Kowal i podkowa
opowiadania >



W dwutysięcznym ósmym roku...

Demon

Nihil novi...

Jak wstążkę otwartej księgi
nie dotykaj oczami świętego,

już dwa lata na okrągłym stole
tańczą przede mną wiedźmy,

są tylko trzy piętra opętania -
nie wiem gdzie wzrok prowadzi,

dziś w nocy dostałem list z baru,
nieśmiałe zaproszenie do piekła:

widziałem świętego bluźniercę -
błogosławił trędowatą wiarę...

Romans

Reni...

Sprofanowali nagą ideę sztuki,
bluźniercza grafomanio pióra,

modlitwo obłudnej hipokryzji,
piedestale cmentarnych laurów,

kwiatu lotosu - wbijają kolce,
biała perło - sypią piaskiem,

bogini płodności - piękna pani
wizjonerko: idziemy na piwo!

Bezdomni

Via tovi...

W drodze przez katusze do edenu
spotkałem szalonego pustelnika -

przywitałem się z jego przyjaciółmi:
przyjaciół nigdy nie widziałem -

opowiadał mi bajkę o domach:
domy nigdy nie miały balkonów -

opowiadał mi bajkę o dachach:
dachy nigdy nie miały kominów -

posłuchaj wulkanu białych pałaców,
posłuchaj lawy czerwonych zamków,

natychmiast pojąłem pustelnika:
na lirze zagrałem mu bezdomnych...

Cywilizacja

Inri...

Śmiało zatańcz ze mną - kostnico
trupioblada o jajogłowych ślepiach:

ramionami zrobimy głęboki obrót -
lodołamaczu wszechświata - topniej,

trzeszczą świszczące iskierki szkła:
śmiało zatańcz ze mną - gniewna!

Dasomie

Oratorum?

Dlaczego biją mnie po głowie:
za dużo wiedzy mam po sowie?

Stąpam łyżwami po lodzie:
z oratorem piję wódkę.

Z filozofem kradnę łódkę:
pływam nartami po wodzie.

Za mało wiedzy mam po sowie:
dlatego bija mnie po głowie?


Pióro

Tadeuszowi Krawczakowi

Do palców przymarzło pióro
i oczy jak niewypały - to noc
śni mi się jak pochodnia
pełna trwogi i krzyków,

ptaku biały,
wybacz mi zbrodnię -
ukradłem ci pióro z ogona -
pole twoje jest nadto pełne krwi,

pióro twoje - mieczem moim,
krew twoja - atramentem moim,

ewangelię starą napiszemy od początku
i narysujemy od nowa mapę starą -
więc wybacz mi zbrodnię -
ptaku wyblakły.

Do palców przymarzło pióro
i oczy jak niewypały - to noc
śni mi się jak pochodnia
pełna trwogi i krzyków...

Mądrość

Powietrze zatrzeszczało
i zakołysało żylastymi

skrzydełkami skrzydełkami
małej muszki - muszki małej,

powietrze zesztywniało
jak jeden grom muzyki,

powietrze trzeszczy ledwie
i ledwie kołysze żylastymi

skrzydełkami skrzydełkami
małej muszki - muszki małej,

na świeżo zielonkawej
i jak dąb starej ławeczce

lśni czarna mała plamka -
to taki pogrzeb śmieszny...

Spóźnienie

O tej porze nie przychodzę do pracy,
śpię nadal jak czarny kot na piecu,
budzi mnie skrzypienie mrozu
przez dziurę w szybie - wstaję,

szukam zagubionych kalesonów,
znalazłem - leżały obok księgozbioru:
wrzuciłem do pralki - kręci się wolno
jak słońce wokół ziemi - szoruję

tytoń na zębach - znajomy dentysta
przepisał mi plombę na mózg,
golę się brzytwą z dzikiego

zachodu - gaszę światło prysznica:
z ręcznika robię wycieraczkę -
goni mnie pogotowie kanarów!

Osada

Nie czytaj czarnoksiężnika -
on jest prorokiem upadku,

nie wymawiaj żadnych słów -
słowa pogrążają twoje myśli,

pilnuj każdego kroku i gestu -
czyn świadczy przeciwko tobie,

drewniany płot daje ci pewność,
betonowy mur daje ci odwagę,

widziałeś już otwartą furtkę:
trafiłeś na głęboką barykadę.

Nie pytaj czarnoksiężnika -
dla niego jesteś potworem!

Gra

Z kart papirusu piramidalną trybunę
ułożyłem drewnianymi pałeczkami,

na samym szczycie szeptałem z cesarzem -
z ambasadorem rozmawiałem u podstaw,

mina niechcący spotkała statek -
eksplodował niczym grób faraona,

wytłumaczyłem zdumionemu cesarzowi:
to palec nadepnął na niewłaściwą kartę,

ambasadorowi zaskoczonemu powiedziałem:
ktoś uznał niechcący pokera za pasjansa,

zrozumieli obaj niewierni przyjaciele,
że przemawiam szeptem z konfesjonału

do czarnobiałej szachownicy -
gdzie toczy się gra o moją śmierć...


Kamyk

Małgorzacie Sosińskiej

Rex...

Ten kamyk marmurowy
niczym nasionko chwastu
znalazłem w piasku ziemi,

pośród chmur kurantowych
marsowe echo pomiotu
szaleństwem wzywa piasek
podobny do starych juków
na ciche uroczysko,

w głębi ciemnych chojarów
na powróśle bierwionów
lśnią ślady beskurcyji
jak jasny promyk słońca
i śliczne lica mary,

w dębowym częstokole
kipie gorąca kipiel
niczym wzburzone knieje
i sypie szarym piaskiem
jak spojrzenie obłędu.

Ten jantar marmurowy
niczym ziarenko chwastu
znalazłem w bagnie ziemi...


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Rex Linia koment
Dodany:2016-09-06 16:07:39, Ocena: Brak oceny
Tak powinna wyglądać oryginalna wersja wyżej wymienionego tomiku... Również, jakby inaczej: przy okazji: pierwszy wiersz napisałem w ósmej klasie, czyli: w podstawowej edukacji szkolnej, potem - walnąłem jakieś trzy arcydzieła w trzeciej klasie liceum zawodowego - pisemko szkolne z ogromną dumą wydrukowało na ostatniej stronie, proszę więc nie oceniać moich twórczych początków, tylko - zrobić głęboką analizę porównawczą, oczywiście: jeśli odwaga pozwala - warto pomyśleć nad obiektywną, bezstronną i merytoryczną krytyką. Z miłym pozdrowieniem - Łukasz Jasiński
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów