KAY-rozdział osiemnasty
opowiadania >



poznaje korytarz na tyłach sekcji:

-Dobre miejsce na śmierć
-Żebyś wiedział
-Obróć się

Wykonawszy polecenie:

-Myślałem o was
-Że jak?-śmiejąc się
-Trzymam ci gnata przed facjetą-z uśmieszkiem.
-Tak,co ty nie powiesz
-On se jaja ze mnie robi.
-A żebys wiedział-chwytając broń i zadając cios ręką w brzuch...drugiemu z wojskowych w twarz.

Mając broń agent ucieka korytarzem:

-Skurwysyn złamał mi nos.
-Wstawaj...
-Dorwijmy skurwiela.

Będąc na podziemnym parkingu agent czuje jak kula przelatuje tuż obok niego...odwraca się-strzela raniąc jednego z napastników w nogę:

-Oberwałem...kurwa jak boli...co robisz rozwal go...

Seria strzałów...agent przeskakuje przez maskę samochodu...leci szkło:

-zginiesz gnoju! Słyszysz?!

Pomimo napisania bardzo emocjonalnego listu Kay wciąż nie może się uspokoić.Nadal targają nią emocje.Z błyskiem w oczach wychodzi na taras czując w sobie gniew jakie nigdy wcześniej nie czuła.Patrząc się wściekłym wzrokiem.

"Piękna się wkurwiła"-obserwując z ukrycia."Dałbym wiele by wiedzieć o co chodzi.Co teraz chodzi ci po głowie.Mam nadzieję że nic związanego z mym szefem.Szkoda byłoby takiej dupci."

Policjantka wraca do pokoju.Idąc do szafy:

-Jestem tą niewdzięczną...złą...utrapieniem bożym...tą najgorszą.

Rzuciwszy torbę na podłogę:

-Szlak by to trafił.

Rzucając rzeczami:

-Wszystko zawsze źle-nie rób tego...co ty wyprawiasz....jak się zachowujesz...głupio gadasz...nie rób się złośliwa.Wszystko popsułaś...to twoja wina...zawsze moja...nigdy jego.Święty się znalazł z diablej strony..Zawsze coś do mnie ma...zawsze przeszkadzam.Będąc ciężarem...zakałą rodziny.Nigdy nie traktuje mnie jak człowieka a ja też mam uczucia.Żeby przyszedł jak ociec do córki i porozmawiał tak normalnie to nie.Nigdy zawsze tylko z krzykiem i pyskuje...tylko to umie...to mu wychodzi najlepiej.Właź do cholery-próbując upchnąć gruby sweter-Nic tylko zarzuty...pretensje...Bóg wie co...teraz przynajmniej wiem dlaczego.Wreście powiedział czemu traktuje mnie jak psa.Szkoda tylko że nie wcześniej usunełabym mu się z drogi.Nawet nie miał odwagi zrobić tego wprost...prosto w oczy tylko Jenny...do nień...pewnie do mnie nie trzeba...niby po co...przecież ja jestem ta głupia...nie pożadana...czarna owca...a ona co?-nic...tak jakby to co powiedział było czyms zwyczajnym...normalnym co słyszy się na co dzień...tak jakbym nigdy nie istniała...nic nas nie łączyło...jakbyśmy nic wspólnie w życiu nie przyszły-kurna zasuń się,co za zamek-Nie szkodzi widocznie tak mnie nie nawidzi ale z tym już koniec.Zejdę mu z oczu.Będzie wreście miał święty spokój którego tak bardzo pragnie i normalne życie...beze mnie.Ze swoją ukochaną córką...a nie z tą która go tylko hańbi i przynosi wstyd.Wynosze się stąd raz na zawsze a on niech sobie robi co chce-no nareście...gotowe.

W Kay aż wstytko wrzało...była wściekła...gdyby w tym momencie ktoś wszedł jej w drogę skończył by na wózku inwalidzkim albo gorzej.Była niczym tornado najgorszej kategorii.
Spakowawszy się idzie do pokoju córeczki.Wchodząc do pokoju zauważa zapaloną lampkę:

-Mamo...
-Nie śpisz?
-Nie...

Dziewczynka siada na łóżku ze łzami w oczach:

-Co się stało?
-Śniło mi się.
-Co?-ocierając łzy
-Nie mogę powiedzieć.
-Możesz...
-Nie bo bedziesz na mnie zła.
-Nie prawda.

Zawahawszy sie dziecko tak jakby chciało coś wyznać ale spojrzawszy na matkę nie robi tego:

-Innym razem...dobrze?
-Tak...gdy tylko będziesz gotowa.
-Dziękuje.
-Nie ma za co skarbie-przytulając mocno dziewczykę-lepiej?
-Tak.
-Czemu do mnie nie przyszłaś tylko sama się meczysz ze swymi smutkami?
-Byłam ale byłaś zła...słyszałam.
-Oj głuptasku nie na ciebie.
-Nadal jesteś?
-Tak ale nie mówmy o tym.
-Dobrze...po co przyszłaś?
-Spakować ciebie.
-Czemu?
-Bo jedziemy.
-Gdzie?
-Zobaczysz na miejscu.
-Teraz?
-Tak...nie chcę by rano znów przyszła ta kobieta.
-A Jenny?
-Już z nią rozmawiałam.
-I co?
-Zgodziła się.
-Naprawdę?
-Tak.

W myślach:

"Przypraszam że cię okłamuje."

Dziewczynka zastanawiając się spogląda na matkę:

-Nie miała nic przeciwko.
-Nie.
-Dziwne.
-Dlaczego.
-Jesteśmy przecież rodziną.

"Niestety już nie skarbie.Oni już nic dla nas nie znaczą.Jesteśmy już tylko my-ty i ja...i nikt więcej" a na głos:

-Przekonałam ją że to koniecznie i zrozumiała.
-Aha.

Ubrawszy się:

-Pójdę się pożegnać?
-Nie...
-Czemu?
-Wiesz że nie lubi rozstań.
-To prawda-ze smutkiem w głosie.

"Wkrótce będzie jeszcze gorzej-patrząc na Sarę-gdy dowiesz się wszystkiego ale nie mam wyjścia...muszę tak postąpić...to dla twojego dobra...zresztą nie pozostawiono mi wyboru..."








- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów