Motelik
opowiadania >



Znowu śnił mu się ten sam koszmar. Towarzyszył mu tak od dłuższego czasu, przez co zwykł się doń przyzwyczaić, choć nie mógł sobie odpuścić tych ciosów wykonywanych w powietrze, jakby chciał wygrozić całemu światu. Leżała obok niego, więc wstrzymał uzewnętrznienie swej złości i niemocy, a patrząc nieruchomo na sufit zastanawiał się, po co to wszystko. Wielu zna podobne uczucie – mimo pragnienia odbicia się od problemu, nie starcza sił lub środków. Ba, gdyby on miał choćby szansę stanąć twarzą w twarz z problemem, mógłby mieć chociaż poczucie, że chciał to rozwiązać. Lecz jego głowa nie rzucała mu wyzwań, ale stawiała przed faktem dokonanym. Obraził się znowu na siebie za ten żal, bo przecież inni mają znacznie gorzej. Jego świat był ułożony, pełen spokoju i cichości, który znikał na jego żądanie, gdy oddychał myślą, że musi nawiazać kontakt z czymś mocniejszym, z czymś co wyrwie go na chwilę z marazmu. Uśmiechnął się szeroko jakby chciał przekonać kogoś przed sobą, że jest szczęśliwy, a przecież ona była odwrócona plecami do niego śpiąc mocno jak zawsze. Ta maska śmieszka ciążyła mu, jednak była wentylem bezpieczeństwa, chroniąc go przed szaleństwem i zamknięciem się w sobie, choć tak to ukochał. Nie odrywając wzroku od kremowego sufitu, przeniósł delikatnie rękę na stolik po jego prawej stronie. Dębowa szafeczka na której stała lampka nie miała metalowego stelaża z którego wychodziły półki, jednak hałas wysuwania był na tyle głośny, że bał się jej obudzenia. Trzy palce ujeły gałkę i chirurgicznymi ruchami odsuwały drewno. Z pierwszej półki wyciągnął papierosa z całej zgrai rozrzuconych, by po chwili człapiąc trzema palcami, znaleźć zapalniczkę. Dym przesiąkał powietrze, gdy po długich pociągnięciach wypuszczał truciznę z czarnego przełyku. Popiół strzepywał na ziemię pojedyńczymi pstryknięciami kciuka, a błękitne linoleum przy łóżku zaczęło punktowo być coraz ciemniejsze. Po raz kolejny chciał to wszystko przemyśleć, lecz uznał że bezcelowym jest rozpatrywanie w kółko tej samej sprawy. Lewa noga przesuwała się po prawej od kolana do kostki, czemu towarzyszyły skręty karku. Gdyby nie kołdra, można by było uznać, że jest zbyt leniwy na swój rytuał, jakim miałoby być przeciąganie się po zbudzeniu i robi to leżąc. Przesuwając wzrok od strony znajdującej się ponad jej głową, kierował oczy ku oknu niedaleko dębowej szafki. Chciał się przyjrzeć miejsu do którego trafił nocą, kiedy światła się nie zapaliło z braku potrzeby. Puste zielone ściany, gdzie czasem zdarzył się kontakt lub mały, marynistyczny obraz, wyglądały jak typowe motelowe powierzchnie.


Ukrył się w sobie, gdy cały wysiłek poświęcił postrzeganiu, jakby był sam. Pooddychał tak wonią swojej normalności, bez pokoju, bez niej, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że powietrze wilgotnieje, stając się przyjemniejszym. Padał rzęsisty deszcz, który obserwował przez dziury w starej rolecie. Deszcz go kołysał.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
RadJo Linia koment
Dodany:2016-09-19 19:16:30, Ocena: Brak oceny
Proszę o szczere opinie ! Pozdrawiam
RadJo Linia koment
Dodany:2016-09-19 19:19:16, Ocena: Brak oceny
Proszę o szczere opinie ! Pozdrawiam
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów