Szeryf Jack i porwanie
opowiadania >




Jack McFartney był szeryfem w miasteczku Smallfadge; człowiekiem w średnim wieku. Miał długie wąsy i kozią bródkę co wyróżniało go z pośród wszystkich mężczyzn w okolicy. Ubierał się zawsze na biało – czarno. Na piersi błyszczała mu odznaka, a przy pasku połyskiwała broń, rewolwer bębenkowy systemu Colta.


Trzy razy dziennie patrolował miasteczko. Potem często wstępował na posiłek do baru, który prowadziła Anabel Countberry - piękna, długowłosa blondynka o niebieskich oczach. Obiady te nie były może najsmaczniejsze ale jeden uśmiech właścicielki sprawiał, że nagle zmieniały smak na lepszy.


Pewnego dnia Jack, idąc do baru na obiad spotkał mężczyznę ubranego na czarno, który był od niego trochę niższy. Podszedł do Szeryfa na jakieś dziesięć kroków, a Stróż Prawa już wiedział co zaraz nastąpi. Stał spokojnie, patrząc na przeciwnika, czekając na jego ruch. Powietrze było lepkie od napięcia i wysokiej temperatury. Gdy zegar wybił dwunastą, padły strzały, to Jack wyciągnął Colta z kabury z zadziwiającą prędkością i nie namyślając się długo, wystrzelił. Czarny kowboj zgiął się w pół, upadł na kolana, a potem całym ciężarem zwalił na ziemię. Szeryf podszedł do swojego przeciwnika. Na twarzy nieznajomego błąkał się nikły i pusty uśmiech. Wszyscy mieszkańcy wybiegli na ulicę w chwili, kiedy McFartney wyciągał broń z martwej dłoni zabitego. Wiwatowali i gratulowali mu celności i szybkości. Zrozumieli, że nic im się nie stanie, kiedy Szeryf Jack będzie w pobliżu.



Kilka dni później...



Była godzina dziewiąta wieczorem. Jack postanowił zaprosić Anabel na spacer, bo od dawna mu się podobała. Po wielu godzinach walki z samym sobą przemógł się i poszedł do niej. Gdy był przecznicę od baru, usłyszał tętent koni i jej krzyk. Serce mu zaczęło szybciej bić. Zaczął biec w kierunku, z którego dochodziły głosy i zobaczył, jak trzech zamaskowanych bandytów wyprowadza związaną kobietę z baru. Nie miał pewności, że to była ona, ale serce mu podpowiadało, że to Anabel. Szeryf zaczął do nich strzelać, ale każdy strzał był chybiony... Porywacze uciekli, a on w napięciu wszedł do baru, myśląc że znajdzie jakąś wskazówkę. Wszystko było porozrzucane i porozbijane. Już dawno było po wyjściu ostatniego klienta.


W barze, który teraz przypominał spelunę nie było nikogo. Jack wszedł po schodach na piętro gdzie mieściły się pokoje pięknej An. Tu również wszystko było tak samo zdemolowane. Pomyślał, że już jej więcej nie zobaczy. Ogarnęła go złość, smutek po starcie ukochanej i chęć zemsty na porywaczach. Wiedział, że musi ją odnaleźć. Dla Jacka w tej chwili nie liczyło się nic więcej jak tylko jej odszukanie.


Wziął z komisariatu koce, wodę, dodatkową broń z amunicją, i nie czekając Szeryf ruszył w pościg, by uwolnić Anabel z rąk bandytów… cdn.



- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
ajrin Linia koment
Dodany:2010-10-21 18:44:39, Ocena: Brak oceny
coż jak ktoś lubi westerny to zaciekawi go twoje opowiadanie mnie zaciekawiła jego końcówka a konkretnie słowo komisariat myślę że więzienie pasowałoby bardziej ale to moje subiektywne odczucie,pozdrawiam serdecznie
Alis17 Linia koment
Dodany:2010-12-26 16:04:11, Ocena: Brak oceny
fajne
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów