Daleko do nieba. Rozdział 1.
opowiadania >



Nigdy przedtem nie czuła tak wielkiej potrzeby napicia się ciepłej herbaty. Tak naprawdę nigdy nie przepadała za jej smakiem. Ta, którą spożywali od ponad pięciu lat całkowicie zniechęciła ją do tego napoju. Tego dnia jednak ciepła herbata była jej marzeniem. Przemarznięta do szpiku kości Amy dotarła do drewnianej chatki, w której mieszkała wraz z rodziną. Szczękając zębami otworzyła drzwi i jak najszybciej zamknęła je za sobą. Strumień zimnego powietrza wraz ze śniegiem wpadł do domu, jednak szybko złączył się z ciepłem panującym wewnątrz.
-Amy? - dziewczyna usłyszała głos mamy, która weszła do kuchni.
Ubrana była prawie tak jak jej córka, w proste dżinsowe spodnie i ciemną bluzkę z tym wyjątkiem, że nie miała rękawiczek i kurtki, a głowę zamiast czapki częściowo owinęła szalem.
-Tak, to ja mamo... - wyjąkała Amy.
Nie pytała nawet czy napije się herbaty. Od razu zaparzyła wodę na starej kuchence gazowej i chwilę potem postawiła przed nią kubek.
-Same resztki. Ludzie zrobili zapasy, najwyraźniej wszyscy obawiają się najbliższych dni - powiedziała.
-Tak, ta zima będzie ciężka - odpowiedziała matka chowając do niewielkiej lodówki zakupioną żywność.
-A właśnie… - Amy wstała z krzesła i podeszła do wieszaka.
Z wewnętrznej kieszeni w kurtce wyjęła flakonik z tabletkami. Poddała go matce mówiąc:
-Tylko tyle otrzymałam.
Kobieta wzięła flakonik i przyjrzała się uważnie. Następnie przeniosła wzrok na córkę.
-Przy dużej oszczędności wystarczy na tydzień, maksymalnie na półtora. Muszę porozmawiać z Nicholasem o tym, że czekają nas gorsze dni - powiedziała. Flakonik z tabletkami położyła na półce w widocznym miejscu, a sama w milczeniu zabrała się za gotowanie obiadu.
Amy dłuższą chwilę siedziała przy stole przyglądając się każdej czynności wykonywanej przez mamę. Kobieta zwinnymi ruchami kroiła warzywa. Doprawiała zupę, próbowała i jeszcze trochę doprawiała. Od zawsze miała talent do gotowania, jednak w miejscu, w którym mieszkali był on zakuty w dyby i całkowicie ograniczony.
Dziewczyna wzięła ostatni łyk herbaty, a następnie wstała od stołu i bez słowa poszła do pokoju. W kominku skrzył się ogień, a w telewizorze ostrzegali przed surową zimą. Na kanapie okrytej starym, czerwonym pledem leżał jej brat. Jego prawa noga ponownie była złamana. Już od urodzenia układ ruchowy Nicholasa był w nienajlepszym stanie. Złamania kości były dla niego jak chleb powszedni. Jednak ból, jaki temu towarzyszył nie był tak łatwy do zniesienia. Na co dzień brat Amy brał około sześciu różnych tabletek. Witaminy na wzmocnienie kości i tabletki przeciwbólowe. Jednak przez ostatni miesiąc pieniędzy było coraz mniej. Nie było więc miejsca na profilaktykę. Pozostawało tylko krótkotrwałe uśmierzanie wciąż bolących kości.
-Cześć - powiedziała podchodząc do brata. Jak miała w zwyczaju potargała jego przydługie, kruczoczarne włosy, kręcone i zawsze trochę dłuższe. Większość cech odziedziczył bez wątpienia po ojcu, czego nie można było powiedzieć o Amy. Ona była niczym lustrzane odbicie swojej matki o jasnych włosach, delikatnych rysach twarzy i błękitnych oczach, które często porównywano do błękitnego nieba.
Amy usiadła na podłodze opierając się o kanapę.
-Jak się czujesz? - zapytała biorąc do ręki jego zeszyt, który miał służyć do nauki pisania.
Jednak większość kartek zapełniały rysunki zupełnie odbiegające od ich szarej rzeczywistości. Wyobraźnia jej brata była abstrakcyjna, a jego rysunki były zrozumiałe wyłącznie dla niego. Jego świat ograniczał się do czterech ścian i telewizora, ale mimo to w jego głowie tworzyły się niesamowite wizje tych miejsc, których nigdy nie miał okazji zobaczyć.
-To Anglia - powiedział, kiedy jego siostra patrzyła na oderwany od rzeczywistości rysunek Anglii, jednak nie dostrzegała żadnego podobieństwa do państwa, które było jej ojczyzną.
-Opowiedz mi o Anglii - Amy usłyszała po chwili głos Nicholasa.
-Znowu?
-Tak, opowiedz! - krzyknął z entuzjazmem.
Usiadła, więc bokiem tak, aby móc spoglądać na brata.
-Mieszkaliśmy w Londynie. To ogromne miasto, jedno z największych w Europie. W Londynie często pada deszcz, dużo częściej niż w innych miastach Anglii. Lubiłam tamto życie. Codziennie pokonywałam długą drogę do szkoły. Jechałam autobusem i patrzyłam jak miasto budzi się do życia. Kiedyś pojedziemy do Anglii i wtedy poznasz Londyn.
-Obiecujesz? - zapytał z nadzieją w głosie.
-Słowo honoru - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy i prawą ręką podniesioną do góry.
Jak co dzień do powrotu ojca, który od samego rana zajmował się odśnieżaniem ścieżek w całej wiosce, Amy siedziała przy Nicholasie i uczyła go pisać i czytać. Ze względu na swój stan zdrowia nigdy nie chodził do szkoły. Amy po przeprowadzce uczęszczała do szkoły. Ciężko było ten budynek nazwać prawdziwą szkołą. Przez pojęcie szkoła rozumiała miejsce w którym na ogół panuje hałas, dzwonek informuje o przerwie w lekcjach, a każda osoba jest inna i wyróżnia się w tłumie. Tutaj zawsze trwała cisza, a wszystko przez to, że cała wioska liczyła zaledwie dziesięć osób w jej wieku i siedem osób w wieku pierwszej klasy. Cała szkoła liczyła zaledwie czternaście osób.
Nawet mimo jej wielkości lubiła chodzić do szkoły. Była to namiastka tamtego życia, jakie prowadziła w Anglii. Jednak w ostatnim roku rodzice uznali, że lepiej będzie, jeśli pozostanie w domu. Nie rozumiała skąd ta nagła decyzja. Wielokrotnie pytała o powód, ale nigdy nie udzielili jej odpowiedzi. Tak po prostu było i nawet wszelkie prośby i błagania nie skłoniły ich do tego, aby ich córka dalej mogła uczyć się w szkole wraz z rówieśnikami. Czuła się pozbawiona wolności, zamknięta w tych czterech ścianach wiecznie wypełnionych zapachem stęchlizny.
-Dlaczego tata nie przychodzi? - ponowił pytanie Nicholas po raz kolejny przerywając czytanie artykułu ze starej gazety.
W tym samym momencie Amy usłyszała, że drzwi wejściowe się otworzyły, a gruby głos jej ojca wypełnia pomieszczenie. Oczami wyobraźni widziała, co robi. Zawsze w pierwszej kolejności witał się z żoną, nie spostrzegając na to, że zaśnieżonymi butami brudzi kuchenną podłogę. Ale nie tym razem… Znała na pamięć dźwięki, jakie przy tym wykonuje. Zamiast tego słyszała szepty, z których nie potrafiła wyłapać konkretnych słów.
-Amy, zawołaj tatę - poprosił brat, ale spojrzała tylko na niego i dała znać, aby był przez chwilę cicho.
Wstała z kanapy i podeszła do drzwi. Rękę położyła na klamce i natężyła

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
oleczka31 Linia koment
Dodany:2012-04-30 22:41:02, Ocena: 6.0
Ciekawie się zaczyna! Popraw: " natężyła słuch" - bez "u" na końcu. W dialogach, po pauzie, spacja. Pozdrawiam.

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów