Hast du?
opowiadania >



Du, du hast, du hasst mich... Łucja powoli otworzyła oczy. Piosenka Rammsteina przebijała się przez dwudziestą minutę nagrania do synchronizacji mózgu. Sąsiad ewidentnie postanowił wbić głos Tilla Lindemanna w rzeczywistość na stałe, wszelkie próby medytacji topniały jak śnieg w czerwcu. Czy on do diabła wie, co przesyła światu? 'Ty, ty chcesz mnie widzieć w piekle...' Ano właśnie, już i na diabła zaklęcie poszło. Ale dla tamtych to pewnie tylko rytm, rytm, rytm...


Ekran świecił oszukańczo łagodnie. Czysto, schludnie i porządnie. Wciśnij guzik, a będziesz panem świata. Możesz absolutnie wszystko, chociaż poza wyświetlaczem jesteś mysz. Komputerowa bez zasilania oczywiście. Du hast mich...


Masz mnie, Adonai. Masz i zdasz. Egzamin. Tylko z czego?


Ekran świecił nadal. Minuty na osi obiecywały już szczęście... może nie wieczne, ale zawsze... Nein. Nein - sprowadzał na ziemię Rammstein. Nie ma drogi na skróty. Musisz zjeść swoje cukierki extra sour do końca.


Musisz wyjść stąd, postanowiła Łucja stanowczo. Znowu zaczynasz żyć w matriksie. Rozejrzała się za swoimi butami. Chciałoby się szpilki na ośmiocentymetrowym obcasie... nic z tego. Chodźcie, moje traktory. Ślubuję wam wierność, jak każe Till. Do śmierci i dalej. Niech inni chodzą boso. Zawiązać sznurowadła na podwójny węzeł, bo będzie źle.


Traktory zawsze sprowadzały Łucję na ziemię. Solidny kawałek tworzywa dociążał stopy. W lato zamienialo się to w hiszpański but, ale dzisiaj działało kojąco. Zawiązać te sznurowadła... na schodach będzie raczej trudno poprawiać. I fru...


Rękawiczki jak zwykle wylądowały w kieszeni. Łucja nie przepadała za tym wynalazkiem - odbierał poczucie pewności. Dłoń w rękawiczce to dłoń zabezpieczona, ale zawodna. Czasami nie dało się jednak uniknąć. Niech będą.


Zeszła po schodach. Światło na klatce schodowej oszukiwało tak samo, jak ekrany, a usypiało jeszcze bardziej. Pomogę ci wprowadzić porządek w tę noc. Tyle, że noc przetrwa wszystkie żarówki. I ruscy pewnie znowu odetną to i owo...


Heej, koniec. Łucja potrząsnęła mocno głową. He's the boss - jak mówił Assante. I am the boss. Przynajmniej na najbliższe pięć minut. Zanim zgaśnie światło.


Chodnik pod nogami wyglądał jak zwykle. Nic specjalnego. Ale stary nawyk 'patrz pod nogi' włączył się automatycznie. Płytka, płytka, płytka... caly świat jest nie w ziarnku piasku, tylko w płytce chodnika. Bo kiedy widziało się ostatnio porządny piach? I, prawdę mówiąc, Łucja nie odczuwała szczególnej tęsknoty za plażami. Plaże i palmy... pocztówkowy kicz. Płytka, płytka, płytka... Nein. Nein. Głowa prosto. Głowa prosto, bo środek ciężkości leci, i znowu będzie ból mięśni. Prosto.


Nogi poszły same. Nie bieg, bo bieg to energetyczny wydatek. Zadycha gwarantowana, a Łucja wiedziała już, co znaczy porządna hiperwentylacja. Wtedy, kiedy masz wrażenie, że twoje płuca wyjdą ci nosem, a twoja krew zamienia się w lód. Nie, pojawił się stary i cierpliwy wilczy trucht. Kołyszący rytm pozwalał nie myśleć za wiele. Przenosił bezpiecznie przez kolejne metry. Chłodne powietrze smagnęło po twarzy. Jesteś tu i teraz. Mała iskierka ciepła w nocy.


Czy chcesz być wierna? Willst du? Raczej nie przepaściom, Herr Till. Jeszcze nie pora i już nie pora.


Rytm, rytm, rytm. Trzymaj rytm... Nawet diabli tańczą.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów