Pierwsza miłość - cz.III
opowiadania >



I tak zostały bez tatusia… Dni szybko mijały, nie było czasu na rozczulanie się nad sobą. Wikcia rosła jak na drożdżach. Pierwszy ząbek, pierwsze kroczki, pierwsze słowo : „baba”. Na „mama” musiała trochę poczekać.


Z Kubą widywała się w czasie świąt i wakacji. Niestety, coraz rzadziej, przecież musiał odbywać różne praktyki, odwiedzać kliniki w całej Europie. Kochani rodzice robili co mogli, aby jak najrzadziej przyjeżdżał do kraju. Jakub w swojej naiwności wierzył, że to wszystko z miłości do niego…O córeczce nie zapominał: kartki, prezenty, comiesięczne przelewy na konto Julki.


Kiedy Wiki miała trzy latka, mama zapisała ją do przedszkola. Małej bardzo podobała się jej pani, dzieci, zabawy z nimi, zajęcia, w czasie których uczyła się piosenek, rysowała, słuchała bajek. Była zachwycona! Julka i jej mama miały więcej czasu dla siebie.


W czasie praktyk w szpitalu Julia poznała młodego lekarza, Daniela, który co chwilę stawał na jej drodze. A to przypadkiem spotkali się w windzie, a to w bufecie. Przypadki te mnożyły się w tempie zastraszającym. Jak godził to z pracą, nie wiadomo. Faktem było, że przychodził na dyżur dużo wcześniej i kończył długo po czasie. Dziwne wydało się Juli, kiedy oczywiście przypadkiem, spotkała go podczas spaceru z Wikcią w parku. Zresztą te spotkania parkowe stały się szybko regułą. Bardzo polubili się z małą. Daniel pokazywał jej osobliwe życie zwierzątek, mieszkających w parku. Karmili razem kaczki w stawie, oglądali młode ptaszki. Jesienią wszyscy razem zbierali piękne liście, które opadły z drzew, kasztany i żołędzie. .Zimą zjeżdżali z górki na sankach i lepili bałwana. W przedszkolu dzieci rysowały swoją rodzinę, tata również tam był. Pewnego dnia pojawił się także na rysunkach Wikci. Kiedy Julia spytała „ Kto to?”, odpowiedziała, że tata Daniel. Na Boże Narodzenie kupił jej w prezencie maleńkie łyżwy. Teraz co niedzielę chodzili na lodowisko, całą trójką. Od taty Kuby Wikcia dostała w prezencie drogą, interaktywną zabawkę : Mikołaja, który śpiewał kolędy po polsku i po angielsku. Córeczka posadziła go pod choinką.



Wiosną Daniel oświadczył się Julii. Poprosiła o czas do namysłu. Wypisała na kartce wszystkie za i przeciw. Po stronie za, było o pięć punktów więcej. Podjęła decyzję na tak, chciała, aby jej Wikcia miała normalną rodzinę, a i sama chciała być kochana, jak wszystkie kobiety na świecie. We wrześniu odbył się ślub, lecz na prośbę Julki tylko cywilny. Przyjęcie było skromne, bez wesela. Po ślubie przenieśli się do kawalerki Daniela i wspólnie opiekowali się Wiktorią. Miała już cztery lata i była tak podobna do Jakuba, że Juli wydawało się to wręcz komiczne… Teraz jego rodzice nie mieliby chyba żadnych wątpliwości! Tyle, że już nie mieli możliwości się o tym przekonać… Ich strata – myślała czasem Julka.



Po skończeniu studiów lekarskich, zatrudniono ją w Szpitalu Klinicznym, w którym pracował Daniel. On sam obronił już doktorat. Oczywiście przyjęto ją na oddział pediatryczny, jako rezydentkę. Praca dawała jej wiele satysfakcji; w przyszłości również chciała napisać doktorat.


Rok później dowiedziała się o ślubie Kuby. Został we Francji, pracował w jakimś paryskim szpitalu. Wyznaczone przez niego alimenty, przez cały czas regularnie wpływały na jej konto.


Małżeństwo Julii i Daniela nie układało się tak, jak wymarzyła sobie dziewczyna. W miarę upływu czasu, jej młody mąż, coraz bardziej tracił zainteresowanie pasierbicą. Poświęcał jej coraz mniej czasu. Kiedy Wikcia pytała:


- Kiedy przyjdzie tatuś i pójdziemy do ZOO ?


- Odpowiadała wymijająco: - Tatuś ma teraz dużo pracy, może w niedzielę nie będzie miał dyżuru. Było w tym trochę prawdy, ponieważ Daniel podjął się prowadzenia ćwiczeń na Akademii Medycznej. Wydawało się, że wpadł w pracoholizm. Kiedy już był w domu, siedział przy komputerze i pisał artykuły do fachowych czasopism. Ambicje zaczęły go przerastać…Żyli ze sobą, a jednak obok siebie. Julka próbowała ratować to małżeństwo, tak jak niegdyś jej matka, choć z innego powodu. Również poniosła klęskę. Wróciła z Wikcią do mamy, jej brat mieszkał wówczas w akademiku w Trójmieście, gdyż wymarzył sobie, że zostanie marynarzem i to nie byle jakim, bo oficerem na statku handlowym. Mieszkały teraz w trójkę – trzy pokolenia kobiet. Mała Wiki chodziła już do zerówki. Mama odprowadzała ją do przedszkola, a babcia odbierała. Życie Julki nie zmieniło się specjalnie, może na lepsze, bo babcia poświęcała wnuczce więcej czasu niż Daniel. Było im dobrze ze sobą, tylko Julce i Wikci czegoś brakowało… Czego? Kochającego męża i ojca. Miłości…



Nadeszła kolejna jesień. Do kliniki, w której pracowała Julka, przyjechała na półroczną wymianę grupa studentów z Francji i z Anglii. Z Francuzami przyjechał przystojny opiekun, z pochodzenia Polak.


Wieczorem odbyło się uroczyste powitanie gości. Ordynatorzy oddziałów przedstawiali im swoich pracowników, lekarzy. Kiedy przed Julką stanął Kuba, jej serce stanęło w miejscu, nie potrafiła wymówić słowa. On również nie zachował się tak jak wymagają tego zasady savoir vivre. Zwyczajnie, stał z otwartymi ustami, i ani be, ani me, ani kukuryku!


No i znów spotkali się: „ kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością”.


Jeszcze tego samego dnia uprosił Julię, aby pozwoliła mu odwiedzić je.


Wikcia długo wpatrywała się w obcego pana, nie pamiętała go.


- Kim pan jest? – zapytała – wydaje mi się , że znam pana, ale nie mogę sobie przypomnieć – zauważyła rezolutnie.


- Tak Wiktorio, jesteś moją piękna córeczką, widzieliśmy się wiele razy, kiedy byłaś młodsza. Zawsze mam przy sobie twoje zdjęcie, zobacz – powiedział Kuba wyjmując z portfela fotkę czteroletniej córki.


- Ale jestem mała – zdziwiła się Wikcia.


- Obiecałem twojej mamie, że nigdy o was nie zapomnę i nie zapomniałem.


Wiktoria przydźwigała wielki album ze zdjęciami. – To wszystko moje tatusiu - krzyczała przejęta. Siedzieli w trójkę nad tym albumem

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Pilar Linia koment
Dodany:2012-03-14 20:31:35, Ocena: 5.8
"zapisała ja" - jĄ Nie ma to, jak szczęśliwe zakończenie:)

Ocenił/a na: 6
oleczka31 Linia koment
Dodany:2012-03-15 15:34:04, Ocena: 5.8
Dzięki. Powiedz Krzysiu, dlaczego ludzie boją się odbudowywać stare związki, jeśli kochali się naprawdę? Wierz mi,to jest możliwe.
EmnildaAmelberga Linia koment
Dodany:2012-03-17 12:41:38, Ocena: 5.8
Czytając tą część miałam wrażenie, że jest trochę skrócona, uproszczona. I to jest chyba takim małym minusem tej części. A tak poza tym to pomysł fajny, stworzyłaś taki klimat, że nie do końca było wiadomo czy doczekamy się szczęśliwego zakończenia, czy też natkniemy się na koniec pełen smutku.

Ocenił/a na: 5
viktoria12 Linia koment
Dodany:2012-03-28 16:32:45, Ocena: 5.8
Tak, oczywiście że tak: opowiadanie na szóstkę, bo coś mi przypomniało. Jeżeli wracają wspomnienia, to znaczy, że tekst jest dobrze napisany. Tak uważam:)

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów