Pan Szalony (cz.3) (chyba lepsza niż pozostałe)
opowiadania >



możesz tam coś dopisać. Ale są zasady. Na przykład: nie możesz dopisać żądnego zdarzenia, bo zazwyczaj łączy się ono z innymi ludźmi, na którymi nie masz wpływu. Możesz za to częściowo wpływać na swój nastrój. Nie możesz zwyciężyć z chorobą, bo nie masz wpływu na bakterię, które nie są częścią ciebie. Możesz za to szybko zasnąć wieczorem, wpisując po prostu „zasnąłem”. Trochę mało to przydatne, prawda? Niby takie magiczne, ale jak przychodzi co do czego, to do niczego się nie przyda.
- Ymm, albo zaszkodzi. Dokończysz o tych magach? - spytałem z nadzieją, że i ja mógłbym nim być.
- Jasne. Z książek wiem, że zaklęcie to nie jest jakaś wyrecytowana, długa sentencja. To może być tylko zwykłe na pozór zdanie, wypowiedziana w odpowiedniej tonacji. Hyhihihi.
- Co Cię tak rozśmieszyło?
- Wiesz, to co zrobiłeś, żeby mnie uwolnić, też było zaklęciem. Może nie naumyślnym, ale zaklęciem.
- ...Co? Jak? - spytałem trochę ogłupiony.
- Byłeś przestraszony, więc miałeś podniesiony i wyższy głos. A to co wtedy powiedziałeś, plus do tego mój kyanvilo trzymany w rękach, zbiło się w całość, tworząc nieznane zaklęcie! Świetnie! Gdyby nie ty, dalej była bym skamieliną! Dziękuję Cię! - słowa wypowiedziane radośnie i szybko dotarły do nie dopiero, kiedy dziewczyna obielą mnie i mocno ścisnęła. Nie miałem za bardzo czasu na reakcję, bo po chwili znów staliśmy obok siebie, a Szerli przyglądała mi się z uśmiechem.
- To jak? Kontynuować wyjaśniania? - zapytała wznawiając szybki chód.
- Jasne. Na czym stanęło?
- Chyba na magach.
- Yhym – przytaknąłem - Inny mag Ciebie uwięził w tym kamieniu? - zanim zdążyłem ugryźć się w język, słowa same się stały. Nie chciałem pytać o jej prywatne sprawy, skoro zauważyłem, że to ją smuci.
- Ymm – skinęła lekko głową – Oni są bardziej niebezpieczni niż się wydaje. Wpisują niby tylko stany, ale niektórzy zapominają, że stanem jest też śmierć – objęła rękami książkę. - Haha, na pierwszej stronie mojego pamiętnika znajdują się tylko dwa słowa „urodziłam się”. Trochę przeraża mnie myśl, że na ostatniej stronie, albo może nawet nie, pojawi się kiedyś zwrot „zginęłam”, albo „zabito mnie”. - Szczerze, nie wiedziałem jak zareagować na te słowa. Przez jakiś czas szliśmy w milczeniu. Zaczynało mnie to już trochę irytować.
- Ejjj, a jak myślisz, czy w moim kyanvilo opisane jest moje prawdziwe życie, czy to z tond? Bo jakoś się tu znalazłem, w końcu mówiłaś, że szedłem i upadłem. Yhhh, i czy w ogóle istnieje...
- Prawdziwe życie? Nie rozumiem. Wyjaśnisz mi to?
- Chyba...
- A co do kyanvilo, to musi istnieć, inaczej byś tu nie stał.
- To chyba dobrze. Z mojej strony wyglądało to następująco: - opowiedziałem jej całą historię, starając się nie pominąć żadnych szczegółów, z chwili, kiedy „umarłem”. Przez cały czas słuchała uważnie.
- Chyba mam teorię, co do twojego znalezienia się tutaj – powiedziała kiedy skończyłem – Później Ci opowiem.
- Dlaczego nie teraz? - spytałem nieco rozczarowany.
- Widzisz, gdzie jesteśmy?
Odwróciłem wzrok od dziewczyny i szybko się rozejrzałem. Podczas rozmowy pokonaliśmy spory kawałek drogi i staliśmy teraz przed początkiem ciemnego lasu. Drzewa w nim były wysokie i bardzo grube, o korze w kolorze czerni. Mógłbym przysiąc, że liście, choć o zbliżonej barwie do kory, lśniły się lekkim fioletem.
- Mieszkasz w lesie, czy za lasem? - spytałem niechętny do wejścia w gęstą puszczę.
- Ymm, mój dom powinien stać na jego drugim końcu. Lekko w głębi.
- Dużo ludzi mieszka w lesie?
- Nie, ale z tego co pamiętam, ma innych mieszkańców.
- Jakich? - przyjrzałem się podejrzanie ścianie lasu.
- Kiedyś były w nim wilki, sarny, lisy i inne stworzenia leśne. Ale wilki nigdy nie atakowały ludzi. No chodź! Nie ma co odwlekać. Mieszkałam w tym lesie od małego i nigdy mnie nic nie zaatakowało – powiedziała ruszając przed siebie. Dotrzymywałem jej kroku. - Nie ma się czego bać.
- Nie to, że się boję chodzić w nocy po lesie, ale wolę być przygotowany na głodnego wilka. Raczej nie mamy do obrony nic, oprócz mojego scyzoryka? - wyciągnąłem nożyk z kieszeni materiałowych spodni. - Tak poza tym... Ile lat byłaś częścią kamienia?
- Jeśli się nie pomyliłam przy liczeniu – zawahała się przez chwilę. - To będzie dobre z dwanaście lat.
- Naprawdę chciało Ci się to liczyć? Ja bym się pogubił.
- Jak już mówiłam, nic lepszego do roboty nie miałam. Poza tym na początku chciałam wiedzieć ile w tym będę i tak się ciągnęło – skończyła mówić. Miała inny ton niż wcześniej. Mówiła cicho, spokojnie, bez emocji. To przeczyło temu, co do tej pory sobie o niej myślałem. Wiem, że się boi, ale myślałem, że okaże to w bardzo jawny sposób. Do tej pory wszystko po niej było widać, każdą emocję, ale tę ukrywa. Hehe, niezła jest. Parę razy próbowałem nawiązać z nią dłuższą rozmowę (żeby trochę się wyluzowała, jak na początku), ale nie wychodziło. Zostawiłem to po jakimś czasie.
Dalej przedzieraliśmy się przez las, który jakby gęstniał z każdą chwilą. Nawet ja, chociaż wiedziałem, że nic takiego się nie stanie, poczułem niepokój. Światło księżyca przestało przebijać się przez korony drzew i szliśmy prawie po omacku, potykając się (a przynajmniej ja) co jakiś czas. Fakt, że w lesie byliśmy już dość długi czas wcale nie zmniejszał zaniepokojenia. Co więcej, to wstrętne uczucie tylko się nasilało. Jedyną rzeczą, o którą błagałem żeby się nie zdarzyła, było zatrzymanie się dziewczyny i powiedzenie przez nią, że zgubiła drogę... Albo żeby nie wpadła w pajęczynę i z krzykiem nie uciekła ode mnie.
Droga zaczęła mi się już po prostu dłużyć. Byłem zmęczony. Ku mojej radości w pewnym momencie Szerli powiedziała, że jesteśmy blisko. Jeszcze bardziej ucieszyłem się, kiedy zobaczyłem jakby promyczek słońca pośród drzew.
- Hihi, czułeś, że aż tyle przeszliśmy? Chyba słońce zaczyna wschodzić.
- Ymm, świetnie. Jesteśmy blisko? - zapytałem ziewając.
- Hahaha, nie myślałam, że po takiej długiej drzemce, tak szybko zechce Ci się spać – zaśmiała się białowłosa i ze świstem nabrała powietrza – Już naprawdę blisko! Chodź! - złapała mnie za rękę
- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów