Restaurator 5
opowiadania >



Będzie ciężko na nią spojrzeć a co dopiero się odezwać. Śmieszne, byłem u siebie a bałem się przejść z jednego do drugiego pomieszczenia. Przyzwyczaiłem się do samotności, czułem się bardzo nieswojo z drugą ludzką istotą czekającą na moje przybycie, myślącą, spodziewającej się jakiejś reakcji z mojej strony, mającej własne nieznane mi potrzeby. Już zapomniałem jak to było z żoną. Albo byłem wtedy innym człowiekiem. Złym? Bo się nie interesowałem co ona czuje, robi, czego chce? Może interesowałem się tylko na początku? Za dużo czasu minęło. Nie pamiętam, albo nie chcę pamiętać. Pamiętam tylko jej oskarżenie kiedy zamykałem drzwi wychodząc: Jesteś samotnikiem. Żadna kobieta z tobą nie wytrzyma. Miała rację, ale mówiła to chcąc wywołać u mnie strach a paradoksalnie te kilka prostych słów prawdy wywołało u mnie rozluźnienie. Dobrze wiedzieć co mnie czeka. Nic nie układa się według planu, nawet jeżeli nie jest twój własny.

Monika siedziała na kanapie jakby nic się nie stało. Uśmiechnęła się kiedy postawiłem przed nią talerz, rozłożyłem sztućce na papierowej serwetce i uzupełniłem alkohol w jej pustej szklance. Powiedziała bardzo nie śmiałe: dziękuję. Odpowiedziałem również łagodnym uśmiechem. Jakoś poszło, nie było aż tak strasznie. Obydwoje wywiesiliśmy białe flagi nie pozostało nic po krwawej bitwie jaka rozegrała się pod kuchennym piecem, pomijając bólu wargi jaki mnie przeszył, kiedy włożyłem do ust pierwszy kęs mięsa podany w ostrym sosie. Dotknąłem opuszkami palców ugryzione miejsce. Wiedziałem, że spuchnie ale zdążyłem o tym zapomnieć. Ból fizyczny bywa mało zajmujący kiedy ciągle cierpisz psychicznie.


- Może obejrzymy jakiś film? – zapytała unosząc szkło do ust. Widelcem pogrzebała w jedzeniu ale nie włożyła nic do ust. Ja, miałem pełne usta. Przeżułem, otarłem delikatnie wargi serwetką i po raz pierwszy tego wieczora zamoczyłem usta w chłodnym piwie z uczuciem ulgi bliskiemu orgazmowi.


- Czemu nie?... Komedia?


- No!


- Lubisz Jeana Reno? – spytałem po chwili zastanowienia.


- U w i e l b i a m! Przecież jest taki seksowny.


- Hee? Z której strony? – już byłem rozbawiony.


- Ach wy faceci! Jego charakter, inteligencja i rzemiosło, to jest prawdziwa atrakcja dla kobiety a nie wygląd mężczyzny.


- Aha, to dlatego nie mam powodzenia u kobiet!


- Kłamca! Pewnie co weekend sprowadzasz tu panienki i korzystasz z umiejętności kulinarnych żeby je zmiękczyć a później wciągnąć do łóżka. Przyznaj się! – zerknąłem na jej nietknięty talerz.


- No tak. – jak już zmyślać to na całego - Właśnie zrobiłem wyjątek od reguły i pozwoliłem wejść kobiecie do mej jaskini w środku tygodnia. To niedopuszczalny błąd dla starego podrywacza jak ja. Umówiłem się z sąsiadami, że będę hałasować tylko w piątek i sobotę, a dzisiejszy błąd może mnie kosztować zerwaniem dobrych stosunków z sąsiadami. A to już nie są żarty.


- Dobrze ściszymy muzykę i film puścimy cichuteńko. Jeszcze coś?


- Tak. Żadnego seksu. Pewnie za głośno krzyczysz… Dobra idę po film – ruszyłem do komputera włączyć film.


Nie odpowiedziała tylko osiadła głębiej w kanapie. Musiałem przekroczyć granicę dobrego żartu, albo przypadkiem trafiłem w prawdę, albo ją zawiodłem, albo olała moją wypowiedź. Właśnie tego najbardziej obawiałem się w kontaktach z drugą osobą. Ciągle jakieś moje dziwne błędy w wypowiedziach, brak zrozumienia a przede wszystkim brak zaufania ze strony innych osób. Kiedy cały czas jesteś przyzwyczajony do mówienia prawdy ludzie ci niedowierzają. A jeżeli nikt nie pokłada w tobie wiary, to nie ma dla ciebie na tym świecie niczego cennego. Spojrzałem na zdjęcie córki. Gdyby nie ona, zwariowałbym.


- Dlaczego nie jesz? Nie smakuje? – spytałem kiedy wróciłem na miejsce obok Moniki – Już i tak ostygło. Zabiorę talerze do kuchni nie będą przeszkadzać.


- Nie, zostaw! Przepraszam! Nie szkodzi, że ostygło. Ja tak jem. Już kosztowałam, jest bardzo dobre! – na dowód nabrała trochę ryżu na widelec i włożyła do ust – nie będzie ci przeszkadzać jak będę tak skubać po troszku?


- Ależ skąd! Przecież nie będę ci mówić jak masz jeść. Czuj się jak u siebie.


Zadowolona usiadła po turecku, talerz chwyciła do ręki i zabrała się do jedzenia. Ta czynność tylko z pozoru przypominała odżywianie, bo włożyła do ust zaledwie kilka ziaren ryżu a gryzła je, jakby brała udział w konkursie żucia gumy. Pewnie ma dietę. Nie powinienem się dziwić, przecież mówiła mi, że nie jest głodna a ja uparłem się na zrobieniu kolacji. Niepotrzebnie się wysilała próbując coś zjeść, nic by się nie stało gdyby po prostu podziękowała i odłożyła talerz.


Mimo tego czas upływał bardzo przyjemnie. Równocześnie wybuchaliśmy śmiechem i zagłębialiśmy się w milczeniu jak tylko zmieniał się nastrój filmu. Zachwycaliśmy się w ten sam sposób mimo różnic wieku, płci, wychowaniu. Po czasie zorientowałem się, że byliśmy do siebie okropnie podobni ale nie mogłem określić w czym. Nawet się nie zorientowałem kiedy położyła się na kanapie opierając głowę na moich nogach a swoim pozwalając zwisać z oparcia. Aby głowa jej się nie osunęła i mogła wygodnie spoglądać na monitor komputera, wyprostowałem moje nogi i oparłem je o stolik. Teraz obydwoje czuliśmy się już swobodnie. Po ilu dniach znajomości? Dwóch? Trzech? Jak można się tak blisko zbliżyć w tak krótkim czasie? Dla mnie to było niezrozumiałe. Czy to tylko jej osobowość sprawiała te wrażenie lekkości jakie odczuwałem w jej towarzystwie?


- Dawid? Mogę zostać u ciebie na noc? – spytała nagle ale nie zaskoczyła mnie bo już czułem że dziś nie trafi do domu. - Zrozum, ja mam gdzie spać ale czuję się dzisiaj taka samotna. Prześpię się na kanapie i będę cicho jak mała myszka. Ale proszę, nie wyrzucaj mnie. Naprawdę nie będę ci sprawiać żadnego problemu.


- Nie. Nie będziesz spać na kanapie tylko w łóżku. Ja, prześpię się na kanapie – odparłem bardzo poważnie nie odwracając wzroku od bohatera dającego wycisk japońskiej jakuzie kijami od golfa.


- Fajnie! – była wyraźnie zadowolona – A obejrzymy jeszcze jakiś film?


Zerknąłem na zegarek. Kurcze, jak ten czas leci już w pół do pierwszej. O tej porze najpóźniej kładłem się spać ale co mi tam! Jedna nie przespana noc to nie tragedia. Zgodziłem się.


- A widziałaś „Dym”?


- Tak – już miałem zmienić propozycję ale ubiegła mnie wyprzedzając moje niewypowiedziane słowa – Ale z tobą bardzo chętnie go jeszcze raz zobaczę.


Milczeliśmy przez całą projekcję filmu, chłonąc każde słowa i gesty wyśmienitych aktorów.

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów