnie. Jedną ręką trzymając kjanfo tej dziewczyny, a drugą strzepując kurz z ciała podszedłem do ostatniego rzędu i przykląkłem. Kątem oka dalej obserwowałem dziewczyną. Schyliła się przy pierwszej ławce i bardzo możliwe, że odkleiła coś, co wcześniej było od spodu do niej przytwierdzone. Szybko się podniosłem i zwróciłem do niej twarzą. Pierwszą moją myślą było, że wzięła ona jakiś ukryty nóż i mają spełnić się moje obawy. Odruchowo zacząłem szukać wzrokiem czegoś, co nadawało by się na broń, albo chociaż do obrony.
- O co chodzi? - białowłosa zwróciła się do mnie. - Bez klucza tego nie otworzysz.
Na jej otwartej dłoni znajdował się mały, szary kluczyk.
- Dzięki – powiedziałem bez emocji i zacząłem wysuwać skrzynkę spod ławki.
- Ty mi nie ufasz. Widzę, jak patrzysz – spojrzałem na nią. Mówiąc to podeszła do mnie. – ale czego innego się spodziewać, pewnie na twoim miejscu sama bym sobie nie ufała. Ale słuchaj. Jakbym miała Ci coś zrobić, to dawno bym to zrobiła. Nie miała bym z tym pewnie żadnego problemu, jesteś strasznie wychudzony. I pewnie nie mówiła bym Ci o tych ubrania, z przemarzniętym łatwiej – mówiąc to przybrała bardzo poważny wyraz twarz. Z jakiegoś powodu czułem, że mówi prawdę, jednak zdrowy rozsądek kazał mieć się na baczności. Wysunąłem skrzynię. Jak wszystko tu pokryta była kurzem, z taką różnicą, że chodził po niej wielki, czarny pająk.
- O święci! Weź, zabierz to paskudztwo! - krzyknęła dziewczyna robiąc krok w tył z grymasem na twarzy – Aaa, no szybko! To idzie w moją stronę!
Mhhyahahaha – nie wytrzymałem – Ty... boisz się pająków? - z wielki rozbawieniem zadałem pytanie.
- Nie, nie boję się, ale zabierz to, bo jeszcze mnie ugryzie, albo co – śmiejąc się lekko podniosłem drewniane pudło, żeby później zrzucić je na pająka. Ten jej strach wydał mi się najbardziej wiarygodną rzeczą, jaką do tej pory zrobiła.
- I po problemie – powiedziałem z uśmiechem. - Możesz się trochę cofnąć? - Ze zdziwieniem an twarzy spełniła prośbę. Otworzyłem skrzynię i wyciągnąłem c o ś, co leżało na wierzchu. Przyjrzałem się temu. Przypominało górę od japońskiego kimono, tylko bez tych szerokich rękawów. W fioletowe paski i okropnie wielkie. Następną rzeczą (ku mojej uciesze) były materiałowe spodnie. Ten cały kapłan to musiał być dość szeroki człowiek.
- Ej – zwróciłem się do dziewczyny opartą o ścianę. Kiedy na mnie spojrzała, doszedłem do wniosku, że nie wiem, o co mam zapytać. Dziwne książki? Lata na drodze? Droga do miasta? A może po prostu jakiś cel życia? Nic nie wiem...
- Ułatwię Ci sprawę – westchnęła – jeśli oddasz mi mój kyanvilo, to wyjaśnię Ci wszystko, a później pójdę do domu. Oczywiście jeśli jeszcze stoi...
Wcześniej wspomniany „uśmiech dobrego pomysłu” wstąpił na moją twarz.
- Ooo, więc masz gdzieś w pobliżu dom? Normalny, czy pełen fos, pajęczyn i kamiennych grobów?
- Do czego zmierzasz? - spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Ja mam coś twojego i nic swojego. Brak pieniędzy, poczucia kierunku i jakiejkolwiek wiedzy o tym miejscu. Do tego to co mam, jest dla ciebie ważne, więc chyba nie będzie problemu jeśli wymienię to na informacje i kilka noclegów, co? - Hehe, wyszło lepiej niż sądziłem. Jak dobrze pójdzie, to wszystko przemyślę na spokojnie. W mieszkaniu.
- Niech będzie. W końcu jestem Ci coś dłużna, a w domu akurat zwolniło mi się miejsce. No, ubieraj się! - jej słowa nawet mnie zaskoczyły. Sądziłem, że będzie się migała.
- Ok, jeszcze jedno...
- Na więcej żądań się nie zgadzam!
- Dobra, nie proszę. Ale jak masz na imię? Ja jestem Kacper.
- Kacper? Nie obraź się, ale to imię bardzo dziwnie brzmi.
- Wiem, też go nie lubię. J... - miałem właśnie wspomnieć o tej nowo poznanej ksywie, ale doszło do mnie, że jest ona jeszcze głupsza niż moje imię. Białowłosa pstryknęła palcami.
- Skoro go nie lubisz, to zmienimy je na Arachne. W końcu zabiłeś pająka. Hihihi...
- A Arachne to nie kobieta z mitologi grackiej? A co mi tam zresztą...
- Mi brzmi na męskie imię. Ja mam na imię Szerli.
- I to ja mam dziwne imię..?
- Skrót od Szerminla. Skrócone mi się podoba, ale dłuższa wersja jest kiepska. To jak? – Szerli uśmiechnęła się do mnie – Idziemy?
- Yhym.


- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów