Ostatni dzień
opowiadania >



To - na chwilę obecną - ma być tylko krótka historia. Jednak może zdarzyć się tak, że zechcę to kontynuować, w co raczej wątpię. Miłego czytania!:)

Spadająca z biurka kartka mnie obudziła. O ile stan, w którym trwałam można nazwać snem. Dzisiejszym dniem mam się cieszyć, bo to już ostatni. Zaplanowane - północ, okno, czwarte piętro. Jak w banku!
Ostatnio cały czas jestem zawieszona gdzieś pomiędzy normalnym życiem, a samym bytem. Wyglądało to tak, jakbym nie potrafiła w żadnym kierunku się poruszyć. I rzeczywiście - nie potrafiłam. Masa problemów w domu, ciągłe kłótnie, na uczelni coraz więcej sprzeczek, niemożliwe do zatrzymania niezadowolenie. W mojej głowie grała cały czas jedna kaseta, na której nagrany był mój głos, krzyczący "chcę umrzeć, chcę umrzeć, mam dosyć, chcę umrzeć, mam dosyć". 24/7 - w kółko to samo. Niespecjalnie dziwi to, że człowiek w końcu ulega namowom swojego umysłu. A umysł ciota, bo podpowiada takie pokurwione myśli. Przecież mam dla kogo żyć - wspaniały mąż, potrafił mnie usatysfakcjonować w pełni. Ale ta różnica wieku - 10 lat! Nie przeszkadzało mi to nigdy, a teraz coraz częściej ją dostrzegam. Chyba doszukuję się powodu, dla którego miałabym z nim skończyć. Rozwód i te sprawy. Dopóki nie mamy dzieci. Fakt faktem - kochałam go, ale właśnie - on chciał mieć dziecko, a ja nie. Po co mi kolejny problem? Wystarczą mi te, które mam.
- Kochanie, wróciłem! - usłyszałam krzyk dobiegający z przedpokoju. Koniec moich rozmyślań.
- Mhmm - mruknęłam tylko. On wszedł do pokoju i zobaczył mnie leżącą na łóżku i wpatrzoną w szybę.
- Wyglądasz... ehhh... wyglądasz naprawdę okropnie. - Cmoknął mnie w czoło, a ja zupełnie zignorowałam to, co mówił. - Nie mówię złośliwie. Musisz się przewietrzyć.
- Taaa, muszę.
- Jedziemy do jakiejś knajpki? - Uśmiechnął się do mnie i usiadł na łóżku. - Zamulasz już zbyt mocno. Zdecydowanie. - Nie brzmiał jak 34-latek. Powinien przecież brzmieć poważniej. A może to tylko moje urojenia?
- No okej, w sumie możemy. - Zmotywował mnie do działania. Godzina i byłam gotowa do wyjścia. Widząc mnie popatrzył z zadowoleniem.
- Teraz wyglądasz jak miliard dolarów, Kochanie. Aż ma się ochotę...
- Tak, a czuję się jak dwa złote. - Złapałam go pod rękę, zamiast wbijać swoje ręce po łokcie w kieszenie i wyszliśmy.
"Dziewczyno, na ten jeden wieczór sie troszeczkę ogarnij intelektualnie, skoro już wyglądasz całkiem nieźle. Daj mu trochę szcżęścia. Kiedyś znajdzie sobie kogoś innego, oczywiście, ale teraz musisz dać mu trochę od siebie." - Wewnętrzny monolog prowadziłam ze sobą przez jakieś 10 minut, sama sobie przytaknęłam i kazałam Tomowi zatrzymać samochód.
- Kocham cię, wiesz? - Wpiłam się w jego wargi niesamowicie łapczywie i stwierdziłam, że to tego było mi tak bardzo brak. Nawet uśmiech wpełznął na moją twarz. Czułam, że wzrok mam mniej pusty...
- Może chcesz się jeszcze zawrócić do domu, co? - Zaśmiał się i zarzucił rękę na moje ramię. Tchnął tym pocałunkiem we mnie życie, bo zaśmiałam się i odpowiedziałam:
- Wiesz, gdybyś chciał... tutaj też jest całkiem okej. W sumie... nawet nie jest aż tak ciasno. - Oczywiście nie mówiłam poważnie, chociaż zdołałby mnie przekonać.
- Myślisz, że nie chcę? Może przejdziemy do tyłu, Lilianne? - W tym momencie moja bluzka zaczęła się rozpinać. Nie, nie sama. Opuściłam jego ręce, pocałowałam go i powiedziałam:
- Wiesz, że wolałabym normalnie, w domu i tak dalej... Wróćmy do domu.
- Jeżeli się rozbiję, to będzie twoja wina. - Śmiał się. - Rozkojarzyłaś mnie. - Powoli odechciewało mi się tego samobójstwa. Przecież takie dni mogłyby być zawsze.
- To trochę spoważniej. Gdyby mnie nie było... co byłoby z tobą dalej? - Popatrzył na mnie z niepokojem w oczach, zupełnie nie patrząc na drogę. Z naprzeciwka jechał wielkich rozmiarów TIR.
- Uważaj, bo się rozbijemy! - Oprzytomniał, kierownica, hamulec, pisk opon. Za chwilę zjechaliśmy na pobocze.
- Skąd to pytanie? Jesteś chora? Coś się dzieje? Natychmiast się tłumacz! - Brzmiał bardziej jak ojciec niż mąż. Głos karcącego córkę ojca. Czułam się, jakbym wróciła do domu trzy dni później niż obiecałam.
- Nie no, po prostu pytam. Zastanawiałam się nad tym i to wszystko.
- Skarbie, trochę dziwnie coś takiego sobie wyobrazić. Cóż, na pewno nie znalazłbym sobie nikogo innego. Chyba, że jest na świecie ktoś w 100% do ciebie podobny. - Usiłowałam wytrzymać szereg wyznań, starałam się nie dopuścić do płaczu. - Ach, no i istnieje pewne prawdopodobieństwo, że skończyłbym niedługo po tobie.
- Weź, pieprzysz głupoty. Nie powiedziałbyś mi niczego innego. - Zaśmiałam się i cmoknęłam go w policzek. - Jedźmy już, ochłonąłeś?
- Taaak, chyba tak. Chociaż jak na ciebie patrzę... - puścił do mnie oczko.
- To lepiej patrz na drogę.
***
Jeszcze chwila i zrezygnuję. Nie mogę. Znowu się rozmyślę.
Przekroczyliśmy próg. Zupełnie odeszły ode mnie myśli o samobójstwie, nawet nie miałam siły złościć się na siebie za to. Mam to, czego chciałam przecież. Wymarzone studia, męża - ideał, własne mieszkanie z balkonem w mieście, w którym chciałam mieszkać. O co mi chodzi?
Usiadłam i zaczęłam zdejmować buty. Rzuciłam je w kąt i zaczęłam przyglądać się sobie w lustrze.
"Lilianne, głupia jesteś. Nie wyglądasz źle. Masz ładne zęby. W ogóle cała jesteś ładna" - mówiłam do siebie w myślach. Za chwilę zobaczyłam za sobą Toma, który zaczął całować mnie po szyi.
- Czemu się sobie przyglądasz?
- Jakoś tak... nie wiem w sumie. - Poczułam, że ramiączka stanika powoli zaczynają opadać mi na ramiona. Wyglądało na to, że wszystko wygląda całkiem w porządku. Odwróciłam się tyłem do lustra, wepchnęłam Toma do pokoju i nogą kopnęłam drzwi.
Powinnam przykleić na drzwi kartkę
"NIE MĄCIĆ MOJEGO SPOKOJU, TEREN PRYWATNY".
Kiedyś o tym pomyślę, bo wiem, że dzisiaj na pewno nie umrę. Poczekam spokojnie na swoją kolej. Mam nadzieję, że nie nadejdzie zbyt szybko...


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
blebelebe Linia koment
Dodany:2013-06-01 11:37:34, Ocena: 6.0
Uwielbiam te tematy, mrr :). Świetnie się czytało, prosimy o więcej.

Ocenił/a na: 6
Wik Linia koment
Dodany:2013-05-09 22:51:57, Ocena: 6.0
Hoh, dzięęęęęękuję. ;) I za ocenę również dzięki. :)
oleczka31 Linia koment
Dodany:2013-05-09 12:30:13, Ocena: 6.0
Ach, te rozterki...

Ocenił/a na: 6
Wik Linia koment
Dodany:2013-05-09 21:09:18, Ocena: 6.0
No tak. :) Ogromne dzięki za ocenę. :)
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów