Mój chłopak jest gejem" 3 część serii (+18) C.D
opowiadania >



się w sobie, aby kontynuować. Teraz to bardziej wściekłość niż ból buzowała w jego ciele. Palce Matta delikatnie głaskające jego policzek, wcale jakoś nie pomagały. Kontynuował jednak z uporem. – Za drugim razem mój partner chciał mieć wszystko. Życie perfekcyjne. Dom, idealną drugą połówkę, dzieci, dobrą pracę, świetną reputację i… romans ze mną. Szkoda, że poinformował mnie o tym jak już oświadczył się swojej pięknej narzeczonej. Przeliczył się jednak z jednym. Ja przy moim wzroście i ego nie nadaję się na czyjś Dirty Little Secret.

Brązowe oczy Matta rozszerzyły się lekko z zaskoczenia i przez moment mrugał nie wiedząc co powiedzieć lub jak zareagować. Zrobił więc coś w zamian. Przyszpilił Dona do łóżka i pocałował go z wszystkim tym co nie chciało przejść przez jego usta.


Dysząc i sapiąc oderwali się od siebie. Gorączka osłabiała ich i zaschnięty pot sprawiał, że ich skóra była podrażniona i swędziała. Donatello uśmiechnął się z niebezpiecznym błyskiem w oku.


– Idę wziąć prysznic. Zaczekasz? Czy zamierzasz uciec? – zapytał żartobliwie, ale oddech utkwił mu w gardle w oczekiwaniu na odpowiedź. Matt zagryzł wargi i chowając oczy pod na wpół opuszczonymi powiekami odparł:


– Obawiam się, że dla mnie nie istnieje już żadna droga ucieczki…


Don ukrył radosny uśmiech otwierając dla ukochanego okno w pokoju, w nadziei na choć lekki podmuch chłodnego powietrza i zaszył się w łazience nucąc.


***


– To nie tak jak myślicie! – zawołał Matt bezmyślnie. – Donny miał sprawdzić czy nie zasnąłem czekając na prysznic.


Donatello zdrętwiał z ręką na klamce od drzwi łazienki. Trzy pary oczu skierowały się na niego, lustrując jego ociekającą wodą pierś i mokre włosy. Dwie pary brwi podjechały prawie do połowy czoła, kiedy Kyle i Bryan spojrzeli na jego owinięte ręcznikiem biodra.


On patrzył tylko na krwiście zaczerwionego Matta, nadal leżącego w łóżku z prześcieradłem przerzuconym przez jego nagie biodra. Nie mógł znieś winy i wstydu, które się odbiły w jeszcze nie dawno wypełnionych namiętnością oczach.


Odrywając z trudem oczy przeniósł martwe spojenie na swojego przyjaciela i jego partnera.


– Tak… to nie tak jak myślicie.


Wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi przeraźliwie cicho.


Kyle spojrzał na Matta z wyrzutem i rozczarowaniem, ten jednak nie zamierzał ugiąć się. Już miał przerąbane. Jego mózg odmawiał współpracy, a on nie potrafił zmobilizować się do jakiegokolwiek inteligentnego działania. Z nerwów miał ochotę zwymiotować.


Leżał nagi, spocony po intensywnej rundzie najlepszego seksu w jego życiu, przesłonięty rąbkiem prześcieradła. Po mimo uchylonego okna, o które stukała poluzowana żaluzja, jego sypialnia przesiąknięta była gęstymi oparami seksu i podniecenia. On nadal jednak gotów był upierać się, że Kyle i Bryan, którzy przyszli pomóc w rozpakowywaniu nie widzą, tego co ich oczy im podpowiadają.


Brat Matta podrapał się po karku z podejrzanym błyskiem w oku.


– Skończyłeś się rozpakowywać i postanowiłeś uciąć sobie popołudniową drzemkę? – zapytał tonem takiego niedowierzania, że Matt poczuł rumieńce pokrywające jego twarz, szyję i pierś. – … nago?


Mężczyzna podniósł się z łóżka z wściekłością, szczelnie owijając się prześcieradłem. Z ostrzegawczym błyskiem w oku wyminął stojących w jego drzwiach przyjaciół.


– A ty to w taki upał, to kładziesz się do łóżka najpewniej w czapce i szaliku? – warknął zamykając za sobą drzwi do łazienki.


Miał nadzieję, jak jasna cholera, że zimny prysznic zmyje z niego upokorzenie i wstyd zżerający go z powodu bólu jaki sprawił Donatello jednym nieprzemyślanym zdaniem.


***


Jeszcze nigdy w życiu nie czuł się tak zagubiony i bezradny. Jego plany, wyobrażenia i marzenia zmieniały się w jego głowie jak w kalejdoskopie. Niczym stop klapki z filmu, który nie powstał, przesuwały się przed jego oczami obrazy.


Zamiast pięknej jak Rachel kobiety, u swego boku widział huśtającego ich syna w parku szczupłego rudzielca. Śmiech i szczekanie odbijało się echem, kiedy razem wyprowadzali na spacer psa. Czuł wielką ciepłą dłoń Donatello oplatającą jego palce. Widział siebie zmywającego naczynia i zerkającego do salonu w poszukiwaniu powodu wybuchów radości i śmiechów. To długie, umięśnione ciało wyciągnięte na dywanie było polem zabawy dla ich dziecka. Oczami wyobraźni widział ich leżących na kanapie i oglądających telewizję. Koleżeńskie żarty i docinki w restauracji, kiedy spotykać będą przyjaciół. I silne ramiona podtrzymujące go ilekroć życie stawałoby się zbyt trudne, aby udźwignąć je samemu…


Miał ochotę wyć z bólu, kiedy obrazy rozmyły się pod jego powiekami, przez szczypiące łzy, na które sobie nie zasłużył.


Matt nawet nie wiedział, że można wymyślić tak wiele kreatywnych sposobów na unikanie drugiej osoby mieszkając w tym samym domu. Donatello jednak opanował to do perfekcji. Miły, grzeczny i serdeczny dla nich wszystkich, był w ciągłym biegu. Ilekroć Matt chciał przyszpilić go i porozmawiać Don miał tysiąc wiarygodnych usprawiedliwień i wymówek.


Właśnie wchodził się przebrać przed wyjściem na siłownie, właśnie wychodził do pracy, do mamy, z wizytą do kolegi. Odebrać pranie z pralni, pomóc znajomym w malowaniu… O każdej porze dnia, każdego dnia ostatniego tygodnia musiał być gdzieś…


Gdzieś z dala od Matta.


Nigdy w życiu nie podejrzewałby, że to będzie takie przykre i bolesne. Skończyły się żarty i zaraźliwa wesołość Donatella. Kyle i Bryan nie mówili nic, ale ich oczy coraz częściej przenosiły się z jednego na drugiego z wyczekiwaniem i niezadowoleniem. Matt jednak nie potrafił się zmusić do usprawiedliwień. Nawet nie był pewien co powiedziałby Donny’emu gdyby tam ten dał mu szansę.


– Gotowy? – Bryan zapukał w futrynę drzwi wsuwając głowę do jego pokoju i patrząc na niego z wyczekiwaniem. Matt chwycił portfel i komórkę z nocnej szafki i skinął mu głową.


Właściwie się cieszył, że idą do ich rodziców na niedzielny obiad. Musiał z kimś porozmawiać o tym co się działo z nim i tym jednym razem nie sądził, aby Kyle się do tego nadawał.


Don oczywiście grzecznie, acz stanowczo się wykręcił. Ruszyli więc samochodem Kyla w absolutnej ciszy.


Matce Matta Soni wystarczył tylko jeden rzut oka na jego twarz. Z szerokim uśmiechem i powitalnymi uściskami zagoniła wszystkich do jadalni, gdzie pan domu właśnie nakrywał do stołu.


– Dobrze moi mili – Sonia klasnęła w dłonie. – Bryan i Kyle pomagają nosić jedzenie i sprzątać ze stołu, ty Matt pomożesz mi zmywać. – Prośba w jej głosie tak naprawdę była poleceniem pokrytym stalą. Żaden z nich nie śmiał zaprotestować, nawet Matt, który zdawał sobie sprawę z tego, że to oznacza przesłuchanie trzeciego stopnia.


– Tato, ty

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów