Fallout, rozdział 5: Złomowo - część 1 - partia b
opowiadania >



dotyczyła Cienistych Piasków i tego popapranego, krygującego się na Bóg jeden raczy wiedzieć kogo, komandora Seth’a z równie nieudolnym i oderwanym od gruntu sołtysem oraz tą małą, rozpieszczoną pizdą, postąpiłbym inaczej i sam zaczął strzelać wyżynając wszystkich w pień, aż po małej, spokojnej mieścinie nie pozostałoby nic poza dymiącymi zbrojeniami okraszonymi białym tynkiem budynków i długim, przemieszczającym się powolnie marszem zniewolonych wieśniaków, kobiet i dzieci.


Garl byłby przeszczęśliwy. Jednak Gizmo to nie Garl, a Złomowo ma tyle z Cienistymi Piaskami wspólnego, co górski borsuk z pędzącą przez kosmos lodową asteroidą. Poza tym Killian Darkwater był naprawdę porządnym facetem i jako pierwszy od dawien dawna pozwolił mi zapomnieć na chwilę o tym, co się tu właściwie dzieje i gdzie podział się prosperujący niegdyś świat pełen szczerych uśmiechów.


Dlatego przystałem na jego prośbę. Zgodziłem się dostarczyć mu dowód. Ostateczny dowód winy Gizma, tego tłustego, opasłego skurwiela jak to go tu wszyscy nazywali i raz na zawsze wyplenić infekujące Złomowo zło.


Strasznie patetyczne to moje dzisiejsze pierdolenie, nie? Chyba powinienem zaszyć się z dala od ludzi w Noclegowni. Atmosfera barów tak na mnie działa. Wszędzie pełno ludzi, harmider, zabawa, alkohol i ogólna aura niesprzyjająca jakimkolwiek czynnościom niezwiązanym z niosącym na fali radości i wyzwolenia melanżem.


Niemniej jednak, będę już powoli kończył. Burmistrz Złomowa wręczył mi pluskwę i dyktafon. Wybór był prosty, albo wetknąć podsłuch gdzieś w biurze Gizmo, albo zmusić go do przyznania się, kto stoi za zamachem na życie Killiana. Oba rozwiązania były kurewsko wręcz trudne i ryzykowne. Należało wejść do należącego do Gizmo kasyna. Przeprawić się przez trzy pomieszczenia przepełnione stołami do gry, hazardzistami i co najgorsza strażnikami, a potem jakimś cudem wyprosić „audiencję” u jego ekscelencji, zobrazować mu jasno sytuację i przekonać, iż ja, Blaine Kelly, będę lepszym asasynem niźli ten gryzący ziemię czarny chwast, przyjąć zlecenie na życie Killiana i na koniec, nie wzbudzając niczyich podejrzeń tak poprowadzić rozmowę, by Gizmo sam z siebie oświadczył głośno i wyraźnie, dlaczego ON tak bardzo pragnie, by Killian Darkwater trafił do gabinetu doktora Kostucha w czarnym, zapinanym na ekler celofanowym worze.


Potem zapewne czekałby nas nalot na kasyno. Ani Gizmo, ani jego uzbrojone po zęby pachołki nie sprzedaliby tanio skóry. Przy tej interwencji Killian będzie potrzebował wszystkich ludzi. Szykowała się niezła forsa, a zważywszy na moją misję i panujące w Hub zwyczaje oraz powszechną miłość, chciwość i magiczną moc kapsli od Nuka-Coli, nie mogłem przepuścić żadnej wpadającej w moje szpony gotówki.


Naturalnie, na każdym etapie skrzętnie nakreślonego planu, mogłem zginąć, albo co gorsza chyba nawet, trafić do lazaretu doktora Kostucha w roli rekonwalescenta.


Sam nie wiem, co gorsze…


Teraz zapewne rozumiecie, dlaczego siłą rzeczy, zakończyłem ten wieczór w barze?



29



- Dawaj, Trish, skarbie! Jeszcze jednego!


- Odwal się, kapucynie! Jak nie masz czym zapłacić, to możesz się, co najwyżej uraczyć deszczówką na zewnątrz.


Mieliśmy szczęście, prawda Blaine? Ochłap, cały ten zamach, a teraz droga do baru i akurat przestało padać!


Mimo starającego się pokrzepić go na wszystkie możliwe sposoby głosu swojej rozbrykanej niczym młody kucyk podświadomości, Blaine nie zważał na nic poza dobiegającymi z wnętrza baru odgłosami.


- Tooooo staalloooowaaaaaa KLAAAATKAAAA!!! La-la-la-la-lalali!


Jesteś pewny, że chcesz tam wejść? Przecież tam rządzi alkohol, a ty nigdy nie piłeś…


- Może i nie piłem – mruknął Blaine nad wyraz cicho – ale tutaj można by zasięgnąć nieco języka. Kapsli mi nie brakuje. Założę się, że w środku siedzi mnóstwo pijaków, którzy za kilka kieliszków popsioczą trochę na Gizmo.


Jak chcesz. Upewnij się tylko, że Ochłap będzie blisko i w razie czego stanie w twojej obronie.


Blaine spojrzał na warującego tuż przy jego nodze psa. Skrzyżowany z nie-wiadomo-do-końca-z-czym wilczur czekał tylko, aż drzwi uchylą się, a on będzie mógł wskoczyć do środka.


- To co, piesku? Wchodzimy?


- Hau!


Drzwi zaskrzypiały. Blaine poczuł owiewające go gorące powietrze przepełnione smrodem wódy, potu i nadciągającej awantury. Lokale, bary, a właściwie speluny takie jak Nora Szumowin słynęły z tego, że ciągnęły do nich wszelkiego rodzaju męty i wyrzutki, które szukając dodatkowych rozrywek w swoim mitrężonym ustawicznie życiu, za cenę kilkunastu kapsli kupowali sobie nieco czasu w specyficznej, acz cenionej przez nich atmosferze. Czas ten upływał pod hasłem „pijaństwo!” i prędzej czy później oferował nieprzewidziane atrakcje, pośród których praktycznie zawsze zdarzała się jedna i ta sama określana mianem:


Rozróby.


Gdy tylko Blaine przekroczył oddzielający go od brutalnego świata próg drzwi i znalazł się w środku świata równie podejrzanego i nieprzewidywalnego, co ten znajdujący się za jego plecami, obsługująca ludzi kelnerka (chyba nazywała się Trish, a przynajmniej tak krzyczał jeden z biesiadujących w środku meneli) natychmiast podniosła lament:



Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów