Kowal i podkowa
opowiadania >



W dwutysięcznym dziesiątym roku...

Biografia

Pierwszy raz zabiła mnie niewiasta,
ubóstwiałem miłowaną - zapłakała

nad moim losem - zrozum - śmieszny
rycerzu - bez spisku nie byłabym sobą -

rzekła pieszczotliwie - byłeś odważny,
nagrody jednak za to nie dostaniesz -

idź z duchem czasu - poszukaj synów
przymierza w świątyni opatrzności,

umarłem po raz drugi przez niewiastę -
cyjanek z potasem krąży w głębokim

korycie zatoki - patrzą na mnie oczy
pogrążonego świata - dość - krzyczę:

ostatni grosz oddaję głodnemu dziecku -
idę do nieba po raz trzeci - cynicznie...

Grabarz

Ja - za życia powszedniego - trędowaty
i moje drugie ja - umiłowana śmierć - noc,

to lubię - stare okładki czarnej magii -
tamta epoka wciąż trwa jak głębokie łuki

cmentarnych bram - patrz - we mgle
nadchodzą dźwięki skrzypiec - pękają

kamienne krzyże - lubię psy o czerwonych
ślepiach - czołobitnie podają mi łapy...

Judeocentryk

Jude! Jude! Jude!

Krok po kroku zapada się pod ziemią epi
centrum - trzydzieści trzy. Czas się zacznie

za godzinę w szarej strefie. Śmiało idź po laur
do piekła wrót - zapukaj: tik tak tik - zegar

mistrz nie tyka rytmu białej lichwy. Maranos
wychodzi z czarnej szafy - na prom nada

pro amen rada idą mi na: trik trak trik - wice
mistrz w synagodze wyświęca profanów.

Mafia

Magdalenie Gałkowskiej

Po prostu bez krawata...

Ja będę czarną mgłą i dzwonił będę jak ten dzwon,
ty będziesz moją łzą i grała będziesz jak ten ton...

Narodziny odbędą się w chwili nadania imienia
nowemu diabłu - nie będzie to czterdzieści cztery -

ostatnie sześć w ramionach kościała - kult obnażony,
światło księżyca pokryje ziemię kwiatami - witaj

łuno lustra w odbiciu płaskorzeźby - pękła szyba,
imiranio - wampiry mają twoją krew na zębach.

Ja będę czarną mgłą i chodził będę jak ten cień,
ty będziesz moją łzą i stała będziesz jak ten dzień...


Znak

Veni! Vidi! Vici!

To był chyba jaśminowy zapach na górze
krzyżowej i taki dziwny spokój -
błoga cisza - stałem wtedy daleko z boku

z pędzlem w dłoni - nagle poczułem odór
spalenizny i gnojówki: studzienka
oddychała pełną parą - to pewnie ułomek

z dołu - wieszczył nadejście: zagrzmiało
i bordowe chmury pokryły niebo -
poznałem znajomego - rozdarty na cztery

wiatry - szukał po jatkach kawałek chleba
i znalazł - pogardę - otarłem czoło
nadgarstkiem: weź moje szaty - rzekłem.

Kierowca

Mój tata był dobrym kierowcą autobusu,
prowadził węgierskie złomy - ikarusy,
inni się bali, wyrzucał pijaków, mocno
dawał w mordę awanturnikom, palił

mocne, smrodził, cierpliwie czekał
na babcie, wysiadał, pomagał, gardził
automatem - kochał biegowe: pamiętam -
na miejskim zadupiu - blisko pętli - dał

gazu - zepsuty zegarek wskazywał na sto,
nie: na dwieście - nie odpoczywał, ciągle
naprawiał swoją zabawkę, raz otrzymał
mandat od kolegi milicjanta - wyrzucił

do kosza: za karę prowadził czerwoniaki
nocne - pijany ubek przystawił do skroni
spluwę, przeładował - chciał naprawdę
zabić: poranne szmatławce wrzeszczały -

miasto to nie dziki zachód - solidarność
przyszła: strajkował - skurwysyńskie pały
w czarnych okularach na haczykowatym
nosie - szantażowali: nie podpisał - pokazał

im takiego wała: wyrzucili biednego
bobasa w ostrogach na bruk - strasznie
długo pił: był prozatorem romantycznej
odysei - mój tata teraz naprawia bruk.


Suka

Zdziczała przybłęda z zachodnich ziem -
estetycznie rzecz biorąc - zaczerwienione
oczodoły z upodlenia - błysk wściekłości,
sierść - kolczastym batem - kundelówkę

pieszczotliwie zwałem - germanką - siad,
zjadała ludzkie kości - szczególnie męskie,
piszczała - warczała - szczekała obłudnie,
poraniona - miarkowała węszenie - leżeć,

zdziczała przybłęda ze wschodnich ziem -
etycznie rzecz biorąc - wychudzona skóra,
oczodoły z upodlenia - błysk wściekłości,
sierść kolczastym batem - kundelówkę

pieszczotliwie zwałem - żydówką - aport,
przyniosła apokryficzny życiorys z obozu
śmierci - międzynarodowy syjon - hulaj
jadowity instytucie - piekło w tajemnicy

wysłano do konserwacji - diabły merdają -
tablica stała się obrazem modlitwy - ikoną,
piszczała - warczała - szczekała obłudnie,
poraniona - miarkowała węszenie - leżeć,

oczodoły z upodlenia - błysk wściekłości,
sierść - kolczastym batem - kundelówkę
pieszczotliwie wziąłem w obroty - poproś
ładnie - ostatni polski walc - dziś wszyscy

święci tańczą na balu masek - wolny takt -
gorący rytm obłędu - szalony powab - zbiła
kieliszki o szybę - święta suka - saba hiram
pardes berni saba hiram pardes berni - bierz!

Prosta

Joannie Masłowskiej

Liberum Veto!

Przy jednej zmarło dwóch mężów stanu,
trzeciego nie zechciała - musiałby zostać
grabarzem, jednak - samego siebie trudno
byłoby pogrzebać: najwyraźniej została

objęta klątwą, przecież - dobrzy odchodzą
na początku życia: pan chyba był bardzo
ostro wstawiony - inaczej puściłby oczko
grzechu - przy kolejnej postradało zmysły

dwóch poetów - teraz w szpitalu nie mogą
udawać czubków: wyuczyli ich z pamięci,
trzeci pisze ten wiersz dla nieszczęśliwej
i cynicznej i dla tej samotnej bez imienia...

Emigranci

Waleczni, niezwyciężeni, osamotnieni - stracili wszelką
nadzieję: wędrowali po pustyni obłudnej rzeczywistości,
szukali zakorzenionego ziarenka - znaleźli rajskie błoto:

połączyli cierniowym różańcem zakrwawione dłonie -
niepokorni, uparci, nieustępliwi, nieprzekupni - obdarci
z mundurów chwały: wywiezieni bydlęcym wagonem

do ziemi obiecanej - brutalni czerwonoarmiści przetopili
ołowiane karabiny na złote dukaty: stracili wszelką wiarę
w miłosierdzie - wyrosły po nich w kopnym śniegu żółte

guziki z orzełkiem w koronie: niemiłosierni obłąkańcy,
złowrogie upiory zemsty - namaszczeni kulą w potylicę -
łabędzim śpiewem jak burza piaskowa zmartwychwstają

żywe kościotrupy: połączyli cierniowym różańcem dłonie -
niepokorni, nieustępliwi, nieprzekupni, uparci, waleczni:
obdarci z mundurów chwały - obłąkańcy sprawiedliwości...


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Rex Linia koment
Dodany:2016-09-09 17:41:29, Ocena: Brak oceny
Tak powinna wyglądać oryginalna wersja wyżej wymienionego tomiku... Również, jakby inaczej: przy okazji: pierwszy wiersz napisałem w ósmej klasie, czyli: w podstawowej edukacji szkolnej, potem - walnąłem jakieś trzy arcydzieła w trzeciej klasie liceum zawodowego - pisemko szkolne z ogromną dumą wydrukowało na ostatniej stronie, proszę więc nie oceniać moich twórczych początków, tylko - zrobić głęboką analizę porównawczą, oczywiście: jeśli odwaga pozwala - warto pomyśleć nad obiektywną, bezstronną i merytoryczną krytyką. Z miłym pozdrowieniem - Łukasz Jasiński.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów