Upiór w operze- ROZDZIAŁ 44
opowiadania >



ROZDZIAŁ 44
Po występie Laura była oblegana przez nowych wielbicieli. Mężczyźni adorowali ją, a Eryk, który widział wszystko z boku, aż gotował się z zazdrości. Nie mógł nic jednak zrobić. W końcu nie mógł rościć sobie do niej żadnych praw. Dlaczego ona taka dla niego była? Starał się jak mógł, żeby ją udobruchać. Lamorte zauważył jednak, że pomimo jej uśmiechów i kokieterii, w jej oczach krył się strach. Od tamtej fatalnej maskarady obawiała się obcych mężczyzn. Każdy bliższy kontakt wywoływał ciarki i Laura natychmiast się cofała. Było coś jeszcze. Początkowo Lamorte myślał, że mu się tylko wydawało, ale po chwili przekonał się, że to jednak prawda. Młoda Lovemour co chwila ukradkiem spoglądała na niego i gdy tylko go widziała, na jej twarzy malowało się uczucie ulgi. Czyżby obawiała się, że to straszne wydarzenie się powtórzy? Czyżby liczyła, że Eryk ją wtedy uratuje ponownie?
- Panowie, dziękuję- powiedziała Laura. - Jednakże byłabym nikim, gdyby nie mój Mistrz, który wziął mnie pod skrzydła i wyszkolił.
- Kto to taki?- spytał jeden z tłumu.
- To Monsieur Eryk Lamorte. Powinien być tu gdzieś w pobliżu.
Laura rozejrzała się i puściła oko Erykowi. Mężczyzna lekko się uśmiechnął i skłonił dziewczynie.
Panna Lovemour w końcu dostała się do garderoby, którą jej udostępniono. Miała nadzieję, że Lamorte do niej przyjdzie. Po chwili ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę!
Do pomieszczenia weszły Małgorzata i Lidia.
- Byłaś wspaniała! Jesteśmy z ciebie takie dumne!- powiedziała matka.
- A gdzie Eryk?
- Wrócił do siebie- odparła młoda Chartres,- a czemu pytasz? Przecież... Chcesz go przeprosić?
- Przeprosić? Niby za co? To on narozrabiał, nie ja!
Laura poczuła na sobie dwa strasznie irytujące ironiczne spojrzenia.
- No dobra, niech wam będzie! Możliwe, że o tym myślałam...
- To mam dla ciebie złą wiadomość, moja droga. Wygląda na to, że Eryk sobie już odpuścił.
- Odpuściła?! Jak to odpuścił? Nie mógł sobie odpuścić!
- Dlaczego nie? Nie chciałaś go, to dał sobie spokój. "Żegnaj Gienia, świat się zmienia", jak to mawiał nasz ksiądz.
- Kochanie- odezwała się Małgorzata, - może idź do niego.
- A po co? Przecież sobie mnie odpuścił. Nie będę mu się narzucać.
- Laura jest zbyt dumna, żeby walczyć o cokolwiek. Nie wie tego pani?- wtrąciła Lidia i puściła oko do pani Lovemour.
- Nieprawda! Po prostu wiem, kiedy mnie nie chcą.
- I co? Nie pójdziesz do niego?
- Nie.
Laura opadła na krzesło z założonymi rękami.
- A potem znów mi będziesz tydzień chorować? Marsz z nim porozmawiać!
- No dobrze, już dobrze. Pójdę do niego.
- Mam oczekiwać, że nie wrócisz na noc?
- Mamo!
- Żartowałam. Tylko spróbuj mi nie wrócić. Na to jesteś jeszcze za młoda.
- Mamo, proszę cię...
- Dobrze, przepraszam. Idź już.
- A mogę się chociaż przebrać? Te szpilki są strasznie niewygodne.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów