Żona Jezusa, część II
opowiadania >



Nie było mu łatwo, a z czasem było coraz gorzej. Były miesiące, kiedy z braku pieniędzy decydował się nie ćpać, bo - pomimo nałogu - nie potrafił przekonać się do kradzieży. Takich przymusowych odwyków było kilka. Trzy? Może cztery? Chodził wówczas rozdrażniony, a jego dziewczyna - Tamara w ogóle nie była w stanie mu pomóc. Mówiła zawzięcie, że nie będzie przykładała ręki do tego głupiego procederu.
- Chyba jesteś niepoważny! - krzyczała, kiedy zastanawiał się nad kradzieżą.
- Rzeczywiście... mój nałóg - moja sprawa. Ty zawsze tak mówisz...
- Bo mam rację. - W tych dniach, kiedy było mu ciężko, zawsze próbowała go jakoś podnieść na duchu. - Będzie dobrze. Może spróbuj z tym skończyć sam z siebie?
- Po co? A zresztą... wiesz, że to nie jest takie proste. - W taki sposób zawsze kończyły się rozmowy o rzucaniu narkotyków. Tamara nie mogła patrzeć na to, jak jej miłość mizernieje w oczach. Co najgorsze - nie wiedziała co ma robić. Przecież nie odejdzie, nie boi się tego. Dadzą sobie świetnie radę.
Nadeszła zima. Tamara, kiedy wracała do domu nie była w stanie przewidzieć, co zastanie. Mógł tam być zaćpany Miłosz, leżący na podłodze, mógł gotować właśnie obiad - bo i tak bywało. Taki widok zawsze świetnie na nią działał. Zachowywali się wówczas jak przykładna para. Jedli razem obiad, zmywali naczynia i mieli nawet czas na chwilę dla siebie. Zawsze, kiedy leżała wtulona w jego tors, on pytał:
- Kochasz mnie jeszcze? Chociaż trochę? Wiem, że zachowuję się jak gówniarz...
- Daj spokój. Gdybym cię nie kochała, to nie byłoby mnie tutaj. - Zawsze odpowiadała w taki sam sposób, ale w jej głosie nie było wahania czy zwątpienia. Mijały dni, nadszedł okres świąteczny, a wraz z nim wigilia. Zdecydowali, że każde z nich spędzi ją w swoim domu, choć rodzice Miłosza liczyli na to, że poznają miłość jego życia. On jednak stwierdził, że powinni spędzić ten czas oddzielnie. Rozłąka miała trwać zaledwie trzy dni. Kiedy Miłosz przekroczył próg domu, od razu usłyszał podniecone głosy ciotek, babci i matki. Gdzieś w oddali słychać było ojcowskie "cześć, mistrzu", ale okrzyk został stłumiony przez krzyki dobiegające z kuchni.
- Chodź wnusiu, chodź. Pewnie jesteś bardzo głodny.
- Nie, jadłem dzisiaj kebaba w ulubionej knajpce - zaśmiał się i mrugnął do dziadka. Dziadek oczywiście wiedział, że kebab to działka, a ulubiona knajpka to diler z dzielnicy Miłosza. Często rozmawiali przez telefon, więc dziadek - można powiedzieć - był na czasie.
Wymówka XXI-wiecznego Jezusa wcale nie podziałała na babcię. Już za chwilę na stół wjechał rosół i masa innych potraw, jednak tylko tę pierwszą Miłosz miał siłę w siebie wcisnąć. Wszyscy się krzątali i w pewnym momencie przestali zwracać uwagę na Miłosza. Wyszli więc razem z dziadkiem na spacer, ot - żeby porozmawiać, tak długo się przecież nie widzieli.
- Wiem, że wydasz te pieniądze na... sam wiesz, ale proszę. Nie chcę, żebyś się męczył, a mam też cichą nadzieję na to, że zmądrzejesz - powiedział dziadek, wkładając wnuczkowi do kieszeni 200 złotych.
- Nie, dziadku. Nie mogę, no...
- Dałbym ci je i tak, i tak. Nieistotne, jak ułożyło się twoje życie, wnusiu. Przecież i tak cię kocham. Może po prostu nie umiem tego okazać.
- Dziadku... - wzruszył się Miłosz i przytulił do dziadka. Dziwnie to wyglądało - dorosły mężczyzna przytula staruszka.
- A jak twoja dziewczyna? Jak jej tam... Tamara? Może przywieź ją kiedyś do nas?
- Nie wiem czy to dobry pomysł... ale może kiedyś. Babcia mówiła, że chcecie ją poznać, ale uznałem, że w święta powinniśmy od siebie odpocząć.
- Może masz rację... ale jedno nie daje mi spokoju. Jak sobie dajecie radę? A może spróbuj z tym skończyć dla niej? Jej pewnie też jest ciężko...
- Tami jest kochana i stara się mnie wspierać, czasami boję się, że mnie zostawi, ale. Zresztą wiesz, że to nie jest takie proste. - Standardowa wymówka wystarczyła na zamknięcie dziadkowi ust. Aż nastał wigilijny wieczór i świąteczny poranek. CZĘŚĆ TRZECIA.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
oleczka31 Linia koment
Dodany:2013-02-10 12:33:50, Ocena: 6.0
Wik , nie denerwuj mnie, już odczekałam pierwszą część, aby mieć więcej do czytania, a tu niespodzianka - większa czcionka...

Ocenił/a na: 6
monia17 Linia koment
Dodany:2013-02-11 00:00:45, Ocena: 6.0
Fajnie się czyta:) pozdrawiam:)

Ocenił/a na: 6
EdwardSkwarcan Linia koment
Dodany:2013-02-11 00:26:26, Ocena: 6.0
Z przyjemnością przeczytałem:) pozdrawiam Edward
Pilar Linia koment
Dodany:2013-02-12 22:27:54, Ocena: 6.0
Ale mnie wkurzasz ;p Nie dość, że piszesz w dużych odstępach czasu to jeszcze tak mało - wiem odezwała się ta, co zniknęła a dłużej :) Zlituj się i publikuj coś dłuższego i szybciej :) Tak na marginesie dziadek też mnie denerwuje - powinien namawiać wnuka do rzucenia tego świństwa, a nie dawać mu pieniądze, z którymi i tak wie, co on zrobi.

Ocenił/a na: 6
EdwardSkwarcan Linia koment
Dodany:2013-02-13 02:07:48, Ocena: 6.0
Wiadomo od dawna, że dziadek i babcia zawsze da! - serce :) pozdrawiam
Wik Linia koment
Dodany:2013-02-16 09:33:35, Ocena: 6.0
Pilar, aj tam. ;) Nie mam nawet czasu w sumie, poza tym jakoś zapału we mnie też nie ma. Zobaczymy co będzie dalej. ;)
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów