Wyznanie mordercy cz.1
opowiadania >



zmroku, nasza dzielnica nie należała do najbezpieczniejszych w tym mieście, ale ja najlepiej czułem się właśnie po zmroku, w ciemności. Nie mogłem bać się złodziei, byłem od nich lepszy, a co do morderców, to przecież byłem jednym z nich, w stanie spoczynku, ale jednak wciąż mordercą. Tego się nie zapomina, często podczas spacerów wspominałem dawne czasy, kiedy to jeszcze nie prowadziłem zwyczajnego życia u boku Reny. Kiedy codzienność wypełniała mi krew i krzyki ofiar.


Odtwarzałem obrazy przeciętego ludzkiego mięsa i powoli wypływającej z niego krwi. Innym razem po prostu radość sprawiało mi myślenie o ofiarach i ich naiwności, zaufaniu do mnie. Byłem niesamowicie dobry w manipulowaniu ludźmi, dlatego większość z nich z własnej woli szła ze mną poszukać nieistniejącego psa czy zagubionej małej córeczki. Później zaczynała się prawdziwa sztuka: morderca kontra ofiara. Traktowałem to jako najwyższą sztukę artyzmu, rozcięte ludzkie ciało i krew były dla mnie największym dziełem sztuki. Nie rozumiałem, dlaczego ludzie chodzą do muzeów, skoro sami byli chodzącym arcydziełem, choć nieoszlifowanymi przez prawdziwego mistrza takiego jak mnie, który wydobyłby ich prawdziwe piękno z wewnątrz.


Szedłem tak pośrodku ulicy, rozmyślając o przeszłości, gdy nagle poczułem, że ktoś za mną idzie. Poczułem na ciele przyjemne ciarki, które przeszły po moich plecach. Nie odwracałem się za siebie, nie chciałem, żeby ten ktoś poczuł się zdemaskowany. Miał myśleć, że nie wiem o jego obecności. Nadal stawiał kroki ostrożnie, więc wciąż był przekonany o tym, że jego obecność jest dla mnie niezauważalna. Zwolniłem lekko, byłem niecierpliwy, chciałem wiedzieć, kto za mną idzie. Nadal szedłem przed siebie i w pewnym momencie skręciłem w dobrze znaną mi ciemną uliczkę, uwielbiałem jej mroczny klimat. Było to idealnie miejsce do morderstwa, żadne kamery tu nie sięgały, a okolica miała złą reputację, więc nikogo nie dziwiły już krzyki w środku nocy. Raj dla przestępców. Porachunki gangów zdarzały się średnio co miesiąc, kłótnie kochanków, małżeństw, dzieci, praktycznie codziennie, a morderstwa co pół roku, zranień nożem czy pobić nawet nie chce mi się liczyć. Uliczka kończyła się ślepym zaułkiem, gdzie stał jeden wielki kontener na śmieci. Osoba, która za mną szła, odważyła się pójść i tam. Po chwili była na tyle blisko, że słyszałem jej nieregularny oddech, ktoś musiał być bardzo zestresowany.


W tym momencie odwróciłem się i ujrzałem przed sobą mężczyznę z nożem w ręku.


-Portfel i telefon! Albo zaraz cię zabiję! – krzyknął. Jego drżący głos, zdradzał, że jest zdenerwowany. Nie tylko głos mu drżał, ale także ręką z nożem, która była wymierzona w moim kierunku. Starałem się powstrzymać śmiech, dawno nie spotkałem się z tak nieporadnym złodziejem. Chłopak miał może z osiemnaście lat, być może pierwszy raz postanowił kogoś obrabować.


-Zabij, śmiało – zachęcałem złodziejaszka.


-Portfel, teraz! Jeżeli go nie oddasz, to nie będę miał wyjścia – chłopak panikował coraz bardziej, podszedł bliżej mnie i przystawił mi nóż do gardła. Amator… W jego wieku miałem już na koncie kilka morderstw dla miejscowej mafii.


-Chyba nie masz wyjścia – wzruszyłem ramionami. Czekałem na jego reakcję, chociaż wiedziałem, że tego nie zrobi. A tym przypadku to ja mogłem wykonać ruch. Jednym machnięciem ręki, wytrąciłem nóż, który trzymał i ścisnąłem go za rękę, aż krzyknął.


-Przestań! To boli… - chłopak zaczął błagać, a mi sprawiało to coraz większą przyjemność. Wiedziałem, że znowu to zrobię, czułem przyjemne podniecenie jak przed każdym poprzednim morderstwem. Sama myśl o tym była przyjemna. Miałem ochotę krzyczeć z radości. Już zacząłem rozmyślać o sposobie, w jaki pokroję jego ciało, jak będę pogrywał z policją, a oni znów nie będą wiedzieć jak mnie dorwać.


-To dopiero początek – wyszeptałem i uderzyłem chłopaka w głowę, aby stracił przytomność. Związałem jego ręce swoją kurtką, przez jakiś czas powinien pozostać nieprzytomny. Oddaliłem się, aby pójść po samochód, ta noc miała się dopiero zacząć…


W drodze zacząłem się zastanawiać czy na pewno chcę to zrobić, dopadły mnie wątpliwości. Tyle czasu udawało mi się to zwalczać, czy tym razem ulegnę? Jednak perspektywa zostania sam na sam z chłopakiem i zanurzenia ostrego noża w jego wątłym ciele była zbyt kusząca. Wsiadłem do samochodu i podjechałem kawałek, do miejsca, w którym zostawiłem chłopaka. Okazało się, że wciąż jest nieprzytomny. Wyśmienicie.


Otworzyłem bagażnik i ostrożnie go tam położyłem. Nie chciałem przecież zabić go przypadkiem przed rozpoczęciem całej zabawy. Postanowiłem pojechać do małej chatki w środku lasu, którą kupiłem kilkanaście lat temu. Od początku właśnie tam zajmowałem się moim małym mrocznym hobby, przez ten malutki drewniany domek mogło przewinąć się kilkaset osób.


Nigdy nie liczyłem ofiar, ale pamiętałem każde morderstwo, ponieważ każde z nich było szczególne, wyjątkowe i niepowtarzalne. Uwielbiałem szczególnie ten moment, w którym uchodziło z nich życie, a ja miałem zaszczyt być tego zarazem przyczyną i świadkiem. Domek w lesie był dobrym miejscem na takie zabawy, nie musiałem nawet kneblować im ust, mogli krzyczeć do woli, a i tak nikt by ich nie usłyszał.


Ruszyłem wraz z chłopakiem, który był w bagażniku mojego samochodu. Włączyłem ulubioną płytę i z radością zacząłem śpiewać pierwszy utwór z amerykańskim rockowym zespołem. Już nie pamiętałem, kiedy ostatnio miałem tak dobry nastrój. Wybijałem rytm piosenki, stukając jedną ręką w kierownicę. Po chwili znalazłem się przy chatce, nadal dobrze pamiętałem drogę, dojechałbym tu nawet z zamkniętymi oczami. Postanowiłem najpierw zbadać teren, miałem nadzieję, że nie zastanę tam niechcianych lokatorów w postaci bezdomnych, chociaż… Gdyby jednak się trafili, zrobiłbym pożytek z ich obecności.


Klucz nadal leżał pod trzecią deską po prawej od drzwi. Wszedłem do chatki, a drzwi zaskrzypiały, od razu włączyłem światło. Wszystko wciąż działało, ucieszyłem się jeszcze bardziej, gdy ujrzałem wnętrze, które nic się nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty. Wszystko było na swoim miejscu, jedynie kurz świadczył o tym, że długo tutaj nikogo nie było. Gdyby nie to, można by było pomyśleć, że odwiedziłem to miejsce, chociażby wczoraj.


-Cudownie – powiedziałem sam do siebie, nie mogłem powstrzymać uśmiechu, który zagościł na mojej twarzy. Otworzyłem pierwszą szafkę, a potem drugą i każdą kolejną. Sprawdzałem, czy nadal jest w nich, to co wcześniej tam zostawiłem. Było. Paczka gumowych rękawiczek, komplet nowych skalpeli, noże różnej długości, gwoździe i inne narzędzia tortur, z którymi lubiłem eksperymentować.


Wyszedłem z chatki i odetchnąłem

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów