Straszny dwór
opowiadania >



Zawsze panował tu półmrok. Drzewa złączone grubymi konarami tworzyły coś na kształt wysokiego, gotyckiego sklepienia i zazdrośnie pilnowały, żeby się przypadkiem nie przedarł nawet najcieńszy promień słońca. Nieliczne promyczki, którym się udawało jakoś przedostać przez ciemnozieloną gęstwinę, rozlewały się złotymi plamami na grubej skorupie zbutwiałych liści, gdzie pojedyncze źdźbła trawy, próbowały desperacko walczyć z hegemonią dębów szypułkowych, lip szerokolistnych i jesionów wyniosłych. Niestety była to misja z góry skazana na niepowodzenie.


Jak na prawdziwych władców przystało, te parkowe olbrzymy miały też swoje słabości. Lubiły tańczyć do silniejszych podmuchów wiatru, kołysząc do snu kolejne pokolenia kawek i gawronów ażeby, choć na chwilę uwolnić powietrze od ich ptasich kłótni i sporów. A czasem, kiedy wiatr się zapomniał w swoim muzykowaniu i zagrał jakiś naprawdę skoczny kawałek, drzewa robiły się niezdarne jak dzieci i wpadały na siebie albo tylko smagały się wzajemnie długimi ramionami, łamiąc sobie przy tym rozczapierzone palce.


W samym sercu tego drzewnego królestwa rozłożył się dwór szlachecki, o nieregularnej i niejednolitej bryle. Ponury i tajemniczy, jak całe jego otoczenie. Wchodziło się do środka przez mroczną sień, jak do otchłani Hadesu. Podobno było gdzieś światło, ale nikt chyba nie miał odwagi macać wilgotnych ścian w obawie, żeby nie trafić na śliski jęzor Cerbera. Sień była przedzielona grubą, ciężką kotarą i nie chcę sobie wyobrażać, co się mogło za nią kryć. Słyszałem, że był tam schowek na węgiel, ale nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby to sprawdzić.


A kiedy się wreszcie znalazło klamkę i weszło do kuchni, to zaraz od progu uderzał zapach starych mebli, naftaliny i jakiś ziół. Z kuchni wchodziło się do pokoju z piecem kaflowym, stołem, krzesłami, dębową szafą trzydrzwiową i dwoma łóżkami. Na jednym łóżku leżała góra pościeli, a na drugim wysuszona staruszka, umierająca na gruźlicę. Na ścianach wisiały ikony i patrzyły surowo na mnie, na staruszkę, a może tylko na kołyszące się za oknem drzewa.



http://rymowane.blogspot.com


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
EmnildaAmelberga Linia koment
Dodany:2014-09-20 11:36:53, Ocena: Brak oceny
Ładnie, ciekawie napisane. Szkoda tylko, że takie krótkie. Zmieniłabym tylko jedną rzecz, zamiast "rozłożył się" lepiej brzmiało by np. "wznosił się". Zdanie "Podobno było gdzieś światło, ale nikt chyba nie miał odwagi(...)" to też by pasowało inaczej ująć. Umiesz bardzo ładnie prowadzić narrację, a to zdanie trochę ją psuje. Piszesz w pierwszej osobie więc staraj się to utrzymywać. Są momenty, gdzie pojawia się narracja trzecioosobowa, trochę to dekoncentruje czytelnika. Poza tym jest świetnie. Bardzo mi się podobało, jest klimat, czuć tę atmosferę grozy. Widać, że stać Cię na dużo więcej. Życzę weny.
ZiKo Linia koment
Dodany:2014-09-20 13:39:14, Ocena: Brak oceny
Dzięki serdeczne za ten komentarz!
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów