Wyznanie mordercy cz.1
opowiadania >



Zabiłem po raz kolejny, chociaż tym razem nie chciałem. Naprawdę, starałem się to od siebie odepchnąć. Myślałem, że to już za mną, że udało mi się to zwalczyć, lecz jednak nie… To było silniejsze ode mnie.


Muszę to robić, po prostu muszę, coś wewnątrz każe mi to robić. Nie jestem wariatem! Nie, nie słyszę żadnych głosów, ani nie jestem wybrańcem bożym, po prostu tak jak większość ludzi czuje przymus wypicia rano kawy, tak ja odczuwam przymus zabijania. Dziwne, wiem, porównywanie morderstwa do picia kawy, jakby to było zupełnie normalne. Cóż, dla mnie takie właśnie jest, najzwyczajniejsza rzecz na świecie. Nawet bardziej normalne niż picie kawy, bo smaku kawy po prostu nie lubię.


Tym razem myślałem, że uda mi się to pokonać, wierzyłem, że jestem silniejszy od moich instynktów, jednak tak bardzo się myliłem… To zaatakowało niespodziewanie i z podwójną siłą, ale zacznijmy od początku…


Rena była zwyczajną kobietą, taką jak większość innych, nie wyróżniała się niczym szczególnym, ani charakterem, ani wyglądem. Jeśli miałbym określić ją jednym słowem, użyłbym słowa „przeciętna”, jednak nie przy niej oczywiście. Lubiła zakupy, oglądanie seriali, plotkowanie z koleżankami i długie rozmowy przez telefon. Była niską brunetką o jasnych oczach, teraz już nie pamiętam czy były one koloru niebieskiego, czy zielonego. Ubierała się dość skromnie, spódnice zawsze za kolano, a bluzki bez dekoltu, nie miała brzydkiego ciała, a jej waga była w normie, chociaż miała dość masywne uda. Dlaczego właśnie ona? No cóż, często zadawałem sobie to pytanie, chociaż nie znalazłem na to jednoznacznej odpowiedzi, tylko przypuszczenia. Może dlatego, że nie wyróżniała się z tłumu i nie miałem żadnego konkurenta, czy dlatego, że nie miała żadnej bliskiej rodziny, która wpadałaby na obiadki, lub może po prostu dlatego, że była przewidywalna, zawsze wiedziałem, o której godzinie wyjdzie i wróci, nawet co zje na obiad i o której weźmie prysznic.


Była dla mnie idealnym pozorem normalnego życia. Nie kochałem jej, nawet nigdy nie próbowałem, nie znałem tego uczucia. Prawda jest taka, że Rena służyła mi jako alibi. Wiedziałem, że kiedy zajdzie taka potrzeba,będzie zeznawać oczywiście na moją korzyść. Liczyłem na to, że nikt nigdy nie dowie się o tym, co robiłem wcześniej, ale plan awaryjny wolałem mieć. Ona właśnie była moim planem awaryjnym.


Drugi dzień sierpnia był z pozoru taki sam jak inne, typowy nudny dzień, który miałem spędzić z Reną. Nie miał wyróżniać się niczym szczególnym, Rena miała jak zawsze wrócić po południu z pracy, a później zasiedlibyśmy przed telewizorem jak przeciętna rodzina. Ona pewnie zaśnie jak zawsze, wtedy ja zaniosę ją do łóżka i pójdę na spacer lub od razu położę się spać. Żyłem w ten sposób już kilka miesięcy, żadnego zabijania, zwykłe nudne życie. Ten dzień okazał się jednak przełomowy.


Rena wróciła jak zawsze o tej samej porze, gdyby ktoś chciał ustawić zegarek zgodnie z codziennymi czynnościami tej kobiety, z powodzeniem mógłby to zrobić. Ja czekałem z przygotowanym już obiadem. Przyznam, że kucharzem byłem niezłym, zresztą pracowałem w pobliskiej restauracji, więc umiejętności te wykorzystywałem również w domu. Zrobiłem pysznego kurczaka z ziemniakami i sałatką z krewetkami, które Rena wręcz uwielbiała. Gdy weszła do domu i poczuła zapach jedzenia, aż klasnęła w dłonie z zadowolenia. Najwidoczniej była bardzo głodna. Zadziwiało mnie to z jaką łatwością można uszczęśliwić człowieka, wystarczyło ugotować obiad, kupić czekoladę lub kwiaty, a Rena prawie skakała ze szczęścia.


-Jak pięknie pachnie! – krzyknęła z przedpokoju, usłyszałem jak ściąga buty i wiesza swój płaszcz na wieszaku.


Stanąłem przy stole i czekałem aż w końcu przyjdzie.


-Cześć, przystojniaku – powiedziała, gdy w końcu przyszła i stanęła na palcach, aby pocałować mnie w policzek.


-Głodna? – zapytałem i odsunąłem krzesło, aby usiadła przy stole, co też od razu zrobiła.


-Jak wilk – zaśmiała się – chyba byłabym w stanie zjeść teraz wszystko.


Wszystko? Zmarszczyłem brwi. Z pewnością nie doceni tego, co zrobiłem, zadowoliłaby się zwykłymi kanapkami. Mogłem zrobić frytki z sosem, a również byłaby usatysfakcjonowana, zaoszczędziłbym w ten sposób sporo czasu.


-Wspaniale – mruknąłem i poszedłem do kuchni, aby przynieść uprzednio zrobione jedzenie. W lodówce stał także zrobiony deser w postaci sernika z owocami i malinową galaretką. Przyniosę go, gdy skończymy obiad, o ile Rena będzie miała jeszcze siłę jeść. Miała okropny zwyczaj zapychania się jedzeniem, przez co później nie mogła już wmusić w siebie nic więcej.


-Tylko tym razem zjedz tyle, aby jeszcze zmieścić deser – dodałem tę uwagę, gdy postawiłem jedzenie na stole. Usiadłem, a kobieta pokiwała głową.


-Dobrze, dobrze – złapała sztućce i od razu zaczęła jeść. Jeżeli nadal będzie tak jadła, to niedługo się roztyje, ale dopóki jest szaleńczo zakochana, to mi to nie przeszkadza. Nie byłem z nią dla jej urody ani inteligencji, bo żadnej z tych rzeczy ta kobieta nie posiadała. Była natomiast mało domyślna, nie wtykała nosa w moje sprawy, a co najważniejsze — kochała mnie bezgranicznie i to mi wystarczało.


-Smacznego – powiedziałem i sam zabrałem się za jedzenie.


-Wzajemnie – odpowiedziała z pełnymi ustami, które starała się nieudolnie zatkać ręką.


Po obiedzie Rena zasiadła przed telewizorem, bo o tej porze właśnie puszczali jej ulubiony serial, jakaś telenowela, w której nie mogłem się połapać. Oczywiście zjadła za dużo, jak zwykle i ochoty na sernik już nie miała. Poszedłem do lodówki i ukroiłem sobie kawałek, po czym wróciłem do kobiety, która już całkowicie była pochłonięta zawiłymi losami telewizyjnych bohaterów i zasiadłem obok niej.


Starałem się cokolwiek zrozumieć z tego, co właśnie odgrywało się na ekranie. Jakaś latynoska piękność wykłócała się ze swoim kochankiem o męża, a w kolejnej scenie mąż zdradzał ją z pokojówką, która z kolei miała romans z jej kochankiem. Zdecydowanie nie był to serial dla mnie. Zjadłem sernik i oznajmiłem Renie, że idę na spacer.


-No idź, idź. Nie widzę serialu, Martin – mruknęła z wyrzutem i pomachała ręką, abym się przesunął, bo zasłaniam jej ekran. Pewnie po dwóch odcinkach uśnie i będę musiał przenieść ją do łóżka, gdy już wrócę.


Ubrałem się i po chwili znalazłem się na pustej i ciemnej ulicy. Nie wiem, co mnie podkusiło, ale zabrałem ze sobą nóż, który trzymałem ukryty w kieszeni spodni.


Większość bała się wychodzić po

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów