Mój chłopak jest gejem" 3 część serii (+18) C.D
opowiadania >



już przystąpił do ataku, wpychając opierającego się brata do kuchni.

Matt zbladł. Nie był jeszcze gotów na jakikolwiek krok ani nie wiedział co robić, żeby stworzyć sobie choć maleńką szansę u Donatello. Po minach swoich współlokatorów wnioskował jednak, że wyboru nie ma.


– Nie mam planu – przyznał niemrawo.


– To lepiej jakiś szybko wymyśl albo ci dokopie – obwieścił Kyle śmiertelnie poważnie.


– Ale co mam zrobić? Donny mi nie daruje!


– Donny? – zapytał Bryan podchwytliwie szczerząc zęby jak kretyn. Matt miał ochotę trzepnąć samego siebie.


– Daruj sobie, proszę cię! Ja tu mam naprawdę poważny problem. Ten facet nawet nie daje mi szans, abym go przeprosił. Jak mam przekonać go, że traktuję go poważnie i chcę, aby dał mi szansę żeby to udowodnić!?


– Zaproś go na randkę – stwierdził Kyle ze wzruszeniem ramion, jakby to miało być oczywiste. W końcu sam tak zdobył serce Bryana.


Matt wybałuszył na niego oczy. Tysiąc opcji i myśli przeleciały mu przez umysł jak błyskawica. Z trudem przełknął dławiącą go gule w gardle i parząc na nich bezradnie zwerbalizował swoją największą obawę.


– A co jak się nie zgodzi?


– Nie dowiesz się jeśli się nie zapytasz – padło chrapliwe stwierdzenie od drzwi. Donatello zaspany, rozczochrany i seksowny stał wsparty o framugę drzwi kuchennych, z ramionami ciasno zaplecionymi na piersi. Bez koszulki, w bokserkach wyglądał jak grzech na dwóch nogach.


Cała trójka podskoczyła zaskoczona.


Matt chciwie i ze strachem spijał jego widok jak uzależniony idiota, którym był. Na drżących nogach podszedł do nieruchomo czekającego mężczyzny.


– Czy zgodzisz się, abym wziął cię na randkę? – zapytał ochryple gwałtownie przełykając. Don wbił w niego swoje krystalicznie zielone oczy.


– Tak – odparł po prostu.


Matt zachwycony i praktycznie na rauszu od zalewającej go ulgi, chwycił szczupłą twarz w dłonie i obsypał ją drobnymi pocałunkami. Chichot za plecami ochłodził go trochę, ale i tak musiał skraść siarczystego całusa z tych kuszących ust.


– Czekaj na mnie o dziewiątej, dobrze? – spytał entuzjastycznie, z zapartym tchem.


Don skinął tylko głową poważnie nie komentując później pory.


Matt nie czekał już dłużej tylko wypadł z domu, planując gorączkowo.


***


Donatello nie nastawiał się absolutnie na nic decydując się na randkę z Mattem. Po prostu chciał dać sobie samemu jeszcze jedną szansę. Jak zakochany idiota nie przestawał się łudzić, że może jeszcze coś z tego będzie. Że może Matt obdarzy go szczerym uczuciem i pokocha, bo dostrzeże jakim wartościowym człowiekiem jest.


Randka, którą zorganizował dla nich Matt wprawiła jego umysł w całkowity szok.


Gruby koc wyścielał podłogę altanki na jeziorku w parku, w którym pocałował go pierwszy raz. Jedna samotna, gruba świeca stała na wąskiej ławeczce przymocowanej wewnątrz, rozpraszając gęstniejący mrok. Obok stał sześciopak piwa i taca przekąsek kupionych w delikatesach.


Zamiast słów, przeprosin i rozmów były głodne pocałunki i zachłanne pieszczoty. Matt zamierzał chyba doprowadzić go do szaleństwa i wybłagać przebaczenie wielbiąc jego ciało. Jego dłonie były chciwe i niecierpliwie. Koszulka już dawno leżała gdzieś w kącie, a teraz praktycznie zdzierał z niego jego jeansy.


– Ktoś nas może przyłapać – zaprotestował niezbyt przekonywująco Don, zachłystując się powietrzem, kiedy wilgotne gorące usta znalazły jego wrażliwy sutek.


– To co? – odmruknął Matt, zdejmując swoje ubranie w kilku zdecydowanych ruchach. – Najwyżej uciekną z krzykiem.


– Zwariowałeś… – stwierdził patrząc z fascynacją jak blask świecy malował na pięknym ciele jego kochanka kuszące cienie.


– Na twoim punkcie – przyznał prostolinijnie Matt liżąc wilgotną ścieżkę w dół jego piersi i brzucha. Zatrzymał się dopiero kiedy jego język dosięgnął czubka jego przekrwionego, twardego członka i zaczął go lizać jak lizaka. Głośny, głuchy jęk wyrwał się Donatello z gardła. Jak w transie wplótł palce w czekoladowe, gęste włosy i patrzył zahipnotyzowany na sprytny język torturujący go niewprawnymi, ale entuzjastycznymi pieszczotami.


– To nie potrwa długo – ostrzegł lojalnie. Matt spojrzał na niego rozpalonym wzrokiem.


– O nie, jestem ci winien mój dziewiczy tyłek – zaprotestował stanowczo, choć z sercem walącym mu niespokojnie w gardle.


– Matt – Donatello klęknął tuż przy nim. – Nie musisz…


– Wiem, że nie muszę. Problem z tym, że chcę tego tak cholernie bardzo, że będę błagał jeśli sobie zażyczysz.


Zszokowany Don nie umiał przetworzyć w pierwszym momencie jego słów. Dopiero chłód naciąganej na jego rozpalonego do czerwoności penisa prezerwatywy przywrócił go do rzeczywistości.


– Jak to zrobimy? – zapytał Matt ochrypłym głosem wręczając mu tubkę z żelem. Don nie potrafił zaprotestować ponownie, choć pewnie powinien.


– Klęknij przede mną – zakomenderował, obejmując Matta w pasie i przyciągając jego plecy do swojej piersi. Kolanami rozszerzyły mu nogi przyciągając jeszcze bliżej do siebie. Jego członek łkając radośnie grubymi kroplami, otarł się między pośladkami jego partnera. Obaj mężczyźni mruknęli z aprobatą.


Od tego momentu już nie było drogi powrotu. Każda pieszczota jaką kiedykolwiek pragnął użyć na swoim mężczyźnie zmieniła się w rzeczywistość. Masował, lizał, ssał i pieścił potężne ciało swego kochanka. Jego usta znalazły czuły punkt Matta na karku i zadręczały go podniecającymi pocałunkami. Jego dłonie ugniatały prężne mięśnie jego piersi, brzuch i pośladków. W końcu rozpalony tak bardzo, że obawiał się, że straci panowanie nad sobą, ujął piękny członek, jęczącego Matta w jedną dłoń, a palcami drugiej ręki zaczął podstępnie wkradać się do jego wnętrza.


– O Jezu! – wymamrotał nieprzytomnie Matt, poruszając biodrami i nabijając się na dręczący go palec. – Nie możemy tego przyspieszyć? – zapytał z nadzieją sięgając do tyły i przyciągając go do siebie za szczupłe biodra.


– Nie, kochanie – Don używając więcej żelu wślizgnął drugi palec w jego drgający i zaciskający się odbyt. – Bolało by jak jasna cholera!


– Oooch! – Matt odrzucił głowę do tyłu kładąc ją na ramieniu Dona. – Donny? Czy to źle, że ja lubię jak tak trochę piecze?


Don chwycił opuchnięte usta w gorący, namiętny pocałunek, przyprawiając ich obu o zawrót głowy. Wystarczyło to aby rozkojarzyć Matta i wsunąć trzeci palec do jego rozpłomienionego, ciasnego wnętrza.


– Nie kochanie… absolutnie nie.


Nie mogąc czekać już ani trochę dłużej popchnął Matta lekko do przodu i przyłożył czubek penisa do lśniącego, drgającego niecierpliwie otworu.


– Jesteś tego pewien kochanie? – zapytał dając jeszcze jedną szansę Mattowi na ucieczkę, jego przyjaciel parsknął tylko, wyraźnie zniecierpliwiony i oburzony opóźnieniem.


– Rusz tyłek, bo jak będzie moja kolej też będę cię tak szczuł – zażądał ochryple, wypychając biodra do tyłu, próbując się

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów